Królestwo Odyseusza
Nazywa się Korfu. Jest jedną z najbardziej zielonych wysp greckich. I nie ma w tym cienia przesady. Bogactwo zieleni zawdzięcza wyspa klimatowi i urodzajnym glebom, dobrze użyźnionym i nawodnionym, dzięki ulewnym deszczom, które nieprzerwanie padają od października do marca. Myśląc o wypoczynku, lepiej omijać ten okres.
Morze jak turkus, niebo jak szafir
Kiedy przybyłem na Korfu w pierwszej dekadzie czerwca, do hotelu usytuowanego w Ipsos, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że … otworzyły się przede mną bramy raju. Widok, jaki roztaczał się z balkonu mojego pokoju, zapierał dech w piersiach. Łagodnie opadające zbocze, pokryte intensywną zielenią drzew i krzewów (wśród których ukryły się domki i pensjonaty pokryte czerwoną dachówką), łączyło się z taflą turkusowego morza. Niebo zaś miało odcień szafiru, na którym z rzadka pojawiały się lekkie jak puch chmurki.
Gaje oliwne i cytrusowe
Wyspa Korfu, dzięki lasom i gajom oliwnym uważana jest za „zielone serce” Grecji. Przemierzając Korfu wzdłuż i wszerz wszędzie się widzi ciągnące się kilometrami plantacje oliwne, a sama tradycja uprawy oliwek sięga jeszcze
czasów najazdów tureckich i późniejszego panowania Wenecji. Mieszkańcy Korfu do tej pory korzystają ze starych przepisów na „domowe kosmetyki” wytwarzane z oliwy – na niektórych bazarach można kupić specjalne szampony i olejki z oliwy. A w ogrodach i wzdłuż ulic rośnie mnóstwo drzew cytrusowych, że jadąc samochodem, po wąskich, wyspiarskich ulicach, aż ręce wyciągają się, żeby zerwać dorodne pomarańcze czy mandarynki. Na Korfu rosną też małe chińskie pomarańcze koum-kouat, z których wyrabia się likier, będący specjalnością tej wyspy. Albo można kupić pyszny dżem pomarańczowy z owocami „zatopionymi” w gęstym syropie.
Na skrzyżowaniu antycznych i handlowych szlaków
Korfu należy do archipelagu Wysp Jońskich, które – według Homera – były królestwem Odyseusza. Ze względu na swe położenie, na skrzyżowaniu antycznych i średniowiecznych szlaków handlowych, Korfu nękane było często przez najeźdźców (m.in. Rzymian, Gotów, Normanów, Wenecjan, Francuzów, a nawet Rosjan, Turków i Anglików). Przez długi czas okupacji nigdy jednak nie zatraciło swej tożsamości i greckiego dziedzictwa. Na Korfu, z czego są dumni mieszkańcy tej wyspy, przyszedł na świat Dionisios Solomos, autor słów hymnu narodowego i pierwszy prezydent kraju – Ioannis Kapodistrias. Wyspę od niedawna upodobali sobie Niemcy i Brytyjczycy, stąd mowa niemiecka i angielska rozbrzmiewa tu na każdym kroku. Turyści czują się na Korfu znakomicie, wszak wiedzą, że jest to wyspa ludzi gościnnych, szczerych i chętnych do pomocy.
Forty górujące nad miastem
Nad stolicą Korfu, z grecka zwaną Kerkyra, górują dwa forty – Nowy i Stary. Widoczne są z daleka, również z morza, gdy wpływa się statkiem do portu, wracając z każdej morskiej wyprawy.
Stary Fort czy inaczej Stara Twierdza (Paleo Frourio) to zamczysko wzniesione na szczycie skalistego półwyspu, z którego roztaczają się wspaniałe widoki na stolicę wyspy i ciągnące się po obu jej stronach wybrzeże. Pierwsza warownia stanęła w VI w., gdy po zniszczeniu przez Gotów starożytnego Palaiopolis garstka ocalałych mieszkańców schroniła się na trudno dostępnym cyplu. Od dwóch wzgórz – po grecku koryfes – pośrodku półwyspu, pochodzi być może średniowieczna nazwa miasta Koryfo (po łacinie „Corfu”). W ciągu wieków bizantyjscy władcy znacznie rozbudowali fortyfikacje od strony morza, skąd zwykli przybywać najeźdźcy, a w X w. całe ówczesne miasto znalazło się w obrębie murów obronnych.
Do Starej Twierdzy wchodzi się obecnie od strony Esplanady. Do środka prowadzi stały most nad Contrafossą, przekształconą w malowniczy kanał pełen jachtów.
Z Nowej Twierdzy roztacza się widok na dachy starego miasta. Warto zagłębić się w staromiejskie, wąskie uliczki, by poczuć atmosferę dawnego Korfu. A na pewno trzeba dotrzeć do kościoła św. Spirydona, w którym znajduje się grób patrona wyspy. Wnętrze tej świątyni jest zawsze pełne turystów i miejscowych wiernych. Wśród bogatego wystroju – ikon, fresków, srebrnych i złotych dekoracji – poczesne miejsce zajmuje kunsztowna trumna świętego.
Ponad połowa mężczyzn na wyspie nosi imię Spirydon (zdrobniale Spiros). Cztery razy w roku ulicami miasta przechodzi procesja z relikwiami świętego, której towarzyszy radość i ukontentowanie. Mieszkańcy Korfu wierzą, że święty Spirydon ocalił ich czterokrotnie: dwa razy przed zarazą (w XVII w.), raz przed głodem (w XVI w.) i raz przed Turkami (w XIII w.).
Spirydon jest też patronem żeglarzy, więc to jemu składa się dary za szczęśliwy powrót z morskich podróży i uniknięcie katastrof.
Arkadowa galeria kawiarni
Serce Korfu bije na Esplanadzie, biegnącej poniżej Starej Twierdzy. Po jej zachodniej stronie znajduje się Liston – arkadowa galeria kawiarni, restauracji i sklepów z pamiątkami, zbudowana w 1807 roku przez Francuzów wg projektu tego samego architekta, który był pomysłodawcą Rue de Rivoli w Paryżu. Liston, podobnie jak jego pierwowzór, przez cały dzień tętni życiem. Gwarno jest tu także nocą. Miejscowi przychodzą, aby spotkać się ze znajomymi, przeczytać gazety czy po prostu wypić kawę lub lampkę wybornego wina. Po przeciwnej stronie arkad usytuowane jest pole do gry w krokieta, na którym młodzi chłopcy grają często w piłkę.
Mysia Wyspa
Najbardziej charakterystycznym zdjęciem z Korfu jest fotografia przedstawiająca dwie maleńkie wysepki: Vlachernę i Pontikonissi (na zdjęciu obok). Vlacherna połączona jest z lądem krótką groblą, na której już z daleka dostrzec można śnieżnobiałe zabudowania klasztoru. Kontrapunktem dla niego jest zielona plama samotnego cyprysa wznoszącego się ponad wenecką dzwonnicą. Przy grobli cumują skromne łodzie rybaków.
Po zejściu krętymi schodkami na groblę, można udać się do klasztoru. W malutkim kościółku NMP znajduje się ikona Matki Boskiej z Dzieciątkiem, przed którą wierni składają dary dziękczynne oraz modlą się o zdrowie.
Natomiast Pontikonissi zwana inaczej Mysią Wyspą, w gąszczu drzew skrywa małą kaplicę bizantyjską z XI lub XII wieku. Zgodnie z jedną z interpretacji mitologii Pontikonissi jest okrętem Feaków, którym Odyseusz dotarł do Itaki, a Posejdon zamienił go w skałę, mszcząc się za oślepienie swojego syna (cyklopa Polifema).
Niegdyś wyspa nazywana „królową wysp jońskich” była ulubionym celem podróży europejskich królów. Wypoczywali tu Napoleon, cesarzowa Sisi i cesarz Wilhelm II. Bo i cóż, Korfu mieni się feerią barw: głęboka zieleń cyprysów występuje na zmianę ze złotymi zbożami i jaskrawymi plantacjami pomarańczy i cytryn. Nie wolno, oczywiście, zapominać o krystalicznie czystym Morzu Jońskim, o wszystkich odcieniach zieleni i błękitu. A mało uczęszczane szlaki biegnące wśród gajów oliwnych doskonale nadają się na piesze wędrówki.
Statkiem na Paxos i do Pargi
Około dwie godziny trwa rejs na oddaloną o 14 kilometrów na południe od Korfu małą wyspę Paxos, najmniejszą z siedmiu Wysp Jońskich. Zgodnie z greckim mitem Paxos stworzył bóg morza Posejdon, odłupując trójzębem południowy kraniec Korfu, by móc na osobności cieszyć się ukochaną Amfitrytą. Trójząb wypadł mu zresztą z ręki, a mieszkańcy Paxos znaleźli go później i obrali za godło.
Przy wybrzeżu na wyspie oczekują na turystów liczne tawerny i kawiarnie. Wstępuję do jednej z nich na lunch, gdzie zamawiam półmisek sardynek z grilla, sałatkę grecką i karafkę wybornego, białego wina. Po krótkim spacerze, podczas którego uwieczniam na kliszy swojego aparatu urokliwe zakątki miasteczka, płynę stateczkiem do Pargi, popularnego ośrodka północno-zachodniego wybrzeża Grecji. Białe, ukwiecone domy wspaniale prezentują się tam w oprawie zielonych wzgórz i lazurowych zatoczek, upstrzonych skalistymi wysepkami. Na tłocznej plaży miejskiej możliwa jest kąpiel morska. Z głębi morza wyrastają liczne skały, podobne do tych, które widywałem w wietnamskiej zatoce Ha Long.
Janusz Świąder

















Być może to jeden z powodów, dla których władze regionu (z siedzibą w Imperii na wybrzeżu) zwlekały aż do roku 2007 z ustanowieniem Parco Naturale Regionale delle Alpi Liguri, rezerwatu o powierzchni 12 813 hektarów, obejmującego góry, doliny i miasteczka. Tysiące kilometrów świeżo oznakowanych, dobrze utrzymanych ścieżek, po których dawniej chodziły muły, wije się przez góry. Miasteczka przytulone do zboczy albo wkopane w ściany doliny jak bunkry, zachowały średniowieczne wały obronne z czasów, kiedy służyły za garnizony i przyczółki handlowe wrogich republik. Nawet wewnątrz, labirynt wąskich uliczek (chibi) budowanych z myślą o zmyleniu napastników, przypomina o wojowniczej przeszłości.












