Tag Archive | "Wielkanoc"

Wielka Noc

Tags:

Wielka Noc


Wiadomo, że Wielkanoc jest świętem ruchomym. Zawsze przypada na niedzielę i poniedziałek, ale nie ma stałej pory, gdyż co roku przypada - w przeciwieństwie do innych świąt - na inne daty. Obchodzona jest w okresie od połowy marca do końca kwietnia. Stałe dni, ale nie stałe daty. Dlaczego?
Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto w chrzeúcijańskim roku liturgicznym. zarówno dla katolików, jak prawosławnych, czy protestantów wszelkich wyznań. Poświęcone jest pamięci zmartwychwstania Chrystusa.
Termin obchodzenia tego święta zostałustalony na Soborze Nicejskim w 325 r. termin świąt nawiązuje do żydowskiego święta Pesach. Bo właśnie wtedy miało miejsce zmartwychwstanie Chrystusa.
Rzecz w tym, że święto Pesach przypada na pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Ta wiosenna pełnia księżyca w rozmaitych latach przypada na rozmaite dni, tyle że zawsze zawiera się między 22 marca a 25 kwietnia. To są właśnie te daty graniczne Wielkanocy. Zależnie więc od tego, kiedy przypada wiosenna pełnia księżyca konkretnego roku, w pierwszą niedzielę po niej obchodzona jest Wielkanoc. Zatem o jej terminie decydują tak względy tradycji, jak i astronomii.

swieta-stoolRadosne święto Wielkanocy jest także świętem triumfu wszelkich łakomczuchów, a także smakoszy nastawionych patriotycznie, bo przynajmniej kilka serwowanych wówczas potraw to bez wątpienia nasze narodowe specjalności.
Kuchnie różnych zakątków globu urzekają obieżyświatów swoim bogactwem i egzotyką, ale jeśli chodzi o święta, nawet zdeklarowany podróżnik powie, że nie ma jak w domu… Wielkanoc może być dla Polaków słusznym powodem do kulinarnej dumy, bo choć nie zawojowaliśmy świata bigosem czy zimnymi nóżkami, w świątecznym menu królują dania, których próżno by szukać za granicą.
Zdarza się nieraz słyszeć narzekania z powodu skromnej listy potraw typowo polskich, bo przecież wiadomo: kołduny - litewskie, uszka - rosyjskie, barszcz - ukraiński, kapusta z mięsem - niemiecka, a knedle - czeskie. Ale świąt to nie dotyczy. W ten niezwykły czas mamy się czym pochwalić, może tylko tradycyjne baby drożdżowe nie są nam dane na wyłączność - pojawiają się także na włoskich stołach.

Orgie przy stole

Po wielkim poście nadchodzi czas popuszczania pasa i kosztowania wszelkiego jadła. Do dziś przetrwały opisy sarmackich szaleństw, ale… te najbardziej oszałamiające okazują się nie tylko przesadzone, ale wręcz nieprawdziwe, czego dowiodła publicystka Tygodnika Powszechnego Bogdana Pilichowska. Do rzekomej świątecznej orgii miało dojść u księcia Sapiehy: “Stało cztery przeogromnych dzików, to jest ile części roku; każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, alias szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w całkowitym upieczeniu tych odyńców. Stało tandem dwanaście jeleni, także całkowicie upieczonych, ze złocistymi rogami, ale do admirowania nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias zającami, cietrzewiami, dropami, pardwami. Te jelenie wyobrażały dwanaście miesięcy. Na około były ciasta sążniste, tyle, ile tygodni w roku, to jest pięćdziesiąt dwa, całe cudne placki, mazury, żmudzkie pierogi, a wszystko wysadzane bakaliami. Za tym było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. [...] Co zaś do bibendy: cztery puchary, exemplum czterech pór roku, napełnionych winem jeszcze od króla Stefana. Tandem dwanaście konewek srebrnych, z winem po królu Zygmuncie, te konewki exemplum dwunastu miesięcy. Tandem 52 baryłek także srebrnych in gratiam 52 tygodni, było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. Dalej 365 gąsiorków z winem węgierskim, alias tyle gąsiorków, ile dni w roku. A dla czeladzi 8700 kwart miodu, to jest ile godzin w roku”. Wspaniały opis, prawda? Otóż ten często przywoływany cytat jest mistyfikacją, zręcznie spreparowaną w XIX wieku przez Konstantego Majeranowskiego, a podawaną jako fragment XVI-wiecznej korespondencji. Nie zmienia to faktu, że w czasie Wielkanocy zdarzały się - i dziś się zdarzają - przypadki przejedzenia, a pomoc medyka bywała niezbędna.

Ab ovo

Kuchnia wielkanocna to przede wszystkim jajko. A jajko to symbol życia, odradzania się, powrotu wiosny, płodności i miłości. Wprawdzie coraz rzadziej zdobi się je domowym sposobem - pisanki i kraszanki widujemy tylko na pocztówkach - ale na stole jajko musi być, choćby do podzielenia się nim przy składaniu życzeń. Do przygotowania świątecznych dań zużywa się tuziny jajek, bo przecież wchodzą w skład sałatek, pasztetów, a przede wszystkim ciast i tortów. Są także potrawą samą w sobie. Podaje się je tradycyjnie, polane majonezem i posypane szczypiorkiem, a w wielu domach niedzielnym smakołykiem są jajka faszerowane.

Z ugotowanych i przekrajanych na pół jaj wyjmuje się żółtko, uciera je na przykład z tuńczykiem z puszki albo ze smażoną, drobno siekaną wątróbką. Można też przyrządzić farsz z szynki, kukurydzy i zieleniny, lub z pieczarek. Albo jeszcze inaczej: na liściach sałaty układa się ćwiartki jaj, między nie kawałki wędzonego łososia albo młode warzywa: pomidory, rzodkiewki, ogórki i polewa się sosem.
Jajko to nie tylko prastary symbol i doskonały, dekoracyjny kształt, ale również nieocenione źródło wartości odżywczych. Zawiera łatwo przyswajalne białko, biopierwiastki (fosfor, siarkę, cynk, sód, potas, mangan, wapń i żelazo) oraz witaminy (A, D, B oraz F - czyli niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe). Jedyna jego wada to cholesterol, którego w żółtkach nie brakuje.

Smak wędlin

Inny smaczny element świątecznego stołu to biała kiełbasa, zwana polską albo surową, bo w przeciwieństwie do większości wędlin nie wędzi się jej. Podawana gotowana lub pieczona. A do niej kolejna nasza specjalność - chrzan. Bez niego nie dalibyśmy rady tym wszystkim szynkom, roladom, baleronom. Przy okazji warto przypomnieć, że polska szynka od dziesięcioleci cieszyła się w świecie zasłużoną sławą. Ale odkąd i u nas zapanował kapitalizm, coraz częściej przychodzi nam tęsknić za smakiem prawdziwych wędlin, bo te z supermarketów smakują podobnie, niezależnie od tego, czy przyrządzono je z wieprzowiny, czy z indyka.
No więc - chrzan. Był znany już w starożytnym Egipcie, a w medycynie ludowej ceniony na równi z czosnkiem i cebulą. Nasi przodkowie nie wiedzieli, że zawiera witaminę C (więcej niż pomarańcze!) oraz substancje bakteriobójcze, ale od wieków podawali go do wielkanocnej szynki. Najsmaczniejszy i najzdrowszy jest świeżo utarty, doprawiony śmietaną i sokiem z cytryny albo z dodatkiem ćwikły - urozmaica smak kiełbas. Można też przygotować chrzan łagodny - utarty korzeń polewa się na sicie wrzątkiem. Traci wtedy goryczkę, ale, niestety, także witaminy.
Po śniadaniowych przystawkach, wędlinach i sałatkach część biesiadników mogłaby nie jeść już nic więcej aż do wieczora. A przecież to tylko wstęp do wielkanocnego obiadu. Danie główne zależy już mniej od tradycji, bardziej zaś od domowych zwyczajów oraz fantazji gospodyni, a także zasobności portfela. Mogą się nań składać rozmaite pieczenie lub mięsa faszerowane: kaczki, indyki, schab. W dawnej kuchni wielkanocnej ważne miejsce zajmowała dziczyzna. Na stole nie mogło zabraknąć pasztetu z zająca, ceniono też dzikie ptactwo. Dzisiaj kruszejące za oknem szaraki coraz rzadziej zdobią okna przed Wielkanocą.
Żelaznym punktem menu jest żurek gotowany na białej kiełbasie, zaprawiany śmietaną, a niekiedy także chrzanem. W Polsce południowej je się w czasie Wielkanocy zupę zwaną święconką: drobno pokrojone wędliny i mięsa ze świątecznych pieczeni gotowane w serwatce i podawane z jajkiem na twardo.

Babka po polsku

babka-wielkanocnaChlubą naszej kuchni są baby - te najlepsze określa się jako puchowe, muślinowe. Kiedyś dodawano do nich szafranu, by ciasto miało intensywny żółty kolor.
W felietonach kulinarnych autorzy często przywołują wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to matki albo - częściej - babcie olśniewały domowników i gości smakowitymi potrawami i fantastycznie zastawionym stołem. Upiększone sentymentem do przeszłości opisy mogą wpędzić w kompleksy wielu czytelników, którym los poskąpił utalentowanych gastronomicznie przodków. W wielu wypadkach dobry przepis i szczere chęci wystarczą jednak, by nadrobić brak wieloletniego zgłębiania arkanów gotowania. Nie dotyczy to drożdżowych bab, które niewprawnym rękom mogą się po prostu nie udać.

JAKIE POWINNO BYĆ
CIASTO WIELKANOCNE
Ciasta wielkanocne to popisy sztuki kulinarnej, a dokładniej kulinarno-cukierniczej. To co robią zawodowi kucharze czy cukiernicy, to wręcz niewyobrażalne cudeńka. Zwykłe panie domu też starają się, by mazurki były fantazyjnie zdobione, babki ustrojone w wyszukany sposób.
Doceniamy, ale to nie ta fantazja w narodzie, co kiedyś. Józef Szczypka w swoim „Kalendarzu Polskim” wspomina opisy pewnego pamiętnikarza.
„Był to taki jeden placek, co miał w środku sadzawkę z białego miodu, i wyglądały z niej rybki i nimfy kąpiące się, a Kupid strzelał do nich z łuku, ale zamiast w serce, to im bezecnik, Panie odpuść, mierzył w śliczne oczka, które zasłaniały sobie od wstydu”.
Biedny pamiętnikarz. Wiedział, że sam popełnia czyn bezecny patrząc na takie nieprzystojne sceny, ale oczu nie mógł oderwać. Co i nie dziwota. Bo sporządzenie takiego placka wymagało majątku, ale jednocześnie był to wyraz sztuki nie tylko cukierniczej, ale sztuki jako takiej. No i wielkiej fantazji twórczej.
Gdzie dziś taka fantazja? No, kto zdecyduje się na upieczenie, co tam upieczenie – stworzenie! – takiego placka wielkanocnego?!

Irena Gumowska, autorka wielu poradników kucharskich, podaje trzy sposoby przygotowywania ciasta drożdżowego: z rozczynem, bez rozczynu, kiedy od razu mieszamy wszystkie składniki i pozostawiamy masę do wyrośnięcia - oraz z tak zwanym zaparzaniem. Można też do babki dodać proszek spulchniający - też urośnie, ale to już nie to samo. Za to z prawdziwym drożdżowym ciastem trzeba się cackać, by nie wyszedł nam zakalec, nie odstawała skórka, ciasto nie opadło albo dziury powstające podczas rozmnażania się drożdży nie były zbyt duże. Jeśli się uda, babka będzie ozdobą stołu, niezależnie od tego, czy dodaliśmy do niej suszonych owoców, bakalii czy moczonych w koniaku rodzynek. Gotową posypuje się cukrem pudrem, lukruje albo polewa czekoladą. Z drożdżowego ciasta można też zrobić rogaliki i placki. Kiedyś popularne były specjalne formy do pieczenia wielkanocnych baranków, które uzupełniały zawartość koszyka ze święconym. Tak zwane agnuski wyrabiano też ze świeżego masła, a baranie futerko otrzymywano z przecieranego przez sito masła. Dzisiaj najpopularniejsze są baranki z cukru, ozdobione czerwoną chorągiewką zwycięskiego Zbawiciela.
Tradycyjnym deserem wielkanocnym są też słodkie mazurki. Zdania co do pochodzenia tego smakołyku są podzielone, szafowanie bakaliami i intensywna słodkość wskazują wyraźnie na pochodzenie tureckie. Na płaskich plackach - kwadratowych, prostokątnych bądź owalnych - zwykle przekładanych konfiturami, układa się dekoracje z czekolady, kajmaku, orzechów, wiórków kokosowych, owoców i masy makowej. Połówki migdałów mogą udawać bazie, którym dorysowuje się czekoladowe gałązki. Pyszne gotowe mazurki można też znaleźć u Bliklego: migdałowo-żurawinowe, marcepanowe i kajmakowe.
Fantazja w zdobieniu deserów ujawnia jeszcze jeden aspekt świątecznego biesiadowania - jemy nie tylko smacznie, ale i pięknie. Przynajmniej raz w roku sacrum, obfitość i estetyka łączą się w jedną radosną całość.

Weźmy za przykład takie wielkanocne jajko. Od tysięcy lat uważane za symbol odrodzonego życia i siłę przeciwstawną złym mocom. W kulcie zmarłych wykorzystywane jako coś w rodzaju uniwersalnego spowiednika; przedmiotu, w którym skupiała się cała grzeszność zmarłego. W dziewiątym dniu żałoby wkładano do grobu jajko, aby przejęło na siebie wszystkie winy denata, dając mu w ten sposób pokój wieczny.
Rolnicy przed pierwszym wyjściem w pole toczyli jajka po grzbiecie konia, aby biegał tak szybko, jak ono się toczyło. Jajko to przede wszystkim symbol życia i odrodzenia. Nie przypadkiem zatem stało się symbolem Wielkanocy i Zmartwychwstania Chrystusa.
Obyczaj malowania jajek też jest stary jak świat. Na jego powstanie można przytoczyć wiele opowieści. Jedna pochodzi z X w. z Grecji i mówi, że pierwsze jajka pomalowala Maria Magdalena w darze dla Heroda, prosząc o litość dla Jezusa. W 1290 roku, angielski król Edward I rozdał swoim dworzanom 450 pokrytych zlotem jajek, jako wielkanocny prezent, a car Rosji uwielbiał jajka “Faberge”, będące unikatowym i bardzo bogato zdobionym klejnotem.


Wielkanoc, Pascha, Niedziela Wielkanocna, Zmartwychwstanie Pańskie — najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Poprzedzający ją tydzień, stanowiący okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń, nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia: Wielki Czwartek (wieczór), Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania znane są jako Triduum Paschalne (Triduum Paschale). W chrześcijaństwie wprawdzie każda niedziela jest pamiątką zmartwychwstania Chrystusa, ale Niedziela Zmartwychwstania jest z nich najbardziej uroczysta.
Ostatnio niektóre środowiska chrześcijańskie postulują ustanowienie Wielkanocy, jako święta niezależnego od faz księżyca. Między innymi proponuje się obchodzenie Wielkanocy zawsze w drugą niedzielę kwietnia, czyli pomiędzy 9. a 15. Inna opcja to propozycja utrzymywania siedmiu niedziel pomiędzy Świętem Trzech Króli a Środą Popielcową. Daje ona również termin pomiędzy 9 a 15 kwietnia z wyjątkiem roku przestępnego, w którym Wielkanoc przypadłaby na 7 kwietnia.
Z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych (z których część wywodzi się ze starosłowiańskiego święta Jarego): śniadanie wielkanocne, pisanki, święcone, śmigus-dyngus, dziady śmigustne, Rękawka, Emaus, walatka, z kurkiem po dyngusie, Siuda Baba, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia, pucheroki, palma wielkanocna, Jezusek Palmowy.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Tajemnica Wielkanocnej wyspy

Tags: , ,

Tajemnica Wielkanocnej wyspy


Święta Wielkanocne budzą wzmożone zainteresowanie wulkaniczną wysepką u brzegów Chile, której nazwa pochodzi od tych najważniejszych świąt w Kościele katolickim. Ostatnio brytyjscy naukowcy zbadali kamienne rzeźby postaci ludzkich, z których Wyspa Wielkanocna słynie.
Co roku wyspę odwiedza około 30 tysięcy turystów, a największe zainteresowanie przypada na okres wielkanocny. W rzeczywistości jednak wyspa nie ma nic wspólnego z tradycją obchodów Świąt Wielkiej Nocy. Nazwa została nadana przez Holendra Jacoba Roggeveena, który w niedzielę Wielkanocną 1722 roku dokonał jej odkrycia.
pano_anakena_beach
Największą tajemnicą wyspy nurtującą wielu naukowców są olbrzymie, kilkutonowe, kamienne rzeźby tzw. moai z czerwonego kamienia wulkanicznego (tzw. tufu). Badacze od lat zastanawiali się, jak były one transportowane, ustawiane w pozycji pionowej i dlaczego niektóre z nich mają kapelusze zwane pukao.

Dr Colin Richards z Uniwersytetu w Manchester i dr Sue Hamilton z University College London zrekonstruowali szlaki, którymi posągi były transportowane ze “świętego” kamieniołomu, z którego czerpano budulec - podał dziennik “The Independent”. Funkcję kamieniołomu pełnił krater wulkanu Rano Raraku.

Niektórzy naukowcy sądzą, że około roku 300-400 n.e. wyspę zasiedlili osadnicy z Hawajów. Polinezyjczycy prawdopodobnie przybyli z Markizów, przywożąc ze sobą banany, taro, kurczaki, czy szczury. Według innej teorii część mieszkańców wyspy stanowili przybysze z Ameryki Południowej, którzy przywieźli ze sobą słodkiego ziemniaka.

easter_islandPołożona 3600 km od brzegów Chile wyspa Wielkanocna została uformowana między 750 tys. a 100 tys. lat temu przez cztery główne wulkany: Rano Kau (przy którym znajduje się dawne centrum pałacowo-ceremonialne), Rano Raraku (z kamieniołomem, w którym powstawały moai), Puakatike na Półwyspie Poike oraz Terevaka (najmłodszy z wulkanów, będący jednocześnie najwyższym wzniesieniem wyspy - 507 m n.p.m.). Na wyspie jest wiele jaskiń, a do najbardziej znanych należą: Ana Te Pahu i Ana Kai Tangata.

Klimat Wyspy Wielkanocnej stanowi odmiana morska klimatu podzwrotnikowego. Najcieplejszym miesiącem jest luty, a pora chłodna to czas od lipca do sierpnia, przy czym najbardziej deszczowy jest kwiecień.

Drzewa rosnące obecnie na wyspie (głównie eukaliptus i akacja) mają ok. 50 lat i zostały przywiezione z Chile. Kiedyś znajdowały się tam lasy tropikalne, ale tubylcy prawdopodobnie doszczętnie je wycięli budując łodzie, domy i transportując rzeźby “moai”. Spowodowało to wyjałowienie gleby i klęskę głodu. Na wyspie występowały palmy podobne do palmy kokosowej. Obecnie rosną tam głównie eukaliptusy i akacje.

Wyspę zamieszkiwało również co najmniej 6 endemicznych gatunków ptaków lądowych, m.in.: papugi, czaple i płomykówki, chruściele oraz kilka gatunków ptaków morskich: petrele, fregaty, nawałniki. Do ich niemal całkowitej zagłady doprowadziło wylesienie wyspy oraz wykorzystanie ptactwa jako źródło pożywienia we wczesnych czasach zasiedlenia przez ludzi.

•••
wyspa-wielkanocnaWyspa Wielkanocna (hiszp. Isla de Pascua, Territorio Especial de Isla de Pascua, polinez. Rapa Nui, ang. Easter Island) – wyspa na południowym Oceanie Spokojnym w centralnej części Wzniesienia Wschodniopacyficznego. 3791 mieszkańców (70% stanowią Polinezyjczycy), jedyna miejscowość to Hanga Roa. Należy do Chile, wchodzi w skład regionu Valparaíso. Znajduje się w odległości 2078 km od najbliższej zamieszkanej wyspy - Pitcairn i 3600 km od brzegów Chile i jest najbardziej oddaloną od wysp i lądów zamieszkaną wyspą na świecie. Znana jest przede wszystkim ze znajdujących się na niej wielkich kamiennych posągów przedstawiających głowy - moai.
Według literatury wyspa została zasiedlona około roku 300-400 n.e. przez osadników z Hawajów. Niektórzy naukowcy twierdzą jednak, że mogło to mieć miejsce około roku 700-800 n.e. na co wskazuje datowanie radiowęglowe. Polinezyjczycy prawdopodobnie przybyli z Markizów przywożąc ze sobą banany, taro, kurczaki, czy szczury.
Inna teoria rozpropagowana przez Thora Heyerdahla mówi, że część późniejszych mieszkańców wyspy zwanych długouchymi przybyła na Wyspę z Ameryki Południowej. Mają o tym świadczyć m.in. uprawy słodkiego ziemniaka znajdującego się na wyspie, podania mieszkańców, jak również cechy wyglądu dawnych mieszkańców wyspy, wynikające z posągów. Heyerdahl doświadczalnie dowiódł możliwości przepłynięcia z Ameryki Południowej do Polinezji tratwą (Kon-Tiki). Według podań, arystokratyczni długousi w trakcie powstania ciemiężonej ludności pochodzenia polinezyjskiego (tzw. krótkousi) zostali prawie zupełnie zgładzeni (wojna domowa na Wyspie rozegrała się po 1722 - odkrycie wyspy przez Holendrów - a przed 1773/1774 - lądowanie Jamesa Cooka. Późniejsze badania nie wykazały powiązań genetycznych współczesnych mieszkańców Wyspy Wielkanocnej z mieszkańcami Ameryki Południowej, co jednak biorąc pod uwagę całkowitą zagładę “długouchych” niekoniecznie musi całkowicie podważać teorię Heyerdahla.
Kontakt Europejczyków z wyspą rozpoczął się w niedzielę wielkanocną 1722 roku, gdy Holender Jacob Roggeveen odkrył na wyspie 2000-3000 mieszkańców, jakkolwiek cywilizacja ta mogła wcześniej dochodzić do 10000-15000 mieszkańców. Taki spadek liczby mieszkańców spowodowany został przez wyczerpanie naturalnych zasobów wyspy oraz ścięcie wszystkich drzew. Według podań ustnych w wyniku tego doszło do walk oraz kanibalizmu z powodu braku żywności.Inna koncepcja mówi, że populacja mieszkańców była stabilna, a przyczyną kłopotów żywnościowych i wyginięcia lasów był nadmierny rozwój populacji szczura polinezyjskiego.
Do połowy XIX wieku wielkość populacji odbudowała się do poziomu ok. 4000, aby w przeciągu 20 lat, w wyniku wywożenia tubylców do pracy niewolniczej w Peru oraz Chile populacja ta zmniejszyła się do 110 mieszkańców w 1877. W tym czasie mieszkańcom narzucono wyznanie katolickie. Po interwencjach, m.in. biskupów chilijskich, zaprzestano wywożenia mieszkańców, tym którzy przeżyli niewolniczą pracę pozwolono wrócić, lecz niestety większość z nich zmarła w wyniku epidemii grypy. Po zaprzestaniu porwań populacja mieszkańców wyspy znów zaczęła się zwiększać.
W 1888 wyspa została przyłączona do Chile przez Policarpo Toro. Wg spisu z 2005 roku populacja liczy 3791 mieszkańców i w porównaniu ze spisem z 1982 odnotowano znaczny wzrost (populacja w r. 1982 wynosiła 1936 osób). Jest to spowodowane przede wszystkim imigracją Europejczyków na wyspę. Jednocześnie zmniejsza się w społeczności udział Polinezyjczyków (z 70% w 1982 do 60% w 2005)
Na wyspie znaleziono drewniane tabliczki pokryte pismem, zwanym rongorongo, które nie zostało odczytane.
Wyspa Wielkanocna należy do najbardziej izolowanych miejsc na Ziemi. Znajduje się na Pacyfiku, ponad 2000 km od wyspy Pitcairn i ok. 3600 km od wybrzeży Chile. Obszar Rapa Nui wynosi 163,6 km2. Jej długość to ok. 15 km, a szerokość ok. 20 km.
Klimat Wyspy Wielkanocnej stanowi odmiana morska klimatu podzwrotnikowego. Do najcieplejszych miesięcy należy luty, a pora chłodna to okres od lipca do sierpnia, przy czym najbardziej deszczowy jest kwiecień.
Park Narodowy Rapa Nui
ahutongarikijpg
Obszar 71.3 km² (ok. 45% powierzchni wyspy) objęty jest ochroną w ramach Parku Narodowego Rapa Nui (Parque Nacional Rapa Nui). Park utworzono w 1935 roku, a w 1996 roku został on wraz ze znajdującymi się na jego terenie moai wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Teren Parku dzieli się na siedem sekcji: Rano Kau, Puna Pau, Rano Raraku, Anakena, Ahu Akivi, Wybrzeże Północne (Costa Norte) i Hanga Roa (obszar miejski na Rapa Nui).
Gospodarka
Gospodarka Wyspy oparta jest głównie na turystyce. Co roku wyspę odwiedza ok. 30 tys. turystów. Średni okres pobytu to ok. 3-4 dni, wydatki - ok. 500 USD na osobę, co daje przychód z turystyki w kwocie ok. 15 milionów USD rocznie. Wyspa jest strefą “Tax Free” co oznacza, że jej mieszkańcy nie płacą podatków. Główną atrakcję stanowią kamienne figury moai.
Mieszkańcy trudnią się także rolnictwem, rybołówstwem, hodowlą koni, drobiu i bydła. W przeszłości na wyspie hodowano wyłącznie owce. Uprawia się banany, taro, kukurydzę, warzywa (w minimalnych ilościach), trzcinę cukrową, figowce i bataty. Większość żywności sprowadzana jest drogą morska bądź lotniczą z kontynentu, w związku z czym jej ceny są wyższe niż w Chile kontynentalnym. Drogą morska sprowadzana jest też reszta zaopatrzenia (na wyspie nie ma przemysłu).
Przez lata rozwinęło się również rzemiosło. Wyrabia się głównie naszyjniki z muszli, drewna i ptasich piór, rzeźby moai - zarówno kamienne jak i drewniane oraz wiele innych przedmiotów takich jak misy i ozdoby nawiązujące zdobnictwem do lokalnych motywów mitologicznych.
Moai
Miejsce to znane jest przede wszystkim z około 900 kamiennych posągów, zwanych moai stawianych na kamiennych platformach ahu. Stanowią one najbardziej znane osiągnięcie cywilizacji polinezyjskich mieszkańców wyspy. Większość z nich została wykuta w tufie wulkanicznym pochodzącym z wulkanu Rano Raraku przy pomocy narzędzi z bazaltu. Kamieniołom, w którym obrabiano materiał, porzucono nagle. Świadczą o tym niedokończone posągi. Przeznaczenie tych obiektów nie jest dotychczas znane. Powstało na ten temat wiele teorii, mówiących o posągach jako wyobrażeniu bóstw, czy przodków. Nie wiadomo też, jak przemieszczano ciężkie bloki kamienia. Prawdopodobnie używano do tego drewnianych płóz. Moai wycinano kamiennymi narzędziami ze skały wulkanicznej. Polinezjaniści zgodnie przyjmują, że budowa posągów została przerwana nagle w XVI wieku. Powodem było prawdopodobnie przeludnienie wyspy, klęska głodu i wybuch walk międzyplemiennych.
Fauna i flora
Drzewa rosnące obecnie na wyspie (głównie eukaliptus i akacja) mają ok. 50 lat i zostały przywiezione z Chile. Kiedyś znajdowały się tam lasy tropikalne, ale tubylcy prawdopodobnie doszczętnie je wycięli budując łodzie, domy i transportując moai. Spowodowało to wyjałowienie gleby i klęskę głodu.
Na wyspie występowały palmy prawdopodobnie podobne do palmy kokosowej. Należały do gatunku Paschalococos disperta, które ostatecznie zostały doszczętnie wycięte około roku 1650. Na Wyspie Wielkanocnej występowało również co najmniej 6 endemicznych gatunków ptaków lądowych, m.in. papugi, czaple i płomykówki, chruściele oraz kilka gatunków ptaków morskich tj. petrele, fregaty, nawałniki. Powodem ich zagłady było wylesienie wyspy oraz ich wykorzystanie jako źródło pożywienia we wczesnych czasach zasiedlenia przez ludzi.
Wyspa została odkryta w drugi dzień Wielkanocy, stąd nazwa wyspy.

Tajemnice Wyspy Wielkanocnej

Niektóre posągi o kamiennych twarzach stoją na Wyspie Wielkanocnej od wieków, a inne poruszają się na motocyklach, w kuloodpornych kamizelkach.
Wyspa Wielkanocna jest jednym z najodleglejszych zakątków na ziemi: od najbliższej wyspy Tahiti dzieli ją 4000 kilometrów, a od najbliższego stałego lądu, Chile, którego jest prowincją, 3700 kilometrów.
Zawsze otaczała ją aura tajemniczości. Większość ludzi słyszała o niej, lecz niewielu jest w stanie umiejscowić ją na mapie, lub wie, do jakiego kraju należy. Niektórym może wydawać się dziwne, że ktoś przemierza kawał świata, aby obejrzeć kamienne twarze o wyłupiastych, lekko nieobecnych oczach – w końcu, podobne twarze widzi się każdego ranka w pociągu do pracy. W pewnym sensie mają rację. Ludzie, którzy tu docierają, bywają dziwni. Przekonaliśmy się o tym już pierwszego ranka przy śniadaniu.
Był tam Amerykanin, Pete Nurek, który czuł się dobrze jedynie w wodzie. Poznaliśmy również Belga, pułkownika Kurtza, który stracił oko w Libanie (”Byłem niewłaściwym facetem w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze”), a także hiperaktywnego polskiego fotografa, który podróżował po świecie, robiąc zdjęcia dla franciszkańskich mnichów.
Na wyspie istnieje tylko jedno malutkie miasteczko, Hanga Roa, w którym podczas naszej wizyty przebywało około 20 turystów. Wszyscy mieszkali w “rezydencjach”, które w rzeczywistości były dobudówkami na tyłach miejscowych domów. Nasza rezydencja, o szumnej nazwie Hostal Martín y Anita, okazała się więcej niż skromna: w zasłonach było więcej dziur niż materiału, narzuty zdobiły wzory, które wyszły z mody na początku lat osiemdziesiątych, a mydła i przyborów toaletowych w ogóle nie zdołaliśmy tu znaleźć.
Na pocieszenie, dom stał w pięknym, wymuskanym przez właścicieli ogrodzie, pełnym cudownie pachnących niecierpków, róż, lilii i orchidei. Można by tu siadywać nocą i obserwować spadające gwiazdy, gdyby zapach kwiatów nie przyciągał karaluchów o rozmiarach pudli.
Ale w końcu nikt nie wybiera się na Wyspę Wielkanocną, aby się dobrze wyspać. Główną atrakcją wyspy są kamienne głowy moai. Pierwsza rzecz, jaka zaskakuje przybyszów, to ilość posągów. Widać je wszędzie, od pojedynczych głów, po 15-osobowe ”rodziny”. Są takie, których wysokość nie przekracza 2 metrów, ale najwyższy mierzy ponad 20 metrów. Niektóre posiadają budzące grozę oczy z korala, na innych sterczą kapelusze z czerwonego kamienia, lecz na żadnej twarzy nie rysuje się choćby grymas uśmiechu. Usadowione na brzegu oceanu twarze spoglądają ku wnętrzu wyspy. Kiedy wszystkie głowy znajdowały się w pozycji pionowej, musiały wyglądać niczym zastępy więziennych strażników.
Jednak rzesze historyków, archeologów, mistyków, nie wspominając o miłośnikach teorii spiskowych i zwykłych szaleńcach, przyciągają na Wyspę Wielkanocną te głowy, które leżą. Goście próbują rozwiązać na miejscu zagadkę olbrzymiej, niewyjaśnionej siły, która powaliła je na ziemię. Wersji wydarzeń jest niemal tyle, ilu badaczy.
wielkanocna2
krater Rano Raraku
Najstarsze głowy pochodzą z 400 roku naszej ery, kiedy na swoich pirogach przybyli na wyspę pierwsi Polinezyjczycy, znani jako Długousi ze względu na noszone przez nich charakterystyczne kolczyki. Niedługo po nich zjawili się tu przedstawiciele innego plemienia, Krótkouchych. Przybysze zostali pokonani i zniewoleni przez Długouchych, którzy kazali im rzeźbić kamienne głowy. Według jednej z teorii głowy zostały przewrócone podczas być może najstarszej odnotowanej rewolucji robotniczej Krótkouchych.
Byłaby to niewątpliwie świetna historyjka do opowiadania przy kominku, gdyby nie zepsuli jej Europejczycy, którzy przybyli na wyspę w XVII i stwierdzili, że większość głów stoi. Wobec tego sklecono teorię numer dwa: oto katoliccy misjonarze zmusili żyjących w ciemnocie tubylców do obalenia ”fałszywych bożków” w zamian za możliwość przyjęcia przez nich jedynie słusznej religii. Świątobliwi mężowie chyba nie zostawili po sobie najlepszego wrażenia, bowiem po dziś dzień Polinezyjczycy upierają się przy nazwie wyspy Rapa Nui, ignorując jej chrześcijańską wersję (co ciekawe, autorem obu nazw jest kapitan Cook, który nadał jedną z nich na cześć dnia, w którym ujrzał wyspę, według kalendarza chrześcijańskiego, a drugą na cześć mieszkańców wyspy Tahiti, skąd przyżeglował).
Inne teorie mówią o erupcjach wulkanów oraz najazdach kosmitów (choć nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy opłacało im się fatygować się aż z Marsa dla dokonania drobnego aktu wandalizmu). Jakkolwiek było w rzeczywistości, posępne figury moai wciąż robią olbrzymie wrażenie.
Lecz jeżeli nie jesteście fanatycznymi wielbicielami moai, wciąż jest tu wiele do obejrzenia. Wyspę Wielkanocną pokrywają malownicze nieaktywne wulkany. Nie ma tu autobusów (niewielu ludzi posiada nawet samochody, więc większość mieszkańców porusza się na koniach, dosiadając ich na oklep), ale można wynająć samochód terenowy.
Dzięki temu środkowi komunikacji odkryliśmy zapierający dech w piersiach, szeroki na półtora kilometra krater Rano Kau. Jego porośnięte trawą i kwiatami strome zbocza opadają do jeziora, po którego powierzchni pływają lilie wodne i kępy dzikich traw, wyglądające z góry niczym rozrzucone na oceanie kontynenty. Jedna ze ścian wulkanu schodzi prosto do oceanu, którego woda ma fioletową barwę za sprawą tamtejszej rafy koralowej. Stojąc na krawędzi wulkanu trudno się zdecydować, w którą stronę patrzeć.
Kto ma dość pieszych wycieczek, wspinaczki, rozglądania się i wstrzymywania oddechu w niemym zachwycie nad tutejszymi krajobrazami, może odpocząć na białym piasku jednej z dwóch plaż na wyspie. Latem temperatury dochodzą tu do 28-30 stopni, a pływanie w przybrzeżnych wodach nie grozi spotkaniem z żadnym niebezpiecznym mieszkańcem morza. Dodatkową atrakcją jest zimne piwo, które Polinezyjki sprzedają bezpośrednio na plaży, o ile zdołacie zawołać Iorana (halo!), a następnie Maururu (dziękuję!).
wielkanocna3
Ale nawet w środku wakacji, Chilijczycy, którzy zaanektowali wyspę w 1888 roku, nie pozwolą wam zapomnieć, kto tu rządzi. Dwa tysiące mieszkańców wyspy jest pilnowanych 24 godziny na dobę przez żołnierzy na motocyklach, wyposażonych w karabiny, kamizelki kuloodporne i przeciwsłoneczne okulary.
Pewnego ranka wybraliśmy się na miejscowy targ artykułów spożywczych, gdzie większość transakcji polega na wymianie paru pomidorów na parę słodkich ziemniaków. Ku naszemu zdziwieniu nawet tam groźnie wyglądający żołnierze przechadzali się między straganami w każdej chwili gotowi wkroczyć do akcji, gdyby ktoś zbyt namiętnie targował się o cenę kapusty. Choć pogodni z natury sprzedawcy ignorowali żołnierzy, ich obecność wydała nam się w równym stopniu absurdalna, co złowieszcza. Wyglądali tak, jakby spodziewali się, że biedni wieśniacy lada moment wzniecą powstanie, chwytając za oręż w postaci roślin strączkowych.
Obecność policji nie mogła umknąć naszej uwadze również podczas przechadzki po głównej ulicy miasteczka Hanga Roa. Minąwszy kilka restauracyjek i sklepików z przestarzałymi towarami, dotarliśmy do boiska, gdzie połowa populacji wyspy zgromadziła się na meczu piłki nożnej.
Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że boisko posiada całkiem przyzwoite oświetlenie, a gracze obu drużyn ubrani są w profesjonalne stroje (zielone i pomarańczowe). Najtrudniejsza rola przypadła sędziom, biegającym tuż obok stojących często na boisku widzów, którzy co chwila domagali się rzutów karnych to dla jednego, to dla drugiego zespołu. Biegnący wzdłuż linii bocznej piłkarze byli przyjaźnie poklepywani po plecach przez swych wiernych fanów, a kiwać musieli się nie tylko z graczami przeciwnej drużyny, ale również z pasącymi się przy narożnikach końmi, przebiegającymi przez boisko psami i rwącymi się do gry dziećmi, którym najwyraźniej udzieliła się gorąca atmosfera meczu. Jako że większość zebranych była sąsiadami, nikogo nie przyprawił o ból głowy wynik 4:3 dla zielonych. Wszyscy opuszczali boisko w wyśmienitych nastrojach. Oczywiście, z wyjątkiem smutnych panów z policji.
Ostatniego wieczora na wyspie podziwialiśmy z restauracji nad zatoką różowe niebo podczas zachodu słońca. Cudowną atmosferę zakłócił na chwilę przejazd zmotoryzowanych żołnierzy. Jednak mieszkańcy wyspy zdawali się nie zauważać okupantów. W końcu przez tyle wieków zdążyli się przyzwyczaić do obecności postaci o kamiennych twarzach.
Jacqui MacDermott

Posted in Ciekawostki, Horoskop/ezoteryka, Podróże, RóżneComments (0)

Co jadać w Wielki Piątek?

Tags: , ,

Co jadać w Wielki Piątek?


Wielki Piątek to tradycyjnie dzień ścisłego postu. Powstrzymujemy się wtedy od spożywania potraw mięsnych, dań z dodatkiem masła, jajek i śmietany. Na stołach pojawiają się zaś ryby, szczególnie potrawy ze śledzia, postne żury, dania z warzyw.
Poniżej podajemy kilka propozycji, większość potraw jest zapewne znana Państwu choćby ze słyszenia, ale to może mylić, bo w każdym poniższym przepisie znajduje się choć jeden element, który daje potrawie zupełnie nowe oblicze.

sedz-staropolskiŚledź po staropolsku

Przygotowanie: 30 min
Oczekiwanie: 12 h
Smażenie: 10 min
Trudność: łatwe

Składniki na 4 porcje
• 1/2 kg śledzi MATIAS
• 3 cebule
• paczka rodzynek
• 3-4 łyżki koncentratu pomidorowego
• cynamon
• oliwa

Śledzie namoczyć w wodzie 2 godziny wcześniej.Osuszyć.
Śledzia pokroić w paseczki. Na patelni rozgrzać kilka łyżek oliwy, dodać pokrojoną w kostkę cebulę, lekko zeszklić. Potem dodać paczkę rodzynek. Na koniec dodać koncentrat i cynamon. Przyprawić do smaku. Przestudzić sos.
Przekładać naprzemiennie: warstwę śledzi, warstwę sosu, do wyczerpania składników.

sledz-opiekanyOpiekane śledzie z papryką

Przygotowanie: 30-40 min
Oczekiwanie: 2 dni
Trudność: łatwe

• 1 kilogram zielonych śledzi (tuszek)
• mąka, sól
• olej
• Zalewa:
• Półtora litra wody
• 1-2 cebule
• 1 marchew

• 1 duża papryka czerwona
• 1-2 łyżki cukru
• ok. 10 łyżek octu 10%
• 5 liści laurowych
• kilka ziaren ziela angielskiego
• kilka ziaren pieprzu czarnego
• sól do smaku

Ryby posolić, obtoczyć w mące, usmażyć na oleju. Warzywa obrać, pokroić, włożyć do wody, dodać ocet cukier i wszystkie przyprawy. Ugotowaną zalewą zalać ryby i odstawić na 2 dni w chłodne miejsce.

Sałatka pasterska po grecku

Składniki na 4 porcje
• duża główka sałaty
• strąk papryki czerwonej i strąk papryki zielonej
• 3 pomidory, pół ogórka
• 350 g sera owczego,100g czarnych oliwek
• 3 łyżki soku z cytryny, 3 łyżki oliwy z oliwek
• sól, pieprz, oregano

Rozebrać główkę sałaty, każdy liść starannie umyć pod bieżącą wodą.
Wyłożyć salaterkę najładniejszymi liśćmi, resztę porwać na kawałki, papryki umyć i oczyścić z gniazd nasiennych, pokroić w krążki.
Pomidory umyć, rozpołowić, odciąć nasady i pokroić w drobną kostkę, zmieszać wszystkie składniki i wyłożyć na liście sałaty.
Pokroić ser owczy w drobną kostkę i rozłożyć na sałatce, udekorować czarnymi oliwkami.
Ukręcić sos sałatkowy z oliwy i soku cytrynowego z solą, pieprzem i oregano, polać częścią sosu sałatkę, tuż przed podaniem polać sałatkę obficie pozostałym sosem.

w-kwasnym-sosieRyba w sosie słodko-kwaśnym

• 1 kg filetów z dorsza
• 2 łyżki mąki ziemniaczanej
• pół łyżeczki soli

• 10 dag posiekanej cebuli
• 10 dag marchwi pokrojonej w słupki
• 1 czerwona papryka pokrojona w paseczki
• 5 dag selera pokrojonego w słupki
• 200 ml oleju
sos:
• 2 łyżeczki przecieru pomidorowego
• półtorej łyżki cukru
• łyżka octu winnego
• łyżka sosu sojowego
• pół łyżki soli
• pół łyżeczki mąki ziemniaczanej

Wszystkie składniki sosu mieszamy i odstawiamy. Filety solimy, obtaczamy w mące i smażymy na złoty kolor. Przekładamy do żaroodpornego naczynia i trzymamy w ciepłym piekarniku.
Z patelni odlewamy nadmiar tłuszczu, wkładamy jarzyny i smażymy. Przygotowany wcześniej sos wlewamy do usmażonych jarzyn i gotujemy mieszając, aż zgęstnieje.
Przekładamy rybę na ogrzany półmisek i polewamy sosem z jarzynami. Podajemy z ryżem ugotowanym na sypko lub bułeczkami ugotowanymi na parze.

zurek_07-01Żurek grzybowy

Przygotowanie: 10 min.
Gotowanie: 15 min.
Kaloryczność: 79 kcal/porcja
Trudność: łatwy
Składniki na 4 porcje
• 2 szklanki wywaru z grzybów
• 2-3 szklanki żuru
• ząbek czosnku
• sól
• pieprz
• listek laurowy

Wywar połączyć z żurem (ewentualnie uzupełnić wodą). Dodać obrany czosnek i listek laurowy. Chwilę pogotować. Doprawić solą i pieprzem. Podawać z ziemniakami.

Zupa z rybnymi pulpecikami

Składniki na 4 porcje

• 2 kostki mintaja
• 2 marchewki
• pietruszka
• 2 pomidory
• 4 ziemniaki
• jajo
• czubata łyżka posiekanej natki
• 1-2 łyżki bułki tartej
• 2 łyżki mąki
• ząbek czosnku
• 2 ziarna ziela angielskiego
• rozmaryn, sól

Marchewkę i pietruszkę obrać, umyć, pokroić w kostkę, zalać osolonym wrzątkiem  (6-7 szklanek ), gotować pod przykryciem na małym ogniu.
Po 15 min. włożyć rybę i obrane, opłukane i pokrojone w kostkę ziemniaki.
Dodać rozmaryn, czosnek, ziele angielskie i gotować jeszcze 10 min.
Zupę zestawić z ognia, wyjąć rybę.
Pomidory umyć, sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę i wrzucić do zupy.
Kostki rybne zemleć z jajami, natką, bułką i szczyptą soli.
Z masy formować małe pulpety.
Obtaczać je w mące i wkładać do wrzącej zupy.
Gotować 5 min. na małym ogniu.

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Kulinaria, RóżneComments (0)

Jak przeżyć świąteczne obżarstwo?

Tags: ,

Jak przeżyć świąteczne obżarstwo?


Czy wiesz, że zjadając: trzy plasterki szynki wiejskiej, trzy plastry pasztetu, dwa jaja na twardo w majonezie, miseczkę sałatki jarzynowej, dwie kromki chleba z masłem, dwa kawałki mazurka i kawałek ciasta drożdżowego dostarczysz do organizmu ok. 1700 kcal (z tego aż 57 proc. energii pochodzić będzie z tłuszczu), 650 mg cholesterolu, a przy tym bardzo małą dawkę witamin i niezbędnych składników mineralnych? Świąteczne obżarstwo może mieć katastrofalne skutki dla zdrowia. Jak tego uniknąć?
bellowsgluttonyWarto uświadomić sobie, że dorosła kobieta o średniej aktywności fizycznej potrzebuje w ciągu całego dnia dokładnie tyle samo energii, ile może spożyć podczas wielkanocnego śniadania (czyli ok. 1600 – 1800 kcal), z czego procentowy udział tłuszczu w diecie wynosić powinien około 30 proc., a ilość cholesterolu nie powinna przekroczyć 200 mg/d. A co z dalszymi posiłkami w ciągu Wielkiej Niedzieli?
Smakosze i tradycjonaliści bronią się, że przecież to święta (i to jedne z najważniejszych) i że takie obżarstwo zdarza się tylko raz do roku. Jest to argument, ale przecież tak samo mówimy o świętach Bożego Narodzenia, o każdych urodzinach, imieninach rodziny i bliskich, weselach itp. Czym może to grozić? W ciągu całego roku będziemy sukcesywnie zbierać dodatkowe kilogramy i centymetry aż dosięgnie nas nadwaga i w konsekwencji otyłość. Może nas także dosięgnąć problem nadmiernego stężenia cholesterolu, nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy typu II. Pamiętajmy o tym, że na choroby cywilizacyjne pracujemy przez wiele lat.
Spożywając tak dużą dawkę różnych tłustych pokarmów, musimy liczyć się z tym, że nasz przewód pokarmowy odmówi nam posłuszeństwa. Osoby z nadwrażliwością błony śluzowej żołądka mogą skarżyć się na kłujący ból brzucha, uczucie zgagi, wzdęcia.
Z kolei osoby, którym dokucza woreczek żółciowy, mogą nie poradzić sobie z nadmierną ilością tłuszczu w jadłospisie, gdyż żółć (niezbędna do trawienia) - będzie musiała być produkowana na bieżąco (w przypadku osób z usuniętym lub wyłączonym z funkcjonowania woreczkiem), a przy takich ilościach kwasów tłuszczowych zwyczajnie nie zdąży zostać wyprodukowana. Pacjenci, którzy mają kamienie w woreczku, narażeni są na pojawienie się kolki wątrobowej.
Również cukrzycy, których leczenie powinno być oparte przede wszystkim na odpowiedniej (bogatobłonnikowej i ubogiej w cukry proste i tłuszcz zwierzęcy) diecie oraz na środkach farmaceutycznych narażeni są na duże wahania glukozy we krwi. Czym się to może skończyć? Diabetycy wiedzą to najlepiej – drżące ręce, zawroty głowy, omdlenia…
Każda zdrowa osoba po spożyciu dużych ilości tłustego, słodkiego jedzenia może odczuwać objawy niestrawności, mdłości, wzdęcia, odbijania i inne objawy dyspepetyczne.
Pomijając niebezpieczeństwo przejedzenia, każdy z nas musi uważać na wszelkie zatrucia pokarmowe. Nie przygotowujmy zbyt dużych porcji żywności na te dwa wolne świąteczne dni. Pamiętajmy o tym, że cały zapas będziemy musieli w krótkim czasie spożyć, a jedzenie nawet najlepszego pasztetu przez kilka dni z rzędu może się szybko znudzić. Spożywając te same świąteczne produkty przez kolejne dni narażamy się na monotonność i brak urozmaicenia. Jeśli już się zdarzy, że lodówkę trudno będzie zamknąć od nadmiaru pyszności, podzielmy mięsa na mniejsze porcje i zamroźmy. Unikniemy wtedy sytuacji, że wyjadamy resztki, aby się nie zmarnowały oraz zmniejszymy ryzyko wystąpienia zatrucia pokarmowego.
Apeluję również gorąco do wszystkich gospodyń, aby jaja używane do wypieków, sałatek itp. umyć w gorącej wodzie. W przeciwnym wypadku bardzo łatwo zatruć się niebezpieczną salmonellą. Pilnujmy także, aby nieumyte jaja, surowe mięso czy ryby nie miały styczności z produktami, które zamierzamy spożyć bez obróbki termicznej. Świeże mięso zawsze przechowujemy w lodówce, na półce nad szufladami – jest tam najzimniej i zmniejszamy ryzyko zanieczyszczenia bakteriami innych produktów.
Co robić, aby cieszyć się świętami w dobrej formie i bez bólów brzucha? Zachowajmy tradycję i spróbujemy wszystkich smakołyków, ale w niewielkich ilościach. Na pocieszenie powiem, że święta wielkanocne są dietetycznie łatwiejsze od bożonarodzeniowych, gdyż uroczysty posiłek jest rano i mamy jeszcze szanse spalić go ruszając się na świeżym powietrzu. Zróbmy tak! Nie pozwólmy, aby śniadanie przeciągnęło się do wieczora.
Aby uchronić się przed dodatkowymi kilogramami i bólem brzucha nie pozwólmy, aby święta przy stole trwały kilka dni. Zaplanujmy na poniedziałek wspólną rodzinną wycieczkę, wypad za miasto.
Lekarze i dietetycy szczególnie gorąco apelują do kobiet w ciąży, aby zachowały umiar i nie jadły za dwoje, ale dla dwojga. Przyszłe mamy powinny tym bardziej starannie się odżywiać ze względu na maleństwo, któremu można łatwo zaszkodzić. Pamiętajmy o tym, aby nie jeść żadnych produktów z surowych jaj lub z ich dodatkiem (czasem zdarzają się serniki i paschy, w których składzie są surowe jaja), aby nie skusić się na tatara. Bardzo ważne jest także, aby dokładnie dopilnować mięsa, które przygotowuje się samemu. Musi ono zawierać składniki opatrzone atestami weterynarza (wówczas mamy pewność, że jest ono pozbawione wszelakich pasożytów). Bardzo często zdarza się także, że mięso pieczone w ferworze i pośpiechu pozostaje niedopieczone. Z tym także trzeba uważać – jeśli mają Panie jakiekolwiek wątpliwości, lepiej sobie (i dziecku) odmówić niż stwarzać ryzyko zatrucia.
W ostatnim czasie wiele mówi się o alkoholu w diecie ciężarnych kobiet. Pamiętajmy o tym, aby nawet tak ważne święta nie skłoniły nas do wypicia lampki wina czy innego alkoholu. Może być to fatalne w skutkach.
Ciasta, ciasteczka, paschy i serniki to łakocie, których trudno sobie odmówić. Pamiętajmy jednak o tym, aby się nimi nie przejadać, najlepiej każdego spróbować tylko symbolicznie. Kobieta w ciąży, która lubi zjadać duże ilości słodkości, jest dodatkowo narażona na cukrzycę ciężarnych. Grozi to między innymi zwiększeniem masy urodzeniowej dziecka i trudnościami w połogu. Cukrzyca ciężarnych podnosi też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu II u kobiety w późniejszym czasie. Ograniczajmy więc słodycze, kiedy to tylko możliwe.
Kobiety karmiące także powinny być pod specjalnym nadzorem żywieniowym. Posiłki, które zwyczajowo serwujemy na świąteczny stół są ciężkostrawne, co może powodować także u maleństwa problemy z trawieniem, np. wzdęcia, bolesne kolki itd. Mamy maluszków cierpiących na alergie pokarmowe również muszą kontynuować dietę eliminacyjną i nie może być podczas świąt żadnego odstępstwa.
Natomiast małe dzieci, które już siadają do “dorosłego”, stołu powinny samodzielnie wybierać sobie potrawy, których chcą spróbować. Nie wmuszajmy w malucha dodatkowych potraw, mówiąc, że to tradycja i że tak było zawsze i tak powinno być w każde następne święta. Pamiętajmy, że dziecko w wieku wczesnoprzedszkolnym ma żołądek wielkości pięści dorosłego człowieka. Dużo się tam nie zmieści.

Ewa Ceborska

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Kulinaria, Różne, W numerze, ZdrowieComments (0)

Święta bez Judasza  i żegnania żuru

Tags: ,

Święta bez Judasza i żegnania żuru


Wielkanoc coraz uboższa w tradycje. Zanika nie tylko folklor, ale nawet zwyczaj rodzinnych spotkań.
Eksperci wytykają, że dziś palmy wielkanocne zwykle są kupowane w sklepach. Rzadko kto, jak dawniej, robi je własnoręcznie.

– Żal mi tradycji śmigurtowego poniedziałku – wzdycha Jan Kulig, wójt Łapanowa w Małopolsce. – O czwartej rano młodzi przebrani w czapki plecione ze słomianych warkoczy i z pomalowanymi twarzami chodzili od gospodarstwa do gospodarstwa, zbierając jaja. Każdy gospodarz chciał, by do niego też zaszli.
Trzeci dzień świąt
Śmigurtowy poniedziałek jest jednym z wielu zanikających zwyczajów. W Wielką Środę na Śląsku i w środkowej Polsce z wież kościołów zrzucano słomianą kukłę ubraną w łachmany. Symbolizowała Judasza. – Nastoletni chłopcy rwali ją i palili, co miało oznaczać pokonanie zła – opowiada Aldona Plucińska z Muzeum Etnograficznego w Łodzi. – W tym akcie mieszały się elementy wierzeń chrześcijan i pogan.
Tradycja ta była obecna też na Podhalu, ale dziś mało kto o niej pamięta. – Wypieki, ścisły post, święconka, porządki – wylicza Jan Łacek, sołtys Murzasichla na Podhalu. – Judasz? Nie słyszałem…
Dawniej pod koniec postu przybijano też śledzia do drzewa i urządzano pogrzeb żuru – zakopując garnek z nim na rozstaju dróg czy tłukąc go na progu. Symbolizowało to koniec postu, podczas którego żur i śledzie były głównymi potrawami.
Aleksander Robotycki z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie dodaje, że straciliśmy też jeden świąteczny dzień. – W poniedziałek to chłopcy wodą oblewali dziewczyny. We wtorek było na odwrót – przypomina.
– Robiło się też różne psoty sąsiadom w nocy Wielkiego Czwartku – zaznacza wójt Kulig. – A to przestawiano wóz, a to związywano bramę. Dziś robi się to już bardzo rzadko - mówi i dodaje, że jego stronach utrzymuje się jeszcze wielkopiątkowy zwyczaj wtykania w pole krzyżyków zrobionych z wielkanocnych palm. Mają chronić gospodarstwo przed klęskami żywiołowymi. - Tylko czy młodzi będę to kontynuować? - zastanawia się.
Rzadkością są też grupy, które w okresie Wielkanocy chodzą od domu do domu, zbierając datki czy śpiewając.
Prof. Roch Sulima, antropolog kultury, zaznacza, że powoli tracimy nawet zwyczaj rodzinnych spotkań świątecznych: – Teraz wszyscy mamy to samo jedzenie z supermarketu i telewizor, bez którego wielu nie wyobraża sobie świąt. Trudniej dostrzec więc potrzebę innego spędzania świąt, np. wyjazdów do rodziny.
siudababaSiuda Baba
W Małopolsce w świąteczny poniedziałek można było spotkać Siude Baby, czyli parę ubrudzonych przebierańców, która chodząc prosiła o datki. – Każdy, kto chciał je zbierać, mógł się za Siudą Babę przebrać – wyjaśnia Robotycki. Trochę inaczej było w Lednicy Górnej, gdzie do dziś można spotkać straszydło. Sołtys Andrzej Warzecha twierdzi, że chętnych do tej roli nie brakuje. – Za Siudą Babę może przebrać się jedynie kawaler, ale jak tylko założy rodzinę, to jest kilku chętnych na jego miejsce – opowiada.
Siuda Baba po Lednicy chodzi w asyście cyganów i młodzieży w regionalnych strojach.
- Śpiewają tradycyjne przyśpiewki i pchają wózek z Panem Jezusem. Każdy kogo spotkają zostaje usmolony. To jednak nic strasznego, bo dzięki temu ma się gwarantowane szczęście przez cały rok - wyjaśnia sołtys Warzecha.
Gadżet nie sacrum
Czemu znikają tradycje? – To zjawisko ogólnoeuropejskie – uważa prof. Andrzej Szpociński, socjolog z Collegium Civitas. – Wielkanocnym tradycjom trudniej jest się utrzymać, bo to święto jest opowieścią o śmierci, a nasza kultura ucieka od tego tematu - wyjaśnia prof. Szpociński.
Dodaje, że na zachodzie już trzy dekady temu tradycyjnie święta obchodzili tylko najgorliwsi katolicy. - Dla pozostałych to raczej okazja do świątecznych wyjazdów.
Palmie i święconce zapomnienie jednak nie grozi. – Zostaną, ale już dzisiaj utraciły sakralny charakter – mówi prof. Sulima. – To raczej świąteczne gadżety. Mało kto robi palmy własnoręcznie. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. Prof. Szpociński uważa, że święconką pozostanie, bo to zwyczaj, który nie wymaga dużego wysiłku. - Poza tym wspólne święcenie pokarmów na świąteczny stół jest postrzegane jako okazja do zrobienia czegoś z bliskimi - zaznacza.
Świąteczne koszyczki też się jednak zmieniają. Proboszczowie przyznają, że pojawiają się w nich nie tylko czekoladowe zajączki, ale i np. chipsy.

Agnieszka Niewińska,

Mariusz Goss,

Matylda Młocka

Ubywa rodzin odwiedzających Groby Pańskie. – Ich symbolika nie budzi już takich emocji – tłumaczą księża.
Święcenie pokarmów i odwiedzanie Grobów Pańskich należą do najpowszechniejszych zwyczajów wielkanocnych. – To są trwałe cechy polskiego katolicyzmu – mówi socjolog religii ks. dr hab. Sławomir Zaręba z Instytutu Socjologii UKSW. – Są ludzie, których cały rok nie widać w kościele, ale gdy nadchodzi Wielkanoc, przychodzą święcić pokarmy na wielkanocny stół i popatrzeć na Grób Pański.
W ciągu ostatnich 11 lat zmalała liczba rodzin przestrzegających zwyczaju odwiedzania różnych kościołów i oglądania Grobów Pańskich – wynika z badania Instytutu Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Dziś robi to 70% badanych, aż o 10 pkt proc. mniej niż w 1998 r.
Odwiedzanie Grobów Pańskich w Wielką Sobotę częściej jest praktykowane wśród rodzin na wsi (78%) i osób z wykształceniem podstawowym (76%) niż w miastach (64%) i w przypadku osób z wykształceniem wyższym (65%).
– W okresie rozbiorów, wojny i w latach stanu wojennego dekoracje Grobów Pańskich wskazywały na martyrologię narodu, pobudzały do refleksji nie tylko religijnej, ale także patriotycznej. Odwiedzanie grobów było rodzajem manifestacji narodowej – tłumaczy ks. Zaręba. – Dzisiaj symbolika Grobów Pańskich najczęściej ogranicza się do moralnego nauczania Kościoła: aborcji, eutanazji. Nie budzi więc już emocji narodowych.
Również socjolog prof. Krzysztof Koseła z Uniwersytetu Warszawskiego spadek zainteresowania oglądaniem Grobów Pańskich tłumaczy tym, że ich wystrój dawniej niósł przesłanie polityczne. Podkreśla jednak, że trzeba poczekać na kolejne badania, by zobaczyć, czy jest to stała tendencja czy jednorazowe doświadczenie.
Według badań CBOS o 5 pkt proc. spadła też liczba osób uczestniczących w Triduum Paschalnym (60%) oraz we mszy rezurekcyjnej – o 9 pkt proc. (57%).
Nie zmieniło się podejście Polaków do zwyczaju święcenia pokarmów. Według badania UKSW kultywuje go obecnie 94 proc. rodzin. W 1998 r. było to 96%.
– Święcenie pokarmów ma wyraźny podkład religijny, ale stało się zwyczajem o charakterze świecko-narodowo-społecznościowym. Jest okazją, by zobaczyć się z sąsiadami, porozmawiać – mówi prof. Koseła.

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Kultura, Różne, W numerzeComments (0)

Tradycje i wiara

Tags:

Tradycje i wiara


Wielkanoc — najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Poprzedzający ją tydzień, stanowiący okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń, nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia: Wielki Czwartek (wieczór), Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania znane są jako Triduum Paschalne (Triduum Paschale). W chrześcijaństwie wprawdzie każda niedziela jest pamiątką zmartwychwstania Chrystusa, ale Niedziela Zmartwychwstania jest z nich najbardziej uroczysta.
Podczas soboru nicejskiego w 325 roku ustalono, że będzie się ją obchodzić w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Ta skomplikowana zasada jest w istocie przełożeniem na solarny w swej naturze kalendarz juliański konkretnej daty 14 nisan z religijnego kalendarza hebrajskiego, który jest kalendarzem lunarno-solarnym. Data 14 nisan wyznacza w kalendarzu hebrajskim początek święta Paschy (patrz tekst w ramce), wokół którego działy się wydarzenia zbawcze. Wielkanoc jest więc świętem ruchomym: może wypaść najwcześniej 22 marca, zaś najpóźniej 25 kwietnia. Z datą Wielkanocy powiązany jest termin większości ruchomych świąt ogólnochrześcijańskich i katolickich, m.in.: Środa Popielcowa, Wielki Post, Triduum Paschalne, Wniebowstąpienie Pańskie, Zesłanie Ducha Świętego, Boże Ciało i inne.

pisklaki
Z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych (z których część wywodzi się ze starosłowiańskiego święta Jarego): śniadanie wielkanocne, pisanki, święcone, śmigus-dyngus, dziady śmigustne, Rękawka, Emaus, walatka, z kurkiem po dyngusie, Siuda Baba, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia, pucheroki, palma wielkanocna, Jezusek Palmowy.
Wierni Kościołów wyrastających z nurtu Reformacji spotykają się na uroczystych nabożeństwach aby cieszyć się z pamiątki zmartwychwstania Pana Jezusa, aby wspólnie wielbić Pana Boga, czytać i rozważać Jego Słowo zapisane w Piśmie Świętym. Dzień ten jest dniem radości i śpiewu, w zależności od Kościoła różnie celebrowany, jednakże wszędzie mający radosny i podniosły charakter.
W Kościele prawosławnym i katolickich Kościołach wschodnich w nocy z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną odprawiana jest uroczysta Jutrznia paschalna.
Bardzo uroczysta Boska liturgia sprawowana jest wg tekstu św. Jana Chryzostoma. W czasie Liturgii Ewangelia - pierwszy rozdział ze świętego Jana - śpiewana jest w wielu językach (najczęściej w greckim, cerkiewnosłowiańskim i łacińskim) na znak uniwersalnego i kosmicznego triumfu wiary.  Na zakończenie ma miejsce obrzęd myronowania - namaszczenia wiernych świętym olejem. Po liturgii kapłan święci artos - chleb, przeznaczony do rozdania wiernym.
W czasie tygodnia paschalnego (który kończy się Niedzielą Świętego Tomasza), carskie wrota ikonostasu są cały czas otwarte, na znak odwalonego kamienia od grobu Chrystusa. W tym czasie codziennie sprawuje się uroczystą jutrznię i św. Liturgię, podobnie jak w sam Dzień Zmartwychwstania.

Wielki Czwartek
Ten dzień tak dzisiaj, jak dawniej miał już bardziej uroczysty charakter. To dzień ostatniej wieczerzy Jezusa ze swoimi apostołami. Dlatego w świątyniach odprawiana jest uroczysta liturgia Wieczerzy Pańskiej, podczas, której kapłan obmywa apostołom, - wybranym wcześniej wiernym, mężczyznom, wodą stopy. Kiedyś na wsiach w ten dzień z poświęconej w czasie Niedzieli Palmowej palmy robiono krzyżyki i układano je nad drzwiami i oknami.

Wielki Piątek
To bardzo smutny dzień. Jako jedyny dzień w całym roku kalendarzowym nie ma w obrzędach kościelnych uwzględnionej mszy. Po odtworzeniu męki Jezusa (kiedyś wszędzie były to rzeczywiste inscenizacje i gra ochotników, aktualnie jest tak tylko w kilku miastach polskich, najczęściej męka jest tylko odczytywana) odsłaniany jest grób, w którym spocznie ciało Jezusa. Dawnym polskim obyczajem, który jest silny równie dzisiaj, jest strzeżenie grobu przez ochotników – strażaków oraz prace mieszkańców przy tworzeniu grobu. Jak kiedyś, tak i współcześnie jest to dzień, w którym obowiązuje ścisły post bez żadnych taryf ulgowych. Dawniej wierzono, że w tym dniu dusze przychodzą do domów i dlatego wystawiano przy progach jedzenie dla nich. Zasadzone w tym dniu drzewa owocowe miały przynosić obfite zbiory. Co szokuje w Wielki Piątek rodzice bili dzieci rózgami, odmawiając przy tym kościelne regułki, na pamiątkę cierpienia Jezusa.

Wielka Sobota
To dzień, w którym każdy szykuje okazałą święconkę i wędruje z nią do kościoła,  w celu poświęcenia i podzielenia się zawartością koszyczka z potrzebującymi. Ale nikt nie gości się i nie smakuje przysmaków wielkanocnych, z tym czeka się do nadejścia Wielkanocy, czyli już nawet do północy. Kiedyś do kościołów ze święconką chodziła tylko biedota, bo do bogatych ksiądz zajeżdżał do dworu. Widać zmiany poszły w dobrą stronę. Ale co najważniejsze w tym dniu, to święconka. Co powinno się w niej znajdować? Przede wszystkim jajka i kolorowe pisanki, baranek, sól, chleb, wędliny, chrzan, pieprz, buraczki ćwikłowe i czekoladowe króliczki. Wszystko to starannie poukładane w wiklinowym koszyczku, ozdobione piękną serwetą i zielonym bukszpanem, daje urokliwy efekt. W kościołach oprócz poświecenia pokarmów odbywają się adoracje, a rodziny odwiedzają groby bliskich.

Wielka Niedziela -Wielkanoc
Już o północy, z soboty na niedzielę odbywają się w kościołach msze rezurekcyjne głoszące Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W domach dzień ten ma swój wyjątkowy urok, czas spędza się w gronie najbliższych, na wspólnych rozmowach i odpoczynku. Dzień rozpoczyna się miło świątecznym wielkanocnym śniadaniem z dodatkami ze święconki z dnia poprzedniego. Miłej atmosferze towarzyszy obfitość stołu i nadzieja, jaką niesie wieść o zmartwychwstaniu.

Poniedziałek Wielkanocny - Śmigus Dyngus
W ten dzień wszyscy się radowali i radują po dziś dzień. Zawsze nie obywało się bez zastosowania pobudzającej do życia wody, która symbolizując ozdrowienie, oczyszczenie i źródło życia, była i jest chętnie do moczenia zwłaszcza młodych dziewczyn i wolnych kobiet. Te zajęte zawsze miały specjalne przywileje, bo zamiast wiadra zimnej wody, dostawały, co najwyżej kilka kropel dla zachowania symboliki. W południowej Polsce, Krakowie narodził się także zwyczaj „rękawki”, czyli spotkań mieszkańców na pamiątkę usypania z ziemi noszonej w rękawach koszul kopca Kraka.

Ściąga przepisów wielkanocnych dla spóźnialskich

Jak zwykle, co roku, tak i tym razem nie możesz poradzić sobie z nadmiarem przedświątecznych obowiązków. Nie wiesz jeszcze, jakie sporządzisz potrawy, bo nie masz czasu na szukanie przepisów? Nie wysłałaś jeszcze życzeń do rodziny i znajomych? Jeśli na każde z tych pytań odpowiadasz potwierdzająco jest dla Ciebie jeszcze deska ratunku. Dobrze trafiłaś. Poniżej znajdziesz kilka cennych podpowiedzi.
Czas świąteczny cechuje wyjątkowość, jakiej nie znamy i nie spotykamy, na codzień. Ta wyjątkowość przekłada się głównie na tradycję i obyczaje związane także ściśle ze spożywanymi podczas świąt posiłkami. Aby Twój świąteczny stół był wyjątkowy w te ważne dni podsuwamy Ci kilka przepisów. Łatwych w wykonaniu i zarazem nie czasochłonnych.

Babka marmurkowa

Do wykonania tego smakołyku świątecznego potrzebne nam będą następujące składniki:
200 g cukru kryształu, 200 g masła, 150 g mąki pszennej oraz 150 g mąki ziemniaczanej, 4 jaja kurze, 1 cukier waniliowy mały, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 łyżka ciemnego kakao, 2 łyżki czekolady w proszku oraz 2 łyżki śmietany 18 %.
Żółtka oddzielamy od białek. Miękkie masło (na godzinę przed przygotowaniem ciasta wyciągamy je z lodówki) miksujemy razem z cukrem kryształem oraz z 1 cukrem waniliowym. Ciągle miksując dodajemy powoli po jednym żółtku. Dodajemy przesianą mąkę ziemniaczaną i pszenną połączoną z 1 łyżeczką proszku do pieczenia i delikatnie mieszamy. Formę smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą lub zwyczajnie wykładamy papierem do pieczenia. Ubijamy na sztywno pianę z białek i wolno mieszamy z wcześniej wyrobioną masą. Jej połowę oddzielić do osobnego naczynia i dodać 1 łyżkę ciemnego kakao oraz 2 łyżki czekolady w proszku i 2 łyżki śmietany 18 %. Jasną połowę masy ciastowej wylewamy do przygotowanej formy. Dolewamy ciemną masę kakaową i lekko tylko przemieszamy widelcem. Formę z ciastem wkładamy do nagrzanego do 180⁰C piekarnika i pieczemy przez 50 minut. Po upieczeniu możemy posypać babkę cukrem pudrem lub polać przygotowaną polewą. Polecamy do tego rodzaju ciasta polewę z białej czekolady lub marcepanową.

Sałatka z soczewicy
Do tej potrawy potrzebne jest naprawdę niewiele. Szykujemy, zatem po kolei:
1 szklankę zielonej soczewicy, 3 średnie ogórki kiszone, 4 gałązki selera naciowego, 1 średnią czerwoną paprykę, 3 jajka kurze, do przyprawienia estragon, rozmaryn, majonez, sól i pieprz.
Soczewicę moczymy przez 20 minut i gotujemy do momentu, gdy wchłonie całą wodę z garnka.  Po ugotowaniu postawiamy na drobnym sicie do ostygnięcia i odsączenia. W międzyczasie gotujemy na twardo 3 jajka. Po ugotowaniu także pozostawiamy w ostudzenia zalane zimną wodą. Kroimy kolejno w kostkę: jajka, ogórki, paprykę. Dodajemy soczewicę. Seler naciowy dokładnie myjemy i oczyszczamy z grubszych włókien oraz kroimy w drobniutką kosteczkę. Dodajemy do smaku przyprawy, majonez i dokładnie mieszamy.

Wielkanocne śniadanie

Jajka nadziewane
Nadziewane jajka są jednym z tych łatwiejszych do wykonania dań, dających przyjemny nie tylko dla żołądka, ale też dla oka efekt. Najpierw gotujemy na twardo określoną ilość jaj (zależnie od przewidywanej na śniadaniu liczby osób). Nasza propozycja dotyczy 6 jaj. Ugotowane i ostudzone przekrawamy na równe połówki i wyciągamy ze środka żółtko. W zależności od wybranego rodzaju nadzienia postępujemy wedle zaleceń:
Nadzienie rzodkiewkowe – wyciągnięte żółtko ucieramy i mieszamy razem z drobniutko posiekaną cebulką i jej natką oraz 3 łyżkami naturalnego jogurtu. Doprawiamy sola i pieprzem i powtórnie mieszamy. Powstała masą wypełniamy białka jaj i dodajemy po plasterku rzodkiewki i kilka kiełków słonecznika.
Nadzienie sardynkowe – sardynki w oleju z jednej puszki dobrze odsączamy i mieszamy na pastę z żółtkami jaj. Dodajemy kolejno 1 łyżeczkę startego sera Edamskiego, 1 łyżeczkę koncentratu pomidorowego, 1 łyżeczkę majonezu, ½ łyżeczki musztardy i ½ łyżeczki świeżego soku z cytryny. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Dokładnie mieszamy i nakładamy powstałą masę do połówek ugotowanych na twardo białek jaj.
Nadzienie grzybowe – 20 dag pieczarek drobno kroimy i podsmażamy na 1 łyżce masła. Odczekajmy, aż ostygną i wymieszajmy je z żółtkiem, posiekaną natką pietruszki, solą, pieprzem i odrobiną majonezu.
Sos chrzanowy
3 jajka, 2 łyżki posiekanej rzeżuchy, 2 łyżki posiekanego szczypiorku, 2 łyżki posiekanego koperku, 1 łyżka świeżego i startego chrzanu, 1 łyżka soku z cytryny, 1 szklanka gęstej i kwaśnej śmietany, cukier, sól, pieprz.
Jajka gotujemy na twardo i odstawiamy do ostygnięcia. Obieramy ze skorupek i każde dzielimy na pół. Wyjmujemy żółtka i po przetarciu ich przez sitko mieszamy z sokiem z cytryny. Dodajemy śmietanę, chrzan, cukier, sól i pieprz. Dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Białka drobno siekamy razem z zielenina i mieszamy z sosem chrzanowych.
•••
Podczas dzielenia tych radosnych chwil ze swoimi bliskimi, rozsmakowywania w przygotowanych potrawach nie zapomnij o tym, że czas świąteczny szybko mija. Dobrze jest, zatem nie objadać się zanadto, by po świętach móc spokojnie przejść do codzienności. Rozpychanie żołądków, zwłaszcza teraz, gdy zbliża się wiosna nie jest wskazane zarówno dla Twojej figury jak i zdrowia. Mamy nadzieję, że propozycje życzeń pozwolą Ci na umocnienie więzi rodzinnych i koleżeńskich, a może nawet na ich odnowienie? I to na tyle z naszej strony. Pozostaje rzec jeszcze tylko Wesołego Alleluja!

Wybrane życzenia

Składając osobiście, czy też śląc życzenia świąteczne nie chcesz się rok w rok powtarzać z tym samym „repertuarem”? Zerknij poniżej, a powinnaś znaleźć kilka ciekawych i wesołych przykładów, na życzenia wielkanocne.
Na stole święcone, a obok baranek,
Koszyczek pełny barwnych pisanek
I tak znamienne w polskim krajobrazie
W bukiecie srebrzyste, wiosenne bazie.
Zielony barwinek, fiołki i żonkile
- Barwami stroją uroczyste chwile.
W dom polski wiosna wchodzi na spotkanie,
Gdy wielkanocne na stole śniadanie.

Wielkanoc pachnie wiosna…
To pora tak radosna
Pełna pisanek kolorowych
I prezentów pajączkowych.
Na stole bazie i cukrowy baranek i mnóstwo wody w dyngusowy poranek.

Wesołego królika, co po stole bryka, spokoju świętego i czasu wolnego, życia zabawnego w jaja bogatego i w ogóle wszystkiego kurcze najlepszego!

Smacznego jajeczka Wielkanocnego, dużego zająca czekoladowego,
Zdrowia niezawodnego, wielu radości i przez całe Święta samej wesołości.

Kolorowych jajeczek, wacianych owieczek, rozkicanych króliczków, pyszności w koszyczku! A przede wszystkim udanego uciekania w dniu “wielkiego lania”.

Kiedy Wielka Noc nastanie życzę Wam na Zmartwychwstanie dużo szczęścia i radości, które niechaj zawsze gości w dobrym sercu, w jasnej duszy i niechaj wszystkie żale zagłuszy

Wielkanocnych świąt już pora
Trzeba jaja wyjąć z wora
-pomalować, pofarbować i kobiecie dać spróbować
-żeby potem nie gadała,
Że na Święta jaj nie miała!

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych,
Życzę Wam dużo zdrowia, pogody ducha,
Smacznego jajka, mokrego dyngusa.
I skaczącej kiełbaski.

Smacznego jajeczka Wielkanocnego,
Dużego zająca czekoladowego,
Zdrowia niezawodnego, wielu radości
I przez całe Święta samej wesołości.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Jaja sobie robią!

Tags: , ,

Jaja sobie robią!


Za chwilę na polskich stołach pojawią się wielkanocne przysmaki, wśród których nie zabraknie – jak co roku – tradycyjnych pisanek.

jaja

Farby i barwniki przykryją pieczątki, które znajdują się na prawie każdym jajku. Te oznaczenia pokazują m.in., w jaki sposób hodowane są kury znoszące te jajka.
Skala zaczyna się od zera, czyli jajek ekologicznych, a kończy na trójce, która oznacza chów klatkowy. Jeśli ów coś przypomina, to z pewnością nie obóz harcerski. Kury są przetrzymywane w ciasnych klatkach, przycinane są im dzioby, kończyny mają poranione od całodobowego stania na drucianej podłodze. Ten sposób hodowli jest jednak w Unii Europejskiej dozwolony tylko do 2012 roku.
I tu przechodzimy do sedna. Polski rząd kilka tygodni temu proponował przedłużenie tego okresu o kolejne pięć lat. Na szczęście bez efektu. W polskich mediach jakoś było cicho na ten temat, ale informowała o tym PETA, organizacja walcząca o prawa zwierząt. Po przeczytaniu tej wiadomości zrobiło mi się po prostu wstyd za nasz rząd, który chciał przyłożyć rękę do przedłużenia tego procederu. Wiem, że dostosowanie do tych przepisów to zapewne ogromne koszty dla rolników. Tym bardziej że w polskich sklepach nie widać zbyt wielu jajek z dwójkami, więc można się domyślać, że przestawienie się na inny sposób hodowli kur idzie jak po grudzie.
Nie po raz pierwszy mamy problem z przestrzeganiem narzuconych przez Unię terminów. Ba, mamy problem nawet z tymi, które sami sobie narzuciliśmy, bo wystarczy sobie przypomnieć, jak wyglądało dokańczanie reformy emerytalnej. Zbyt wiele rzeczy jest robionych na ostatnią chwilę.
W tym przypadku nie chodzi tylko i wyłącznie o przestrzeganie terminów. Polski pomysł zakładał utrzymanie przez kolejnych kilka lat niehumanitarnej hodowli zwierząt. Nie mówiąc już o tym, że wyprodukowane (bo inaczej tego nazwać nie można) w ten sposób jajko nie dość, że nie smakuje, to zapewne zdrowe też nie jest.
Przykład z kurami każe się zastanowić nad szerszym dylematem. Czy Polska jako kraj rozwijający się powinna mieć taryfę ulgową w dostosowywaniu się do unijnych przepisów, które mają na celu szeroko pojętą ochronę środowiska? Z jednej strony można argumentować, że tak, bo przecież jesteśmy państwem na dorobku. Z drugiej jednak rodzi się pytanie, czy jeśli chodzi o okrucieństwo i niszczenie naturalnego środowiska, można stosować taryfę ulgową? Moim zdaniem zdecydowanie nie.

Mateusz Ostrowski

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Różne, W numerzeComments (0)

Wielki Post i wielkie żarcie

Tags: , ,

Wielki Post i wielkie żarcie


 

Wielkanoc: rezurekcja i już można się radować! 

Msze rezurekcyjne odbywały się kiedyś o północy z Wielkiej Soboty na niedzielę Wielkanocną, ale w drugiej połowie XVIII w. uroczystość liturgii Zmartwychwstania przeniesiono na niedzielny wczesny poranek. 

Końcu mszy towarzyszyły dzwony, dzwonom armaty, armatom moździerze, moździerzom strzelby i pistolety, a w ogóle co kto miał pod ręką. Hałasu i huku było co niemiara. Radość objawiała się bardzo głośno. A po wyjściu z kościoła na wiejskich drogach i miejskich ulicach odbywała się wielka gonitwa. Wyścigi, kto pierwszy dopadnie stołu ze święconką. Ba, żeby to tylko ze święconką… 

stool-wiekanocnyŁukasz Gołębiowski (1773-1849), jeden z pierwszych polskich ludoznawców, należący do tych, którzy położyli podwaliny pod etnografię w Polsce, autor wydanego w 1830 r. dzieła „Lud Polski”, badacz tzw. starożytności słowiańskich oraz zwyczajów i obyczajów ludu polskiego tych współczesnych mu i dawniejszych, tak oto opisywał wielkanocny stół świąteczny za czasów Władysława IV na magnackim dworze wojewody Sapiehy w Dereczynie (na podstawie zachowanych z tamtych czasów źródeł), gdzie zjechało mnóstwo panów z Korony i Litwy. 

 

„Na samym środku był baranek wyobrażający Agnus Dei z chorągiewką, calutki z pistacjami; ten specyjał dawano tylko damom, senatorom, dygnitarzom i duchownym. Stało 4 przeogromnych dzików, to jest tyle, ile części roku. Każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, alias: szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu tych odyńców. Stało tandem 12 jeleni także całkowicie pieczonych z złocistymi rogami, całe do admirowania: nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias: zającami, cietrzewiami, dropiami, pardwami. te jelenie wyrażały 12 miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste, tyle, ile tygodni w roku, to jest 52, całe cudne placki, mazury, żmudzkie pirogi, a wszystko wysadzane bakaliją. Za niemi było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. Każde było adorowane inskrypcjami, floresami, aż niejeden tylko czytał, a nie jadł. Co zaś do bibendy: było 4 puchary (exemplum 4 pór roku), napełnione winem jeszcze od króla Stefana [to znaczy wino pochodziło z czasów króla Stefana Batorego – przyp. MAK]. Tandem 12 konewek srebrnych z winem po królu Zygmuncie [czy chodzi o Zygmunta III Wazę, ojca panującego wtedy Władysława IV, czy o któregoś z ostatnich Jagiellonów? – przyp. MAK]; te konewki exemplum 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek także srebrnych in gratiam 52 tygodni; było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. dalej 365 gąsiorków z winem węgierskim, alias tyle gąsiorków, ile dni w roku. A dla czeladzi dworskiej 8760 kwart miodu, to jest tyle, ile godzin w roku”. 

Naturalnie w nie tak zasobnych domach stoły nie były aż tak do przesady obfite, ale wszystkie uginały się pod jadłem. Nawet w tych uboższych domach. Bo i tam za honor miano jak największe – na swoją miarę i możliwości – stosy jadła. 

Zrozumiałe, że ludzie wygłodniali po Wielkim Poście – a poszczono wtedy rzetelnie, prawdziwie – biegli czym prędzej z rezurekcji do zastawionych stołów, wręcz na wyścigi, by odbić sobie 40 dni ciężkich umartwień brzucha i przełyku. Ale kto mógł zjeść chociaż cząstkę tego, co przygotował na swoim dworze wojewoda Sapieha? Nawet jeśli przewalał się tam tłum gości? Lecz opisy historyczne nie pozostawiają wątpliwości: jak ktoś siadał do stołu, to pochłaniał gargantuiczne ilości jedzenia. Inne żołądki mieli ci ludzie? 

Ale pewien znajomy, lekarz i historyk w jednej osobie, wyjaśnił mi to. Oni – przypomniał – ciągle przebywali na świeżym powietrzu, jedni (chłopi, rzemieślnicy, czeladź) ciężko pracowali, inni (szlachta, magnaci) dużo podróżowali. Jakbyś tak cały dzień ciężko tyrał, albo utrząsł się na koniu przez pół dnia i tak prawie codziennie, to byś wołu pochłonął. A w ogóle wszyscy zażywali dużo ruchu, co też miało znaczenie na pobudzenie apetytu i możliwości pochłaniania monstrualnych, wedle naszych wyobrażeń, ilości jadła. Wiedli bardziej zdrowy tryb życia. 

No, prawda. Toteż zdaje mi się, że w porównaniu z naszymi przodkami sprzed kilku wieków jesteśmy cherlakami, nędzną imitacją człowieka, który co to zje hamburgera, to już czuje się niesamowicie najedzony. Dlatego, ponieważ nie mamy treningu, nie przesadzajmy i nie naśladujmy naszych przodków. By nie nadwątlić naszego słabego zdrowia. 

Marek Arpad Kowalski 

Posted in Kulinaria, PoradyComments (0)

Rozważania nad pisanką

Tags: , ,

Rozważania nad pisanką


 

MÓWIĄC O JAJECZNEJ SYMBOLICE, nie sposób zapomnieć o antyku, gdy Leda, córka króla spartańskiego Tyndareosa została uwiedziona przez Zeusa, który z nieznanych bliżej przyczyn posiadł wzmiankowaną dziewicę na sposób nader egzotyczny, bo pod postacią łabądka. Owocem onej uciesznej sodomii, uwiecznionej przez mnogich malarzy było jaje, z którego powstała Helena Trojańska. A z tego wynikły, jak zaświadcza historia, jedynie kłopoty.

pisanka1Także bogini wszechrzeczy Eurynome, która oddzieliła morze od nieba, tańcząc zwiewnie na falach, została zapłodniona przez węża Ofiona, który narodził się z wiatru północnego. Po wspomnianym akcie prokreacyjnym Eurynome zamieniła się w gołębicę i złożyła Jajo Świata. Ofion owinął się wokół niego po siedmiokroć i wtedy jajo pękło a z niego wykluło się to co nas otacza; planety i gwiazdy, rośliny, ludzie i wszelkie inne stworzenie. Innymi słowy, nie po raz pierwszy w dziejach świata na początku był Chaos, a dopiero potem jaja.

Jajo ma też moc wróżebną.  Oto Julia, córka Augusta, gdy zaszła w ciążę z Tyberiuszem, gorąco pragnęła syna. Wzięła w tym celu jaje kurze i ogrzewała je na swym łonie, a gdy wyjść musiała, wtedy jaje grzała specjalnie zgodzona mamka. Wróżba okazała się szczęśliwa. Z jaja wylągł się kogut, a Julia powiła dziecię płci niezbędnej.

Mieć kogoś za jajo, to tyle, co  lekceważyć go. Nie wspomnę, że z kimś trzeba się obchodzić jak ze śmierdzącym jajkiem. Istotnie, zapach jest niepowtarzalny i konkurencyjny jedynie do “Padmaskownych wieczerow”. Przeto nie dziwota, że podlejszych krasomówców i niewydarzonych artystów obrzucano właśnie tym produktem kurzego mozołu. 

Zarazem jest jajko symbolem zarodka wszechświata.  Jajo to początek, narodziny kosmosu. Ten wątek znajdziemy dosłownie w każdej kulturze naszego świata, w tak przeciwstawnych obszarach kulturowych jak Galia i Japonia, Kartagina i Indonezja. Jajo to zmartwychwstanie.  W dawnych grobowcach znajdowano posążki bogów, trzymające w dłoniach jajo, jako obietnicę powrotu z zaświatów. 

Zacząć ab ovo, czyli od jaja, było w dobrym tonie. Starożytni Rzymianie bowiem zaczynali od jaj posiłki a kończyli na jabłku. Kształconym w mowie i piśmie klasycznym przypomnę, że Horacy powiedział: “Ab ovo usque ad mala” Odtąd, zacząć coś ab ovo oznacza tyle, co w zgodzie ze zwyczajem i panującym porządkiem; od początku, jak się należy. Zaś kilka (a może kilkanaście? Było się uczyć!) lat po Horacym, Johann Poggendorf, fizyk i profesor berliński powiedział też po łacinie w “Annalen der Physik und Chemie”(1832) że “omne vivum ex ovo” czyli wszystko co żyje, powstaje z jaja.

Jajo w niektórych folkorach to przedmiot złowróżący. Nie należy wnosić jajek do domu po zachodzie słońca. Skorupek z jaj nie wolno palić, by nie spalić powtórnie św.Wawrzyńca, który - wg. legendy - spłonął na stosie podsycanym właśnie skorupkami kurzych jaj. Powiadają, że kto rano spożywa jaja bez popijania, ten niechybnie umrze przed końcem roku. Szanujący się marynarz nie wypowie nazwy jaja podczas rejsu. Po zjedzeniu jaja należy starannie rozgnieść skorupkę, bo może ona posłużyć wiedźmie do powietrznych podróży. W ogóle, czarnoksiężnicy mieli wiele sentymentu do jajek. Opróżniali je z zawartości i wewnątrz kreślili znaki magiczne, których potęga używana była do czynienia zła. Druidzi niezwykle sobie cenili specjalną odmianę jaja, które powstawało ze śliny i piany wydzielanej przez kłębowisko węży. Na gwizd węży jaje takie unosiło się w powietrze i wtedy należało je uchwycić, i co sił uciekać, bo węże goniły aż do momentu, gdy na drodze nie stanęła rzeka. Jaje takie miało moc nieopisanie magiczną. Było wielokroć skuteczniejsze od magicznej różdżki. 

A taki Kolumb? Każdy wie, że poszło o to, czy da się jajko postawić na sztorc. Kolumb poradził sobie, lekko nadtłukując jeden z jego końców. Ale nie “ma jasności w temacie”, że to, co zwykliśmy przypisywać odkrywcy Ameryki, znane było dużo wcześniej, jako hiszpańska legenda o “głupim” Jasiu.  Zaś inna legenda przypisała je architektowi Brunelleschiemu, twórcy “jajopodobnej” kopuły katedry florenckiej.

Marzeniem rodem z wielu legend, baśni i podań była kura (gęś, kaczka lub inny drób) znoszący złote jajka. W wielu językach zabicie kury niosącej jaja z tego szlachetnego kruszcu jest synonimem krótkowzrocznej chciwości i głupoty. Filozofów gryzł problem, co było pierwej: jako czy kura. A nauczyciele i rodzice nie cierpią sytuacji, gdy jajko jest mądrzejsze od kury.

SKĄD WZIĘŁO SIĘ JAJKO w tradycji chrześcijańskiej? Zmartwychwstanie -  stało się skojarzeniem elementarnym: wyjście z grobu - wyklucie się nowego życia. Chrześcijaństwo zaadoptowało pogańską symbolikę narodzin nowego życia, symbolizowaną właśnie przez jajo i pisklęta. A że jajko, choć nienaganne w formie, to przecież niespecjalnie rzucające się w oczy, z racji nijakiego koloru, to i nie dziwota, że wymyślono setne sposoby przyozdobienia (o - pisania) tegoż.  

Na koniec powiedzmy wprost, co to takiego jest jajo. Otóż jajo, to wedle encyklopedii, wartościowy produkt spożywczy. Średni ciężar jaja kurzego wynosi ok. 55g. Masa jajowa ma wartość kaloryczną ok.175 kcal/100g. Tzw. białko jaja składa się  z ok.86 procent wody  i 12 procent białek, w tym - uwaga! -  75 procent albumin, 25 procent globulin i mucyn. Co to są mucyny, zabijcie, nie wiem. Chyba nic obrzydliwego. Żółtko zawiera ok.50 procent wody, 16 procent białek, 31 procent tłuszczów (zwłaszcza lecytyny), 1 procent soli mineralnych (wapń, fosfor, żelazo), cholesterol, witaminy A, B1, B2. No kim trzeba być, żeby to pojąć? Oczywiście JAJOgłowym. Ale jaja.

Jerzy J.Kaczmarek

Posted in Ciekawostki, Różne, W numerzeComments (0)

Magia Wielkiej Nocy

Tags: , ,

Magia Wielkiej Nocy


 

Wielkanoc (Pascha, Niedziela Wielkanocna) — najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Poprzedzający ją tydzień, stanowiący okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń, nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia: Wielki Czwartek (wieczór), Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania znane są jako Triduum Paschalne (Triduum Paschale). Co prawda każda niedziela jest w chrześcijaństwie pamiątką zmartwychwstania Chrystusa, ale Wielka Niedziela jest pamiątką najbardziej uroczystą.

Niedziela Palmowa

pisklaczkiTen dzień rozpoczyna obchody Wielkiego Tygodnia. W Niedzielę Palmową wierni podążają do kościołów z palmą w dłoni lub wiązanką przygotowaną z gałązek wierzbiny i suszu. Robią to, w celu jej poświęcenia przez kapłana. Ma to dać pomyślność i poczucie spokojnego bytu. W wielu regionach kraju zachował się zwyczaj konkurowania w przygotowywaniu największych i najbardziej okazałych palm. Czasem osiągają one rozmiary bardziej znaczne niż wzrost rosłego mężczyzny. A kiedyś znanym zwyczajem było zabieranie do świątyni oprócz palmy, huby drzewnej, którą zapalano od tlącego się w kościele płomienia i ogień ten zanoszono do domu, rozpalając nim w piecu. Miał on chronić wszystkich domowników, aż do kolejnej Niedzieli Palmowej. W dawnych czasach w ten dzień młode dziewczyny biegały z gałązkami wierzbiny po wsiach i zbierały datki wyśpiewując przy tym piękne pieśni. Przestrogą od dawien, po dziś dzień jest umieszczanie w wiązance palmowej gałązek topoli, która niesie złą wróżbę. 

Wielki Poniedziałek i Wielki Wtorek

Te dni nie wyróżniały się i nadal nie wyróżniają specjalnymi obrzędami, co widoczne jest nawet w uroczystościach kościelnych. Zaduma, zamyślenie i refleksja to charakterystyczne stany emocjonalne w czasie tych dni. 

Wielka Środa

Dzień ten znany, jako dzień zdrady Judasza, który wydał Jezusa faryzeuszom za 30 srebrników nie ma specjalnych obrządków kościelnych, ale za to ma bogate zwyczaje. Dawniej w ten dzień w kościele po normalnym obrzędzie liturgicznym młodzieńcy robili w świątyni duży hałas i przygotowywali kukłę, która miała symbolizować Judasza zdrajcę. Wyczyn ten miał lekko drastyczne zabarwienie, gdyż tak przygotowana podobizna Judasza była wynoszona na wieżę kościelną i z niej zrzucana. A na dole szarpano ją kijami i na końcu palono. Na szczęście dzisiaj nie ma już takich obrzędów. 

Wielki Czwartek

Ten dzień tak dzisiaj, jak dawniej miał już bardziej uroczysty charakter. To dzień ostatniej wieczerzy Jezusa ze swoimi apostołami. Dlatego w świątyniach odprawiana jest uroczysta liturgia Wieczerzy Pańskiej, podczas, której kapłan obmywa apostołom, - wybranym wcześniej wiernym, mężczyznom, wodą stopy. Kiedyś na wsiach w ten dzień z poświęconej w czasie Niedzieli Palmowej palmy robiono krzyżyki i układano je nad drzwiami i oknami. 

Wielki Piątek

To bardzo smutny dzień. Jako jedyny dzień w całym roku kalendarzowym nie ma w obrzędach kościelnych uwzględnionej mszy. Po odtworzeniu męki Jezusa (kiedyś wszędzie były to rzeczywiste inscenizacje i gra ochotników, aktualnie jest tak tylko w kilku miastach polskich, najczęściej męka jest tylko odczytywana) odsłaniany jest grób, w którym spocznie ciało Jezusa. Dawnym polskim obyczajem, który jest silny równie dzisiaj, jest strzeżenie grobu przez ochotników – strażaków oraz prace mieszkańców przy tworzeniu grobu. Jak kiedyś, tak i współcześnie jest to dzień, w którym obowiązuje ścisły post bez żadnych taryf ulgowych. Dawniej wierzono, że w tym dniu dusze przychodzą do domów i dlatego wystawiano przy progach jedzenie dla nich. Zasadzone w tym dniu drzewa owocowe miały przynosić obfite zbiory. Co szokuje w Wielki Piątek rodzice bili dzieci rózgami, odmawiając przy tym kościelne regułki, na pamiątkę cierpienia Jezusa. 

Wielka Sobota

pisankiTo dzień, w którym każdy szykuje okazałą święconkę i wędruje z nią do kościoła,  w celu poświęcenia i podzielenia się zawartością koszyczka z potrzebującymi. Ale nikt nie gości się i nie smakuje przysmaków wielkanocnych, z tym czeka się do nadejścia Wielkanocy, czyli już nawet do północy. Kiedyś do kościołów ze święconką chodziła tylko biedota, bo do bogatych ksiądz zajeżdżał do dworu. Widać zmiany poszły w dobrą stronę. Ale co najważniejsze w tym dniu, to święconka. Co powinno się w niej znajdować? Przede wszystkim jajka i kolorowe pisanki, baranek, sól, chleb, wędliny, chrzan, pieprz, buraczki ćwikłowe i czekoladowe króliczki. Wszystko to starannie poukładane w wiklinowym koszyczku, ozdobione piękną serwetą i zielonym bukszpanem, daje urokliwy efekt. W kościołach oprócz poświecenia pokarmów odbywają się adoracje, a rodziny odwiedzają groby bliskich.

Wielka Niedziela -Wielkanoc

Już o północy, z soboty na niedzielę odbywają się w kościołach msze rezurekcyjne głoszące Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W domach dzień ten ma swój wyjątkowy urok, czas spędza się w gronie najbliższych, na wspólnych rozmowach i odpoczynku. Dzień rozpoczyna się miło świątecznym wielkanocnym śniadaniem z dodatkami ze święconki z dnia poprzedniego. Miłej atmosferze towarzyszy obfitość stołu i nadzieja, jaką niesie wieść o zmartwychwstaniu. 

Poniedziałek Wielkanocny - Śmigus Dyngus

W ten dzień wszyscy się radowali i radują po dziś dzień. Zawsze nie obywało się bez zastosowania pobudzającej do życia wody, która symbolizując ozdrowienie, oczyszczenie i źródło życia, była i jest chętnie do moczenia zwłaszcza młodych dziewczyn i wolnych kobiet. Te zajęte zawsze miały specjalne przywileje, bo zamiast wiadra zimnej wody, dostawały, co najwyżej kilka kropel dla zachowania symboliki. W południowej Polsce, Krakowie narodził się także zwyczaj „rękawki”, czyli spotkań mieszkańców na pamiątkę usypania z ziemi noszonej w rękawach koszul kopca Kraka. 

Nie tylko u nas dawne obyczaje zadziwiają po dziś dzień. Dziwaczne w dzisiejszym mniemaniu obrzędy miały miejsce także u naszych sąsiadów. Jak wyglądały i jakie miały znaczenie, zobaczcie sami. 

 

 Wielkanoc zawsze przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej pełni Księżyca przypadającej po równonocy wiosennej. Według kalendarza gregoriańskiego w bieżącym roku Wielkanoc wypada 12 kwietnia 2009. Według kalendarza juliańskiego w bieżącym roku Wielkanoc wypada 19 kwietnia 2009.

Powyższe daty otrzymano metodą Meeusa/Jonesa/Butchera.

Dla kalendarza gregoriańskiego 

Sposób obliczenia tej daty został podany przez niemieckiego matematyka C. F. Gaussa.

Do obliczeń potrzebne są dwie liczby A i B. Ich wartości odczytujemy z poniższej tabeli:

Lata                        A           B               Wyjątki (rok)

                                                               I rodzaju          II rodzaju

33 - 1582               15           6            brak                   brak

1583 - 1699          22            2            1609                  brak

1700 - 1799           23           3            brak                   brak

1800 - 1899          23          4             brak                   brak

1900 - 2099          24          5        1981, 2076        1954, 2049

2100 - 2199          24           6             2133                   2106

Należy pamiętać, że do 1582 roku obowiązywał kalendarz juliański. Wartości A i B tyczą się więc w innych latach wyłącznie kalendarza gregoriańskiego.

Następnie należy wykonać 6 kroków:

Dzielimy liczbę roku przez 19 i znajdujemy resztę a.

Dzielimy liczbę roku przez 4 i znajdujemy resztę b.

Dzielimy liczbę roku przez 7 i znajdujemy resztę c.

Resztę a mnożymy przez 19, do iloczynu dodajemy liczbę A, sumę dzielimy przez 30 i znajdujemy resztę d.

Dzielimy 2 x b + 4 x c + 6 x d + B przez 7 i znajdujemy resztę e.

Sumę reszt d + e dodajemy do daty 22 marca i otrzymujemy datę Wielkanocy.

Jeżeli data wypadnie powyżej 31 marca, należy ją przeliczyć na odpowiedni dzień kwietnia. Można też sprawdzić, czy d + e < 10. Jeśli tak, to Wielkanoc jest (d + e + 22) marca. Jeśli nie, to (d + e - 9) kwietnia.

Od powyższej reguły istnieją wyjątki:

Wyjątek pierwszego rodzaju zachodzi, gdy d = 29 oraz e = 6, czyli Wielkanoc miałaby przypaść na dzień 26 kwietnia. Wtedy zawsze obchodzi się ją tydzień wcześniej, tzn. 19 kwietnia. Wypadek ten zaszedł w latach 1609 i 1981.

Wyjątek drugiego rodzaju zachodzi wtedy, gdy d = 28 oraz e = 6 i dzielenie 11A + 11 przez 30 daje resztę mniejszą od 19 (lub po prostu a > 10). Wówczas, według powyższego algorytmu, Wielkanoc ma przypaść 25 kwietnia, a obchodzona jest 18 kwietnia. 

Metoda Meeusa/Jonesa/Butchera - Dla kalendarza gregoriańskiego 

Ten sposób został przedstawiony przez Jeana Meeusa w jego książce Astronomical Algorithms w 1991 roku. Może być uznany za lepszy od tego poprzedniego, ponieważ nie wymaga żadnych cyfr dla określonego zakresu czasu i nie ma od niego wyjątków. Wystarczy podać dowolny rok.

I tak:

Dzielimy liczbę roku na 19 i wyznaczamy resztę a.

Dzielimy liczbę roku przez 100, wynik zaokrąglamy w dół (odcinamy część ułamkową) i otrzymujemy cyfrę b.

Dzielimy liczbę roku przez 100 i otrzymujemy resztę c.

Dzielimy b przez 4, wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy cyfrę d.

Dzielimy b przez 4 i wyznaczamy resztę e.

Liczymy: (b + 8) : 25. Wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę f.

Liczymy: (b - f + 1) : 3. Wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę g.

Dzielimy (19 x a + b - d - g + 15) przez 30 i wyznaczamy resztę h.

Dzielimy c przez 4, wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy cyfrę i.

Dzielimy c przez 4 i wyznaczamy resztę k.

Dzielimy: (32 + 2 x e + 2 x i - h - k) przez 7 i otrzymujemy resztę l.

Liczymy: (a + 11 x h + 22 x l) : 451. Wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę m.

Dzielimy (h + l - 7 x m + 114) przez 31 i otrzymujemy resztę p.

Dzień Wielkanocy = p + 1.

Miesiąc = Zaokrąglenie w dół dzielenia (h + l - 7 x m + 114) przez 31.

 

Wielkanoc na Słowacji

Ciekawym zwyczajem, który był bliski w szczególności żołądkom Słowaków, było wkładanie do koszyczka wielkanocnego, który ma być poświęcony, słodkich ciast. Ciasta te, nazywane calta musiały znajdować się w każdej święconce. Ale nie było tylko słodko. Kojarząca się nam głównie z zimową porą i Św. Mikołajem rózga, kiedyś na Słowacji właśnie w okresie świąt Wielkanocnych nabierała szczególnego znaczenia. W Wielką Niedzielę nikogo nie dziwiły dzieci ganiające i okładające się nawzajem rózgami. Ponoć miało to chronić przed złymi siłami. Niespodzianką jest też lany poniedziałek, w który w dobrym tonie było oblewać młode dziewczęta tylko w godzinach porannych. Nawet, jeśli miałyby być zmoczone jeszcze w łóżku. Same pisanki, które są symboliczne w każdej tradycji nie były zdobione, jak u nas wzorzyście i tylko w celu zdobienia. Nanoszone na nich wzory miały swoje znaczenie i miały pełnić formę przekazu życzeń do spełnienia. Na wsiach, jaja kładziono na grobach bliskich, smarowano nimi zwierzęta domowe i kładziono je na polach uprawnych. Wszystkie te zabiegi miały na celu zapewnienie dobrobytu i spokoju.  

 

Magia świąt

Żyjąc w świecie pełnym techniki, często odżegnujemy się od obyczajów jeszcze tak niedawno popularnych w domach naszych przodków. Przygotowując się do obrzędów Świąt Wielkanocnych warto odkurzyć kilka zapomnianych rytuałów i w ten magiczny czas, gdy świetlista wiosna przezwycięża martwotę zimy wypróbować ich działanie. Wysiłek niewielki, a wiele można dzięki temu zyskać.

Czary w jajku

Nie byłoby oczywiście Świąt Wielkanocnych bez pisanek. Kurze jajka od wieków były symbolem nowego życia. Ozdabianie ich miało pobudzić ziemię do urodzajności. Zakopane pod progiem chronią przed interwencją złych duchów. Dziewczyna, która chce rozkochać w sobie wybranego chłopca, powinna przygotować czerwoną pisankę (wystarczy jajko ugotować w burakach).  Potem zdejmuje się z niej skorupkę i białko zakopuje pod najdorodniejszą brzozą. Z żółtka i roztartej na proszek skorupki należy przyrządzić smaczną potrawę i ugościć nią wybranka serca. Jajek nie powinno się przynosić do domu po zmierzchu, a od kłopotów uchroni staranne zgniecenie skorupki po zjedzeniu “wnętrza”. Zasada ta nie dotyczy pisanek poświęconych w Wielką Sobotę. One przynoszą wyłącznie szczęście. Dlatego każdą część trzeba wykorzystać i nie krzywić się przed jedzeniem w dni świąteczne nadmiaru jajek. Skorupki można pokruszyć i dosypać do ziemi kwiatów doniczkowych albo zanieść do kurnika, aby kury lepiej się niosły.

Ważna i kura i jajko

Wiele symbolicznych przedmiotów wkłada się do wielkanocnego koszyka. Jest w nim więc i solniczka z solą, drewniane pisanki, baranek z ciasta, masła lub cukru, laska kiełbasy, chrzan. Według starych wierzeń, w koszyku przygotowanym do święcenia nie powinno być jedynie mięsa kury. To właśnie ona przyczyniała się częściowo do męki Chrystusa. Według wierzeń cygan wprawdzie ukradł dwa gwoździe żołnierzom, którzy przybijali Zbawiciela do krzyża, ale dzięki kurze sprawa wyszła na jaw. Złodziej zakopał swą zdobyć w ziemi. Akurat w tym miejscu krzątała się kura, która skwapliwie je z ziemi wydrapała. Nimi przybito do krzyża stopy Chrystusa. Po powrocie do domu ze święconką, obchodzono dom trzy razy dookoła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W ten sposób wypędzano “złe” z gospodarstwa.

Święto ognia i wody

Najwięcej wielkanocnych obrzędów związanych jest z wodą i ogniem. Według wiary naszych przodków w dwa świąteczne dni – Wielki Piątek i Wielką Sobotę oba te żywioły nabierają nadprzyrodzonej mocy. W wiejskich chałupach gospodarze wygaszali stary ogień, by rozniecić nowy świecami zapalonymi od poświęconego, płonącego przy kościele ogniska. Kąpiel w rzece w te dni gwarantowała śmiałkowi nie tylko gładką skórę, ale i przez cały rok chroniła przed chorobami. Wodą, którą w Wielką Sobotę święci w kościele ksiądz trzeba po powrocie z uroczystości pokropić cały dom i ogród. Zabieg ten uchroni domowników od zniszczeń spowodowanych przez szalejące żywioły. Butelkę z poświęconą wodą pamiętający dawne zwyczaje trzymają przez cały rok w domu. Jej kroplę podawano chorym, błogosławiono nią nowożeńców. Kropioną nią także pole, zanim zasiano na nim zboże lub posadzono ziemniaki.

KINGA RAFIDĘBSKA

 

Wielkanoc u Czechów

Czesi nie obchodzili Niedzieli Palmowej, która poprzedzała Wielki Tydzień. Dla nich była to zawsze Kwiatowa Niedziela, kiedy to zamiast przygotowywania palm, wierni podążali do świątyni z gałązkami bazi w dłoniach. Niektórzy z nich nawet połykali świeże kotki baziek, co miało im zapewnić pełne zdrowie. Ale to nie koniec różnic w nazewnictwie. Nasz Wielki Tydzień u Czechów określany był, jako kolorowy, ponieważ tylko poza Wielkim Piątkiem, każdy inny dzień miał barwne określenie, jak Żółty Wtorek, Zielony Czwartek czy Czarna Środa. W te ostatnią dobrze było cały dzień bawić w dobrym nastroju, gdyż to wróżyło powodzenie przez cały rok. Natomiast mycie przed wschodem słońca w Wielki Piątek, w potoku było nijakim gwarantem zdrowia. Co nas Polaków może dziwić, w czeskiej tradycji kolędowanie odbywa się właśnie w czasie Wielkanocy. 

Obchody Wielkanocy w kościołach protestanckich

Wierni Kościołów wyrastających z nurtu Reformacji spotykają się na uroczystych nabożeństwach aby cieszyć się z pamiątki zmartwychwstania Pana Jezusa, aby wspólnie wielbić Pana Boga, czytać i rozważać Jego Słowo zapisane w Piśmie Świętym. Dzień ten jest dniem radości i śpiewu, w zależności od Kościoła różnie celebrowany, jednakże wszędzie mający radosny i podniosły charakter.

Posted in Artykuł numeru, Ciekawostki, W numerzeComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1