Tag Archive | "święta"

Gotujemy świąteczny obiad

Tags: , ,

Gotujemy świąteczny obiad


Święta Bożego Narodzenia są tylko raz do roku. Zadbaj o to, żeby w tym wyjątkowym czasie, na stole pojawiły się tradycyjne dania z oryginalnych receptur, pieczołowicie przechowywanych od pokoleń.

Na świąteczny obiad możesz podać wykwintną zupę i pachnące mięsiwa z gotowanymi warzywami lub surówkami. Poznaj nasze propozycje i stwórz wyjątkowe menu na rodzinne spotkania.

zupkaKrem cytrynowy

•  udko kurczaka (ok. 40 dag)

•  5 szklanek wywaru z warzyw (z kostki)

•  2 ząbki czosnku

•  20 dag pieczarek

•  cebula

•  50 ml soku z cytryny

•  odrobina tabasco

•  sól, pieprz, imbir w proszku

Zagotuj wywar z warzyw, włóż udko (bez skóry) i pokrojoną cebulę. Gotuj, aż mięso będzie miękkie.

Wyjmij je, oddziel od kości i pokrój na kawałki. Kapelusze pieczarek umyj i posiekaj drobno. Wrzuć do zupy razem z kawałkami mięsa.

Dodaj sok z cytryny i przeciśnięty przez praskę czosnek. Przypraw solą, pieprzem i imbirem. Gotuj jeszcze kilka minut. Ostudź i zmiksuj. Dodaj sos tabasco, zagotuj.

Podawaj z drobnym makaronem i groszkiem ptysiowym.

kurczakKurczak w sosie klonowo-miodowym

Składniki na 4 porcje

•  4 udka z kurczaka (bez kości)

Marynata:

•  1 łyżeczka soli

•  75 ml syropu klonowego

•  25 ml miodu

•  4 łyżki sosu sojowego

•  2 łyżki octu winnego

•  1/2 szklanki oliwy z oliwek

•  pół łyżeczki suszonego tymianku

•  kilka ziaren jałowca

•  kilka ziaren ziela angielskiego

•  1 malutka papryczka chili (w całości włożona do marynaty)

Mięso zalewamy syropem klonowym oraz miodem i odstawiamy do lodówki na godzinę.

Pozostałe składniki marynaty mieszamy ze sobą i zalewamy nią mięso - odstawiamy najlepiej na całą noc do lodówki.

Udka z kurczaka wraz marynatą wkładamy w rękaw do pieczenia. Pieczemy wszystko ok. 50 minut w piekarniku rozgrzanym do 1800C. Po upływie 50 minut rękaw rozcinamy i podpiekamy udka do czasu, aż nabiorą chrupkości.

Podajemy na gorąco do ryżu, ziemniaków i różnych surówek. Smacznego !!!

szyneczkaOstra pieczeń z szynki

Składniki na 12 porcji

•  2 i 1/2 kg wieprzowej szynki

•  czerwona papryka

•  papryczka chili

•  2 listki laurowe

•  10 ziaren pieprzu

•  10 jagód jałowca

•  2 ząbki czosnku

•  łyżka cukru

•  sól

•  łyżka mąki ziemniaczanej

•  łyżka miodu

•  5 łyżek oleju

•  5 łyżek soli

Cukier, listki laurowe, ziarna pieprzu, jagody jałowca i obrane ząbki czosnku zalać w rondlu 1 l wody, zagotować, ostudzić.

Szynkę umyć, włożyć do miski, zalać solanką i odstawić w chłodne miejsce na 5 dni.

Mięso osączyć, owinąć w folię i zamrozić na minimum 2 dni. Papryczkę chili oczyścić z nasion, posiekać. Zalać 3 łyżkami oleju, odstawić na 2 dni.

Szynkę rozmrozić, opłukać. Posmarować 2 łyżkami oleju, ułożyć na blasze. Piec 1 godzinę 30 minut w temp. 200°C. Wyjąć, trzymać w cieple.

Paprykę pokroić w kostkę. Sos z pieczenia wymieszać z miodem, olejem z chili, papryką oraz szklanką wody. Mąkę rozrobić z odrobiną wody, wlać do sosu i zagotować. Przyprawić do smaku szczyptą soli.

Pieczeń pokroić w plastry, podawać polaną sosem.

roladkiRoladki z polędwiczek wieprzowych

(w sosie paprykowym)

Składniki na 4 porcje

•  3 polędwiczki wieprzowe (możemy je swobodnie zastąpić schabem)

•  20 dkg mielonego mięsa cielęcego

•  4 cebule

•  1 duża papryka czerwona

•  3 ząbki czosnku

•  3 serki Hochland (trójkąciki)

•  1 jajko

•  2 szklanki rosołu

•  1 łyżka mąki do sosu

•  przyprawy:

•  sól

•  pieprz czarny mielony

•  pieprz ziołowy

•  tymianek świeży

•  mąka do obtaczania

•  olej do smażenia

•  kilka suszonych grzybków mung

Polędwiczki kroimy w 5 cm plastry, które to rozbijamy bardzo cieniutko. Cebulę kroimy w krążki. Przyprawiamy mięso z wierzchu i układamy na nim cebulę. W tym czasie robimy farsz z mięsa mielonego. Do tego mięska wbijamy jajko, zgnieciony czosnek i przyprawiamy ostrzej do smaku. Odstawiamy do lodówki na 20 minut.

Dobrze wyrabiamy na jednolitą lepką masę. Formujemy z nich podłużne wałeczki w środek wkładając po ociupince topionego serka (dokładnie zlepiając) Na koniec mielone wałeczki owijamy mięsem z polędwiczki (bez cebuli) tworząc coś w stylu roladek - spinając wykałaczkami.

Każdą roladkę obtaczamy w mące i smażymy z każdej strony na złotawy kolor. Smażymy na wolnym ogniu.

Do rosołu (w rondlu) dodajemy tą cebulę, którą mieliśmy na mięsku i grzybki suszone. Paprykę kroimy w kosteczkę i dodajemy do rosołu. Gotujemy od momentu wrzenia przez 5 minut. Dosypujemy powolutku łyżkę mąki - rozbijamy żeby nie było grudek. Na koniec wkładamy do cebulowo-paprykowego sosu roladki i gotujemy przez 15 minut.

Podajemy do pieczonych ziemniaków, sosu tzatziki i przeróżnych surówek.

Posted in Kulinaria, PoradyComments (0)

Chińczycy pod choinką

Tags: ,

Chińczycy pod choinką


Lokalni potentaci dotkliwie odczuli kryzys gospodarczy i wzięli sobie do serca narzekania odbiorców. Powoli chińscy producenci zmieniają sposób myślenia i stawiają nie tylko na ilość, ale i jakość dekoracji świątecznych.

CHINA-CHRISTMAS BALLSCzy kiedykolwiek Li Huangpeng zastanawiał się nad tym, kim jest jegomość w czerwonej czapce na głowie, z twarzą okoloną białą brodą? Robotnik ma z nim codziennie do czynienia i można powiedzieć, że stali się parą dobrych znajomych. Święty Mikołaj wielkości dłoni łypie na Huangpenga krągłymi oczkami, gdy ten setki razy dziennie dokleja mu biały pompon do czubka czapki. Pan Li nigdy nie zastanawiał się nad tożsamością swego podopiecznego. - Lao laowai - stary cudzoziemiec - mówi o nim. Robotnik uważa, że Święty Mikołaj jest sympatyczny, bo gwarantuje mu dobrze płatną i stałą pracę. Taka wiedza Huangpengowi w zupełności wystarcza.

Mężczyzna pracuje w Hangtian Arts & Crafts Co. w mieście Yiwu, położonym 250 kilometrów na połudnowy-zachód od Szanghaju. Tego popołudnia w fabryce panuje ożywiony ruch, bowiem trwa gorączkowa produkcja dekoracji bożonarodzeniowych. Z taśmy schodzą blaszane aniołki grające na harfie i styropianowe bałwany w kapeluszach wielkości człowieka. W sumie asortyment firmy obejmuje 10 tysięcy artykułów świątecznych. Wszyscy zwijają się jak w ukropie, bo do Bożego Narodzenia globalfinancialcrisishitschinaeconomy7zwz8in2zwglpozostało niewiele czasu. Grupa kilkudziesięciu robotnic usadowiła się w holu i przygotowuje do wysyłki stertę czerwono-białych czapek Świętego Mikołaja. Równie chaotycznie  przebiega praca w hali produkcyjnej na trzecim piętrze, gdzie pracownicy torują sobie drogę między ogromnymi pudłami kartonowymi, rozstawionymi na podłodze. Wszędzie siedzi mnóstwo kobiet i garstka mężczyzn. Wszyscy składają, kleją, wiążą i pakują ozdoby świąteczne, walcząc z upływającym czasem.

- W ostatniej chwili otrzymaliśmy bardzo dużo zleceń - wyjaśnia nerwowy pośpiech Tony Chou, szef działu eksportu. Wielu klientów złożyło dodatkowe zamówienia i dzięki temu produkcja ozdób choinkowych ruszyła pełną parą. - Na początku roku mieliśmy okres posuchy - opowiada Tony Chou. Na szczęście latem rozsypał się worek z zamówieniami, choć firmie nie uda się osiągnąć ubiegłorocznego poziomu produkcji. Jeszcze nie tak dawno w miesiącach szczytowych Hangtian Arts & Crafts Co. wysyłała 60 kontenerów z artykułami bożonarodzeniowymi do Europy, Ameryki Północnej i Południowej. Ozdoby świąteczne made in China znajdowały nabywców w 50 krajach na świecie. Można je było spotkać nawet w Iranie i Arabii Saudyjskiej. Zatem nic dziwnego, że w ubiegłym roku fabryka osiągnęła obroty w wysokości 20 milionów dolarów. - Tym razem odnotujemy 10-procentowy spadek - informuje Tony Chou.

Dyrekcja nie narzeka, bo mogło być jeszcze gorzej. Mało brakowało, a firma musiałaby odmówić wykonania lukratywnych kontraktów, ponieważ w tym roku zagraniczni kontrahenci złożyli zamówienia z dużym opóźnieniem. Czas naglił, a tu nagle, jak na ironię losu w ludnych Chinach zaczęło brakować rąk do pracy. Można by pomyśleć, że to kiepski żart, ale z powodu kryzysu gospodarczego zbankrutowało wiele zakładów, a chiński rynek pracy uległ głębokim przeobrażeniom. Przede wszystkim branże żyjące z eksportu zabiegają o względy pracowników.

globalfinancialcrisishitschinaeconomy9pbmrkmmjoolMiliony robotników sezonowych postanowiło opuścić ośrodki przemysłowe i powrócić w rodzinne strony po fali bankructw, jaka przetoczyła się przez Chiny w ubiegłym roku. Władze lokalne zainwestowały miliardowe sumy, wyasygnowane przez rząd na ożywienie gospodarki i dzięki temu na terenach wiejskich powstały nowe miejsca pracy. Dlatego też wielu robotników nie musi szukać zajęcia w ośrodkach przemysłowych, specjalizujących się w produkcji na eksport. Przy okazji Chińczycy wyciągnęli naukę z gwałtownego załamania koniunktury w ubiegłym roku. - Ludzie stali się ostrożniejsi. Wielu rodziców nie chce, aby ich dzieci pracowały w fabrykach - stwierdza Huang Yiming, szef firmy Hangtian Arts & Crafts. Prezes spokojnie prowadzi niemiecką limuzynę, choć co chwilę dzwoni służbowa komórka. – Tak – przyznaje z uśmiechem – zbiłem fortunę na Bożym Narodzeniu. Biznesmen zatrudnia ponad pięciuset robotników.

globalfinancialcrisishitschinaeconomyp1wyhqvkxmclHuang Yiming rozpoczął działalność produkcyjną w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy chiński eksport znajdował się jeszcze w powijakach. - Sprzedażą ozdób zajmowali się chińscy studenci, studiujący na uczelniach zagranicznych. W tamtym czasie trudno było znaleźć chętnych do kupna naszych artykułów - wspomina prezes. Za to znalezienie siły roboczej nie stanowiło najmniejszego problemu. Natomiast dzisiaj trzeba mocno zabiegać o znalezienie wystarczającej liczby pracowników. Dlatego Huang Yiming kazał zamontować w halach produkcyjnych klimatyzację, raz w miesiącu dyrekcja obchodzi urodziny pracowników, a 25 grudnia organizuje dla całej załogi uroczystą kolację świąteczną. - Nasz szef jest ciepłym i serdecznym człowiekiem - chwali przełożonego Tony Chou, kierownik działu eksportu.

globalfinancialcrisishitschinaeconomyxvljz-kzqnclHuang Yiming myśli już o przyszłości. Wspólnie z innymi przedsiębiorcami zasiada w zarządzie kooperatywy zrzeszającej lokalnych producentów wyrobów bożonarodzeniowych. W trakcie spotkań biznesmeni omawiają przyszłość branży i czekające ją zmiany strukturalne. Póki co władze centralne pomagają zakładom żyjącym z eksportu poprzez utrzymywanie niskiego kursu juana,  który dodatkowo potania chińskie produkty. Jednak korzystna polityka fiskalna nie będzie trwała wiecznie i kraje o taniej sile roboczej mogą odebrać Yiwu palmę pierwszeństwa w segmencie produktów bożonarodzeniowych. Lokalni potentaci doskonale zdają sobie sprawę, że jedynym rozwiązaniem jest poprawienie jakości produkcji. - Musimy podwyższyć standardy naszych artykułów. Tylko w ten sposób zdołamy utrzymać  dotychczasową pozycję na rynku ozdób choinkowych - stwierdza Chen Jilin, prezes kooperatywy.

globalfinancialcrisishitschinaeconomyz6ypfqpmksllJednocześnie producenci ozdób choinkowych mają cichą nadzieję, że w Chinach będzie systematycznie rosła popularność Bożego Narodzenia. W Państwie Środka znajduje odbiorców już 15 procent świątecznej produkcji firmy Hangtian Arts & Crafts. Systematycznie rośnie zapotrzebowanie na dekoracje świąteczne, zwłaszcza w dużych metropoliach. W okresie okres świąt śródmieścia chińskich miast zdobią okazałe iluminacje świetlne, które nawet Święty Mikołaj uznałby za kwintesencję kiczu. Członkowie kooperatywy poszukują nowych rozwiązań w celu ożywienia popytu wewnętrznego na ozdoby bożonarodzeniowe i niezależnienia się od eksportu. Jednak to dosyć trudne wyzwanie, aby zwiększyć dochody gospodarstw domowych i wzmocnić konsumpcję Chińczyków bez wsparcia rządu.

Gra toczy się o wysoką stawkę. Można się o tym przekonać odwiedzając centralę kooperatywy, znajdującą się w nowo powstałej dzielnicy Futian w mieście Yiwu. Futian żyje świętami Bożego Narodzenia przez okrągły rok. Na parterach wszystkich domów urządzono sklepy, oferujące dekoracje świąteczne. Idąc po chodniku trzeba się mocno wygimnastykować, aby ominąć ludzi dźwigających góry kartonów, wypełnione ozdobami świątecznymi. W sklepach klienci potykają się o pudła i co chwilę uderzają głowami o ozdoby choinkowe zwisające z sufitu. Do miasta przyjeżdżają handlowcy z niemalże całego świata, aby kupić ozdoby świąteczne. Połyskujące napisy życzą klientom Wesołych Świąt po angielsku, niemiecku i hiszpańsku. Produkcja dekoracji bożonarodzeniowych przyniosła miastu rozwój i dobrobyt. Średni dochód na głowę mieszkańca Yiwu wynosi  29 tys. juanów rocznie, co odpowiada trzem tysiącom euro, czyli przewyższa o 82 procent średnią krajową płacę w Chinach. Perspektywa zysków przyciąga do miasta kolejnych biznesmenów. Mimo kryzysu gospodarczego liczba producentów ozdób bożonarodzeniowych w Yiwu wzrosła o ponad 30 procent, do 400 firm. (…) Miasto jest głównym ośrodkiem przemysłowym w Chinach, specjalizującym się w masowej produkcji drobnej galanterii, m.in. czapek baseballowych, salaterek porcelanowych, artykułów papierniczych, wyrobów pamiątkarskich i  ma się rozumieć - dekoracji choinkowych.

globalfinancialcrisishitschinaeconomy-pp1jko8oryl1Trudno sobie wyobrazić Boże Narodzenie bez artykułów produkowanych rękami chińskich robotników. Na pięć ozdób świątecznych aż cztery pochodzą z Państwa Środka, a przynajmniej trzy na cztery zabawki są wytwarzane w delcie Rzeki Perłowej. Wytwórnia zabawek Świętego Mikołaja nie znajduje się  wcale na biegunie północnym, jak można przeczytać w bajkach, lecz w Chinach, a dokładnie rzecz biorąc na południe od delty rzeki Jangcy. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że  produkcja nie odbywa się w tak zawrotnym tempie, jak w przeszłości. Spore trudności przeżywa zwłaszcza branża zabawkarska, ale  nie wszystkie kłopoty można zrzucić na barki globalnego kryzysu gospodarczego. Niektóre problemy obciążają konto samych producentów. Zachodnie firmy przekonały się, że koncepcja przenoszenia produkcji do krajów z tanią siłą roboczą, ma wiele mankamentów, zwłaszcza, gdy nasiliły się skargi klientów na mierną jakość i obecność toksycznych zmiękczaczy w chińskich zabawkach. W rezultacie renomowani producenci, jak choćby niemiecka firma Steiff, specjalizująca się w produkcji pluszowych misiów, postanowiła zaprzestać produkcji w Chinach. Okazuje się, że na niekorzyść Chin przemawiają także wysokie koszty transportu. (…) W rezultacie wielu chińskich producentów zabawek musiało zwinąć interes, gdy wyszło na jaw, że jakość ich produktów pozostawia wiele do życzenia. Jedną z firm, która zniknęła z rynku była Smart Union w Dongguan, produkująca zabawki m.in. dla amerykańskiej firmy Mattel.

Zatem kryzys ma charakter oczyszczający, odzielając ziarna od plew. - Nie możemy powiedzieć, żeby zrobiło nam się przykro z powodu bankructwa Smart Union - stwierdza Leung Zhongming. - Firmy sięgające po drastyczny dumping cenowy, ściągają kłopoty na całą branżę. Nie od dziś wiadomo, że produkcja zabawek wymaga staranności - podsumowuje biznesmen. Pochodzący z Hongkongu Leung Zhongming jest prezesem i założycielem fabryki zabawek Lung Cheong Int. Holdings Limited w Dongguan, położonym w prowincji Kanton. Spotykamy się w sali konferencyjnej z widokiem na pobliski łańcuch górski. Po chwili Leung Zhongming prosi o przybycie Guo Kwoka, dyrektora departamentu technologii. Rozmowa odbywa się w swobodnej atmosferze. Żaden z menedżerów nie nosi służbowego krawata, a asystentka podaje wodę w plastikowych butelkach.

rzedsiębiorca wyjaśnia, że chińska branża zabawkarska musi dążyć do osiągnięcia wysokiej jakości produktów. Tania siła robocza nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę. Jego zdaniem Chiny powinny podwoić wysiłki, jeżeli chcą obronić dotychczasowe udziały w rynku. Firma Lung Cheong Int. Holdings Limited hołduje tej strategii już od wielu lat. Na zlecenie przedsiębiorstwa odelegowano grupę 50 inżynierów do opracowywania nowych produktów. Prezes opowiada, że zakład złożył 380 wniosków patentowych, a 80 pracowników zajmuje się wyłącznie doglądaniem jakości produkcji. Może dlatego przedsiębiorstwo aż tak mocno nie odczuło kryzysu i w miarę bezboleśnie uporało się ze spadkiem obrotów w wysokości 15 milionów euro.

Firma Lung Cheong Int. Holdings Limited także otrzymała wiele zleceń niemalże w ostatniej chwili. - Sytuacja była tak poważna, że szukaliśmy dodatkowych rąk do pracy nawet na dworcu - opowiada dyrektor Guo Kwok. Firma starała się pozyskać robotników proponując im bezpłatne kursy tańca i jogi. Na terenie fabryki znajduje się boisko do koszykówki, sala do gry w tenisa stołowego i badmingtona. Tak szeroka oferta rekreacyjna jest dość niezwykła, jak na warunki chińskie. Oprócz tego firmowa fryzjerka oferuje pracownikom bezpłatne strzyżenie, a w zakładowym supermarkecie można zaopatrzyć się w zupy w proszku i zafoliowane łapki kurczaka. (…)

W szczycie sezonu fabryka potrzebuje 2 tysiące robotników. Wszyscy są związani z firmą przynajmniej roczną umową.  Takie postępowanie narzuca nowy kodeks pracy, podobnie jak obowiązek wypłaty minimalnych świadczeń socjalnych. Zakłady przestrzegają przepisów dopóki mają wystarczająco dużo zleceń. Kiedy sezon produkcyjny dobiega końca budżety firm obciążają zbyt wysokie koszty zatrudnienia. Wtedy dyrekcja fabryki sięga po godziny nadliczbowe, legalny środek skutecznie regulujący poziom zatrudnienia. - Pracownicy, którzy są nam już nie potrzebni nie dostają godzin nadliczbowych w przeciwieństwie do tych, których chcemy zatrzymać - tłumaczy dyrektor Kwok. Z reguły robotnicy pozbawieni nadgodzin dobrowolnie odchodzą z pracy, ponieważ przysługuje im tylko minimalne wynagrodzenie w wysokości 770 juanów, mniej niż 80 euro w miesiącu. Dla większości robotników to stanowczo za mało. W takiej sytuacji tracą na atrakcyjności nawet bezpłatne usługi fryzjerskie, oferowane w fabryce. się z realizacją większości świątecznych zamówień. Przy nabrzeżu cumuje tylko chilijski armator CCNI Arc. Właśnie trwa załadunek kontenerów, na jednym z nich widnieje napis „Hamburg Süd”. Chłodny wiatr hula po pirsie. Li Xin, pracownik terminala kontenerowego chowa głowę w ramionach, bo ma na sobie tylko żółtą kamizelkę odblaskową narzuconą na cienką koszulę. - W najlepszych miesiącach 2009 roku ładowaliśmy po 450 tys. kontenerów, o 100 tys. mniej niż w roku ubiegłym - wylicza. Na ten rok świąteczny biznes dobiegł końca. Ozdoby choinkowe, których do tej pory nie zdążono załadować na statki, nie mają szansy dotrzeć na czas do Europy. Spedycja drogą morską z Shenzhen do Hamburga zajmuje 24 dni. Zatem Święty Mikołaj miałby ułatwione zadanie, gdyby  produkował  ozdoby świąteczne na biegunie północnym.

Marcel Grzanna

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Zglobalizowane święta

Tags: , ,

Zglobalizowane święta


Patrząc po witrynach nie sposób rozpoznać, czy to rosyjski Nowy Rok, czy polskie lub włoskie Boże Narodzenie: wszędzie króluje Merry Christmas.

red-square-christmas-treeW oknach wystawowych Barcelony wystawiono tej jesieni kapcie: wspaniałe, przyozdobione pomponem z puszku i hojnie wyszywane cekinami. W zakładach fryzjerskich od Atlantyku po Ural dekoratorki od siedmiu boleści układają w opakowaniu z szeleszczącego i błyszczącego papieru, niczym w kolebeczce, butelki szamponu przeciwłupieżowego – rzucające się w oczy i jakże gustowne symbole nadejścia Bożego Narodzenia i Nowego Roku, czyli czasu, w którym trzeba zadbać o prezenty. Na dworze zamiast śnieżycy szaleje kryzys i najlepszym podarunkiem dla ukochanej osoby, zdaniem troskliwych barcelończyków, będzie rzecz tak stosowna, niezbędna i niedroga, jak kapcie. Albo szampon przeciwłupieżowy. Albo coś w podobnym (bez)guście, do bólu niedrogie i standardowe.

I tak jest wszędzie. Na lotnisku Charles de Gaulle piętrzą się stosy eleganckich, drewnianych skrzyneczek z napojem, który sam w sobie jest jednym z najbardziej jaskrawych świadectw triumfu ducha marketingu nad zdrowym rozsądkiem – z Beaujolais Nouveau. Jak wiadomo, młode beaujolais nie jest w żaden sposób winem, lecz dojrzewającym moszczem, po kieliszku którego struć się można w sposób zupełnie nieproporcjonalny do skali konsumpcji – udało się jednak w jakiś sposób nadać mu status znakomitego podarunku, a skoro tak, to czemu nie pod choinkę? Ja osobiście czułbym się przykro dotknięty, otrzymawszy w prezencie butelkę moszczu z pastelową etykietką; paryscy kupcy nie przewidują jednak, jak widać, podobnych reakcji.

W Wiedniu w gablotach i na lotniskach królować będą czekoladki i zestaw do sporządzania glühweinu, w Londynie – niewielkie flaszeczki Moët & Chandon, w Berlinie – kajdanki i kagańce dla par gustujących w igraszkach sadomasochistycznych, przybrane różowym puszkiem, serduszkiem i dymkiem ze słowami “Merry Christmas” dźwiganym przez aniołka. W Pradze można liczyć na obniżkę cen kryształów i kamieni sztucznych Jablonexu. Nawet w Tokio jak miasto długie i szerokie wszyscy oddawać się będę ulubionej rozrywce – bezskutecznym próbom zarezerwowania stolika w Park Hyatt.

A co poczniemy my, Rosjanie? Kierując się zdumiewającą doprawdy nadzieją na “okazję” pospieszymy, kogo tylko będzie stać, na tak zwane “przedświąteczne wyprzedaże” na Zachód. Kto raz tam trafił, wie z własnego doświadczenia, że o żadnej okazji nie sposób mówić. Przedświąteczne tygodnie w Europie Zachodniej, zwłaszcza zaś w tamtejszych centrach handlowych, są piekłem. Ceny – nieznośnie wysokie, w sklepach nie sposób przecisnąć się przez tłum, zwłaszcza w weekendy. Na drzwiach naszej ulubionej restauracji z reguły wisi tabliczka „soiree privee”: prywatne przyjęcie, prosimy nie przeszkadzać, zapraszamy jutro – choć na jutro zarezerwowała już salę kolejna korporacja, która przez ostatni rok porosła w piórka.

Wyjazdowy wieczór wigilijny okazuje się niewymownie smutny – jak każde święto, które spędzamy z dala od domu, dobrowolnie wyrzekając się ciepła i poczucia bezpieczeństwa, bez których nie sposób mówić o święcie. Nie warto gonić za pustymi ulicami; ślizgawka w Tallinie i targ na rynku Graben w Wiedniu też poczekają na nas aż do końca stycznia – a jednak wszystkie miejsca na pokładach samolotów lecących z Moskwy na Zachód są w grudniu wyprzedane.

A ci z nas, którzy nie trafią na lotnisko Szeremietiewo? Nie wydaje się, by mieli szanse poczuć się w pełni “u siebie”. Wystarczyło kilku lat, byśmy zapomnieli, jak obchodziło się w Rosji, a bodaj i w schyłkowym ZSRR, Nowy Rok. I to począwszy od dekoracji: rosyjski Novyj God na poziomie witryn niczym nie różni się od lotniskowego Merry X-mas! Przefarbowano nas! Kolorami rosyjskiego Nowego Roku była, jak wiek wieków, zieleń, błękit, srebro i złoto: dziś wyparły je standardowa, wszechobecna, bombastyczna czerwień, od odcienia amarantowego po bordowy, wszystkim powyżej trzydziestki kojarząca się z faraonową pompą pogrzebów pierwszych (a i obwodowych) sekretarzy. Sztuczna choinka, na niej półtuzina plastikowych, czerwonych kul i już! Przygotowania do Nowego Roku mamy odfajkowane.

A przecież nie tak było drzewiej. W byle witrynie podupadającej piekarni, w byle pipidówce na ulicy Ulianowskiej i tak dekorowano choinkę, jełoczkę uważnie, akuratnie, z oddaniem, con amore. U podstawy – wiewiórki, zajączki, wilki, Czerwone Kapturki, syberyjskie pieski preriowe (burunduki) – cała ta zacna, bajkowo-leśna gromada, trochę roztańczona, trochę rozsypana jak popadnie między wielkimi grzybami o fantazyjnych kapeluszach z papier-mâché obsypanych śnieżynkami z bibułki. Ciut wyżej – lekko wyblakłe, kuliste bombki w kilku podstawowych kolorach. Wyżej – bardziej lśniące kule, “sople”, Dziadek Mróz (Died Moroz) ze Śnieżynką. Jeszcze wyżej – skarby, te, które zawsze przechowywano w osobnym pudełku lub puszce: ogromne, lśniące bombki, różnobarwne, z gwiazdkami, korowodami, zamiecią i zorzą polarną – mróz i radość biły od nich jednocześnie. Na samej górze – “szpic” albo gwiazdka, przedmiot rokrocznych zawziętych rodzinnych sporów, a wszystko spowite „anielskimi włosami” – niby prosta rzecz, a mało gdzie poza Europą Środkową można się na nią natknąć!

W ubiegłym roku, nawzdychawszy się do woli nad kolejną rachityczną, krzywiczną, kulawą choinuszką (a jakie zawzięte walki toczyły się na placyku przy stacji metra o te „puszyste ślicznotki”, rodem jakoby wprost z Syberii lub z Norwegii!) i ubrawszy ją w to, co ocalało z dzieciństwa, zapragnąłem uzupełnić zdziesiątkowane zapasy prawdziwymi, fantazyjnymi bombkami. (…) Nie udało mi się ich jednak znaleźć w żadnym ze sklepów, jakie odwiedziłem w dziesięciomilionowej Moskwie. Pod dostatkiem było za to kapci, korzeni do glühweinu oraz Beaujolais. W noworoczną północ, słysząc dwanaście uderzeń kremlowskich zegarów, co w Rosji jest tradycyjną chwilą wyrażania życzeń, pomyślałem sobie, że chciałbym, by w tym roku w moskiewskich witrynach zajaśniały bombki. Czas sprawdzić, czy ktoś mnie wysłuchał.

Eduard Dorożkin

Posted in Ciekawostki, Podróże, Różne, W numerzeComments (0)

Dieta świąteczna

Tags: ,

Dieta świąteczna


Zimą zmienia się nasz metabolizm. Spowalnia się przemiana materii. Organizm zużywa blisko o 40 proc. energii więcej na ogrzanie się niż latem. By nie przytyć, powinniśmy ze szczególną starannością komponować posiłki. A to nie takie proste, bo przed nami co najmniej kilka dni świątecznego szaleństwa i wystawna kolacja sylwestrowa

dietaswiatecznaJednym z niezawodnych sposobów, by nie przytyć w święta, jest kontrolowanie wagi. Najlepiej kontrolujemy wagę my sami. Jeśli nie mamy zbyt wiele silnej woli w pilnowaniu kalorii, pomóc nam może dietetyk. Na szczęście specjaliści twierdzą, że wieczerza wigilijna to jedna z najzdrowszych kolacji w roku. Gdybyśmy w kolejnych dniach świąt biesiadowali według jej zasad, moglibyśmy być spokojni o swoje zdrowie i wagę. – W Polsce nie byłoby problemów z nadwagą – twierdzi Katarzyna Tokarska, dietetyk. – W naszej tradycji Wigilia jest przede wszystkim postna, czyli jarska, a co za tym idzie – lekkostrawna.

Jednocześnie święta zmuszają nas do fizycznego wysiłku. – Krzątanina związana z przygotowaniami to przecież aktywność fizyczna, a co za tym idzie, „spalacz” kalorii. W Wigilię mamy na stole warzywa i ryby. Nie brakuje też produktów zbożowych przygotowanych na bazie mąki razowej. Tradycyjne pierogi i uszka robiło się z tzw. grubej mąki. Wszystko przygotowane jest zgodnie z zasadami najnowszej piramidy żywieniowej.

I choć wszystko wskazuje na to, że po Wigilii panie domu powinny stracić na wadze, często okazuje się, że mają dwa – trzy kilo więcej. Dlaczego? – Zimą spowalnia się nasz metabolizm, a przy tym zimno sprawia, że organizm potrzebuje więcej energii, by się ogrzać. Nie chce nam się ruszać i ciągle coś podjadamy. Ponieważ zimą trudniej o świeże warzywa i dobre owoce, podjadamy batoniki, czekoladę, ciastka. Krótko mówiąc – węglowodany, których ilość powinniśmy ograniczać przez cały rok – tłumaczy Katarzyna Tokarska.

Energia w kaloriach

Każda z nas od dziecka słyszy: uważaj na kalorie! – Kalorie to jednostki miary, tak jak metry lub kilogramy. Używa się ich do określenia ilości energii. Zwykle jednak energię określamy jednostką 1000 razy większą, czyli kilokalorią (kcal). Minimalna jej ilość zapewnia prawidłowy przebieg podstawowych funkcji organizmu. Potrzebną do życia energię człowiek czerpie z pożywienia. Tylko cztery jego składniki dostarczają kalorii: węglowodany (4 kcal w 1 g), białka (4 kcal w 1 g), tłuszcze (9 kcal w 1 g) i alkohol (6 kcal w 1 g). Alkohol to tzw. puste kalorie. Oznacza to, że oprócz energii i toksycznych produktów przemiany materii (metabolitów) nie przynosi żadnych korzyści. Pozostałe składniki odżywcze, tj. woda, witaminy, minerały, błonnik i przeciwutleniacze, energii nie dostarczają. Zapotrzebowanie energetyczne zależy m.in. od płci, masy ciała, wieku, stopnia aktywności fizycznej i poziomu przemiany materii. Jeśli spożywa się więcej kalorii, niż się spala, organizm nie może pozbyć się nadmiaru dostarczonej energii. Odkłada ją więc w postaci tłuszczu „na zapas”. Dzienne zapotrzebowanie energetyczne kobiety ważącej 60 kg to od 1900 kcal do 2700 kcal w zależności od jej aktywności fizycznej. Minimalne dzienne, bezpieczne dla zdrowia kobiety spożycie kalorii w czasie odchudzania nie powinno spaść poniżej 1100 kcal. Mniejsza ilość sprzyja powstawaniu kamieni woreczka żółciowego i chorób serca.

Mężczyzno, odważ się

Kobietom trudniej utrzymać prawidłową wagę. Z wiekiem zmienia się ich metabolizm. Jeśli mężczyźni zaczną się ruszać, zrezygnują z pizzy popijanej piwem i będą jeść regularnie, najlepiej cztery lub pięć posiłków dziennie, ich waga spadnie. – Do 25. roku życia mężczyzna może jeść niemal bezkarnie. Wszystko w ciągu dnia spali, ale po 25. roku życia tempo metabolizmu spada. Trzeba więc uważać na to, co się je – zauważa Katarzyna Tokarska. By nie przytyć, panowie powinni stosować dietę bogatą w białko i ubogą w węglowodany, czyli tłustego karpia trzeba zastąpić chudą gotowaną rybą lub mięsem np. z drobiem czy wołowiną. Mięso należy gotować, piec lub grillować. W jadłospisie nie powinno też zabraknąć naturalnego jogurtu, kefiru lub maślanki. Pszenne bułki i chleb należy zastąpić wyrobami z mąki pełnoziarnistej. Nie należy przesadzać z ilością ziemniaków, a na obiadowym talerzu powinno pojawić się co najmniej 50 dag warzyw. Trzeba też ograniczyć alkohol i cukier.

Świąteczne triki

By uniknąć nadmiernego objadania się w czasie świąt, dietetycy proponują kilka trików. – Przede wszystkim dania serwujmy na małych talerzach. Wówczas jedzącemu wydaje się, że porcja jest większa, zje więc mniej. Nie wolno się głodzić cały dzień przed wieczerzą. Dodatkowo, zanim zasiądziemy do wieczerzy, wypijmy szklankę chudego mleka. Z jednej strony wypełni nam żołądek, z drugiej – zawarte w nim białko zaspokoi pierwszy głód – radzi Jacek Rubinstein, specjalista od zdrowego odżywiania. Ważne jest też, by jeść powoli, to uchroni przed kłopotami z trawieniem i zapobieganie przejedzeniu. Pamiętajmy o popijaniu posiłku gazowaną wodą – bąbelki wypełnią żołądek, zmniejszając łaknienie i przyspieszając metabolizm. By nie przytyć, w święta pieczywo niech będzie dodatkiem, a nie podstawowym składnikiem śniadania i kolacji. Dzięki temu znacznie obniżymy kaloryczność posiłku. Specjaliści radzą, by zrezygnować z solenia potraw, nie żałować natomiast ziołowych przypraw, które ułatwią trawienie. Kminek, melisa i mięta to podstawa listy ziół do smaku. Na listę składników zmniejszających apetyt wpiszmy też chrzan i ćwikłę. Na deser, zamiast kalorycznego piernika i makowca, zjedzmy kilka suszonych śliwek: zawarty w nich błonnik utrudni przyswajanie tłuszczu.

Ryba rybie nierówna

– Jeśli chcemy zdrowo spędzić święta, zrezygnujmy z serwowania śledzi w oleju z dodatkiem krojonej w kostkę cebuli. To potrawa ciężkostrawna i bardzo kaloryczna. Proponuję zastąpić ją śledzikiem w zalewie z podprażoną cebulą, z dodatkiem octu i odrobiny oliwy z oliwek. Tak przyrządzony śledź zapewnia lekkostrawność i niewielką liczbę kalorii. To dietetyczna potrawa.

Barszcz to najmniej kaloryczne danie świąteczne. – Przygotowany jedynie z kwasu lub soku buraczanego i wywaru z warzyw jest daniem lekkostrawnym, dietetycznym i pożywnym. 250 ml zawiera zaledwie 50 kcal. Dobrze by filiżanka barszczu towarzyszyła nam jako napój przez całe święta. – Nie przytyjemy od tego, a ugasimy pragnienie i wypełnimy żołądek. To sprawi, że zjemy mniej tuczących potraw.

Pieczone zamiast smażonego

Polacy zgodnie twierdzą, że karp najlepiej smakuje smażony, podany z zasmażaną cebulą. Dietetycy zachęcają jednak, by w święta zrezygnować z serwowania smażonych ryb: to prawdziwa bomba kaloryczna i oczywiście ciężkostrawna. 100 gramów karpia to aż 170 kcal, a że porcje zwykle są dwa razy większe, na raz zjadamy ponad 300 kcal.

– Pieczone ryby nie stracą nic na walorach smakowych, a będą mniej kaloryczne i lekkostrawne niż smażone. Pamiętajmy też, by unikać nadmiernego solenia ryb, bo sól zatrzymuje wodę w organizmie. Zastąpmy ją mieszanką ziołową – zachęca specjalista i proponuje, by w wigilijnym menu karpia zastąpić sandaczem, pstrągiem lub łososiem.

Do ryb podaje się kapustę z grzybami. – Przyprawmy ją kminkiem, by była lżej strawna, i odpuśćmy sobie zasmażkę. Do smaku polejmy ją jedynie odrobiną oliwy z oliwek. Dzięki temu będzie mniej jałowa i bardzo smaczna.

Kolejne po smażonym karpiu świąteczne bomby kaloryczne to kluski z makiem (317 kcal w 100 g), kompot z suszu i ciasta: piernik i makowiec (365 kcal).

Listę kalorycznych słodkości zamyka kutia z 420 kcal w zaledwie 100 g. – W przypadku tych potraw można tylko ograniczyć ich spożycie.

Dorota Słomczyńska

Posted in Kulinaria, PoradyComments (0)

“Wesołych” Świąt - emigrancie

Tags: , ,

“Wesołych” Świąt - emigrancie


Zaraz po uroczystości Wszystkich Świętych, albo jak ktoś chce inaczej Halloweenie witryny sklepowe zamieniają się w świąteczne ekspozycje.

eatons-christmasPojawiają się na sklepowych wystawach choinki, mikołaje, sztuczny śnieg, a wewnątrz anielice sprzedają wigilijne opłatki, z głośników płyną kolędy i co krok napotkać można promocje świąteczne, zachęcające do zakupów. Czy nie jest tak, że zapominamy, jaka jest istota świąt Bożego Narodzenia? A może nie tyle zapominamy, co zwyczajnie odchodzimy od ich tradycyjnego wymiaru, który czyni je przecież tak wyjątkowymi…

Amerykańska moda

Takie zeświecczenie rozlało się po świecie z Ameryki  – podobnie jak wiele innych zwyczajów. Na oślep podążamy za amerykańską modą choć jest to miejsce dalekie od ideału. Zróżnicowanie klasowe, rasowe i religijne sprawiło, że Boże Narodzenie nabrało tu nieco innego charakteru.

Walentynki, Halloween czy chociażby Wedding Planner to przykłady tego, jak amerykanizujemy tradycje, które przez to zanikają. Myśląc o przyszłych pokoleniach, można by się zatem zastanowić: Czy te dzieci będą kiedyś wiedziały, kim naprawdę był św. Mikołaj i dlaczego został świętym? Najmłodsi postać św. Mikołaja najczęściej kojarzą z dziadkiem w czerwonym kubraczku, żyjącym gdzieś w Laponii, więc możliwe, że nie wszystkim może się podobać nowy-stary wizerunek św. Mikołaja jako biskupa. Dobrze by jednak było, gdyby nasze pociechy miały świadomość, że św. Mikołaj nie jest postacią fikcyjną, a tzw. mikołajki obchodzi się 6 grudnia – w rocznicę śmierci Biskupa.

Wielkie przygotowania do Świąt

Ameryka Boże Narodzenie świętuje w sposób świecki, bo dla Amerykanów to zwyczajne święto rodzinne. Niewielkie jest tam odniesienie do Chrystusa. Ma to związek z wymieszaniem na tym kontynencie ras i religii. Wszak tylko 30 procent tamtejszej ludności to katolicy. Zdecydowaną większość stanowią wyznawcy religii niechrześcijańskich oraz protestanci wszelkich odłamów, którzy nie obchodzą tych Świąt w takim wymiarze jak katolicy. Ale nawet u chrześcijan duchowo-religijny charakter Bożego Narodzenia jest wypierany stopniowo, lecz skutecznie, przez ten komercyjny.

W Polsce od kilku lat jest podobnie. W oczekiwaniu na Święta większą uwagę przywiązuje się do listy zakupów czy opracowania menu niż do przygotowania naszych serc na spotkanie z Chrystusem. Planujemy skorzystać z sakramentu pokuty podczas rekolekcji, a kiedy ten czas nadchodzi, zniechęcamy się kolejkami przy konfesjonałach i odkładamy spowiedź na później. W końcu przychodzi Pasterka i konfesjonały są puste, bo wszyscy księża tego wieczoru sprawują Mszę św.

A przecież okres Bożego Narodzenia to nie tylko dwa dni świąt. Mamy jeszcze uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki w Nowy Rok, uroczystość Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli, i święto Chrztu Pańskiego, które przypada w tym roku liturgicznym 11 stycznia 2009 r.

W Święta do sklepu…

Amerykańskie święta trwają krócej niż polskie. Polacy obchodzą uroczystą Wigilię, Boże Narodzenie oraz święto św. Szczepana, pierwszego męczennika. Amerykanie świętują tylko 25 grudnia, a już następnego dnia tłumy pojawiają się w marketach, aby zwrócić nietrafione prezenty. Zresztą w dobie nasilającego się kryzysu już nawet w Boże Narodzenie niektóre markety są tam otwarte.

…czyli różne, dziwne zwyczaje

Święta w USA są “widoczne”, co wyraża się chociażby w dekorowaniu domów. To kolejny przejaw komercjalizacji. W Polsce zaczęło się od przystrajania drzewek, a teraz także możemy się pochwalić światełkami dookoła domów. Wygląda to efektownie i nie ma w tym absolutnie nic złego, ale czy jest to naprawdę nieodłączny element Świąt?

Jako ciekawostkę warto też wspomnieć, że w kościołach amerykańskich nie znajdziemy szopek ani siana, tak jak w Polsce. Tylko gdzieniegdzie w spotkać można figurki Dzieciątka Jezus, Maryi i Józefa, jakiegoś pastuszka z owieczką, parę choinek. Sztucznych, oczywiście, ponieważ te żywe w opinii firm ubezpieczeniowych stanowią zagrożenie pożarowe.

Wstyd tak kolędować

W Polsce – w wielu zakładach pracy tuż przed Świętami stało się modne organizowanie Wigilii. Tylko o jaką Wigilię chodzi? Czy przypomina ona choć trochę tę tradycyjną? Suto zastawiony stół i coraz częściej nie brakuje na nim alkoholu… Także w wielu polskich domach wigilijna wieczerza wygląda podobnie – zamiast świecy Caritas, Pisma Świętego czy chleba na sianku dla wielu Polaków wieczór ten staje się zwyczajnym spotkaniem rodzinnym przy tzw. butelce. I kolejny raz mijamy się z właściwym znaczeniem Bożego Narodzenia.

Tak być jednak nie musi. Kolacja przy wigilijnym stole może być okazją do świętowania przyjścia na świat Maleńkiej-Wielkiej Miłości, która przynosi radość i nadzieję.

Piękna tradycja kolędowania też powoli zanika. W polskich marketach kolędy i pastorałki już dawno się zdewaluowały. Zgodnie z zasadami marketingu, najlepiej, jeśli są wykonywane po angielsku. Wnoszą wtedy światowy powiew, no i słowem “Bóg” nie drażnią ucha ateisty czy innowiercy, który jest także klientem sklepu. Z tego też względu stały się piosenkami o śniegu, zimie i mikołaju. Ich celem jest umilenie zakupów, stworzenie atmosfery dla pozornie bezbolesnego wydawania pieniędzy. Czy wobec tego właśnie z przekory w owej zepsutej Ameryce grane są najczęściej kolędy religijne?

Całej winy za komercjalizację Świąt nie możemy zrzucić na Amerykę, bo w tej kwestii wiele zależy od nas samych. Najważniejsze jest czyste serce, do którego ma przyjść sam Bóg, i nieważne, w jakiej oprawie – amerykańskiej czy polskiej, tradycyjnej.

Anna Mularczyk

•••

mikolajMerry Christmas czy Wesołych Świąt?

Święta są wyjątkowo trudnym czasem dla emigrantów. W te dni, bardziej niż zwykle, tęsknią za domem, rodziną, polskimi tradycjami.

Niektórzy decydują się, choć na kilka dni, wrócić do kraju i spędzić święta w rodzinnym gronie. Nie każdy może sobie na taki krok pozwolić. Ci, którzy zostają na obczyźnie, budują swoją nową tradycję, zapraszają do siebie znajomych lub starają się dopasować do zwyczajów danego kraju.

Poniżej kilka wpisów jakie pojawiły się na blogach polskich emigrantów.

Jedziemy do Polski!

Rodacy, którzy zdecydowali się na powrót do ojczyzny na święta musieli zaplanować to wcześniej – zarezerwować bilet, postarać się o urlop w pracy. Oczekiwanie było dla nich wielką radością. “Powoli szykujemy się do wyjazdu do Polski. Cieszę się na te święta. Prawdziwa choinka, cała rodzina na Wigilii… Już nie mogę się doczekać. Jeszcze nigdy nie byliśmy w Polsce odkąd mieszkamy w UK” – pisze Emigrantka.

Dla Angie nadchodzące święta są długo wyczekiwane i wyjątkowe: “Ktoś by powiedział - wielka rzecz… Święta! A jednak… Moje ostatnie święta z rodziną spędziłam w 2003 roku. Jakby mi wtedy ktoś powiedział, że następne spędzę z rodziną dopiero teraz - nie uwierzyłabym. Teraz wierzę i już nie mogę się doczekać 24 grudnia. Choć zasłużyłam na rózgi od Mikołaja, największym prezentem jest to, że będę w Polsce wśród najbliższych” – podkreśla.

Emigranci tęsknią za rodziną, domem, polskimi tradycjami i świątecznymi potrawami. “Podczas pierwszego przyjazdu na święta z emigracji od miesięcy śniły nam się ogórki kiszone, a na myśl o śledziu z cebulką dostawaliśmy ślinotoku. Czekaliśmy z niecierpliwością  na możliwość zatopienia zębów w polskich daniach i co? Po przyjeździe uraczono nas sałatą, francuskim winem, łososiem norweskim oraz słodkim tiramisu” – wspomina gabi13

Boże Narodzenie na obczyźnie

Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na spędzenie świąt w kraju. Ci, którzy zostają – otaczają się bliskimi osobami i bazując na doświadczeniach wyniesionych z rodzinnych domów, organizują własne święta.

“Dzisiaj ubieraliśmy po raz trzeci naszą wspólną choinkę. To już trzecie święta na emigracji” – wyznaje Małżonka – “Będzie 12 potraw na stole, opłatek, prezenty i kolędy. Nasze małe tradycje budowane na emigracji.  Bo trzeba to jakoś przetrzymać, przetrwać, a potem przyjdzie już lepszy czas”.

W Polsce bardziej czuć ducha świąt i prawdziwą przyczynę, dla której spotykamy się przy wigilijnym stole i łamiemy się opłatkiem. Jak zauważa Karola, w Anglii dużo ludzi wpada w świąteczną gorączkę i szał zakupów: “Święta zbliżają się wielkimi krokami. Od miesiąca można było dostrzec świąteczne dekoracje, kartki, tłumy ludzi okupujących każdy, nawet najmniejszy sklep w poszukiwaniu prezentów dla najbliższych. Ja jednak nadal nie czuję zbliżających się świąt tak, jak to było w Polsce. Nie ma tego ducha, klimatu”.

Wewnętrzną pustkę dostrzega też Mała Mi: “Moje pierwsze święta i to pod wieloma względami… Będzie ciężko - wiem to już dzisiaj, ale nie żałuję podjętych decyzji i tego, że jestem tutaj w USA, a nie z najbliższymi. Pomimo tego, iż choinka już ubrana, na stole stoją stroiki świąteczne, niby wszystko już gotowe na świętowanie, zapowiadają nawet w telewizji ze śniegiem sypnie nam po pachy - to jednak czegoś mi tu brakuje…”

Kolejna blogerka zwraca uwagę na to, co w tym czasie najważniejsze: “Dla mnie święta były zawsze wielkim wydarzeniem. Oczekiwanie na gości, msza święta, dzielenie się opłatkiem, modlitwa, składanie sobie serdecznych życzeń, kolędowanie. Bliskość i ciepło. Czasami w tym wszystkim zdarza się zapomnieć o najważniejszym, że to Bóg się rodzi…” – podsumowuje Mania. Choć spędzi te święta z dala od rodziny – to obok tej najważniejszej, poznanej na emigracji osoby: “W tym roku niestety nie spotkamy się z bliskimi w Polsce. Kolejne święta bez nich, ale za to przy nim. Gdybym nie wyemigrowała być może byłyby inaczej”.

Podobne odczucia na temat wypaczenia idei świąt ma przebywająca we Francji Claudia: “Kiedy wychodzę z domu, dookoła widzę skomercjalizowane Boże Narodzenie. Jest wszędzie - w każdym sklepie, piekarni, wypożyczalni filmów, restauracjach nawet u kosmetyczki czy fryzjera! Nie róbmy z tego szczególnego święta okazji do wielkich zakupów, gonitwy, stresu.. Nie wykorzystujmy go, żeby sprzedać większą ilość produktów w naszym sklepie, żeby więcej zarobić” – apeluje.

Aby spędzić święta z rodziną, można ją też zaprosić do siebie, tak jak Kattrinka: “Nie mogę się doczekać przylotu rodziców, kiedy pojedziemy po nich na lotnisko… Potem, to już będzie prawie jak w domu w Polsce. Długie pogaduchy przy kawie, wspólne ubieranie choinki, Wigilia, Święta”.

“Jak świętować – to najlepiej z rodakami i rodziną” - przyznaje Maya i dalej pisze: “Święta w tym roku spędzamy tutaj w UK. Ja z mężem, bracia z rodzinami, teść i współlokator. Wigilia odbędzie się w dość sporym gronie i dobrze. Już planuję kupić choinkę, lampki na okna, dekoracje na stół. Niech będzie w końcu miło i przytulnie”.

Wigilijne krewetki zamiast karpia

Wychowanemu na polskich tradycjach emigrantowi ciężko jest się odnaleźć w innej kulturze. Jeśli jednak nie ma możliwości dołączenia do bliskich i spędzenia świąt tak jak zawsze, może warto spróbować trochę egzotyki?

Kolejną blogerkę los rzucił na drugi koniec świata, w zupełnie inną kulturę: “Chiny były dla mnie przegięciem w drugą stronę. Przeciętny Chińczyk o Bożym Narodzeniu pojęcie ma mgliste i wytłumaczenie koncepcji Jezuska w żłóbku było nie lada wyzwaniem”. Jednak takie święta też mogą mieć swój urok – zauważa Pekinka: “Trzeba spojrzeć na sytuację zupełnie inaczej i założyć z góry, że będą to najbardziej niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju święta – radzi. Można je trochę przewartościować, przemyśleć, co naprawdę jest w nich najważniejsze i stworzyć je dla siebie. Wysłać najbliższym świąteczne kartki, jakich normalnie nigdy by się nie wysłało, zjeść najbardziej egzotyczne potrawy wigilijne (u mnie były to wigilijne krewetki) i zaprosić do siebie ciekawego gościa, którego w domu przy Wigilii zawsze, mimo wolnego nakrycia, brakowało”.

Mieszkająca na stałe w Szwecji Lady eM przybliża menu suto zastawionego szwedzkiego stołu: “Można tam znaleźć - śledzie w różnych formach i z różnymi dodatkami, łososia, szynkę świąteczną, kotleciki mielone, żeberka, ziemniaczki, specjalny smakowy świąteczny chleb i inne przysmaki. Do picia serwowane jest specjalne świąteczne piwo, sznaps - uwielbiany przeze mnie, julmust (taki specjalny napój na Boże Narodzenie, wyglądem przypomina Colę) i glögg, czyli grzane wino z przyprawami. Do tego obowiązkowo pepparkakor, czyli pierniczki - w specjalnej, płaskiej i chrupkiej wersji”.

Tradycję włoskich szopek opisuje mieszkająca tam Bromba: “Poza choinką obowiązkowa jest także szopka i każdy się stara, żeby to jego była najpiękniejsza. Oprócz domowych szopek są także “publiczne”, organizowane nie tylko przez kościoły, ale i różne organizacje lokalne. Jednymi z najsłynniejszych są szopki neapolitańskie”.

Angielski zwyczaj obdarowywania się kartkami przytacza na swoim blogu Karola: “W Anglii panuje taki zwyczaj, aby wręczyć kartkę każdemu, z kim się pracuje, bądź pracowało, każdemu sąsiadowi, znajomemu, rodzinie znajomego itd. Ja w tym roku wypisałam kartki dla współpracowników typowo po angielsku, czyli tylko podpisałam się pod wydrukowanym już “Merry Christmas”.

Podwójnie smutne świętowanie

Dla niektórych rodaków te święta nie będą ani radosne, ani rodzinne. Na własnej skórze, bowiem odczuli oni skutki kryzysu gospodarczego: “Recesja dopadła wszystkich… Może nie dosłownie, ale każdy ma znajomych, którzy utracili pracę. Święta się zbliżają i prawdę powiedziawszy nie czuć tej magicznej atmosfery, tylko strach o jutro…” – wyznaje Gosh.

Z kolei Ennorath opisuje, że nawet ten świąteczny czas nie uchronił jej znajomego przed zwolnieniem: “Zawrzało w obu departamentach. Ów manager dostał rozstroju nerwowego, po czym z załamania wpadł we wściekłość. Powiedział, że jeśli ma odejść, to odejdzie w chwale, po czym dodał: “Now I’m going to his office to smash his face!”.

Smutne wspomnienia związane ze świątecznymi początkami na emigracji ma Niki: “Zbliżają się już moje drugie święta na emigracji, jakże inne od zeszłorocznych. Pamiętam, że było mi tak strasznie przykro, iż nie mogliśmy sobie pozwolić na porządne prezenty dla dzieci… Tego typu zakupy robiłam w “funciaku”. Jednak jakimś cudem na świątecznym stole pojawiły się wszystkie wigilijne potrawy. Mimo przeciwności losu daliśmy radę” – cieszy się.

Dziś, jej sytuacja znacznie się poprawiła i dlatego z dużym optymizmem i radością czeka na najbliższe święta: “Teraz widzę jaki ogromny postęp zrobiliśmy w ciągu tego roku. Mieszkamy w pięknym domu  jeździmy autem, więc nie muszę już wszędzie biegać na nogach, jest u mnie siostra z rodziną - więc tym bardziej będzie rodzinnie, no i dzieci dostaną wymarzone prezenty, już nie z funciaka”.

Według szacunków, na każde święta wraca do Polski około pół miliona emigrantów. Niewielu z nich decyduje się zostać w kraju. Wracają do swoich nowych ojczyzn, by mieć do czego tęsknić przez cały rok.

Agata Skóra

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Magia Wielkiej Nocy

Tags: , ,

Magia Wielkiej Nocy


 

Wielkanoc (Pascha, Niedziela Wielkanocna) — najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Poprzedzający ją tydzień, stanowiący okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń, nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia: Wielki Czwartek (wieczór), Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania znane są jako Triduum Paschalne (Triduum Paschale). Co prawda każda niedziela jest w chrześcijaństwie pamiątką zmartwychwstania Chrystusa, ale Wielka Niedziela jest pamiątką najbardziej uroczystą.

Niedziela Palmowa

pisklaczkiTen dzień rozpoczyna obchody Wielkiego Tygodnia. W Niedzielę Palmową wierni podążają do kościołów z palmą w dłoni lub wiązanką przygotowaną z gałązek wierzbiny i suszu. Robią to, w celu jej poświęcenia przez kapłana. Ma to dać pomyślność i poczucie spokojnego bytu. W wielu regionach kraju zachował się zwyczaj konkurowania w przygotowywaniu największych i najbardziej okazałych palm. Czasem osiągają one rozmiary bardziej znaczne niż wzrost rosłego mężczyzny. A kiedyś znanym zwyczajem było zabieranie do świątyni oprócz palmy, huby drzewnej, którą zapalano od tlącego się w kościele płomienia i ogień ten zanoszono do domu, rozpalając nim w piecu. Miał on chronić wszystkich domowników, aż do kolejnej Niedzieli Palmowej. W dawnych czasach w ten dzień młode dziewczyny biegały z gałązkami wierzbiny po wsiach i zbierały datki wyśpiewując przy tym piękne pieśni. Przestrogą od dawien, po dziś dzień jest umieszczanie w wiązance palmowej gałązek topoli, która niesie złą wróżbę. 

Wielki Poniedziałek i Wielki Wtorek

Te dni nie wyróżniały się i nadal nie wyróżniają specjalnymi obrzędami, co widoczne jest nawet w uroczystościach kościelnych. Zaduma, zamyślenie i refleksja to charakterystyczne stany emocjonalne w czasie tych dni. 

Wielka Środa

Dzień ten znany, jako dzień zdrady Judasza, który wydał Jezusa faryzeuszom za 30 srebrników nie ma specjalnych obrządków kościelnych, ale za to ma bogate zwyczaje. Dawniej w ten dzień w kościele po normalnym obrzędzie liturgicznym młodzieńcy robili w świątyni duży hałas i przygotowywali kukłę, która miała symbolizować Judasza zdrajcę. Wyczyn ten miał lekko drastyczne zabarwienie, gdyż tak przygotowana podobizna Judasza była wynoszona na wieżę kościelną i z niej zrzucana. A na dole szarpano ją kijami i na końcu palono. Na szczęście dzisiaj nie ma już takich obrzędów. 

Wielki Czwartek

Ten dzień tak dzisiaj, jak dawniej miał już bardziej uroczysty charakter. To dzień ostatniej wieczerzy Jezusa ze swoimi apostołami. Dlatego w świątyniach odprawiana jest uroczysta liturgia Wieczerzy Pańskiej, podczas, której kapłan obmywa apostołom, - wybranym wcześniej wiernym, mężczyznom, wodą stopy. Kiedyś na wsiach w ten dzień z poświęconej w czasie Niedzieli Palmowej palmy robiono krzyżyki i układano je nad drzwiami i oknami. 

Wielki Piątek

To bardzo smutny dzień. Jako jedyny dzień w całym roku kalendarzowym nie ma w obrzędach kościelnych uwzględnionej mszy. Po odtworzeniu męki Jezusa (kiedyś wszędzie były to rzeczywiste inscenizacje i gra ochotników, aktualnie jest tak tylko w kilku miastach polskich, najczęściej męka jest tylko odczytywana) odsłaniany jest grób, w którym spocznie ciało Jezusa. Dawnym polskim obyczajem, który jest silny równie dzisiaj, jest strzeżenie grobu przez ochotników – strażaków oraz prace mieszkańców przy tworzeniu grobu. Jak kiedyś, tak i współcześnie jest to dzień, w którym obowiązuje ścisły post bez żadnych taryf ulgowych. Dawniej wierzono, że w tym dniu dusze przychodzą do domów i dlatego wystawiano przy progach jedzenie dla nich. Zasadzone w tym dniu drzewa owocowe miały przynosić obfite zbiory. Co szokuje w Wielki Piątek rodzice bili dzieci rózgami, odmawiając przy tym kościelne regułki, na pamiątkę cierpienia Jezusa. 

Wielka Sobota

pisankiTo dzień, w którym każdy szykuje okazałą święconkę i wędruje z nią do kościoła,  w celu poświęcenia i podzielenia się zawartością koszyczka z potrzebującymi. Ale nikt nie gości się i nie smakuje przysmaków wielkanocnych, z tym czeka się do nadejścia Wielkanocy, czyli już nawet do północy. Kiedyś do kościołów ze święconką chodziła tylko biedota, bo do bogatych ksiądz zajeżdżał do dworu. Widać zmiany poszły w dobrą stronę. Ale co najważniejsze w tym dniu, to święconka. Co powinno się w niej znajdować? Przede wszystkim jajka i kolorowe pisanki, baranek, sól, chleb, wędliny, chrzan, pieprz, buraczki ćwikłowe i czekoladowe króliczki. Wszystko to starannie poukładane w wiklinowym koszyczku, ozdobione piękną serwetą i zielonym bukszpanem, daje urokliwy efekt. W kościołach oprócz poświecenia pokarmów odbywają się adoracje, a rodziny odwiedzają groby bliskich.

Wielka Niedziela -Wielkanoc

Już o północy, z soboty na niedzielę odbywają się w kościołach msze rezurekcyjne głoszące Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W domach dzień ten ma swój wyjątkowy urok, czas spędza się w gronie najbliższych, na wspólnych rozmowach i odpoczynku. Dzień rozpoczyna się miło świątecznym wielkanocnym śniadaniem z dodatkami ze święconki z dnia poprzedniego. Miłej atmosferze towarzyszy obfitość stołu i nadzieja, jaką niesie wieść o zmartwychwstaniu. 

Poniedziałek Wielkanocny - Śmigus Dyngus

W ten dzień wszyscy się radowali i radują po dziś dzień. Zawsze nie obywało się bez zastosowania pobudzającej do życia wody, która symbolizując ozdrowienie, oczyszczenie i źródło życia, była i jest chętnie do moczenia zwłaszcza młodych dziewczyn i wolnych kobiet. Te zajęte zawsze miały specjalne przywileje, bo zamiast wiadra zimnej wody, dostawały, co najwyżej kilka kropel dla zachowania symboliki. W południowej Polsce, Krakowie narodził się także zwyczaj „rękawki”, czyli spotkań mieszkańców na pamiątkę usypania z ziemi noszonej w rękawach koszul kopca Kraka. 

Nie tylko u nas dawne obyczaje zadziwiają po dziś dzień. Dziwaczne w dzisiejszym mniemaniu obrzędy miały miejsce także u naszych sąsiadów. Jak wyglądały i jakie miały znaczenie, zobaczcie sami. 

 

 Wielkanoc zawsze przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej pełni Księżyca przypadającej po równonocy wiosennej. Według kalendarza gregoriańskiego w bieżącym roku Wielkanoc wypada 12 kwietnia 2009. Według kalendarza juliańskiego w bieżącym roku Wielkanoc wypada 19 kwietnia 2009.

Powyższe daty otrzymano metodą Meeusa/Jonesa/Butchera.

Dla kalendarza gregoriańskiego 

Sposób obliczenia tej daty został podany przez niemieckiego matematyka C. F. Gaussa.

Do obliczeń potrzebne są dwie liczby A i B. Ich wartości odczytujemy z poniższej tabeli:

Lata                        A           B               Wyjątki (rok)

                                                               I rodzaju          II rodzaju

33 - 1582               15           6            brak                   brak

1583 - 1699          22            2            1609                  brak

1700 - 1799           23           3            brak                   brak

1800 - 1899          23          4             brak                   brak

1900 - 2099          24          5        1981, 2076        1954, 2049

2100 - 2199          24           6             2133                   2106

Należy pamiętać, że do 1582 roku obowiązywał kalendarz juliański. Wartości A i B tyczą się więc w innych latach wyłącznie kalendarza gregoriańskiego.

Następnie należy wykonać 6 kroków:

Dzielimy liczbę roku przez 19 i znajdujemy resztę a.

Dzielimy liczbę roku przez 4 i znajdujemy resztę b.

Dzielimy liczbę roku przez 7 i znajdujemy resztę c.

Resztę a mnożymy przez 19, do iloczynu dodajemy liczbę A, sumę dzielimy przez 30 i znajdujemy resztę d.

Dzielimy 2 x b + 4 x c + 6 x d + B przez 7 i znajdujemy resztę e.

Sumę reszt d + e dodajemy do daty 22 marca i otrzymujemy datę Wielkanocy.

Jeżeli data wypadnie powyżej 31 marca, należy ją przeliczyć na odpowiedni dzień kwietnia. Można też sprawdzić, czy d + e < 10. Jeśli tak, to Wielkanoc jest (d + e + 22) marca. Jeśli nie, to (d + e - 9) kwietnia.

Od powyższej reguły istnieją wyjątki:

Wyjątek pierwszego rodzaju zachodzi, gdy d = 29 oraz e = 6, czyli Wielkanoc miałaby przypaść na dzień 26 kwietnia. Wtedy zawsze obchodzi się ją tydzień wcześniej, tzn. 19 kwietnia. Wypadek ten zaszedł w latach 1609 i 1981.

Wyjątek drugiego rodzaju zachodzi wtedy, gdy d = 28 oraz e = 6 i dzielenie 11A + 11 przez 30 daje resztę mniejszą od 19 (lub po prostu a > 10). Wówczas, według powyższego algorytmu, Wielkanoc ma przypaść 25 kwietnia, a obchodzona jest 18 kwietnia. 

Metoda Meeusa/Jonesa/Butchera - Dla kalendarza gregoriańskiego 

Ten sposób został przedstawiony przez Jeana Meeusa w jego książce Astronomical Algorithms w 1991 roku. Może być uznany za lepszy od tego poprzedniego, ponieważ nie wymaga żadnych cyfr dla określonego zakresu czasu i nie ma od niego wyjątków. Wystarczy podać dowolny rok.

I tak:

Dzielimy liczbę roku na 19 i wyznaczamy resztę a.

Dzielimy liczbę roku przez 100, wynik zaokrąglamy w dół (odcinamy część ułamkową) i otrzymujemy cyfrę b.

Dzielimy liczbę roku przez 100 i otrzymujemy resztę c.

Dzielimy b przez 4, wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy cyfrę d.

Dzielimy b przez 4 i wyznaczamy resztę e.

Liczymy: (b + 8) : 25. Wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę f.

Liczymy: (b - f + 1) : 3. Wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę g.

Dzielimy (19 x a + b - d - g + 15) przez 30 i wyznaczamy resztę h.

Dzielimy c przez 4, wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy cyfrę i.

Dzielimy c przez 4 i wyznaczamy resztę k.

Dzielimy: (32 + 2 x e + 2 x i - h - k) przez 7 i otrzymujemy resztę l.

Liczymy: (a + 11 x h + 22 x l) : 451. Wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę m.

Dzielimy (h + l - 7 x m + 114) przez 31 i otrzymujemy resztę p.

Dzień Wielkanocy = p + 1.

Miesiąc = Zaokrąglenie w dół dzielenia (h + l - 7 x m + 114) przez 31.

 

Wielkanoc na Słowacji

Ciekawym zwyczajem, który był bliski w szczególności żołądkom Słowaków, było wkładanie do koszyczka wielkanocnego, który ma być poświęcony, słodkich ciast. Ciasta te, nazywane calta musiały znajdować się w każdej święconce. Ale nie było tylko słodko. Kojarząca się nam głównie z zimową porą i Św. Mikołajem rózga, kiedyś na Słowacji właśnie w okresie świąt Wielkanocnych nabierała szczególnego znaczenia. W Wielką Niedzielę nikogo nie dziwiły dzieci ganiające i okładające się nawzajem rózgami. Ponoć miało to chronić przed złymi siłami. Niespodzianką jest też lany poniedziałek, w który w dobrym tonie było oblewać młode dziewczęta tylko w godzinach porannych. Nawet, jeśli miałyby być zmoczone jeszcze w łóżku. Same pisanki, które są symboliczne w każdej tradycji nie były zdobione, jak u nas wzorzyście i tylko w celu zdobienia. Nanoszone na nich wzory miały swoje znaczenie i miały pełnić formę przekazu życzeń do spełnienia. Na wsiach, jaja kładziono na grobach bliskich, smarowano nimi zwierzęta domowe i kładziono je na polach uprawnych. Wszystkie te zabiegi miały na celu zapewnienie dobrobytu i spokoju.  

 

Magia świąt

Żyjąc w świecie pełnym techniki, często odżegnujemy się od obyczajów jeszcze tak niedawno popularnych w domach naszych przodków. Przygotowując się do obrzędów Świąt Wielkanocnych warto odkurzyć kilka zapomnianych rytuałów i w ten magiczny czas, gdy świetlista wiosna przezwycięża martwotę zimy wypróbować ich działanie. Wysiłek niewielki, a wiele można dzięki temu zyskać.

Czary w jajku

Nie byłoby oczywiście Świąt Wielkanocnych bez pisanek. Kurze jajka od wieków były symbolem nowego życia. Ozdabianie ich miało pobudzić ziemię do urodzajności. Zakopane pod progiem chronią przed interwencją złych duchów. Dziewczyna, która chce rozkochać w sobie wybranego chłopca, powinna przygotować czerwoną pisankę (wystarczy jajko ugotować w burakach).  Potem zdejmuje się z niej skorupkę i białko zakopuje pod najdorodniejszą brzozą. Z żółtka i roztartej na proszek skorupki należy przyrządzić smaczną potrawę i ugościć nią wybranka serca. Jajek nie powinno się przynosić do domu po zmierzchu, a od kłopotów uchroni staranne zgniecenie skorupki po zjedzeniu “wnętrza”. Zasada ta nie dotyczy pisanek poświęconych w Wielką Sobotę. One przynoszą wyłącznie szczęście. Dlatego każdą część trzeba wykorzystać i nie krzywić się przed jedzeniem w dni świąteczne nadmiaru jajek. Skorupki można pokruszyć i dosypać do ziemi kwiatów doniczkowych albo zanieść do kurnika, aby kury lepiej się niosły.

Ważna i kura i jajko

Wiele symbolicznych przedmiotów wkłada się do wielkanocnego koszyka. Jest w nim więc i solniczka z solą, drewniane pisanki, baranek z ciasta, masła lub cukru, laska kiełbasy, chrzan. Według starych wierzeń, w koszyku przygotowanym do święcenia nie powinno być jedynie mięsa kury. To właśnie ona przyczyniała się częściowo do męki Chrystusa. Według wierzeń cygan wprawdzie ukradł dwa gwoździe żołnierzom, którzy przybijali Zbawiciela do krzyża, ale dzięki kurze sprawa wyszła na jaw. Złodziej zakopał swą zdobyć w ziemi. Akurat w tym miejscu krzątała się kura, która skwapliwie je z ziemi wydrapała. Nimi przybito do krzyża stopy Chrystusa. Po powrocie do domu ze święconką, obchodzono dom trzy razy dookoła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W ten sposób wypędzano “złe” z gospodarstwa.

Święto ognia i wody

Najwięcej wielkanocnych obrzędów związanych jest z wodą i ogniem. Według wiary naszych przodków w dwa świąteczne dni – Wielki Piątek i Wielką Sobotę oba te żywioły nabierają nadprzyrodzonej mocy. W wiejskich chałupach gospodarze wygaszali stary ogień, by rozniecić nowy świecami zapalonymi od poświęconego, płonącego przy kościele ogniska. Kąpiel w rzece w te dni gwarantowała śmiałkowi nie tylko gładką skórę, ale i przez cały rok chroniła przed chorobami. Wodą, którą w Wielką Sobotę święci w kościele ksiądz trzeba po powrocie z uroczystości pokropić cały dom i ogród. Zabieg ten uchroni domowników od zniszczeń spowodowanych przez szalejące żywioły. Butelkę z poświęconą wodą pamiętający dawne zwyczaje trzymają przez cały rok w domu. Jej kroplę podawano chorym, błogosławiono nią nowożeńców. Kropioną nią także pole, zanim zasiano na nim zboże lub posadzono ziemniaki.

KINGA RAFIDĘBSKA

 

Wielkanoc u Czechów

Czesi nie obchodzili Niedzieli Palmowej, która poprzedzała Wielki Tydzień. Dla nich była to zawsze Kwiatowa Niedziela, kiedy to zamiast przygotowywania palm, wierni podążali do świątyni z gałązkami bazi w dłoniach. Niektórzy z nich nawet połykali świeże kotki baziek, co miało im zapewnić pełne zdrowie. Ale to nie koniec różnic w nazewnictwie. Nasz Wielki Tydzień u Czechów określany był, jako kolorowy, ponieważ tylko poza Wielkim Piątkiem, każdy inny dzień miał barwne określenie, jak Żółty Wtorek, Zielony Czwartek czy Czarna Środa. W te ostatnią dobrze było cały dzień bawić w dobrym nastroju, gdyż to wróżyło powodzenie przez cały rok. Natomiast mycie przed wschodem słońca w Wielki Piątek, w potoku było nijakim gwarantem zdrowia. Co nas Polaków może dziwić, w czeskiej tradycji kolędowanie odbywa się właśnie w czasie Wielkanocy. 

Obchody Wielkanocy w kościołach protestanckich

Wierni Kościołów wyrastających z nurtu Reformacji spotykają się na uroczystych nabożeństwach aby cieszyć się z pamiątki zmartwychwstania Pana Jezusa, aby wspólnie wielbić Pana Boga, czytać i rozważać Jego Słowo zapisane w Piśmie Świętym. Dzień ten jest dniem radości i śpiewu, w zależności od Kościoła różnie celebrowany, jednakże wszędzie mający radosny i podniosły charakter.

Posted in Artykuł numeru, Ciekawostki, W numerzeComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Jak spędzasz czas w wakacje?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Lipiec 2010
P W Ś C P S N
« cze    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031