Amerykanie potwierdzili zdradę
Podporucznik Jeffrey Paul Delisle z kanadyjskiej marynarki wojennej sprzedawał Rosjanom informacje dotyczące bezpieczeństwa i strategii militarnej krajów należących do paktu “Five Eyes”, który skupia USA, Kanadę, Wielką Brytanię, Australię i Nową Zelandię - donosi “New York Times”, powołując się na źródła w amerykańskiej armii.
Nie wiadomo jednak, jakie konkretnie dane wyciekły. Kanadyjczycy w tej sprawie milczą.
Delisle został aresztowany w styczniu, w czasie, gdy zajmował wysokie stanowisko w centrum wywiadowczym i komunikacyjnym kanadyjskiej marynarki wojennej w Halifax w Nowej Szkocji.
Od czasu wykrycia szpiega, przedstawiciele wojskowi pięciu krajów spotkali się kilka razy, by przedyskutować zmiany w systemie zabezpieczeń. Cały czas pracuje też zespół, który ocenia, ile danych wojskowy wykradł i przekazał Rosjanom. - Zdrada na wielką skalę w ramach “Five Eyes” jest niewybaczalna, bo stosunki między krajami paktu są święte - skomentował w ostrych słowach sytuację były, wysoki rangą oficer wywiadu wojskowego USA.
W piątek sąd wojskowy zdecydował, że ppor. Delisle będzie pierwszym wojskowym sądzonym według zaostrzonego prawa o ochronie danych wojskowych, które zostało uchwalone przez Kanadyjczyków po atakach z 11 września 2001 roku. Oficerowi grozi wieloletnie więzienie. Kolejne przesłuchanie szpiega odbędzie się 8 maja.
Jeffrey Paul Delisle był w kanadyjskiej armii od 1996 roku. Po ogólnym szkoleniu wojskowym trafił do Halifaxu, gdzie szybko zyskał dobrą opinię, pracując jako pracownik niższego szczebla w miejscowej centrali wywiadowczej. W międzyczasie ożenił się i rozwiódł, a w 1998 roku ogłosił bankructwo, zalegając ze spłatą ponad 18 tys. dolarów.
Do 2001 r. był tylko szeregowym, ale kilka lat później - już jako sierżant - dostał stanowisko w kwaterze głównej kontrwywiadu w Ottawie. W 2007 r. po raz pierwszy wykradł informacje, które później przekazał Rosjanom. Od 2008 roku jego kariera rozwijała się znacznie szybciej. Wtedy został skierowany na intensywny, dwuletni kurs wywiadowczy w Królewskiej Akademii Wojskowej w Kingston w stanie Ontario i wrócił z niej z wyróżnieniem, dostając rangę oficerską.
Autostrady z pleśni
Profesor z Uniwersytetu Queen’s w Kingston, udowodnił, że można wykorzystać pleśń i jej rozrost jako naturalny wskaźnik rysujący przebieg dróg na mapie.
W eksperymencie, który można zobaczyć na YouTube jako “Trans-Canada Slimeways”, profesor Selim Akl umieścił na mapie Kanady, w miejscach oznaczających największe miasta, porcje płatków owsianych. W punkcie oznaczającym Toronto dodał nieco żółtawej pleśni. Pleśń na eksperymentalnej mapie rozrastała się przez kilka dni od jednej porcji płatków do drugiej, wykorzystując taką trasę, jaką w rzeczywistości wytyczono dla kanadyjskich dróg.
Jak można przeczytać w prasowej notatce na stronach Uniwersytetu Queen’s, praca Akla zostanie opublikowana w całości w “International Journal of Natural Computing Research”. Akl pisze w niej, że natura umie obliczać i przetwarzać dane. Powołuje się na przykład liści roślin, podkreślając, że roślina wykorzystuje 99 proc. światła, które do niej dociera, tymczasem najlepsze panele słoneczne są w stanie wykorzystać tylko 35 proc. padającego na nie światła. Profesor chce zająć się mechanizmami efektywnego przetwarzania danych w naturze i ich możliwym wykorzystaniem przez człowieka.
Akl sądzi, że w przyszłości będzie można wykorzystywać pleśnie i grzyby do wytyczania nowych autostrad i innych systemów transportu. Zdaniem profesora nawet proste organizmy potrafią działać jak naturalny komputer - podsumował dziennik “The National Post”.
Krocie w profesorskich kabzach
Kanadyjscy wykładowcy z państwowych uniwersytetów mają najlepsze pensje w porównaniu ze swymi kolegami na świecie; ich średnie wynagrodzenie to 7196 USD miesięcznie - wynika z badania przeprowadzonego w 28 krajach na uczelniach finansowanych z budżetu.
Jest to więcej niż w Stanach Zjednoczonych. Przy tym o ile w Kanadzie praktycznie wszystkie uniwersytety są dofinansowywane z publicznych pieniędzy, to już np. najlepsze uniwersytety w USA są prywatne i wykładowcy na Harvardzie czy Princeton zarabiają znacznie więcej niż pracownicy budżetowych uniwersytetów w Kanadzie. Z drugiej strony jednak publiczne szkoły wyższe w USA z nielicznymi wyjątkami stoją na znacznie niższym poziomie niż uniwersytety kanadyjskie.
Badanie pensji na uniwersytetach przeprowadzili naukowcy z amerykańskiego Boston College i moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii. Pełne wyniki badania zostaną przedstawione w książce “Paying the Professoriate: A Global Comparison of Compensation and Contracts”, która ukaże się za niespełna miesiąc, 26 kwietnia.
Wśród badanych krajów nie ma Polski. Uwzględniono jednak sąsiednie kraje. I tak na przykład łotewski wykładowca zarabia średnio 1785 USD, a czeski - 2595 USD. W Niemczech pensje na publicznych uniwersytetach wynoszą średnio 5141 USD. Najgorzej jest w Armenii (538 USD), Rosji (617 USD) i Chinach (720 USD). Lepsza jest nawet Etiopia (1207 USD) - wynika z tabeli publikowanej na stronach internetowych Inside Higher Ed.
Komentatorzy w kanadyjskich mediach zwracali uwagę, że we współczesnym świecie istnieje silna konkurencja między ośrodkami akademickimi, związana z budową innowacyjnych gospodarek. Właśnie pensje dla dobrych wykładowców i asystentów są jednym z najistotniejszych czynników przesądzających o ostatecznej atrakcyjności szkół dla studentów.
Według niedawnego rankingu magazynu “Times Higher Education”, trzy spośród kanadyjskich uniwersytetów znajdują się na liście najlepszych 25 uniwersytetów na świecie (Uniwersytet Toronto, Uniwersytet Brytyjskiej Kolumbii i McGill w Montrealu). Łącznie lista najlepszych wyższych uczelni obejmuje 100 szkół o najlepszej opinii, nie ma na niej żadnego polskiego uniwersytetu, a najwyżej w rankingu mieści się amerykański Harvard.
Rocznica ustanowienia polskiej placówki dyplomatycznej
27 marca minęła 70 rocznica ustanowienia polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego w Ottawie.
Otwarto wtedy Misję Dyplomatyczną Polski w randze poselstwa, w efekcie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską i Kanadą 9 lutego 1942 roku. Do tego czasu w relacjach oficjanych pośredniczył dyplomata brytyjski.
29 kwietnia 1960 r. Misja otrzymała status ambasady.



























