Czarne skrzynki prezydenckiego Tu-154 są już przebadane. W kabinie pilotów samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, były osoby spoza załogi - ujawniła przewodnicząca międzypaństwowej komisji wyjaśniającej okoliczności tragedii Tatiana Anodina.

Jak dodała, jeden z tych głosów został już zidentyfikowany. Ujawniła, że inny trzeba jeszcze rozpoznać. Nastąpi to wkrótce. Według komisji drzwi do kabiny pilotów prezydenckiego samolotu były otwarte w trakcie podejścia do lądowania. Wcześniej jeden ze świadków mówił o pięciu ciałach znalezionych w kokpicie.
Jedną z osób, których głos zarejestrowała czarna skrzynka w kabinie był generał broni Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych. Nie potwierdzono tej informacji na konferencji, ale pochodzi ona od źródła w Moskwie, znającego kulisy badania okoliczności katastrofy polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem. Według informatora drugą z tych osób nie jest Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ. Początkowo sądzono, że to jego głos nagrał rejestrator w kabinie pilotów. Córka dyrektora Kazany, która przyleciała do Moskwy, jednak tego nie potwierdziła.
Głosy osób spoza załogi w kabinie Tu-154 czarne skrzynki zarejestrowały na 16-20 minut przed katastrofą. Jej dokładny czas ustalono na 10.41 czasu moskiewskiego (8.41 czasu polskiego). Przed lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj jest parów i tam nastąpiło pierwsze zderzenie. Czas od pierwszego zderzenia do całkowitej katastrofy samolotu to 6 sekund - obliczyła MAK. Wszystkie systemy i silniki działały, samolot nie rozpadł się w powietrzu.
Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji powiedział, że po odsłuchaniu nagrań z kabiny pilotów nie odniósł wrażenia, by piloci działali pod wpływem presji. Nieco inny wydźwięk miała wypowiedź Anodiny. Podkreśliła, że kwestia ewentualnego wywierania wpływu na załogę musi być jeszcze zbadana. Dodała, że ma to duże znaczenie przy wyjaśnieniu okoliczności katastrofy.
Anodina nie chciała odpowiadać na wiele pytań dziennikarzy zasłaniając się tym, że postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Potwierdziła kilka wcześniej ujawnionych informacji.
Oryginały czarnych skrzynek znajdują się w Międzypaństwowym Komitecie Lotnictwa (MAK). Ze strony polskiej nagrania odsłuchali m. in. polscy ministrowie obrony i spraw wewnętrznych Bogdan Klich i Jerzy Miller.
Potwierdziły się informacje “Rz”. Ustalono m.in., że na 4 minuty przed katastrofą załoga samolotu JAK-40 poinformowała załogę samolotu prezydenckiego, że ocenia widoczność na lotnisku na 200 metrów.
Członek MAK Aleksy Morozow podał, że po nawiązaniu łączności z wieżą w Smoleńsku uprzedzono załogę Tu-154M o mgle i złej widoczności na lotnisku w Smoleńsku i że nie ma możliwości lądowania; widoczność wynosiła 400 m, widoczność pionowa rzędu 50 m. Stwierdził on, że lotnisko Siewiernyj było przygotowane do lądowania takiej maszyny. Ostatni raz sprawdzano je 5 kwietnia. Z kontroli wynikało, że lotnisko jest przygotowane do lądowania samolotu przy różnej pogodzie.
Klich zdementował doniesienia, że na przyjęcie samolotów premierów Polski i Rosji Donalda Tuska i Władimira Putina 7 kwietnia na lotnisku zamontowano dodatkowy sprzęt, który potem usunięto.
Poinformowano również, że z zebranych dotychczas informacji wynika, że samolot był sprawny, miał też 19 ton paliwa, co było wystarczające nie tylko na przelot na lotnisko w Smoleńsku, ale też na lotniska zapasowe. Także system wczesnego ostrzegania TAWS, w który był wyposażony - jak ocenili eksperci - był sprawny.
Anodina oświadczyła, że wykluczono zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie. Podkreśliła też, że załoga Tu-154 na czas otrzymywała informacje meteorologiczne i o lotniskach zapasowych.
MAK uważa, że załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń i została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem.
Wstępny raport dotyczący katastrofy przedstawiono w Moskwie.
Nowe informacje?
Minister obrony Narodowej Bogdan Klich uważa, że przedstawiony w Moskwie przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotnictwa (MAK) wstępny raport dotyczący katastrofy samolotu pod Smoleńskiem dostarczył dużo nowych informacji.
- Oglądałem całą konferencję szefowej MAK Tatiany Anodiny. Uważam, że dostaliśmy dużo nowych informacji. Muszą być one stopniowo uzupełniane, bo nie tworzą jeszcze pełnego obrazu, zarówno okoliczności, a tym bardziej przyczyn tragedii - powiedział Klich.
Minister nie chciał odnosić się do poszczególnych ustaleń, podkreślając, że “trudno komentować coś, w czym się nie uczestniczy”. Pytany o wypowiedź Anodiny, iż odsłuchał nagrań rozmów załogi, szef MON powiedział, że “słyszał jedną trzecią zarejestrowanego materiału, nagranie z jednego z trzech kanałów taśmy”.
- Słyszałem pojedyncze słowa. 99 proc. jest pokryte przez szum silników, w związku z tym nie jestem w stanie zrekonstruować niczego na podstawie tego surowego materiału, który został mi przedstawiony - dodał.
Pytany o opinię MAK, iż załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń i została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem minister ocenił, że lotnicy pilotujący samolot 10 kwietnia mieli doświadczenie w lotach międzynarodowych na Tupolewach. Minister zaznaczył, że dowódca załogi mjr Arkadiusz Protasiuk miał na samolocie Tu-154M ponad 2,9 tys. godzin nalotu. Jak dodał, piloci - pierwszy Protasiuk i drugi - Robert Grzywna, wykonali wspólnie w 2009 r. blisko 30 lotów, zaś w 2010 - 10.
Rodzą się nowe wątpliwości
Wstępny raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego ws. katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem nie jest przełomowy i pozostawia jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi - uważają polscy politycy.
Poseł PO, czynny pilot, Piotr Ołowski, powiedział dziennikarzom, że na razie minęło zbyt mało czasu od katastrofy, żeby można było jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną. - Uzyskaliśmy jednak odpowiedzi na kilka pytań, ale na pewno tych pytań jest jeszcze bardzo wiele. Musimy zbadać nie tylko to, co się działo na dwie minuty przed lądowaniem, ale także to, co działo się przed startem samolotu - zaznaczył.
- Cieszę się, że zostały wyjaśnione wątpliwości, (mówiące o tym) że załoga nie mogła się dogadać z kontrolerem lotu. Wiemy teraz, że kapitan prowadził korespondencję po rosyjsku i nie ma żadnych wątpliwości, że ta korespondencja była prowadzona prawidłowo, zostały też wyjaśnione okoliczności dotyczące wyposażenia lotniska w Smoleńsku - powiedział Ołowski.
Dodał też, że na konferencji nie pojawiły się żadne uwagi co do współpracy strony polskiej i rosyjskiej przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy. - Myślę, że ma to istotne znaczenie. Jestem przekonany, że otrzymamy obiektywny obraz tego, co się stało - podkreślił.
Jak dodał, jest spokojny o przebieg śledztwa. - Posunęło się do przodu, nie widzę tutaj zastrzeżeń, współpraca jest dobra. Myślę, że będzie prawdziwa odpowiedź, dlaczego doszło do katastrofy - ocenił Ołowski.
“Apel PiS był słuszny”
Z kolei według posła PiS Jarosława Zielińskiego, konferencja MAK potwierdza, że słuszny był apel jego partii o to, żeby to strona polska prowadziła postępowanie. - Przełomu nie ma. Pojawiają się za to wątpliwości. Konferencja pogłębiła nasze przekonanie, że powinno być inaczej od samego początku - powiedział Zieliński dziennikarzom w Sejmie.
- Mimo wielokrotnych zapewnień, podczas konferencji o obiektywizmie prowadzonego postępowania widać wyraźnie jego ukierunkowanie w stronę poszukiwania przyczyn katastrofy w załodze samolotu, a nie po stronie technicznej. Strona rosyjska może uciekać w jakiś sposób od skojarzeń związanych ze stroną techniczną, bo to jest jej odpowiedzialność - dodał.
Zdaniem Zielińskiego w trakcie konferencji nie padały odpowiedzi na wiele ważnych pytań, w tym dlaczego obsługa lotniska w Smoleńsku nie wydała zakazu lądowania załodze prezydenckiego samolotu mimo złych warunków pogodowych.
W opinii Zielińskiego po stwierdzeniu MAK, że rozszyfrowywanie zapisów czarnych skrzynek TU-154 jest zakończone powinny one jak najszybciej trafić do Polski.
Nic nowego
Natomiast zdaniem szefa sejmowej Komisji Obrony Narodowej Stanisława Wziątka (Lewica), konferencja MAK uporządkowała dotychczasowy stan wiedzy i podała wszelkie informacje, które mają już charakter oficjalny. - Nie rzuciła natomiast żadnego nowego światła na wyjaśnienie tego wypadku i nie podano tego, co jest dla nas bardzo istotne - a mianowicie kto znajdował się w kokpicie pilotów - zaznaczył Wziątek.
Zaznaczył jednak, że nie sądzi, by “piloci tak doświadczeni, robiący tyle podejść do lądowania mogli podejmować sami tak duże ryzyko, w tak trudnych warunkach”.
Wziątek powiedział również, że spodziewa się iż zdecydowanie więcej informacji w sprawie okoliczności smoleńskiej katastrofy pojawi się na czwartkowych posiedzeniach: Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Komisji Obrony Narodowej.
Potrzeba cierpliwości
Poseł PSL Stanisław Rakoczy podkreślił, że nie spodziewał się, iż na konferencji przedstawicieli MAK podane zostaną jakieś sensacyjne informacje dotyczące przyczyn katastrofy. Jego zdaniem, na tym etapie należy się wstrzymać przed wyciąganiem jakichś ostatecznych wniosków. Jak zaznaczył, dla niego kluczowe będzie ustalenie, czyje głosy słychać na nagraniach z kabiny pilotów.
Zwrócił uwagę, że na konferencji można było się dowiedzieć, które ewentualne przyczyny katastrofy zostały wykluczone. - Zostało to stwierdzone, na podstawie prac komisji i w tej chwili ma już wagę oficjalnego oświadczenia - powiedział poseł PSL.
Rakoczy uważa, że należy uzbroić się w cierpliwość i czekać na wyniki prowadzonych śledztw. Podkreślił, że obecne informacje nie są wystarczające, by definitywnie powiedzieć co dokładnie było przyczyną katastrofy TU-154. - Natomiast odrzucenie kilku hipotez zbliża nas do prawdy, bo coraz bardziej zawężamy pole dot. ewentualnej przyczyny katastrofy - dodał.
Wojskowych lotników nie satysfakcjonuje rosyjski raport
“Wynika z niego, jakbyśmy byli wariatami, którzy latają wbrew wszelkim regułom bezpieczeństwa” - mówią.
“Z raportu MAK wynika, że wojskowy pilot leciał na łeb na szyję, wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa, narażając życie pasażerów i swoje” - podkreśla oburzony pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. “A naszej jednostce przypnie się łatkę wariatów. Arek (kpt. Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi Tu-154) był najspokojniejszym człowiekiem na świecie, wyważonym. Nigdy nie zrobił niczego przeciwko procedurom”.
“Mieli prawo podjąć próbę podejścia do lądowania” - dodaje jeden z oficerów 36. Pułku. “Zejść na wysokość decyzyjną, a wtedy, kiedy pilot przekonuje się, że nie wyląduje, odchodzi znów do góry. Byli poniżej tej wysokości, ale rosyjski raport wciąż nie odpowiada na pytanie: dlaczego”.
MAK przyznał, że czarne skrzynki zarejestrowały w kokpicie głosy osób, które nie były członkami załogi tupolewa. Jedną z tych osób był gen. Błasik. “Łatwo sobie resztę dopowiedzieć: trzygwiazdkowy generał za plecami i każe lądować” - mówi jeden z wojskowych lotników. “Tyle że Błasik, którego znałem bardzo dobrze, to nie był facet, który jak coś powiedział, to nie było dyskusji. Jedyne, co niepokoi w tych informacjach, to fakt, że takie “wycieczki” do kabiny pilotów mogą dekoncentrować załogę”.
Koledzy generałowie zapewniają: “Błasik był gwarantem, że nikt nic nie nakaże pilotowi. Choć oczywiście obecność dowódcy może deprymować pilota”.
“Jeśli gen. Błasik coś by im kazał, to najwyżej, by absolutnie nie lądowali w Smoleńsku” - twierdzi rzeczony oficer. “Szkoda, że tego nie zrobił” - dodaje.
Rosjanie orzekają we własnej sprawie
Ignacy Goliński, pilot z 42-letnim doświadczeniem, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, nie kryje irytacji tezami ze wstępnego raportu MAK. - Weźmy chociażby przykład - właściwie pominięty w tym sprawozdaniu - informacji załogi na temat wysokości samolotu. Piloci mieli mnóstwo przyrządów pokładowych określających ten parametr, zaczynając od podstawowego: wysokościomierza barometrycznego. Być może załoga - jeśli ten przyrząd nie wskazywał poprawnie - sądziła, że jest na wysokości 70 m, a była na wysokości 2,5 metra. To znaczyłoby, że kontroler wieży podał załodze niewłaściwe ciśnienie lotniskowe lub były to nieaktualne dane, ponieważ w tym dniu pogoda szybko się zmieniała - zauważa. - Ponadto na pokładzie działało urządzenie ostrzegające przed zbliżeniem do ziemi. Nie wyobrażam sobie, by ono od określonej wysokości nie ostrzegało załogi - dodaje. Jak tłumaczy, samolot powinien mieć radiowysokościomierz, który włącza się od 1500 m i cały czas pokazuje wysokość. - Nie wiemy, czy piloci mieli ustawioną wysokość decyzji, poniżej której absolutnie nie wolno im zejść, jeżeli nie mają kontaktu wzrokowego z ziemią - podkreśla Goliński.
Tak jednoznaczne wykluczenie przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy awarii prezydenckiego samolotu niepokoi polskich pilotów, którzy latali na Tu-154M. Na podstawie zdjęć silników uznają za zasadne zbadanie tezy, czy awaria nie nastąpiła przed zetknięciem się z ziemią, na wysokości 400-500 metrów - w tym wypadku dyski turbiny silnika były oderwane, co wskazuje na awarię systemu hydraulicznego samolotu. - Usłyszeliśmy, że silniki były na mocy startowej. Pytanie tylko, na jakiej podstawie ta moc została zapisana - czy na podstawie położenia trzech dźwigni w kabinie? Jeżeli odczyt jest właśnie z tego, to trzeba podkreślić, że położenie tych dźwigni nie musi się pokrywać z tym, jak te silniki w danym momencie pracowały - wskazują piloci.
Zamach, pożar, wybuch i możliwość awarii na pokładzie samolotu zostały przez komisję wykluczone.
Komisja stwierdziła wczoraj, że pierwsze zderzenie samolotu nastąpiło w parowie, jaki znajdował się przed lotniskiem. - To niemożliwe, by piloci zeszli do ziemi na kilometr przed pasem na taką małą wysokość, jeżeli mieliby sprawną maszynę - zauważają piloci.
Z ustaleń MAK wynika też, że stan lotniska w Smoleńsku był przed feralnym dniem trzykrotnie sprawdzany, ostatni raz 5 kwietnia. Lotnisko było przygotowane do lądowania samolotu w trudnych warunkach pogodowych, zarówno przed lądowaniem delegacji Donalda Tuska i Władimira Putina, jak i Lecha Kaczyńskiego. Komisja nie odpowiedziała na pytanie jednego z dziennikarzy, czy lotnisko w Smoleńsku powinno zostać zamknięte 10 kwietnia z uwagi na trudne warunki atmosferyczne.
Tylko kopie czarnych skrzynek
Rosjanie deklarowali wczoraj, że lotnisko Siewiernyj nie było certyfikowane przez MAK, gdyż jest to lotnisko wojskowe. Polskie Dowództwo Sił Powietrznych potwierdziło natomias, że MAK certyfikuje Samarę - zakład, w którym remontowany był prezydencki Tu-154M.
Pytanie o to stawiali dziennikarze na wczorajszej konferencji prasowej - jeżeli MAK udzieliła takiego certyfikatu, to czy nie powstaje konflikt interesów, gdy orzeka o braku awarii samolotu tuż przed katastrofą?
Komisja potwierdziła też, że rozszyfrowywanie zapisów czarnych skrzynek Tu-154 zostało zakończone. Wiadomo już, że strona polska może się starać co najwyżej o kopie tych rejestratorów. Zdecyduje o tym osobiście premier Władimir Putin.
Do tej pory nic natomiast nie wiadomo na temat czarnych skrzynek Iła-76 podchodzącego do lądowania tuż przed Tu-154M. Zapisy z nich mogłyby potwierdzić bądź wykluczyć, czy obsługa lotniska czegoś nie pomyliła. - Nie rozumiem, jak można czekać miesiąc na zapisy z Iła-76, który przecież lata i dane z jego rejestratorów mogą ulec ponownemu zapisowi. Patrząc na te wszystkie działania, czuję duży niesmak. Efekt dotychczasowych prac jest taki, że ciągle nic nie wiemy - konkluduje Ignacy Goliński, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Żeby wykluczać, trzeba mieć dowody
- Moim zdaniem, stwierdzenia rosyjskiej komisji należy ocenić jako przedwczesne, dopóki nie ma ustaleń w tej kwestii polskiej prokuratury. Przyjmuję tę informację jako niepewną - mówi Rafał Rogalski, jeden z pełnomocników rodzin ofiar. Według niego, zdecydowanie przedwczesne jest zapewnienie, iż lotnisko Siewiernyj było dobrze przygotowane. Jak podkreśla Rogalski, eksperci lotnictwa tłumaczą, że system TAWS powinien włączyć się znacznie wcześniej niż na 18 sekund przed uderzeniem o ziemię (jak podał MAK). - Ta okoliczność musi być przedmiotem stosownej ekspertyzy - mówi mecenas.
Pełnomocnik rodzin ofiar uważa, że ustalenia MAK wymagają potwierdzenia w śledztwie prowadzonym przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. - Niepokoi mnie uznanie za prawidłowe zezwolenia na lądowanie w sytuacji, gdy kilka minut wcześniej nie udała się próba lądowania rosyjskiego Iła-76. Fakt ten powinien być decydujący dla wyraźnego zakazu lądowania dla polskiego samolotu - mówi Rogalski. Nie wykluczył, że stawiając powyższe tezy, Rosja być może próbuje przedwcześnie zrzucić z siebie odpowiedzialność za katastrofę, by uniknąć ewentualnych pozwów ze strony rodzin ofiar. - Polska prokuratura będzie musiała rzetelnie wyjaśnić ustalenia MAK, które osobiście traktuję jako hipotezy - dodaje.
- Wykluczyliśmy zamach przy użyciu broni konwencjonalnej, zostały przeprowadzone ekspertyzy pirotechniczne i balistyczne. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że urządzenia pokładowe były sprawne do momentu katastrofy - mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej.
- Co oni mogą wykluczyć? Przecież dotarła do nas tylko część materiałów ze śledztwa - ripostuje mecenas Rogalski.
Jak zaznacza Martyniuk, prokuratura wojskowa już dysponuje częścią materiałów. Niestety, nie udało nam się wczoraj skontaktować w tej sprawie z płk. Zbigniewem Rzepą, rzecznikiem prasowym Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Rosjanie mówią, jak szkolić
Podczas konferencji padały wyraźne sugestie ze strony rosyjskiej, że polska załoga nie była dobrze przygotowana do lotu. Przedstawiciele MAK zarzucali, że piloci Tu-154M nie odbyli szkoleń na tzw. symulatorze lotów awaryjnych. Tymczasem Ministerstwo Obrony Narodowej zapewnia, że załoga prezydenckiego tupolewa takie szkolenie przeszła. Ponadto, jak zaznacza resort, załoga odbyła w ubiegłym roku ćwiczenia na symulatorze lotów w Szwajcarii. MON zapewnia, iż mimo że był to typ symulatora nieprzeznaczony stricte dla tupolewów, to jednak nie wykluczało to możliwości różnych trudnych manewrów na Tu-154M.
Faktem jest, że polski specpułk takiego symulatora nie posiada. Jak wyjaśnia gen. Anatol Czaban, szef Szkolenia Sił Powietrznych, tego typu symulatorów nie ma nigdzie w Europie poza Rosją. Jego zamontowanie opłaca się bowiem tylko wtedy, jeżeli w kraju jest więcej niż sześć samolotów jednego typu.






































