Tag Archive | "sukces"

Przekonuj bardziej skutecznie

Tags: , ,

Przekonuj bardziej skutecznie


To od niej w dużej mierze zależy, czy potencjalny pracodawca powierzy nam wolne stanowisko, a dyrektor nie pominie nas przy najbliższych awansach.
Większość dzisiejszych pracodawców może wybierać spośród całej rzeszy kandydatów o podobnym wykształceniu, umiejętnościach i doświadczeniu.  Dlatego najskuteczniejszy kandydat to często ten, który jest najbardziej przekonujący. Współczesny rynek pracy zmusza do rywalizacji, a umiejętność wpływania na innych nigdy wcześniej nie była tak istotna.perswazja3
Dla wszystkich, którzy w tym miejscu z rezygnacją stwierdzą, że wszystko na nic, bo przecież nie są mistrzami perswazji, mam dobrą wiadomość: zdolność przekonywania innych nie jest darem zarezerwowanym dla garstki wybrańców. Sztuki perswazji można się nauczyć. Naukowcy odkryli szereg zasad, dzięki którym możemy poprawić swoją siłę wpływania na innych ludzi.
Nauczenie się tych reguł i stosowanie ich w życiu może zwiększyć nasze szanse znalezienia nowej pracy, otrzymania zasłużonego awansu, nawiązywania kontaktów i ogólnie poszerzenia swoich wpływów w pracy.
Oto pięć wskazówek, które Ci w tym pomogą.
1. Najpierw dawaj, potem bierz
Kiedy znajomi zapraszają cię na obiad, instynktownie zdajesz sobie sprawę z tego, że w przyszłości powinieneś zrewanżować się zaproszeniem. Jeśli ktoś pamięta o Twoich urodzinach, starasz się nie zapomnieć o jego święcie. Reguła ta, nazywana przez psychologów zasadą wzajemności, jest przestrzegana we wszystkich społeczeństwach. Często zapominamy jednak, że możemy ją stosować nie tylko w odniesieniu do rodziny i przyjaciół, ale również w pracy, wobec osób, które znamy gorzej, albo wręcz wcale.
Badania przeprowadzone w restauracjach pokazały, że kelnerzy otrzymywali znacznie więcej napiwków od swoich klientów wówczas, gdy przed położeniem na stole rachunku dawali im miętową czekoladkę. Dwie czekoladki nie tylko zwiększyły liczbę napiwków, ale także wysokość każdego z nich. Sukces kelnerów polegał na tym, że to oni dali jako pierwsi. Czekoladki dawane po uregulowaniu przez gości rachunku nie przyniosły takiego efektu.
Tego typu eksperymenty są dla nas ważną lekcją na temat perswazji. Osoby potrafiące skutecznie przekonywać nie pytają siebie: “Kto mi może pomóc?”, lecz “Komu ja mogę pomóc?”. Ten, kto daje jako pierwszy, wzbudza w obdarowanym poczucie obowiązku odwzajemnienia przysługi.
Udzielenie pomocy koledze z pracy lub kierownikowi innego zespołu zwiększy Twoje szanse na wsparcie z ich strony, kiedy będziesz go potrzebować. Przekazanie przydatnej informacji konsultantowi ds. rekrutacji, czy też wręczenie mu drobnego upominku może zdecydować o Twoim sukcesie. Jeden z takich konsultantów wyznał mi kiedyś, że zorientował się, iż umieszczał CV jednego z kandydatów na samej górze wybranych przez siebie zgłoszeń, które wysłał do pracodawców. Powód? Na ostatnie spotkanie kandydat ten przyniósł ciasteczka domowej roboty.
Pamiętaj: dawaj jako pierwszy. Pomagaj innym i sprawiaj, by chcieli ci się odwdzięczyć.
2. Przyznaj się do słabości
Zaufanie to jeden z najistotniejszych elementów służących przekonaniu potencjalnego pracodawcy, że to Ty powinieneś dostać pracę. Jak wynika z badań, jednym z najskuteczniejszych sposobów zaprezentowania siebie jako uczciwego kandydata jest – o dziwo – przyznanie się do własnych słabości.
W odpowiedzi na ofertę pracy naukowcy wysłali w ramach eksperymentu kilkaset podań. Zgłoszenia zawierały dwa rodzaje listu motywacyjnego. W pierwszym znalazły się wyłącznie pozytywne informacje uzasadniające, dlaczego dany kandydat idealnie nadaje się na proponowane stanowisko. W drugim był drobny minus, ujawniony tuż przed najsilniejszym argumentem przemawiającym za zatrudnieniem tego, a nie innego kandydata (na przykład cztery lata doświadczenia zamiast pięciu).
Okazało się, że pracodawcy chętniej zapraszali na rozmowę “autorów” drugiej wersji listu. Zdaniem ekspertów wynika to z faktu, że kandydaci przyznający się do słabości są postrzegani jako bardziej uczciwi i godni zaufania od tych, którzy wymieniają wyłącznie swoje zalety.
Pamiętaj: buduj swoją wiarygodność. Bądź gotów przyznać się do drobnych niedociągnięć.
3. Podkreślaj stratę, nie tylko zysk
Rywalizacja o nową pracę lub awans jest zacięta, a pozostali kandydaci mają zwykle podobne umiejętności i doświadczenie. W jaki sposób możesz się od nich odróżnić? Specjaliści od perswazji sugerują, że należy odwołać się do poczucia straty: nie mów wyłącznie o tym, co nowy pracodawca zyska, powierzając Ci stanowisko, ale także grzecznie zwróć uwagę na ewentualne straty, jakie poniesie, nie dając ci tej pracy. Według pisma “Journal of Organizational Behavior” potencjalne straty odgrywają znacznie większą rolę w procesie podejmowania decyzji przez kierowników niż te same aspekty przedstawione jako korzyści.
Pamiętaj: zawsze zwracaj uwagę potencjalnemu pracodawcy, że zmarnuje możliwość skorzystania z Twoich umiejętności, doświadczenia i wyjątkowości, jeśli nie rozważy poważnie Twojego podania.
4. Użyj świadectwa innych osób
W książce “Yes! 50 Secrets from the Science of Persuasion”, której jestem współautorem, opisane zostało badanie dowodzące, że znacznie większa liczba gości hotelowych zechce używać ręczników wielokrotnie, jeśli powiesimy w łazience niewielką kartkę informującą, że tak samo postąpili ich poprzednicy.
Wynika to z faktu, że przy podejmowaniu decyzji często opieramy się na tym, co robią bądź mówią inni. Dotyczy to szczególnie sytuacji niepewności albo konieczności dokonania wyboru spośród kilku możliwości.
Te małe karteczki nie tylko mają istotne znaczenie dla środowiska, ale także mogą zwiększyć Twoje szanse na znalezienie pracy. Przytoczenie tego, co na temat Twoich umiejętności sądzą inni, jest wyjątkowo przekonujące.
Pamiętaj zatem, aby prosić o referencje i rekomendacje natychmiast po wykonaniu danego zadania czy ukończeniu projektu. Dzięki temu zawsze będziesz miał je pod ręką przy poszukiwaniu nowej pracy. Poza tym zbierając opinie odpowiednio wcześnie unikniesz konieczności zmuszania kogokolwiek, by przypomniał sobie, co robiłeś wiele miesięcy temu.
Pamiętaj: zbieraj referencje i rekomendacje i rozdawaj te, które najbardziej pasują do wymagań potencjalnych pracodawców. Przygotuj krótkie CV, w którym znajdzie się lista Twoich umiejętności i numer kontaktowy. Daj ją znajomym i kolegom z pracy, którzy zechcą przekazać ją dalej.
5. Szukaj wspólnej płaszczyzny
Jest oczywiste, że chętniej mówimy “tak” osobom, które lubimy. Sympatie mają także ogromne znaczenie przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu pracownika. Badania pokazują, że jednym z najistotniejszych czynników mających wpływ na to, czy kogoś lubimy, jest liczba podobieństw między nami.
Zdarza się, że w nerwowej atmosferze rozmowy o pracę, jak również przy nawiązywaniu nowych kontaktów, wolimy koncentrować się wyłącznie na interesach i nie zawracamy sobie głowy odkrywaniem cech, jakie dzielimy z innymi.
Sztuka perswazji wymaga poświęcenia czasu na odnalezienie podobieństw. Krótki wywiad na temat zainteresowań danej osoby, czy nawet sprawdzenie tego rodzaju informacji w internecie może wskazać podobieństwa, które odegrają ogromną rolę.
Pamiętaj: nie szukaj wyłącznie informacji o firmie. Spróbuj również dowiedzieć się czegoś o kierowniku ds. rekrutacji. Znajdź wspólne obszary i wspomnij o nich podczas rozmowy o pracę.

Steve Martin

Posted in W numerzeComments (0)

Chorzy na Hollywood

Tags: , ,

Chorzy na Hollywood


Psychiatrzy alarmują, że wraz z reality show i programami typu “Idol” pojawiło się nowe pokolenie “hollywoodoholików”.
– Heroina konserwuje – rzuca ironicznie Doug Rosen, zapytany, dlaczego wygląda dokładnie tak samo, jak siedem lat temu, kiedy był młodym, obiecującym producentem z rocznymi dochodami opiewającymi na sześciocyfrowe sumy, nowiutkim audi A4, apartamentem za 3 tysiące dolarów miesięcznie, oraz nałogiem, który pożerał 80 tysięcy dolarów rocznie.
Dziś 32-letni Rosen odbywa staż jako terapeuta rodzinny w klinice odwykowej dla narkomanów w Los Angeles. Żylasty mężczyzna w czarnym T-shircie i luźnych spodniach przyznaje, że tak naprawdę nigdy nie był zainteresowany robieniem filmów czy programów telewizyjnych. Chciał być kimś – facetem, który ma samochody, dziewczyny, pokaźny fundusz reprezentacyjny i wszystkie inne atrybuty pracownika show-biznesu.

glowna
– Jeśli jesteś niespełnionym, pustym człowiekiem, ten przemysł może cię łatwo uwieść – mówi Rosen. –Ja dałem się skusić.
Dla terapeutów, psychiatrów i psychologów z Hollywood Rosen reprezentuje dobrze im znany typ pacjenta. U osób tych narcystyczne fantazje o sławie reżysera, aktora czy scenarzysty zderzają się z odrzuceniem, porażką, albo sukcesem, który okazał się niewystarczający. Pacjenci ci w większości przyjmują błędne założenie, że sława w jakiś sposób odizoluje ich od pustki i problemów codziennego życia.
I chociaż przypadłość ta jest tak stara jak sam film, najbardziej powszechna staje się teraz, kiedy liczne reality show i programy typu “Idol” przekonują młodzież, że sława jest na wyciągnięcie ręki. Todd Zorick, psychiatra i profesor z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, nazywa to zaburzenie “Hollywood gdzie indziej niezdiagnozowane” (ang. Hollywood Not Otherwise Specified), bądź w skrócie – “Hollywood NOS”. Ta kategoria diagnostyczna oznacza, że pacjent cierpi na przypadłość, która nie została sklasyfikowana.
Hollywood NOS obejmuje negatywny wzorzec zachowań, których jedynym celem jest osiągnięcie akceptacji. U pacjentów występuje zwykle kombinacja objawów takich jak impulsywność, zaniepokojenie, niskie poczucie własnej wartości i inne symptomy zaburzeń osobowości.
Osoby cierpiące na to zaburzenie często przejawiają cechy charakteru charakterystyczne dla środowiska show-biznesu. Mają obsesję na punkcie swojej pozycji w hierarchii Hollywood, fantazjują o wspaniałym życiu, ale jednocześnie zżera ich ciągły niepokój o to, co pomyślą o nich inni. W relacjach z innymi ludźmi są interesowni, traktując każdą nową znajomość jako okazję do znalezienia pracy, zawarcia kontraktu, czy po prostu jak kolejny przystanek w drodze na hollywoodzkie szczyty.
– Moim zdaniem to Hollywood przyciąga takich ludzi. Trzeba być naprawdę szalonym, aby myśleć, że można pobić tysiące innych ludzi i zostać kolejnym wielkim scenarzystą czy reżyserem – twierdzi Zorick.
– Hollywood to fantazja. Wielu moich pacjentów musiałem skierować na terapię lub zapisać im leki, żeby przestali się na niej obsesyjnie koncentrować – twierdzi Reef Karim, profesor kliniczny na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles i dyrektor kliniki uzależnień behawioralnych Control Center. Jego zdaniem, wszystkie uzależnienia behawioralne mają w sobie element fantazji.
Karim wyróżnia dwie podgrupy wśród “hollywoodoholików”: jedni to ci, którym po prostu marzy się wspaniałe, pełne blichtru życie; drudzy z kolei pragną, by ich dokonania spotkały się z uznaniem artystycznego świata. Dla jednych i drugich “dążenie [do takiego życia] jest tak silne, że wydaje się im, że nie potrafiliby robić nic innego”.
Karim i wielu innych psychoterapeutów wskazuje, że merytokracja (system społeczny, w którym pozycja jednostki uzależniona jest od jej zasług – przyp. Onet) w Hollywood to mit. W rzeczywistości hollywoodzka kariera przypomina niebezpieczną grę, w której dużą rolę grają odpowiedni agenci, znajomości, i zwykły łut szczęścia. Życie w ciągłej nadziei na sukces może poważnie osłabić organizm.
– Za wejście do świata Hollywood płaci się wysoką cenę. Nasze poczucie własnej wartości szybko uzależnia się od oceny i akceptacji ludzi, który kierują tą machiną, a my sami gubimy się w tym procesie – tłumaczy profesor Karim. – Przychodzą do mnie ludzie, którzy zupełnie nie wiedzą, kim są. Owszem, orientują się, gdzie mogą zagrać rolę i jak dobrze wypaść na castingu, ale nie potrafią mi powiedzieć, kim są, ponieważ są całkowicie zaabsorbowani tą postacią, którą chcieliby zostać.
Psychoterapeutka Rebecca Roy wymyśliła nawet slogan dla swojej działalności: “Zachowaj zdrowie w tym chorym przemyśle” (ang. Staying Sane In Insane Industry). – Spotykam wielu ludzi w depresji. Odrzucenie obniża poczucie własnej wartości, a to z kolei prowadzi do narkotyków, operacji plastycznych, uzależnienia od seksu, i wreszcie do całkowitego wypalenia organizmu.
Zdaniem psychoterapeutów i psychiatrów, liczba osób cierpiących na “Hollywood NOS” wzrosła w okresie recesji. – Rozmawiałem z agentem, który twierdził, że teraz ludzie pracują za połowę niższe stawki niż trzy lata temu – mówi Borovitz.
– Coraz więcej ludzi potrzebuje pomocy, ale ich na nią nie stać – dodaje Karim,
który zaczął świadczyć również darmowe porady. Roy wprowadziła ostatnio grupowe zajęcia terapeutyczne dla tych pracowników show-biznesu, których nie stać na indywidualne sesje. Uczestników grupy obowiązuje dyskrecja. –Obawiają się, że jeśli ktoś dowie się o ich depresji, nie dostaną pracy – mówi Roy.

Rachel Abramowitz

Posted in Czy wiesz?, Kultura, Różne, W numerzeComments (0)

Jak odnieść sukces?

Tags: , , ,

Jak odnieść sukces?


Te igrzyska pokazały, że w dzisiejszym sporcie potrzebne jest coś więcej niż tylko odpowiednia dawka talentu i odporności psychicznej. Na naszych oczach rodzi się nowy typ zawodnika: charyzmatycznego, konsekwentnego, niekiedy ogarniętego manią wielkości. Właśnie tacy zdominowali zimową olimpiadę.

curling1920x1200_12d-kq
Sekundy, jakie następują zaraz potem, mogą przynieść euforię lub wewnętrzną pustkę. Tu, w tej hali, wie o tym każdy i kiedy napięcie ustępuje, wszystkie kamery pokazują twarz Evana Lysacka. Widzimy jedynie zniekształcone rysy – może to uśmieszek lub ekstaza. Nikt tutaj nie słyszy krzyku, jaki wydaje z siebie ów łyżwiarz figurowy z Chicago, ten krzyk jedynie widać, w hali jest bowiem za głośno. Krzyczą wszyscy, niektórzy wstają ze swoich miejsc, wielu płacze. Lysacek wjeżdża na środek lodowiska, zamyka oczy, jego ciałem wstrząsa przez chwilę dreszcz, tak jakby dopiero teraz napięcie opuściło jego mięśnie.
lysacekI na tym koniec. Cztery lata treningu, cztery lata zwątpień i pewności, postępów i kroków w tył, poszukiwań najlepszej metody treningu, a wszystko dla tych czterech i pół minuty perfekcji. A potem jeszcze ta chwila, gdy zawodnik wychodzi na lód – olimpijski finał, który jest kwintesencją wszystkiego.
Gdy coś pójdzie nie tak, a tak było w przypadku pary faworytów Robin Szolkowy i Aliona Sawczenko, nerwy odmawiają posłuszeństwa i upadek podczas najłatwiejszego skoku rujnuje cztery lata wysiłku. Kiedy zaś wszystko jest dobrze, jak na występie reprezentantki Korei Południowej Kim Yu-na, każdy ruch, skręt, skok i pozycja idzie jak po maśle i mimo ogromnej presji zdobywa się rekordową liczbę 150 punktów, co nikomu wcześniej się jeszcze nie udało. Gdy wszystko przebiega dobrze, w finale nie zdarzają się błędy, bo i na treningach już dawno ich nie było.
I wtedy jest złoto i owacje. Co pan czuł, panie Lysacek? – pytają sprawozdawcy sportowi. “Przez cały czas myślałem: to będzie zwycięski występ, złoty medal. Byłem tego pewny”. Ale dlaczego? Co sprawiło, że właśnie ci zawodnicy odnieśli zwycięstwo? Dlaczego oni, a nie ktoś inny? (…)
Evan Lysacek, syn przedsiębiorcy budowlanego, uczeń szkoły aktorskiej, został w Vancouver mistrzem olimpijskim w łyżwiarstwie figurowym. Nie należał do faworytów – w przeciwieństwie do Rosjanina Jewgienija Pluszczenki, przedstawiciela gatunku “wielcy mistrzowie”. Pluszczenko jest niczym operowa diva i cierpi na manię wielkości. Ma tak wiele talentu, że wystarczyłoby go dla trzech, ale gdy trenerzy mówią, żeby nie był taki pewny swego, bo same skoki nie wystarczą, odpowiada: “Jestem łyżwiarzem, a nie tancerzem”. Występy swoich rywali uważał za zbyt miękkie i zniewieściałe. Zajął drugie miejsce, dla niego to klęska.
A trener Lysacka, Frank Carroll przyznaje, że jego podopieczny nie jest oczywiście najbardziej utalentowany ze wszystkich zawodników, ale należy do tych, którzy potrafią “w decydującym momencie dać z siebie wszystko”.
Czy wynika to ze specjalnych zdolności? Jest kwestią dobrego treningu, a także szczęścia, korzystnego przypadku? Czy też mistrza olimpijskiego można po prostu wykreować?
Niemiecki trener Ingo Steuer powiedział: “Tego w żadnym wypadku nie da się zaplanować, igrzyska olimpijskie rządzą się własnymi prawami”.
Ale z drugiej strony: “Mistrzów wychowuje się od wczesnej młodości, co oznacza wejście na bardzo trudną drogę, o której nie wie się, do czego ona doprowadzi. (…) Na końcu wygrywa ten, kto ma doświadczenie i wie, co musi zrobić, żeby zwyciężyć”.
Amerykanin Lysacek trzymał się dokładnego planu. Jego trener zaplanował szczegółowo nie tylko sam występ, ale również cały dzień, w którym miał się on odbyć. Gdy zawodnik obudził się rano, był zdenerwowany i zdezorientowany. Wiedział jednak, że tak właśnie będzie i trzymał się ściśle ułożonego planu – od śniadania po pozdrawianie kibiców po zakończonym występie. (…)
Zaprogramowane zwycięstwo. Zwycięstwo dyscypliny i pokory zawodnika. Do takiego podporządkowania się i zaufania trzeba się pewnie urodzić. Na lodowisku ze swoją ułożoną na żel fryzurą wyglądał jak dandys, ale teraz, z prostą grzywką jest tym, kim jest naprawdę: miłym, pilnym, podatnym na formowanie chłopakiem, który został mistrzem.
Było w Vancouver kilku takich, co równie wytrwale dążyli do celu. Aksel Lund Svindal, zdobywca złotego medalu w supergigancie, mężczyzna wyglądający jak model, który przed laty pogruchotał się mocno podczas upadku w Beaver Creek, w tej chwili zaś jest trzykrotnym złotym medalistą. Albo saneczkarz Felix Loch, w dzieciństwie i do dziś trenowany przez ojca.
W kawiarni w Vancouver siedzi trener Thomas Niendorf. (…) Mieszka w Kanadzie już od 20 lat. Był kiedyś trenerem BFC Dynamo w Berlinie, tutaj szkoli drużynę młodzieżową. Naturalnie, że można stworzyć mistrza olimpijskiego i każdego innego zwycięzcę – uważa Niendorf. Na początku potrzebne są zdolności, potem zaczyna się ciężka praca. Większość sportowców żyje pod stałą presją, odczuwają stres, dlatego ich działania są zawsze spóźnione – twierdzi trener łyżwiarzy figurowych Frank Carroll. Zwycięzcy są pewni siebie – mówi Niendorf. Wiedzą, że doskonale opanowali każdy potrzebny krok, mają przewagę czasową dzięki temu, że wiele rzeczy robią automatycznie, i spokój wypływający z przekonania, że podjęli słuszną decyzję. Chodzi o te 10 tysięcy godzin treningu z najlepszymi nauczycielami, o ciągle wyzwania i wciąż nowe zadania, jakie trzeba wykonać. O 10 tysiącach godzin ćwiczeń mówią specjaliści, którzy prowadzili badania nad ludźmi sukcesu, takimi jak Bill Gates.
Do tego trzeba jeszcze dodać rolę szczęśliwego przypadku. Przyszły mistrz olimpijski musi przede wszystkim przyjść na świat w odpowiednim miejscu. Narciarka alpejska Maria Riesch, zdobywczyni złotych medali w slalomie i superkombinacji, pochodzi z Garmisch-Partenkirchen. Magdalena Neuner z Wallgau obserwowała jako dziecko zawody biatlonowe i chciała być taka, jak jej bohaterowie. Viktoria Regensburg, urodzona w  Kreutz, zdobywczyni złotego medalu w gigancie, jako czternastolatka była w kadrze młodzieżowej. Zwycięzcy muszą żyć w czasach, które docenią ich talent, muszą dostać szansę pięcia się w górę.
Nie jest zbiegiem okoliczności fakt, że Shaun White wychował się w krainie snowboardu, skateboardu  i surfingu – w Kalifornii lat dziewięćdziesiątych, a dzisiaj jest podwójnym mistrzem olimpijskim. Daje do myślenia również  to, że Steve Jobs z Apple’a, Eric Schmidt z Google i Bill Gates z Microsoftu urodzili się w tym samym 1955 roku. Jako piętnastolatkowie pisali już programy w komputerowych laboratoriach, a gdy mieli po szesnaście lat, stworzono pierwszy komputer osobisty. I nie bez znaczenia jest fakt, że spośród 75 najbogatszych ludzi w historii czternastu to Amerykanie urodzeni między 1831 a 1840 rokiem. Nie byli ani za młodzi, ani zbyt starzy na to, by wykorzystać nowe możliwości, jakie stworzyły kolej żelazna oraz Wall Street.
W sporcie liczy się nawet dzień narodzin: kanadyjscy chłopcy, którzy przyszli na świat w styczniu, grają w hokeja na lodzie z kolegami młodszymi od nich często o 11 miesięcy. U ośmiolatków stanowi to sporą różnicę fizyczną. W tym wieku rozpoczyna się też selekcja – część dzieci dostaje dodatkową godzinę specjalnego treningu, pozostali zaś nie. Socjolog Robert Merton nazywa to “efektem Mateusza”, od słów Ewangelii, głoszących: temu, kto ma, będzie jeszcze dodane.
I potrzebna jest ponadto pasja, czyli coś więcej niż tylko dobre chęci i znajdowanie przyjemności w tym, co się robi. Trzeba owej nienasyconej woli, która każe trenować o 15 procent intensywniej niż słabsi koledzy. – Mistrza olimpijskiego nie trzeba motywować do pracy – stwierdza Thomas Niendorf. – Motywację on już ma, musi nauczyć się jedynie dobrej koncentracji. (…)
Niemcy mieli w Vancouver wielu zwycięzców. Złoto zdobyli Tatjana Hüfner w saneczkarstwie i André Lange w bobsleju. Lata pasji pozwoliły w decydującym momencie maksymalnie się skoncentrować i podjąć właściwe decyzje. Nic nie ujmuje owym osiągnięciom fakt, że takie zwycięstwa niemiecki sport przeżywa od lat, są one produktem technologii, przewagi miejsca zamieszkania, pracy zespołowej i indywidualnego napędu.
W innych zespołach pojawiły się całkiem nowe zjawiska. Byli w nich zawodnicy, którzy wykazywali całkiem obcą dotychczas zimowym sportom konsekwencję, charyzmę i manię wielkości. Interesowali się jedynie sobą, co czyni  z nich zapewne trudnych w pożyciu małżonków i kiepskich przyjaciół, ale sprawia jednocześnie, że są niemal nie do pokonania. Ci ludzie za nic mieli solidarność zespołową czy MKOl – słuchali jedynie własnego organizmu.
– Zejście nieco z normalnej drogi i przygotowywanie się we własny sposób sprawia, że zawodnikowi zaczyna zależeć bardziej niż wtedy, gdy wszystko biegnie utartym trybem – mówi Ingo Steuer. Taki styl życia obowiązuje już w młodych zimowych dyscyplinach, jak snowboard czy narciarstwo dowolne. W starych zaś zaczyna być pomału modny. (…)
Taka postawę prezentują głównie Amerykanie, którzy tworzą własne małe imperia i nie pozwalają, by przeszkadzała im cała ta sportowa biurokracja, bo po prostu nie przyjmują jej do wiadomości. Czy to oni będą zwycięzcami przyszłości? Zakończone właśnie igrzyska rzucają nieco światła na czekającą nas perspektywę.
Przyszli mistrzowie nie powtórzą z pewnością błędów przegranych z Vancouver. Holender Sven Kramer zdobył złoty medal w biegu łyżwiarskim na 10 tysięcy metrów i stracił go, ponieważ został zdyskwalifikowany za niedozwoloną zmianę toru. Francuzka Marion Rolland przewróciła się zaledwie pięć metrów po starcie. Włoszka Daniela Merighetti startowała w trzech zjazdach i w każdym zaliczyła upadek. Japończykowi Nobunariemu Oda podczas występu urwało się sznurowadło. (…)
Mistrz przyszłości będzie miał najprawdopodobniej wokół siebie ogromny zespół menedżerów, taktyków, psychologów. Będzie zawierał kontrakty ze stacjami telewizyjnymi, którzy specjalnie dla niego stworzą cały program.  Zawodniczka przyszłości mogłaby być taka jak Lindsey Vonn – silna, piękna i ambitna. Vonn na konferencji prasowej opowiadała coś o stłuczonej kości piszczeli, co z początku pozbawiło ją presji, a na końcu  wzmocniło jej triumf – what a drama! NBC osiągnęła rekordową oglądalność transmitując jej bieg zjazdowy, Vonn pokonała nawet amerykańskiego “Idola”.
W sporcie chodzi przecież o wymyślanie wciąż nowych strategii i o zyskiwanie przewagi nad innymi, którzy też w końcu wiedzą, jak należy trenować. Doping rownież może pomoc, niestety. Poddanie się bezwzględnemu systemowi było sposobem osiągania sukcesów w latach siedemdziesiątych, w Chinach jest nim do dzisiaj.
bode-miller-gpldZdaje się, że mamy do czynienia z początkiem epoki indywidualistów. Bode Miller jest facetem, który w sezonie Pucharu Świata podróżuje swoim kamperem z zawodów na zawody, posiłki przygotowuje mu kolega. Na szczyt wjeżdża niekiedy razem z trenerami amerykańskiego zespołu narciarskiego, zwykle jednak jest sam. – Potrzebuję wolności podejmowania samodzielnych decyzji – mówi. Ma własny styl jazdy, jest maksymalnie odchylony do tyłu, wygląda to, jakby miał zaraz wlecieć do sieci. Gdyby jeździł tak jakiś Austriak, wyrzucono by go z drużyny. Miller jednak wywalczył w Vancouver złoto, srebro i brąz, zaś austriaccy narciarze alpejscy nie zdobyli na żadnego medalu.
Indywidualistą jest także amerykański zawodnik łyżwiarstwa szybkiego Apolo Anton Ohno, urodzony w Seattle mistrz olimpijski z Salt Lake City i Turynu, zdobywca srebra i brązu w Vancouver. Wygrywa już od dwunastu lat, zrobił światową karierę, jest produktem rodzinnego biznesu. Ojciec woził go na treningi i zawody, spali w samochodzie, bo brakowało pieniędzy. Pewien trener zabronił młodemu Ohno noszenia opaski na czole, ten trenował więc dalej sam, oczywiście w opasce. Wybił się w swojej dyscyplinie, nie potrzebował już mentora, zachęcającego do dalszych wysiłków. On potrzebuje raczej kogoś, kto go przyhamuje – twierdzi ojciec.
Jego syn “kradnie” regularnie medale zawodnikom z Korei Południowej, chociaż Seul wciąż jeszcze stanowi kuźnię talentów. Koreańczycy go nienawidzą, bo jest tak inny od nich, tak bardzo niezależny. Tę nienawiść widać podczas każdego biegu, gdy próbują odepchnąć go łokciami.  – Oni chodzą do pracy, mnie sprawia to przyjemność – śmieje się Amerykanin.
A potem na podium w centrum prasowym w Whistler wchodzi ogarnięty największą pasją sportowiec tej olimpiady. Ma okulary w metalowych oprawkach, w ręku trzyma papierowy kubek z kawą, na jego szyi wiszą dwa złote medale. Młody człowiek o spokojnym głosie jest synem szwajcarskiego górnika i nie ma w nim żadnego sztucznego blasku. Żadnych inscenizacji, tylko po prostu złoto.  Simon Ammann to chyba największy skoczek narciarski wszech czasów. Jest podwójnym złotym medalistą z Salt Lake City przed ośmiu laty, a teraz powtórzył ów wyczyn. W Szwajcarii porównuje się go z Rogerem Federerem. Nie lubi tych porównań. – Dla mnie jest on zbyt wielki – mówi.
Wszyscy zgromadzeni tu dziennikarze chcą wiedzieć, jak to się robi, żeby wygrywać. Ammann odpowiada: – Nigdy nie przestałem badać tego sportu.
Poprawia okulary i ciągnie dalej, jak wykład: – Znalazłem sposób na to, by poprawić siłę nośną podczas skoku. Gdy udało mi się w dodatku rozwiązać problemy balistyczne, wiedziałem: to jest droga do medalu.
simon-ammannKim jest ten facet – sportowcem czy fizykiem? Ammann rozprawia o przenoszeniu środka ciężkości, o siłach dźwigni i aerodynamice. O swojej dyscyplinie wie prawdopodobnie więcej niż jego trener. – Zbadałem granice techniczne i dopasowałem do tych wymagań swoje ciało – twierdzi zawodnik, niczym ktoś, kto przyjechał tu prosto ze Szwajcarskiego Uniwersytetu Technicznego w Zurychu.
Tam właśnie pracują naukowcy Gerhard Tröster i Hanspeter Gubelmann, którzy od jakiegoś czasu towarzyszą Simonowi Ammanowi, czuwają nad nim i udzielają mu rad. Podczas treningu i skoków przyczepiają do jego ciała czujniki, by stale mierzyć krążenie, pracę serca i mięśni. Chodzi o zdobycie wiedzy o tym, jak wielkie są obciążenia psychosomatyczne w dniu zawodów – opowiada Gubelmann. Muszą jeszcze przeanalizować szczegóły, ale już teraz wiadomo, że owe obciążenia są zaskakująco olbrzymie. – Simon mówi tylko, że w rozstrzygającym momencie umie porządnie dodać gazu – wyjaśnia psycholog. Tętno Ammanna w powietrzu wynosi 180.
W ostatecznym rozrachunku chodzi więc o umiejętność zachowania spokoju w stresowej sytuacji. Oto, by pomimo ogromnej presji wypaść najlepiej ze wszystkich, bo dopiero wówczas zwycięzca osiąga prawdziwy spokój. Wie bowiem, że potrafi zrobić to, czego się od niego wymaga. – Patrząc z punktu widzenia psychologii, można wysnuć wniosek, że Simon dysponuje wysoką umiejętnością samoregulacji. Ma więc środki i możliwości, by w ogromnie stresującej chwili przed startem ustawić odpowiednio swój poziom aktywacji – stwierdza naukowiec.
Zwycięzcą w owej dyscyplinie będzie bowiem ten, kto potrafi uczynić z siebie maszynę do latania i usunąć z drogi wszystko, co może zakłócić jego lot.

Klaus Brinkbäumer, Gerhard Pfeil

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Człowiek sukcesu

Tags: ,

Człowiek sukcesu


W biografiach największych potentatów biznesu cechą wspólną nie są genialne zdolności, wyjątkowe szczęście czy bogate pochodzenie. Większość z nich miała trudne dzieciństwo albo zaznała biedy, często nie zdobyli wyższego wykształcenia. Zaczynali zwykle pracując u kogoś za niewielkie stawki. Ich firmy i przedsięwzięcia rozwijały się przez wiele lat, nie zawsze od razu odnosząc sukces. Po drodze napotykali przeszkody, porażki, niektórzy po kilka razy plajtowali i zaczynali od nowa.
Co sprawia, że odnoszą sukcesy i radzą sobie lepiej niż inni? Są rekinami biznesu.
PODRÓŻ OD CELU DO SUKCESU
rekin_dAnna przez kilka lat po studiach ekonomicznych pracowała jako księgowa. Praca zapewniała jej utrzymanie, stabilizację i dobry dochód. Nie przynosiła tylko radości i spełnienia. Coraz trudniej było jej wstawać rano do pracy, skupić się na codziennych obowiązkach, coraz częściej bywała zmęczona i brakowało jej energii. Zastanawiając się nad swoim życiem, zaczęła studiować różne poradniki i brać udział w warsztatach. Na jednym z zajęć o pasji życia przypomniała sobie o swoim niezrealizowanym marzeniu, jakim był taniec. Dokończyła porzucone kiedyś kursy, uzyskała stopień instruktora choreoterapii, zaczęła organizować własne zajęcia. Klienci pojawiali się powoli, z czasem było ich coraz więcej. Po kilku miesiącach rzuciła pracę i założyła własny ośrodek. Ma mniej stabilizacji, ale jest szczęśliwsza.
Przyglądając się historiom ludzi sukcesu, można zauważyć, że mają identyczne podejście do życia i pracy. Rekin biznesu traktuje to, co robi, jako wspaniałą, ekscytującą przygodę. Rozwój biznesu nie służy tylko i wyłącznie zarabianiu pieniędzy, ale jest realizacją największych marzeń, przyjemnością, zabawą. Przepełnia go zwykle ciekawość świata, otwartość na tworzenie, kreatywność, dostrzeganie okazji i możliwości, ulepszanie, szukanie nowych rozwiązań.
Ludzie sukcesu precyzyjnie wyznaczają swoje cele, a potem konsekwentnie je realizują, ciesząc się tym, co robią. Nieustannie towarzyszy im wizja tego, czego pragną i nieustannie towarzyszy im działanie. Niezależnie od tego, ile czasu, wysiłku i starań wymagają ich cele, realizują swoje zamiary. Ich droga do zaplanowanych zamierzeń wypełniona jest radością i ekscytacją zamiast poświęceń i męczącej pracy. Nawet jeśli pracują dużo i ciężko, przynosi im to satysfakcję i zadowolenie. Być może jest tak dlatego, że wielcy milionerzy i biznesmeni potrafią doświadczać sukcesu na długo zanim on nastąpi. Potrafią zobaczyć, usłyszeć, poczuć swoje osiągnięcia i stworzyć w wyobraźni obraz siebie, który potem urzeczywistnia się w rzeczywistości.
PORAŻKI I WYZWANIA
Tom Monaghan wychował się w sierocińcu, pewien czas spędził w domu poprawczym, naukę opłacał, pracując na budowie. Wstąpił do armii, by zarobić na dalsze kształcenie. Nie kontynuował nauki, bo stracił pieniądze w wyniku oszustwa. Pierwszy interes – pizzeria, na który wziął pożyczkę – spłonęła, a nieuczciwy wspólnik zdefraudował pieniądze firmy. Kiedy pospłacał długi i rozwinął sieć pizzerii, jedna z korporacji oskarżyła go o kradzież nazwy. Pięć lat walczył w sądzie, wydając kilka milionów. Pomimo przeciwności działał dalej i po kilku latach stał się milionerem.
Zadziwiający jest stosunek rekinów biznesu do porażek. Wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Zamiast poddać się, rozpaczać, obwiniać cały świat i szukać usprawiedliwień –oni po prostu idą dalej, realizując swoje zamierzenia – niezależnie jak duże są i jak wiele jest przeszkód na ich drodze. Thomasa Edisona, który był nie tylko wynalazcą, ale i bogatym biznesmenem – założycielem General Electric, ominęła nauka w szkole i nie dowiedział się, że porażki i błędy to coś, czego trzeba unikać jak ognia i za co zostaje się źle ocenionym. Być może dzięki temu, kiedy wybuchł pożar w jego laboratorium z wynikami wieloletniej pracy, powiedział po prostu – spłonęły wszystkie nasze błędy, możemy zaczynać od nowa.
Robert Kiyosaki – amerykański inwestor i biznesmen, autor książek z dziedziny finansów, kiedy stracił swoją pierwszą firmę, usłyszał od swojego nauczyciela: Na razie zapłaciłeś miliony dolarów za swoją edukację. Jesteś na dobrej drodze do stania się bardzo bogatym. Większość ludzi nigdy nie odkrywa w sobie bogatego człowieka, ponieważ biedny człowiek, który w nich dominuje, nadal uważa, że popełnianie błędów jest czymś złym.
Ludzie sukcesu nie posiadają zwykle większych od innych cech i umiejętności osiągania celów – po prostu traktują porażki i błędy jak naturalne elementy swojego życia i działania.
Jeśli możemy przejąć od ludzi sukcesu jakąś cechę, to myślę, że najlepsza byłaby pewna charakterystyczna mieszanka egoizmu, dumy i arogancji – To ja rządzę w swoim życiu, To ja tu decyduję o tym, co osiągam.
Siedzi sobie taki rekin biznesu i myśli: Krach na giełdzie? Straciłem cały majątek. O nie, ja jestem milionerem. Co mi tam krach, zaraz to odzyskam. Albo: Zadłużyłem się, bo przestali kupować, a co tam wymyślę coś innego albo udoskonalę i znowu będę zarabiać. Bycie zadłużonym nie leży w moim charakterze, zaraz to zmienię. Albo: Co to już 10 porażka w tym roku? A co mi tam porażki. Nie będzie jakaś porażka czy błąd decydować o moim życiu – to ja tu rządzę i osiągnę to, co chcę.
ZE STRACHEM POD PACHĄ
Rekin biznesu zna się dobrze ze strachem – to jego znajomy i towarzysz. Im większe inwestycje i pieniądze, tym większe ryzyko i obawy, tym więcej można stracić. Tak więc rekin biznesu od czasu do czasu zaprasza strach na pogawędkę, żeby rozważyć, czy warto podjąć ryzyko, unikać niebezpieczeństw i zagrożeń, podjąć wysiłek i zmobilizować się, kiedy potrzeba. Kiedy jednak strach próbuje panoszyć się dłużej i wtrącać w nie swoje sprawy, rekin dziękuje mu za wizytę i zamyka za nim drzwi. Jego zbyt długie towarzystwo powoduje bowiem powstanie uczucia niemocy i bezradności, a w konsekwencji paraliżu w działaniu.
Aby do tego nie dopuścić, rekin zaprasza innych towarzyszy: ODWAGĘ, ROZSĄDEK I INTUICJĘ. To one pozwalają mu podejmować ryzykowne często przedsięwzięcia, stawiać wszystko na jedną kartę, kiedy warto, obracać pieniędzmi w niezrozumiały dla innych sposób. Rekin nie boi się o pieniądze, ponieważ wie, że są one tylko środkiem do celu – raz można ich mieć bardzo dużo, za chwilę można nie mieć wcale. Brak pieniędzy nie zaburza zwykle rekinom poczucia bezpieczeństwa – wychodzą z założenia, że jest wiele sposobów, by je zdobyć i wiedzą, że to potrafią.
Gdy strach przed utratą pieniędzy i niepowodzeniem stanie się zbyt bolesny, biedny szuka bezpieczeństwa, bogaty decyduje się na poszukiwanie wolności.
Robert Kiyosaki, “Kwadrant przepływu pieniędzy”
NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA
Pracowałem w sklepie, ale nie miałem pieniędzy na kupienie komiksów. Pewnego razu zobaczyłem, jak sprzedawczyni przecina okładkę komiksu na pół. Zatrzymywała górną część okładki, a wyrzucała resztę komiksu. Zapytałem, czy mogę je wziąć – zgodzili się pod warunkiem, że nie będę ich sprzedawać. Wyczyściliśmy je i zaczęliśmy zbierać setki komiksów. Wkrótce została otwarta nasza publiczna biblioteka komiksów. Zatrudniliśmy młodszą siostrę Michała jako bibliotekarkę. Od każdego dziecka pobierała kwotę dziesięciu centów za wstęp do biblioteki, która była otwarta każdego dnia po lekcjach. Klienci – dzieci z sąsiedztwa – mogli czytać w ciągu dwóch godzin tyle komiksów, ile chcieli. Była to dla nich okazja, ponieważ każdy komiks kosztował dziesięć centów, a w dwie godziny mogli przeczytać pięć lub sześć. Płaciliśmy jego siostrze dolara na tydzień. Za trzy miesiące – Michał i ja – osiągnęliśmy średnią dziewięć i pół dolara na tydzień.
Na podstawie “Bogaty ojciec, biedny ojciec”, R. Kiyosaki
Kiyosaki w swoich poradnikach o gospodarowaniu finansami zaleca: Naucz się, aby twoje pieniądze pracowały za ciebie, a nie ty za pieniądze. Nie wystarczy zarabiać pieniądze tylko po to, aby się utrzymać i je wydawać. Ważne jest odpowiednie obracanie nimi i inwestowanie, aby z tego generować swoje przychody. Jak John Rockefeller, który najpierw odkładał połowę sumy swojego niezbyt wysokiego wynagrodzenia i inwestował, potem przychód znów inwestował.
Wielcy ludzie biznesu pozwalali swoim pieniądzom, aby te pracowały na nich. Kiyosaki pokazuje to na przykładzie czterech kwadrantów – pracownika, samozatrudnionego, właściciela biznesu, inwestora. Pracownik zarabia pieniądze, wykonując pracę dla innej osoby lub dla firmy. Samozatrudniony zarabia pieniądze, pracując dla siebie samego. Właściciel biznesu posiada biznes i zatrudnia innych, a inwestor zarabia pieniądze z różnych inwestycji. W każdym z tych kwadrantów można generować swoje przychody – zależnie od predyspozycji i potrzeb. Najlepsze efekty przynosi działanie jako właściciel biznesu lub inwestor albo połączenie działalności pracownika lub samozatrudnionego z działaniem jako właściciel biznesu lub inwestor. Niezależnie od rodzaju pracy, charakteru czy uzdolnień, można rozwijać w sobie przedsiębiorczość.
REKINY Z SAMURAJSKĄ PŁETWĄ
Filozofia zen i bushido – kodeks japońskiej kasty samurajów odegrały dużą rolę w kulturze Japonii i przyczyniły się do jej gospodarczego rozkwitu i sukcesów wielkich japońskich firm. Dziś, kiedy biznes Wschodu i Zachodu przenika się wzajemnie, nie wszystko jest do zastosowania, wiele wymaga modyfikacji, widać też mankamenty tych strategii działania. Jednak nadal jest wiele elementów, które mogą służyć za przykład do naśladowania:
KAIZEN – koncepcja ciągłego doskonalenia się, osiągania mistrzostwa we wszystkim, co się robi, zaangażowania w swoje działanie. Dotyczy to również ciągłego podwyższania jakości wyrobów, doskonalenia ich i precyzji w przygotowywaniu.
AMAE – harmonijne i wielkoduszne relacje międzyludzkie, dbanie o dobre stosunki i klimat zaufania w biznesie.
KATA – określony regułami, ceremonialny sposób wykonywania danej czynności, np. ceremonie picia herbaty, układania kwiatów, uprawiania sztuk walki. Zastosowanie kata w biznesie rozwijało poczucie równowagi, porządku, dokładności, pozwalało na większą efektywność przez koncentrację na zadaniu.
JJZAI – umiejętność swobodnego myślenia, wolnego od konwencjonalnej wiedzy i uprzedzeń. Przyczyniła się do rozwoju nowatorskich przedsiębiorstw i poprawy efektywności zarządzania przez stosowanie twórczego myślenia w firmach.
KI – koncepcja siły życiowej człowieka. Przez odpowiednią stymulację i aktywizację wzrasta poziom energii, zdrowie, pewność siebie i zdolności zawodowe.
SHIKOMU – etyka pracy ustalająca odpowiednie wartości, jakimi należy kierować się w biznesie. Dba o lojalność i dobre relacje.
DOSATSU RYOKU – intuicja, zdolność wyostrzania zmysłów, wyczuwania obecności rzeczy niedostrzegalnych. W kulturze Wschodu posługiwanie się intuicją w biznesie jest jedną z podstawowych umiejętności. Są nawet odpowiednie szkolenia rozwijające zdolności w tej dziedzinie. Na Zachodzie również pojawia się trend uwzględniający znaczenie intuicji.
OBUDŹ W SOBIE REKINA
Nie każdy z nas musi być wielkim milionerem, potentatem czy właścicielem ogromnej firmy. Jednak każdy powinien dbać o swoje pieniądze, pracę lub biznes, realizację własnych planów. Nie potrzeba do tego wielkiego geniuszu, nadludzkiej siły czy niezwykłych umiejętności. Czasem wystarczy zmiana sposobu myślenia, codziennych nawyków, przełamanie strachu i podjęcie działania. Potencjał rekina biznesu drzemie przecież również i w Tobie.
Reguły działania według rekina biznesu:
1. Działaj z pasją, bo ona jest jednym z elementów prawdziwego sukcesu. Kiedy coś robisz, wkładaj w to całego siebie, angażuj się w pełni. Pomyśl o swojej pracy lub biznesie, który planujesz, i zadaj sobie pytania: czy robiłbym to nadal, gdyby nie przynosiło mi pieniędzy?; czy moja praca przynosi mi radość? Jeśli odpowiedź brzmi: NIE, zastanów się, jak możesz to zmienić albo znajdź sposób na zarabianie na tym, co naprawdę kochasz.
2. Miej rozbudowaną i atrakcyjną wizję tego, czego pragniesz.
3. Precyzyjnie wyznaczaj swoje cele długo- i krótkoterminowe. Zapisuj je, osadzając w czasie i rozpisując na konkretne zadania do wykonania.
4. DZIAŁAJ, DZIAŁAJ, DZIAŁAJ aż osiągniesz pożądane rezultaty.
5. Porażki i błędy traktuj jako naturalny element swojego życia.
6. Ciesz się nie tylko z rezultatów, ale również z działań, które do nich prowadzą.
7. Jak najczęściej wyobrażaj sobie swój sukces i siebie, jakbyś już go osiągnął.
8. Rozwijaj w sobie odwagę i podejmuj ryzyko.
9. Szukaj sposobów na inwestowanie pieniędzy i zdobywanie dochodów nie tylko przez pracę.
10. Dbaj o swoją energię i siłę życiową, bo rekiny biznesu działają z ogromną siłą napędową, są pełne zapału i pomysłów. Unikaj osłabiaczy energii, do których należą:
– nudna, męcząca, praca, która nie przynosi satysfakcji,
– działanie w strachu i braku poczucia bezpieczeństwa,
– zbytnie martwienie się o przetrwanie i brak pieniędzy,
– skupianie się na brakach i porażkach,
– rozpamiętywanie błędów i doszukiwanie się winnych,
– czekanie na rozwiązania z zewnątrz,
– szukanie wymówek i usprawiedliwień zamiast działania,
– bezmyślne tracenie czasu,
– robienie zbyt wielu rzeczy naraz.

Dorota Mlostoń

Dorota Mlostoń jest pedagogiem i trenerem. Zajmuje się coachingiem i szkoleniami dla firm, jest współautorką Gate Method.

Rytuały sukcesu
Na drodze do zrealizowania ważnych zamierzeń znajdziesz się w różnych sytuacjach. Przygotuj się więc na:
SŁOŃCE – wymyśl swój własny sposób na świętowanie drobnych osiągnięć na drodze do realizacji celów. Twój indywidualny rytuał przeznaczony specjalnie na te okazje. Ważne, by angażował Cię, sprawiał radość i nie był związany z codziennymi przyjemnościami.
DESZCZE – kiedy pojawiają się niepowodzenia albo przeszkody, będziesz potrzebował doładowania akumulatorów i pozytywnej energii. Zastosuj rytuał przywołania sukcesu – coś przeznaczonego tylko na tę okazję, co dodaje Ci sił i wzmacnia.

Strategia Walta Disneya
Walt Disney miał ogromną wyobraźnię i był niezwykle kreatywny. Stosował bardzo skuteczną strategię, która pomagała mu wcielać w życie swoje fantazje.
Pomyśl o przedsięwzięciu, które chcesz zrealizować. Ustaw trzy krzesła naprzeciw siebie. Pierwsze to KRZESŁO MARZYCIELA. Siadając na nim możesz puścić wodze fantazji. Wyobrażaj sobie to wszystko, co chcesz osiągnąć, co mogłoby się zdarzyć, gdyby wszystko było możliwe.
Przesiądź się na KRZESŁO KRYTYKA i z tej pozycji pomyśl o ewentualnych przeszkodach, słabych punktach czy brakach, na jakie może natrafić Twoje przedsięwzięcie. Przejdź na trzecie krzesło – KRZYSŁO REALISTY – i pomyśl o swoim wymarzonym planie. Zadaj sobie pytanie: jak mogę wprowadzić go w życie? Co mam zrobić, aby stał się realny i jak go zrealizować? Możesz przejść tę drogę kilka razy do momentu kiedy uznasz, że Twój plan jest gotowy do wprowadzenia w życie.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Słuchaj zegara biologicznego!

Tags: ,

Słuchaj zegara biologicznego!


 

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego zdarza się wam obudzić o godzinie piątej rano, chociaż jest weekend, macie wolne i możecie spać do oporu?

sleepyheadCóż, to wasz organizm informuje, że właśnie przyszłą najlepsza pora, by wstać. Tyle tylko, że kochany organizm nie wziął pod uwagę tej pół butelki wina, którą wypiliście, oglądając serial “Plotkara”. Eh…

Ale czy nam się to podoba, czy nie, faktem jest, że rządzi nami nasz wewnętrzny zegar i najwyższy czas zacząć go słuchać. – Wewnętrzny zegar to część mózgu, która pracuje w oparciu o tak zwany cykl okołodobowy, trwający nieco ponad 24 godziny – wyjaśnia doktor Chris Steele. – Przykładowo, o piątej rano spada temperatura ciała, w skutek czego często budzimy się o tej nieludzkiej godzinie. Wewnętrzny zegar uważa, że czas wstawać.

Dla dobra naszych czytelników postanowiliśmy ustalić, jakim czynnościom sprzyja określona pora dnia. Oto nasza lista:

7:00. Najlepsza pora, by postarać się o dziecko.

Dlaczego? – Zarówno u kobiet jak i u mężczyzn poziom libido jest najwyższy o poranku, ze względu na najwyższe stężenie testosteronu we krwi – mówi doktor Chris. – Dodatkowo, w męskiej spermie jest wtedy najwięcej plemników, a kobiety najczęściej zaczynają jajeczkować koło północy, więc siódma rano to doskonała godzina na poczęcie.

10:00. Najlepsza pora, by poprosić o podwyżkę.

Dlaczego? – Poziom hormonu stresu, kortyzolu, jest najwyższy właśnie rano, dodając nam energii – wyjaśnia specjalistka od zjawiska stresu, Liz Tucker. – Badania naukowe dowodzą także, że o tej porze dnia nasz mózg wykazuje największą aktywność, a to doskonała okoliczność, jeśli trzeba podjąć szybką decyzję. Inne badanie ustaliło nawet, że najlepszym dniem na poproszenie o podwyżkę jest środa. Aż 78 procent szefów przyznało, że wówczas właśnie są najbardziej otwarci na dyskusje o kwestiach finansowych.

12:00. Najlepsza pora, by zjeść trochę węglowodanów.

Dlaczego? – Podreperuj siły dawką węglowodanów o tej porze, a będą stanowić paliwo na całe popołudnie – zaleca dietetyk Vicky Edgson. – Zdecydowanie zalecam węglowodany złożone, takie jak brązowy ryż, najlepiej z białkiem, przykładowo z kawałkiem kurczaka. W przeciwnym razie poziom cukru we krwi nagle spadnie i tylko pogłębi popołudniowy kryzys energii.

15:00. Najlepsza pora, by depilować nogi.

Dlaczego? – O tej porze dnia mamy najwyższą tolerancję na ból, ponieważ wtedy najwięcej jest w naszej krwi endorfin, będących naturalnym środkiem przeciwbólowym – mówi doktor Chris. Lepiej jednak nie robić depilacji w kilka dni przed okresem ani pierwszego dnia menstruacji, jako że akurat wtedy kobiecy próg bólu mocno się obniża.

17:00. Najlepsza pora, by poćwiczyć.

Nienawidzisz wstawać bladym świtem, by pójść do siłowni przed pracą? Więc tego nie rób. Dlaczego? – Rozmaite badania potwierdziły, że najkorzystniejszym czasem na ćwiczenia fizyczne jest popołudnie, kiedy mięśnie są rozgrzane, płuca pracują na pełnych obrotach i generalnie cały organizm jest najsilniejszy i najbardziej elastyczny – wyjaśnia specjalista od fitnessu, David Coulthard. – Ponieważ ciało jest w najlepszej formie, wysiłek fizyczny wyda się łatwiejszy.

18:00. Najlepsza pora, by przeprowadzić trudną rozmowę.

Dlaczego? – Jeśli musisz poradzić sobie z jakąś trudną sprawą, odłóż to na późne popołudnie – radzi Liz Tucker. – Wieczorem poziom hormonów stresu we krwi spada, więc z większym prawdopodobieństwem uda nam się zachować spokój i osiągnąć zamierzony cel.

19:00. Najlepsza pora, by łyknąć tabletkę z witaminami

Dlaczego? Filiżanka kawy lub herbaty, pita do śniadania, może mieć wpływ na przyswajanie witamin, ponieważ wówczas organizm ma w sobie mniej pożywienia. Dlatego suplementy diety lepiej przyjmować z wieczornym posiłkiem. – Im większy posiłek, tym więcej enzymów wytwarza nasz układ trawienny – mówi Shabir Dayar, farmaceuta z firmy Victorianhealth.com. – Wtedy też suplement jest bardziej efektywnie rozkładany i przyswajany i w efekcie przyniesie największe korzyści.

21:00. Najlepsza pora, by wypić kieliszek.

Dlaczego? – Po godzinie 20 podnosi się produkcja enzymów wątrobowych, dlatego wszelki alkohol wypijany po tym czasie będzie szybciej rozkładany przez organizm – mówi specjalista do spraw żywienia, David Crooks. Trzeba tylko pamiętać, że poziom enzymów z powrotem zaczyna opadać po 22, więc lepiej ograniczyć się do kilku kieliszków, prawda?

23:00. Najlepsza pora, by przyjąć lek antyhistaminowy.

Dlaczego? O tej godzinie osoby cierpiące na alergie, w tym na katar sienny, wykazują największą wrażliwość, informuje doktor Chris. – Astmatycy powinni nocą trzymać inhalator pod ręką – ostrzega. – Ryzyko wystąpienia poważnego ataku jest o 300 procent wyższe o 3 nad ranem, kiedy poziom adrenaliny i hormonów przeciwzapalnych we krwi jest najniższy.

Catherine Petitnicolas

•••

 

zegar-biologicznyzegarze biologicznym słyszał chyba każdy, jednak niewielu z nas świadomie żyje w zgodzie z nim. Naukowo udowodniono, że życie w jego rytmie dodaje nam siły, zdrowia, kondycji i urody. A do tego jesteśmy szczęśliwsi
Z fizjologicznego punktu widzenia zegar biologiczny tworzą komórki znajdujące się nad skrzyżowaniem nerwów wzrokowych. Charakterystyczna dla nich jest silna reakcja na światło i proporcjonalne wydzielanie odpowiednich hormonów, które wpływają na wiele funkcji organizmu (łaknienie i tempo przemiany materii, senność, temperaturę ciała, ciśnienie krwi, aktywność, koncentrację czy nawet nastrój). Zaburzenia rytmu biologicznego mogą prowadzić do wielu chorób, jednak najczęstszym i najbardziej kłopotliwym objawem są zaburzenia snu, na które cierpią szczególnie osoby pracujące w cyklu zmianowym.
U każdego zegar biologiczny odmierza czas inaczej, na domiar złego zwykle nie pokrywa się to z czasem wskazywanym przez nasze zegarki, jednak kilka ich wskazań można sprowadzić do wspólnego mianownika. Zapoznaj się z nimi, a będzie ci łatwiej dbać o zdrowie, uczyć się i pracować:
1.00 Do najniższego poziomu spada wydajność ludzkiego organizmu.
2.00 Na najwyższych obrotach pracuje wątroba. O tej porze jesteśmy bardzo wrażliwi na zimno.
3.00 Zużycie energii osiąga minimum.
4.00 Między godziną 4 a 8 błony śluzowe napełnione są od 4 do 20 razy większą ilością cząstek plazmy. Jest to pora krytyczna dla zakatarzonych.
5.00 Organizm się nagrzewa. Produkcja testosteronu osiąga punkt kulminacyjny. Z fizycznego punktu widzenia najlepsza pora na czułości.
6.00 Dla rannych ptaszków najowocniejsza pora do pracy. Szczególnie szkodliwe są o tej prze nikotyna i alkohol.
7.00 Wzmożone wydzielanie aminokwasów i cukru do krwiobiegu, a poziom hormonów jest sześciokrotnie wyższy od średniej dnia.
8.00 Teraz węglowodany przerabiane są na energię, a nie tłuszcz. Dietetycy zalecają, aby najobfitszym posiłkiem dnia było śniadanie, ponieważ do południa przemiana materii jest najszybsza, więc żołądek z łatwością radzi sobie z solidnym daniem. Nie rezygnuj zatem ze śniadania, zrezygnuj natomiast z alkoholu - przenika do krwi dwa razy szybciej.
9.00 Ryzyko ataku serca jest trzy razy wyższe niż o godz. 23. Można je zmniejszyć, uprawiając wieczorem jogging.
10.00 Temperatura ciała zdrowego człowieka osiąga maksimum. O tej porze szczególnie szybko i precyzyjnie potrafimy liczyć.
11.00 Serce jest w optymalnej formie. Organizm najlepiej potrafi uporać się ze wszelkim obciążeniem, również ze stresem.
12.00 Pora na lunch. Nie należy ignorować wzmożonego wydzielania kwasów żołądkowych.
13.00 O 20% spada produktywność. Wątroba zatrzymuje glikogen stanowiący paliwo napędowe dla mięśni. Dobra pora na odpoczynek lub drzemkę.
14.00 Wciąż jeszcze pora na odpoczynek. Popołudniowa drzemka przynosi więcej odpoczynku niż sen w nocy.
15.00 Przypływ nowych sił. Pamięć długotrwała osiąga najlepszą formę. Wrażliwość na ból zębów i skóry jest najmniejsza. Praca fizyczna pali się nam w rękach.
16.00 Idealna pora na monotonną pracę. Również na szczepienia – w organizmie zgromadzona jest największa ilość przeciwciał.
17.00 Ożywienie krążenia i ciśnienia krwi. Nadnercza uwrażliwiają zmysły: doskonale słyszymy, czujemy zapachy i odbieramy smaki. Najlepsza pora na bicie rekordów w sporcie.
18.00 Oddychamy szczególnie intensywnie, doprowadzając organizm do optymalnego dotlenienia. Dobra pora na uporządkowanie myśli.
19.00 Obniżenie ciśnienia krwi, zwolniony puls, spada wydolność mózgu. Tabletka aspiryny szkodzi żołądkowi o połowę mniej niż rano.
20.00 Mamy największą wagę ciała, za to najkrótszy czas reakcji, tylko 95 milisekund. Kto musi zażyć antybiotyk, niech zrobi to dokładnie o 20.32 - zadziała najefektywniej.
21.00 Posiłek zjedzony o tej porze pozostanie w żołądku w większej części niestrawiony. Układ pokarmowy szykuje się do snu. Późno zjedzona kolacja zalega w żołądku, a nadprogramowe kalorie odkładają się w postaci tłuszczu.
22.00 W czasie snu, właśnie o tej porze, najszybciej rosną dzieci.
23.00 Zwolnienie przemiany materii, osłabienie koncentracji umysłowej. Poziom testosteronu jest teraz najniższy.
24.00 Produkcja hormonów stresowych zostaje zminimalizowana. Przyspiesza proces regeneracji komórek - sen to najlepszy kosmetyk. Naukowcy udowodnili, że kto jeszcze nie śpi, tego najłatwiej przestraszyć, np. duchami.
Autor: Agata Gałaj

 

•••

http://www.eioba.pl/a2416/zegar_biologiczny_czlowieka

Posted in Ciekawostki, Porady, Różne, ZdrowieComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Czerwiec 2010
P W Ś C P S N
« maj    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930