Tę historię zna chyba każde dziecko. Dwa tysiące lat temu, za panowania cesarza Augusta Oktawiana, namiestnik Imperium Rzymskiego w Judei, król Herod, ogłosił powszechny spis ludności. Każdy obywatel państwa żydowskiego miał zgłosić się w miejscu swego urodzenia i stawić przed urzędnikiem rejestrowym. W długą drogę przez pustynię ruszył także biedny cieśla Józef. Za nim, na osiołku, jechała jego brzemienna żona Maria. Kiedy dotarli do Betlejem, wszystkie gospody w mieście były pełne; święta rodzina musiała szukać schronienia w szałasie. Tu, na słomianym posłaniu, przyszedł na świat Syn Boży. Na pamiątkę tego wydarzenia cały chrześcijański świat obchodzi co roku święta Bożego Narodzenia.

Kilka słów o historii tradycji
Narodziny Chrystusa są bez wątpienia jednym z przełomowych punktów w dziejach ludzkiej cywilizacji. Rok, w którym przyszedł na świat Zbawiciel, został edyktem papieskim ogłoszony pierwszym rokiem naszej ery. Dociekliwy obserwator mógłby jednak zadać proste z pozoru pytanie - skoro tak, to dlaczego Boże Narodzenie obchodzimy 25 grudnia, a nie 1 stycznia? Właśnie, dlaczego?
Dokładnej daty urodzin Chrystusa próżno szukać w dostępnych źródłach, tak historycznych, jak i natchnionych. Mało tego - nie wiadomo nawet, czy Syn Boży istotnie przyszedł na świat zimą. Niektórzy badacze, zakładając prawdziwość opowieści biblijnej o pasterzach witających nocą Boskie Dzieciątko, przypuszczają, że narodziny Zbawiciela miały miejsce wiosną - wtedy to bowiem pasterze zostają do późnej nocy na pastwisku, aby odbierać porody jagniąt. Pierwsi chrześcijanie zamieszkujący południowo-wschodnie obszary Cesarstwa Rzymskiego czcili urodzenie Jezusa 6 stycznia, przy czym data ta była arbitralna i symbolizowała zarówno narodziny, jak i chrzest Syna Bożego. Tradycja świętowania Bożego Narodzenia w noc zimowego przesilenia utrwaliła się dopiero w 4 wieku naszej ery. W samym Rzymie święto to było obchodzone już w 336 roku, ale na przykład w Kościele Armeńskim, uznawanym za wspólnotę najbliższą tradycjom wczesnego chrześcijaństwa, data ta do dziś nie została usankcjonowana - Boże Narodzenie obchodzone jest tu w dalszym ciągu 6 stycznia. Warto zaznaczyć, że dzień ten w kalendarzu katolickim funkcjonuje jako święto Trzech Króli.
Trudno jest dziś dociec przyczyn, dla których hierarchia kościelna u zarania chrześcijaństwa przyjęła jako święto narodzenia Chrystusa 25 grudnia. Sądzi się, że decyzja ta była do pewnego stopnia podyktowana chęcią nawiązania do tradycji pogańskich. Pogląd ten jest ze wszech miar uzasadniony, ponieważ przesilenie zimowe to niezmiernie ważna data w kalendarzu astronomicznym. Najdłuższa noc w roku ma wymiar uniwersalny i symboliczny - odtąd dni będą coraz dłuższe, a noce coraz krótsze. Nic więc dziwnego, że już 4000 lat temu w starożytnej Mezopotamii obchodzono ten dzień jako święto narodzin boga Słońca, Marduka. Według mitologii perskiej pierwszego dnia zimy Marduk wyruszał na wojnę przeciwko siłom zła. U jego boku, zgodnie z tradycją, miał stanąć nowy król, a stary władca musiał oddać życie na ołtarzu. Aby oszczędzić życie panującemu władcy, na czas uroczystości obierano króla spośród przestępców skazanych na śmierć, odziewano go w królewskie szaty i obdarzano najwyższymi honorami. W kulminacyjnym punkcie uroczystości obdzierano “króla” z szat, chłostano i zabijano, oddając należne miejsce prawowitemu władcy. Nietrudno doszukać się w tym opisie analogii do chrześcijańskiej tradycji męki i zbawienia.
Nie przez przypadek święta Bożego Narodzenia zbiegły się w czasie z obchodami rzymskich Saturnaliów. Pogańskie obrzędy były do tego stopnia utrwalone w kulturze rzymskiej, że walka z nimi była w praktyce daremna. Chrześcijanie po prostu przejęli pewne formy rytuału i zaadaptowali je do własnych potrzeb. Podczas Saturnaliów Rzymianie urządzali wystawne uczty i wymieniali się upominkami, na Nowy Rok przystrajali domy zielonymi drzewkami, liśćmi lauru i lampionami. To także budzi pewne skojarzenia, prawda?
Proces integracji nowej tradycji z pradawnymi wierzeniami jest jeszcze bardziej czytelny, jeśli przeanalizować pogańskie obrządki ludów zamieszkujących obszary Europy Środkowej i Północnej. Szczepy germańskie i celtyckie, które na długo przed Chrystusem skolonizowały ogromne połacie dzisiejszej Europy, utrwaliły tradycję święta Yule. Ten pradawny rytuał, w kulturze słowiańskiej zwany Godami, był świętem narodzin Słońca i stanowił radosne, symboliczne uwieńczenie okresu zbiorów. Był to czas wystawnych uczt i odświętnego raczenia się płodami natury, które skrzętni gospodarze zebrali przed zimą. Na stołach przystrojonych sianem i kłosami zboża rozkładano słodkie ciasteczka, miód, grzyby, suszone owoce, mięsiwo i ryby. Obok stołu stawiano zielone drzewko - przeważnie jodłę lub świerk - symbol wiecznie odradzającej się przyrody.
Święto Yule wyjątkowo uroczyście obchodzone było na Półwyspie Skandynawskim, zwłaszcza na tych terenach, gdzie słońce na wiele dni znika z nieboskłonu. Na kilka dni przed świętem posłańcy na szczytach wzgórz mieli wypatrywać pierwszych promieni słonecznych. Kiedy wracali z radosną wieścią do swych osad, przyjmowano ich obfitym poczęstunkiem. Gdy więc w noc wigilijną staniesz w oknie, wypatrując pierwszej gwiazdki, zadumaj się przez chwilę nad niezmierzoną głębią ludzkiej tradycji.
Nie sposób zatem oprzeć się wrażeniu, że święta Bożego Narodzenia są w duchu o wiele bliższe pogańskim rytuałom i tradycjom kultu płodności niż nauce Pisma Świętego. Niemal wszystkie ważne elementy świątecznej scenografii wywodzą się w prostej linii z wierzeń ludów północy. Dlatego też ojcowie Reformacji, Marcin Luter i Jan Kalwin, tak zdecydowanie występowali przeciwko celebracji świąt Bożego Narodzenia. I właśnie dlatego w purytańskim Bostonie w 1659 roku zakazano świętowania Bożego Narodzenia.
Duch świąt
Pewna angielska rodzina, której niemal wszyscy członkowie są ludźmi niewidomymi, opowiada o tym, jak bardzo magicznym wydarzeniem jest dla nich Gwiazdka.
Przed każdymi Świętami Bożego Narodzenia przechodnie zatrzymują się, by podziwiać światła, którymi udekorowany jest dom rodziny Reddingtonów w Norwich. Z okien salonu błyskają jeszcze bardziej kolorowe dekoracje. Nawet pies o imieniu Orla świętuje, nosząc własne pluszowe poroże renifera.
Ale w ciągu roku Orla pełni inną, niezmiernie ważną rolę w życiu rodziny: jest psem przewodnikiem; ponieważ wszyscy Reddingtonowie – za wyjątkiem jednego dziecka – są niewidomi.
Jednak nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed świętowaniem Gwiazdki na całego. Tylko 12-letnia Katie widzi dekoracje i z entuzjazmem opisuje je mamie Bernie (lat 40), tacie Markusowi (lat 48), bratu Chrisowi (lat 15) i młodszej siostrze Abbie-Rose (lat 11).
Na kominku Reddingotnów stoją kalendarze adwentowe, a hall aż mieni się od światełek i błyskotek. Jak mówi Bernie: – Nasza rodzina ma świra na punkcie Bożego Narodzenia. Uwielbiamy je. Sąsiedzi trochę się niepokoją, kiedy widzą mnie balansującą na drabinie, by umocować lampki na domu. Ale Gwiazdka nie byłaby Gwiazdką, gdybym tego nie zrobiła. Być może nie wszyscy możemy zobaczyć dekoracje, ale wiemy, że one tam są – a to prawdziwy duch Świąt Bożego Narodzenia.
– Czerpiemy taką samą radość z zakładania ozdób jak osoby widzące – zapewnia kobieta. –To, że jesteśmy niewidomi, nie oznacza, że musimy od razu lekceważyć czy minimalizować święta. Kochamy dekoracje. Zwłaszcza Katie. Oglądamy je jej oczyma i czerpiemy z tego radość.
Dziewczynka przyzwyczaiła się do opisywania świata rodzinie. – Ludzie mówią, że robię coś wyjątkowego, ale dla mnie to normalne – zapewnia. – Muszę mówić mamie, jaki numer autobusu właśnie podjeżdża, chociaż ma Orlę, która prowadzi ją do miejscowego sklepu. Mama też lubi, żebym mówiła jej, czy ubrania do siebie pasują. Poza tym wołają mnie tylko wtedy, kiedy dużo rzeczy wypadnie z kredensu, albo kiedy coś się rozbije.
Bernie żartuje, że córka nie ma oporów przed powiedzeniem jej wprost, że jej pupa wygląda grubo w jakiejś sukience. – Katie bardzo mi pomaga, zwłaszcza w takich kobiecych sprawach jak fryzura, makijaż albo dobór stroju – dodaje.
Dziewczynka ma też inne obowiązki: filmuje święta, urodziny, szkolne przedstawienia i inne wydarzenia rodzinne. Reddingtonowie mają nadzieję, że postęp medycyny umożliwi im któregoś dnia odzyskanie wzroku. Jak mówi Bernie: – Marzymy o tym, by któregoś dnia móc obejrzeć te wszystkie rzeczy, które nagraliśmy przez lata. Ale nawet jeśli to się nie uda, to i tak sprawiły nam one radość.
Bernie urodziła się z rzadką chorobą dziedziczną o nazwie aniridia, która polega na zaniku tęczówki oka. Całkowicie straciła wzrok z wieku 26 lat, kiedy jej pierwsze dziecko, Chris, miało zaledwie roczek.
Marcus z kolei, którego poznała w college’u dla słabowidzących, zachował jeszcze wówczas jedynie pięć procent zdolności widzenia, także z powodu aniridii. Kiedy okazało się, że Chris odziedziczył po nich schorzenie, byli zdruzgotani. – Wciąż trochę widziałam i zdałam sobie sprawę, że jego tęczówki nie wyglądają tak, jak powinny – opowiada Bernie.
Para nie chciała, by Chris był jedynakiem. Kiedy trzy lata później na świat przyszła Katie, nie posiadali się ze szczęścia, gdy okazało się, że córka jest zdrowa. Ale bycie niewidomą matką dwójki małych dzieci wymaga wiele pracy. – Nie było łatwo – przyznaje kobieta. – Miałam jednak pomoc i wsparcie, robiłam to wszystko, co robią inne matki, tyle tylko, że w moim przypadku zabierał to więcej czasu.
Wkrótce Katie zaczęła pomagać mamie wskazując słoiczki i puszki w szafkach kuchennych oraz opisują kolory. Niedawno również pozowała protetykowi, który przygotowywał dla Bernie protezę mającą zastąpić zwyrodniałe gałki oczne.
– Bardzo się pilnujemy, żeby nie polegać za bardzo na Katie – mówi Bernie. – Wszyscy jesteśmy ogromnie niezależni i prosimy ją o pomoc tylko, kiedy jest to naprawdę niezbędne. W przeciwnym razie byłoby to nie w porządku wobec niej. Katie zdarza się też wykorzystywać sytuację i kabluje na brata i siostrę, jeśli robią miny, gdy ich za coś karcę.
Marcus i Bernie byli bardzo zaskoczeni trzecią ciążą. Abbie-Rose urodziła się, podobnie jak Chris, z aniridią. – Było mi smutno z tego powodu, ale postanowiłam jej pokazać, że choroba nie musi stanowić dla niej bariery – deklaruje kobieta.
Chociaż Bernie nie widziała nigdy twarzy swoich dzieci – za wyjątkiem Chrisa w niemowlęctwie – to jednak wie, czy podobają im się prezenty gwiazdkowe. Zdradzają to krzyki i piski po otwarciu paczek. – Jesteśmy niewidomi, ale potrafimy się nawzajem zaskakiwać, a podarki znaczą jeszcze więcej, ponieważ trzeba nie lada odwagi i wytrwałości, by robić zakupy przed Bożym Narodzeniem – nawet gdy ma się dobry wzrok – mówi matka.
Rodzinna Gwiazdka musi być zaplanowana z wojskową precyzją i odpowiednim wyprzedzeniem. Zakupy dla dzieci zaczynają się już latem. Bernie z reguły zabiera wówczas koleżankę do pomocy. – Przyjaciółka wybiera kilka rzeczy, o których sądzi, że podobałby się obdarowanej osobie, potem mi je opisuje, a ja podejmuję ostateczną decyzję – opowiada.
Opakowywanie prezentów i pisanie kartek świątecznych zajmuje wieki, ale dopiero kiedy ten etap przygotowań jest zakończony, można przystąpić do zakładania świątecznych dekoracji. – Ludzie wiedzą, że jestem niewidoma – mówi Bernie. – Kiedy więc widzą mnie na drabinie, instalującą lampki, słyszę w ich głosach lekką panikę. Ale ja uwielbiam to robić, dzieci też, i nie zamierzam przestać. Niestety Marcus ma lęk wysokości, więc nie wejdzie na drabinę.
Reddingtonowie tworzą nie tylko świąteczną ucztę dla oczu, ale starają się przeżywać Boże Narodzenie wszystkimi zmysłami. Tata uwielbia zapach sosnowych gałązek, a cała rodzina – śpiewanie kolęd. Bernie kupuje także dekoracje wydające dźwięki, takie jak dzwoneczki albo śpiewające mikołaje. Na sofę zostaje narzucona specjalna aksamitna kapa, miła w dotyku. – Chodzi o to, by obudzić wszystkie zmysły – tłumaczy Bernie.
Wreszcie nadchodzi ten wielki dzień. Cały zestaw rozmaitych gadżetów służy temu, by świąteczny obiad przebiegł gładko i bez zakłóceń. – Na wszystkim mamy czasomierze, a mówiący komputer odczytuje nam przepisy. Mam też mówiącą wagę i mówiący telefon komórkowy, dzięki czemu mogę zatelefonować do rodziny z życzeniami bez obaw, że wykręcę zły numer.
Kiedy już uczta dobiega końca, Reddingtonowie, jak tysiące innych rodzin, zasiadają na sofie z pudełkiem czekoladek, by posłuchać świątecznego programu telewizyjnego. – Niektóre rzeczy się nie zmieniają bez względu na to, czy widzisz, czy nie – kończy Bernie swą opowieść.
Świąteczny marketing
Święta Bożego Narodzenia rzeczywiście coraz częściej przybierają formę przesłodzonego, sentymentalnego i familijnego spektaklu. Mieszkańcy Australii, z uporem godnym lepszej sprawy, w samym środku lata kupują sztuczny śnieg w aerozolu, by spryskać okna odświętnym szronem. Chrześcijańskie na pozór święto jest z równym nabożeństwem i powagą celebrowane w katolickiej Hiszpanii i w shintoistycznej Japonii. W erze postępującej globalizacji kulturowo-cywilizacyjnej “Christmas” stało się świętem marketingowym - jedyną i niepowtarzalną okazją do wyprzedania zapasów sklepowych przed zamknięciem bilansu rocznego. Smutne to, lecz prawdziwe.
W Polsce tendencje te nie są jeszcze na szczęście tak wyraźne jak na Zachodzie, ale i tam docierają obce trendy. Świąteczny indyk na modłę amerykańską nie ma na razie szans w konfrontacji z rodzimym karpiem, ale kto wie, jak długo mu się oprze?
Samotne Święta?
Jesteś samotny i wydaje ci się, że w tym roku też spędzisz Święta przed telewizorem? Nic z tego!
Wszyscy gdzieś biegną, za czymś gonią. Koleżanki z pracy uskarżają się, że nie mają chwili wytchnienia, bo już teraz godzinami muszą stać w kuchni. No i jeszcze te prezenty… Jeśli przedświąteczna atmosfera doprowadza cię do szału, jeśli nie masz pomysłu na to, jak spędzić w tym roku Święta, jeśli wreszcie uważasz, że jedyne wyjście to wieczór spędzony przed telewizorem, jesteś w błędzie! Przekonaj się sam!
Znasz dobrze plusy bycia singlem; jesteś osobą zadowoloną z życia, dobrze zarabiającą i cenioną przez szefów. Ponieważ jesteś dyspozycyjny, na wszystko masz czas. Nie musisz myśleć o tym, co ugotować mężowi na obiad, albo czy dziecko na pewno zjadło drugie śniadanie w szkole. Stać cię na więcej, możesz sobie pozwolić na więcej, niż mają inni. Samochód, wczasy, modne gadżety- to prezenty, które możesz sprawiać sobie przez cały rok. Nadchodzą jednak Święta i… nie wiesz, co masz ze sobą począć.
Przede wszystkim, nie możesz dać się chandrze. Nawet, jeśli musisz spędzić te Święta z dala od rodziny, staraj się myśleć pozytywnie. Dokonaj bilans zysków (z pominięciem strat). Co się okaże? Jesteś wielkim szczęściarzem! Masz pracę, mieszkanie, samochód, masz co na siebie ubrać, jesteś zdrowy! To bardzo wiele powodów do radości. Wielu ludzi chętnie by się zamieniło na to co masz, w zamian za towarzystwo w święta.
Święta to czas, który powinniśmy spędzić z rodziną. Jesteś ze swoimi bliskimi na ścieżce wojennej? Być może teraz masz niepowtarzalną okazję pogodzić się z rodzinką. Chyba nikt nie powinien mieć pretensji, że zjawiasz się właśnie w takiej chwili- spróbuj!
A jeśli uważasz, że budowanie nadszarpniętych więzi z rodziną to nie najlepszy pomysł, nic straconego! Huczna rodzinna impreza to przecież masa pracy: trzeba przygotować wystawną kolację, każdemu kupić prezent, odpowiadać na kłopotliwe pytania… Możesz jednak spędzić Święta Bożego Narodzenia w domu, relaksując się w wannie, odpoczywając, czytając dobrą książkę, spacerując, spotykając się z przyjaciółmi. Innymi słowy: rób co chcesz!
Możesz też przygotować swoją wystawną wigilijną wieczerzę. Skuś się na te smakołyki, które lubisz najbardziej. Zamiast karpia wolisz sushi? Nie ma sprawy - to ty jesteś dziś najważniejsza osobą!
Ciesz się chwilą, którą masz tu i teraz. Przecież nigdy nie wiadomo, co może stać się za rok. Możesz stracić pracę, możesz poznać kogoś, kto odmieni twoje życie i sprawi, że nie będziesz już mógł skupić swej uwagi wyłącznie na swojej osobie. Dlatego celebruj każdy wyjątkowy moment!
Spraw, by ta chwila była wyjątkowa, wybierz się więc na pasterkę. Nawet jeśli ostatnio byłeś w kościele wieki temu, może warto spróbować odwiedzić Boga i podziękować mu za to, co udało ci się w życiu osiągnąć!
W różnych kościołach organizowane są Wigilie dla samotnych, ubogich i bezdomnych. Wybierz się wcześniej do kościoła i zapytaj księdza czy możesz dołączyć. Gdy nie wyobrażasz sobie zasiąść wśród ubogich, możesz zaproponować swoją pomoc w organizacji wieczerzy. Na takich Wigiliach pojawia się wiele osób, którym pomoc jest naprawdę potrzebna. Przestań zatem się litować i użalać nad sobą - pomóż innym. Zobaczysz, jak ważną jesteś osobą!
Warto więc spróbować- być może będą to najlepsze Święta w twoim życiu?
Joanna Bielas