Tag Archive | "wychowanie"

Pułapka rodziców

Tags: , ,

Pułapka rodziców


Kiedy wychodziłam z mężem do teatru i zostawiałam dzieci z opiekunką, miałam poczcie winy. Po powrocie okazało się, że słusznie: dowiedziałam się, że pięciolatek zepchnął trzylatka z kanapy. Młodszy – zdając sobie sprawę, że ma za mało siły żeby się odgryźć w podobny sposób – załatwił się do kubełka, po czym całą jego zawartość wylał bratu na głowę.
“Tak to właśnie jest” – odezwał się pełen wyrzutu głos w mojej głowie “…kiedy folgujesz swoim egoistycznym potrzebom, zamiast zajmować się dziećmi, które cię potrzebują. Kończy się jak we »Władcy much«…”
A jednak, z drugiej strony, czułam się dumna. Moi synowie wykazali się wielka inteligencją. Wykazali się przedsiębiorczością. A choć oczywiście nie podobała mi się wizja moczu spływającego po głowie mojego starszego chłopca, po cichu miałam trochę satysfakcji i nadzieję, że czegoś się w ten sposób nauczył. Bo moje okrzyki “Przestańcie się bić!” spływały po nim jak woda po kaczce…
W ten właśnie sposób każdy rodzic – pełen dobrej woli, ale przecież niedoskonały – odkrywa, że pozostawiając dzieci na jakiś czas, aby cieszyć się chwilami spędzanymi tylko w towarzystwie małżonka wzbogaca ich doświadczenie i uczy życia. O tym właśnie pisał amerykański specjalista w dziedzinie terapii rodzinnej, David Code, w swojej książce “To Raise Happy Kids, Put Your Marriage First” (”Jeśli chcesz mieć szczęśliwe dzieci, stawiaj swoje małżeństwo na pierwszym miejscu”).

rodziciele
Code uważa, że przytłaczanie dzieci nieustanną uwagą przy jednoczesnym zaniedbaniu więzi z partnerem doprowadza w rezultacie do zaburzenia ich rozwoju. – Rodziny skoncentrowane na dzieciach to lękowi, wiecznie zmęczeni rodzice i roszczeniowe dzieci uważające, że wszystko im się należy – mówi.
Rzeczywiście – czasami tak bardzo obawiamy się bycia egoistami, że łatwo zapominamy, że to przede wszystkim dobre wzorce kształtują pełną, szczęśliwą osobę ludzką. Dziecko grające w tenisa i mówiące po włosku nie będzie miało szczęśliwego życia, jeśli jego matka nie będzie dobrze traktowała ojca. Miałam znajomą, która nieustanne posyłała swoje dzieci na lekcje francuskiego, do teatru, na kurs nurkowania w Egipcie… A jednocześnie ten wzór macierzyństwa zmuszał męża, aby kąpał się pod prysznicami w siłowni, do której chodził, zamiast “brudzić ich własną łazienkę”. Kiedyś byłam świadkiem, jak wrzasnął do niej: “Dlaczego jesteś dla mnie taka podła?!”
Frank Furedi, profesor socjologii z University of Kent i autor książki “Paranoid Parenting” (”Paranoiczni rodzice”) potwierdza, że małżeństwa dbające o własny związek dają dzieciom więcej niż te, które wynajmują im mnóstwo nauczycieli z zewnątrz. – Poczucie bezpieczeństwa i dobre samopoczucie dziecka w dużym stopniu zależy od tego, jak dziecko postrzega tych dwoje ludzi, którym ufa najbardziej: matkę i ojca – mówi naukowiec. – Jeśli związek rodziców wygląda na szczęśliwy i harmonijny, będzie dla ich dzieci źródłem inspiracji i poczucia bezpieczeństwa.
Nawet Michelle Obama przestrzega zasady cotygodniowej “randki” ze swoim mężem. Nam się to nie udaje – a przecież nie ulega wątpliwości, że państwo Obama są bardziej zapracowani i mają więcej obowiązków, niż my. A może po prostu trochę się tego boimy? Może boimy się raz w tygodniu wyjść do restauracji tylko we dwoje i pozwolić na to, żeby nasza przesympatyczna włoska gosposia pozwoliła naszym dzieciakom przewrócić dom do góry nogami? Albo polecieć na weekend do Quebec City i zgodzić się na to, że nasz trzylatek będzie leżał w łóżeczku z butelką coli?
Zupełnie inaczej podchodzi to tego Simone Sultana, ekonomistka, matka jedenastoletniego Mishy i sześcioletniej Mayi. Ona rozumie potrzebę zachowania równowagi. Wyjazd z mężem na weekend opisuje jako “reset systemu”. – Taki wyjazd kompletnie zmienia nasze podejście i sposób radzenia sobie z najtrudniejszymi sprawami w rodzinie i w domu – opowiada. – To dla nas bardzo ważne, żeby pamiętać, że jesteśmy razem nie tylko dlatego, że mamy dzieci. Nasz związek jest od tego niezależny. Dla moich dzieci to zresztą także bardzo ważne, że ich mama i tata nie są tylko rodzicami, że chcą być razem i robić razem różne rzeczy bo się kochają i są dobrymi przyjaciółmi.
Dzieci pani Sultana mają szczęście: ich babcia jest stosunkowo młoda i może opiekować się nimi pod nieobecność rodziców. To z kolei redukuje kolejny częsty problem: czysto finansowe koszty bycia razem we dwoje poza domem.
Jeśli chcecie pokazać dzieciom, iż jesteście szczęśliwi w swoim związku, wystarczy, że uczynicie je świadkami swoich “punktów kontaktu”. (Chodzi o to, żeby dzieci widziały jak razem pijecie wino, śmiejecie się z tych samych żartów, słuchacie wspólnie muzyki…).
Kiedy wyznaję, że nigdy jeszcze nie spędziliśmy z mężem weekendu bez dzieci (z których najstarsze ma już siedem lat), dr James odpowiada: – Macie prawo być bardzo troskliwymi rodzicami. Nawet jeśli dziecko ma siedem lat, to jeśli nie jest z obcym opiekunem silnie związane emocjonalnie, dwa dni bez rodziców mogą być traumatycznym przeżyciem. Dzieci rozwijają się lepiej i mają większe szanse na zdrowe i szczęśliwe życie psychiczne, jeśli mają bliskie relacje z rodzicami i jeśli rodzice są blisko nich.
Psychiatra uspokaja się dopiero, kiedy tłumaczę mu że dzieci mają bardzo dobre kontakty ze swoimi dziadkami…
Sue Palmer, autorka książki “Toksyczne dzieciństwo”, uważa że czasami rodzice powinni trochę odpuścić. – Sposób wychowania dzieci we wszystkich kulturach, od niepamiętnych czasów, sprowadzał się do tego, że rodzice poświęcali im w pierwszych latach życia ogromną ilość uwagi i czasu – przyznaje. – Ale później w wychowaniu uczestniczyli także inni członkowie rodziny i cała wspólnota lokalna.
Nasza niechęć do zaufania własnym dzieciom, do umożliwienia im budowania zdrowych relacji z innymi dziećmi i dorosłymi, może być naprawdę szkodliwa. Jeśli nie pozwolimy im uczyć się na własnych błędach, jeśli zawsze będzie obok nich mama gotowa krzyknąć “Uważaj!”, jeśli stale jesteśmy przy nich obecni i okazujemy lęk o to, czy coś im się nie stanie – wychowamy neurotyczne dzieci o małym poczuciu własnej wartości. Dzieci, które nie będą wierzyć w siebie i w to, że potrafią coś same zrobić.
A przecież wiem, że moje dzieci świetnie sobie radzą pod kochającym okiem jednej czy drugiej babci. I kiedy ubieram się żeby wyjść gdzieś z ich ojcem, chłopcy są zachwyceni. To naprawdę proste – widzę ich zachwyt i podniecenie będące odbiciem mojej radości.
Jednym z najlepszych sposobów skłonienia dziecko do czegoś jest osobisty przykład. Mój syn jest bardzo wysportowany, między innymi dlatego, że moja żona pływa codziennie rano, a ja chodzę na siłownię trzy czy cztery razy w tygodniu. Dzieci łatwo naśladują styl życia rodziców. Przykład to znacznie lepsza metoda niż posyłanie na lekcje tenisa dziecka, które zawsze widzi swoich rodziców rozpartych na kanapie.
Dzieci “powinny być w centrum rodziny – a nie stanowić centrum rodziny”. – Czasami musisz skupić się na dzieciach, czasami na partnerze – dodaje Palmer. – Chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę, że nie da się zrobić wszystkiego, być wszędzie. Trzeba po prostu robić wszystko najlepiej, jak się da.

Anna Maxted

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Rodzina, RóżneComments (0)

Zanim wypłacisz kieszonkowe

Tags: ,

Zanim wypłacisz kieszonkowe


A czy świat dziecka może się bez nich obejść? Do pewnego wieku tak, ale prędzej czy później będziemy musieli wprowadzić dziecko w świat pieniądza. Pytanie tylko: kiedy i jak? Czy dobrą formą wprowadzania w ów świat jest wypłacanie kieszonkowego?

money-kid1Posiadanie własnych pieniędzy, to dla dziecka sygnał wchodzenia w świat dorosłych: uznania jego kompetencji, potrzeb i nowych możliwości. Kompetencja w wydawaniu i planowaniu wydatków oraz umiejętność oszczędzania czy inwestowania są nieodłącznym warunkiem sprawnego funkcjonowania współczesnego dorosłego człowieka.

Obchodzenie się z pieniędzmi, ich używanie i obsługa finansowa, to umiejętności, które pozwolą dziecku – kiedy będzie już samodzielne – z większym zaufaniem do siebie planować swoją finansową przyszłość. Pozwolą też rodzicom uniknąć kłopotów z dzieckiem, które nie rozumie, że pieniądze nie pojawiają się znikąd i że nie można wydawać więcej niż się ma, a pożyczki trzeba spłacać.

Tak samo jak nauka obsługi komputera, tak i kształtowanie umiejętności panowania nad wydatkami i rozumienie mechanizmów nimi rządzących powinno być stałym elementem edukacyjnym, towarzyszącym naszym pociechom od najmłodszych lat. W uczeniu tym ważne jest, aby dziecko zobaczyło w pieniądzach narzędzie realizacji celów, które samo musi sobie postawić.

Aby nie uważało pieniędzy za cel sam w sobie. Warto nauczyć dziecko traktowania pieniądza jako środka wymiany dóbr ze światem zewnętrznym, a nie jako gwaranta bezpieczeństwa. Trening finansowy jest podobny do treningu czystości: uczy, kiedy wydawać (wypuszczać), a kiedy oszczędzać (zatrzymywać), aby było to zgodne z naszym interesem i jednocześnie z normami społecznymi.

Korzyści z kieszonkowego

Umiejętność planowania wydatków, odróżniania pieniędzy, orientowania się w wymianie drobnych na grubsze itp. najszybciej kształtuje się w praktycznym działaniu. Gdy będziemy “chronić” dziecko przed obrotem pieniędzmi (nie dając mu kieszonkowego, lecz wszystko sami dziecku kupując) po to, by utrzymać nad nim kontrolę, to pamiętajmy, że odbierając mu możliwość wykazania się umiejętnością kontrolowania wydatków, okazujemy tym samym brak zaufania.

Najczęstszym powodem braku kieszonkowego jest brak pieniędzy w domowym budżecie na dodatkowe wydatki. Ale pomimo braku pieniędzy, możemy ustalić z dzieckiem, że będzie sobie samo kupowało to, co i tak jest potrzebne. Dzięki temu przejmie część kontroli nad wydatkami na własne potrzeby (drożdżówki, napój po treningu). Pamiętajmy, że u dzieci w okresie szkolnym kształtuje się samoocena. Dawanie im do zrozumienia, że nie zasługują na zaufanie, podważa ich wiarę w siebie, w możliwość dorównania dorosłym i może obniżyć motywację do uczenia się samodzielności.

Co prawda w niektórych sytuacjach można mieć uzasadnione obawy przed dawaniem kieszonkowego (jeśli dziecko nie potrafi kontrolować wydatków, w ciągu jednego dnia jest w stanie wydać kieszonkowe, nie bardzo nawet wiedząc na co), ale nawet wówczas nie można w rozmowie sugerować dziecku braku zaufania, bo ono dopiero uczy się tej nowej kompetencji.

Problem kieszonkowego – dawać czy nie – pojawia się najczęściej, gdy dziecko wchodzi w okres szkolny. Uczy się liczenia, odróżniania wartości pieniędzy, dodawania, dzielenia, ale również planowania (wydatków), czekania na określone wydarzenie (zakup), myślenia o przyszłości. Operowanie pieniędzmi – monetami i banknotami – uczenie się ich rozróżniania i wartości (którą to naukę umożliwi dziecku wypłacanie kieszonkowego), to praktyczna i fascynująca wycieczka w kierunku matematyki konkretnej, budowanie orientacji dziecka przy najprostszych zakupach. Dzięki temu dziecko poczuje się kompetentne w tym obszarze, nabierze pewności siebie.

Wprowadzanie w rodzinie treningu finansowego poprzez wypłacanie kieszonkowego, to również uczenie dziecka kluczowej umiejętności, jaką jest odraczanie satysfakcji – czyli konieczność poczekania z przyjemnością na odpowiedni moment (np. dziecko zamiast dostać od razu zabawkę, którą sobie upodobało, musi poczekać, aż otrzyma kieszonkowe, za które będzie mogło samo ją kupić).

Sytuacja uzgadniania z dzieckiem wydatków i kieszonkowego jest też dobrą okazją, aby zacząć je wprowadzać w realny obraz finansów rodzinnych, z którymi konfrontowało się dotychczas jedynie przy regałach z zabawkami i słodyczami. Możemy wówczas pokazać dziecku, ile wydajemy, na co, ile zostaje i co musimy jeszcze kupić w danym miesiącu.

pieniadze1Zanim wypłacisz “pensję”

Wprowadzanie treningu finansowego wymaga od rodziców przyjrzenia się uważnie swoim dzieciom i ich możliwościom. Dla prawidłowo funkcjonującego i rozwijającego się dziecka nauka oszczędzania i wydawania, to zarazem wprowadzanie nowych sytuacji edukacyjnych, nowych tematów do rozmów. Zanim je wdrożymy, warto zorientować się wcześniej (by dobrać odpowiednio tematykę rozmów), czy dziecko w sklepie raczej ogląda zabawki, czy też wszystkie chce mieć? “Kolekcjonuje” je, odstawiając w domu na półkę zaraz po zakupie, czy ich używa?

Od najmłodszych lat warto dziecko oswajać z oszczędzaniem w popularnej “śwince”, ale z dawaniem kieszonkowego warto poczekać, aż osiągnie wiek szkolny. Dziecko powinno być gotowe do kontrolowania własnych zachowań w takim stopniu, aby trening nie był tylko ćwiczeniem posiadania, ale i „obracania” pieniędzmi i uczeniem się przy tej okazji zasad oraz identyfikacji własnych potrzeb.

Warto zastanowić się także, czy jesteśmy świadomi, jakie pokazujemy dziecku możliwości “zastosowania” pieniędzy: dzielenia się, oszczędzania, wydawania na rzeczy pożyteczne czy przyjemne? Na siebie czy dla innych? Zawsze “teraz”, czy odkładamy na później? Kupujemy rzeczy droższe czy tańsze? Czy mamy jakieś ustalenia dla samych siebie, jakieś priorytety i dlaczego obowiązują one w domu?

Dziecko łatwiej uczy się operować pieniędzmi, kiedy może naśladować rodziców, kiedy obserwuje czynność liczenia, kiedy jest zaznajamiane z widokiem i wartością pieniędzy. W trakcie nauki korzystania z pieniędzy ważne jest, aby dziecko widziało, w jaki sposób dorosły ich używa, a nie jak fascynuje go sam fakt ich posiadania.

Rodzice powinni nauczyć dzieci radzenia sobie z frustracją spowodowaną tym, że nie można kupić wszystkiego, czego się pragnie, że nie zawsze ma się tyle pieniędzy, ile zaplanowanych wydatków, ale także tego, że z czasem (edukacja, staż pracy) zarabia się więcej. Dziecku warto też powiedzieć, że rodzice odkładają pieniądze – np. część pensji przeznaczają na wspólne wakacje. Starszemu dziecku można pokazać “tort” miesięcznych wydatków, aby samo przekonało się, na jakie różne cele może przeznaczać własne pieniądze.

Czy wiemy, na co wydajemy?

Planowanie wydatków na tydzień czy miesiąc razem z dzieckiem, w jego obecności, pokazywanie rachunków, zobowiązań, pieniędzy odłożonych na niespodziewane wydatki, to też sposób na wprowadzanie w świat dziecka wyobrażeń dotyczących reguł wydawania i oszczędzania. Sprawdzanie, czy nie przekraczamy wyznaczonych limitów, pokazywanie dziecku oszczędności i tego, w jaki sposób ono również może oszczędzać – to pierwsze sposoby wprowadzania go w świat finansów.

Ze starszym dzieckiem czy nastolatkiem warto prześledzić historię swojej pracy czy zarabiania, pokazując konieczność racjonalizowania swoich planów, pogodzenia się z tym, że na początku drogi zawodowej nie zawsze wystarcza na wszystko, czego się chce. Warto zaangażować dziecko w kontrolowanie płacenia rachunków w wyznaczonym terminie, wprowadzić w podstawy domowego budżetu (na książki zawsze musi wystarczyć, na restaurację – raz w miesiącu, na konie – co tydzień). Wraz z analizą wydatków trzeba pokazać, że rodzice, choć zarabiają, nie wszystko wydają na własne cele. Także dziecku należy przekazać, że swoje oszczędności może przeznaczać dla siebie, ale też na upominki dla innych.

Pieniądze to dość ważny temat w wychowywaniu. To nie tylko środek do zaspokajania potrzeb “realizowanych” w sklepie, ale i w relacjach z innymi ludźmi. Jeśli chcemy nauczyć dziecko kompetencji finansowej, trzeba dać mu do dyspozycji pewną kwotę i pozwolić na dysponowanie nią. Jako rodzice musimy być świadomi, że dzięki temu część aktywności dziecka przechodzi pod jego – choćby skromną, ale zawsze – kontrolę.

Sami musimy się zastanowić, do czego służą nam pieniądze. Czy są narzędziem władzy, źródłem pozycji, przywilejów w rodzinie, wyznaczania ról i czy każdy ma ich trochę dla siebie, czy też np. żona musi za każdym razem prosić męża o drobne na zakupy. Czy ufamy sobie, kto kontroluje całość finansów rodzinnych i czy ma to wymiar jedynie praktyczny (jeden rozsądny w rodzinie impulsywnych), czy kryje się za tym coś więcej – np. chęć władzy, kontroli, udowodnienia swoich kompetencji i wyższości. Tego też dzieci uczą się w rodzinie – ukrytej funkcji pieniądza i dróg jego dystrybucji.

Za ile sprzątniesz garaż?

Jeśli kieszonkowe dziecku nie wystarcza, najczęściej pojawia się temat “zarabiania”, czyli nagradzanie przez rodziców pieniędzmi; na przykład za wykonanie “ekstra” prac wokół domu. Z takim sposobem “dawania” dziecku dodatkowych pieniędzy wiąże się zawsze pewien czynnik ryzyka – pokazujemy mu, że niczego w domu nie robi się za darmo. Taki układ na dłuższą metę może sprawić, że dziecko będzie prezentowało postawę materialistyczną wobec świata – stanie się tak wówczas, gdy dawanie dziecku pieniędzy “w nagrodę” za zrobienie czegoś będzie jedyną formą zachęcania go do działania.

W przypadku “zarabiania”, lepiej umówić się z sąsiadami, że dziecko będzie mogło coś u nich zrobić za wynagrodzeniem (czy u dalszych krewnych lub znajomych, w myśl zasady: nasze dziecko u nich, ich dziecko u nas), aby nie wykonywało za pieniądze prac, którymi domownicy powinni dzielić się w ramach codziennych obowiązków (mogą wykonać je “ekstra” u wspomnianych sąsiadów i za to “ekstra” dostaną wynagrodzenie). To też okazja, aby pokazać podstawowe zasady życia we wspólnocie: wiele rzeczy opłaca się nie tylko ze względu na pieniądze, ale na zyski emocjonalne, czasowe – mamy więcej czasu wolnego, jeżeli wspólną pracę dobrze zaplanujemy. To okazja do pokazania, że “opłacalność” nie zawsze ma wymiar finansowy.

Czasami zaczynamy używać pieniędzy, aby u dziecka pojawiło się nowe, pożądane przez nas zachowanie (np. poprzez wprowadzanie systemu żetonowego – kiedy dziecko za określone zachowanie jest nagradzane punktami, słoneczkami, uśmiechami i po zebraniu odpowiedniej ilości wybiera sobie sposób nagradzania, wykorzystania zdobywanych punktów). Kiedy w taki sposób pracujemy nad motywacją do utrzymywania porządku w pokoju, nad motywacją do nauki, do pomagania w domu, to bardzo ostrożnie musimy podchodzić do stosowania nagród pieniężnych (jak najrzadziej albo wcale nie powinniśmy pozwalać na wymianę wspomnianych żetonów na pieniądze).

Jeśli dziecko może coś w takim systemie uzyskać, to powinien to być częstszy kontakt z rodzicem, wspólne aktywności czy wspólna wyprawa po nową zabawkę, na którą dziecko “zapracowało”. Jest bezpieczniej, jeśli dziecko nagradzane jest np. polepszaniem kontaktu z rodzicem (”jeśli coś zrobisz, możemy razem iść do kina, zapracowałeś na ten bilet”) niż pieniędzmi, z którymi znowu zostaje samo. Nagradzanie za zachowania i trening finansowy powinny być przeprowadzane niezależnie od siebie, w pewnym odstępie czasowym, żeby i rodzicom, i dzieciom udało się zapamiętać reguły, których muszą przestrzegać.

Rzut monetą w domu

Rodzina to najlepsze “pole treningowe’ dla zdobywania nowych kompetencji, potrzebnych i niezbędnych także do funkcjonowania poza nią. Jeśli dziecko ma bezpiecznie nauczyć się czegoś, to potrzebuje ciepłego kontaktu emocjonalnego, czułej kontroli oraz dobrych przykładów. Zwykle chcielibyśmy, aby dziecko postępowało z pieniędzmi rozsądnie. Pamiętajmy jednak, iż rozsądek nie pojawi się od razu. Przygotujmy się zawczasu na błędy i wydawanie pieniędzy na to, czego sami nie kupilibyśmy, bowiem nieopłacalności inwestycji dziecko też musi doświadczyć i wyciągnąć z niej wnioski.

Bardzo ważne jest, aby dziecko nie przestraszyło się posiadania własnych pieniędzy i reakcji rodziców na pierwsze błędy popełniane w planowaniu wydatków. Warto być pobłażliwym wobec tych błędów, tłumaczyć i pokazywać konsekwencje, ale tak, aby dziecko nie bało się posiadania i wydawania pieniędzy – wszak stanowią one istotny element dorosłego życia. W przypadku, gdy dziecko się ich wystraszy, to być może będzie umiało odkładać pieniądze, ale nie będzie miało już odwagi ich używać.

Ważne też jest, by dziecko poznało konieczność hamowania swoich zachcianek – więc rodzice powinni być konsekwentni i nie uzupełniać wydanego w jeden dzień kieszonkowego. Z nastolatkami warto prowadzić dziennik wydatków i wpływów, bo za kilka lat będą same z kartą kredytową w innym mieście. Warto więc już dziś pracować nad tym, by nie zaskoczył nas zrobiony przez nie debet…

dr Julita Wojciechowska

Dr Julita Wojciechowska jest psychologiem. Pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesuje się zagadnieniami związanymi z rozwojem i edukacją dzieci i dorosłych, psychopatologią rozwojową, problematyką ról rodzicielskich.

***

Na to, jak dzieci uczą się zarządzania pieniędzmi, wpływa nie ich ilość, ale to skąd pochodzą.

Wykazały to w badaniach Vonda Doss, Julia Marlowe i Deborah Godwin z Uniwersytetu Georgia. Dzieci, które mają szansę same je zarobić, oszczędzają więcej niż te otrzymujące całość w ramach kieszonkowego. Z kolei dzieci, które otrzymują pieniądze jako prezenty od innych, częściej dają też pieniądze innym – na kościół, na cele dobroczynne, same też częściej robią innym upominki, za które płacą (tak samo jak dzieci zarabiające).

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Opuszczeni

Tags: ,

Opuszczeni


Ptaki wiją gniazdo, miejsce bezpieczne dla piskląt, a te, gdy dorosną odlatują na zawsze.

U ludzi czasami jest inaczej. Zdarza się, że dzieci wracają albo rodzice dołączają do dzieci.

opuszczeni

Najpierw męczy pustka. “Znikły dawne obowiązki, które wypełniały dzień. Nie wiadomo, co zrobić z wolnym czasem, czym sensownym zająć się teraz, co robić pożytecznego. Poza tym dzieci wnoszą wiele trosk, ale też i radości życia – twierdzi dr Dorota Kornas-Biela, psycholog z Instytutu Pedagogiki KUL. – Życie jest gwarne, czasem wręcz hałaśliwe, ale ciągle coś się dzieje. Cisza po odejściu dzieci staje się nieraz nie do zniesienia”.

Duże dzieci

Maria i Stefan z jednej z podwarszawskich miejscowości przyznają dziś, że popełnili sporo błędów wychowawczych. Nie wynikały one z rodzicielskiej niefrasobliwości – częstego źródła zaniedbań – lecz z okoliczności. Dla starszego syna długo nie mieli czasu. Całe dnie poświęcali na prowadzenie zakładu rzemieślniczego, przejętego po rodzicach, i utrzymanie go, by mieć z czego żyć.

“Marcin wychowywał się z kluczem na szyi. Nie chciał się uczyć. Nie radziliśmy sobie z tym, a potem jego problemy nakręcały się same” – mówią. Syn wpadł w nienajlepsze towarzystwo, nie skończył technikum, obijał się. Gdy się ożenił i odszedł z domu, nie wydoroślał. Szybko rozstał się z żoną.

Dla młodszego o dziesięć lat Rafała byli już innymi rodzicami. “Zakład zaczął prosperować, mieliśmy więcej czasu. Staraliśmy się, żeby Rafał miał nas naprawdę. Marcin i tak chodził własnymi ścieżkami” – opowiadają. Młodszy syn stał się ich oczkiem w głowie.

Byli teraz, jak przyznają po latach, rodzicami nadopiekuńczymi. Traktowali go wciąż jak małego chłopca. Nie marudzili, że prawie dziesięć lat studiował, zmieniając kierunki. Był jak jedynak: starszy syn był poza ich zasięgiem, mieli już tylko tego młodszego. Ale kiedy i on w końcu się wyprowadził, dla matki był to prawdziwy dramat.

Za wiele w jednym czasie

Mieszkanie nagle stało się ciche i wydawało się puste. “Spadło to na żonę jak grom z jasnego nieba – opowiada Stefan. – Tym bardziej, że w tym samym czasie sprzedaliśmy zakład, żona przeszła na emeryturę. Na to nałożyły się jej kłopoty ze zdrowiem. Wpadła w depresję. Mówiono nawet, że uciekła w nią, bo za wiele w jednym czasie na nią spadło”.

“Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nic nie pomogła ani wycieczka do ciepłych krajów, ani malowanie, ani książki – opowiada Maria. – Zdawało mi się, że moje życie się kończy. Synów nie ma w domu i nie jestem już nikomu potrzebna. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że wszyscy mnie opuścili”.

Czuła pustkę przez kilka lat, aż do czasu, gdy Rafałowi rozpadło się małżeństwo. “Długo dojrzewałam do tego, żeby zrozumieć, że jest dorosły, że żyje na własny rachunek, że ma swoje sukcesy oraz problemy i, co więcej, jak każdy ma prawo nawet do błędów” – ocenia dziś. Nie obciążała się małżeńską porażką syna, myśląc: “Jest dorosły, jak sobie pościele, tak się wyśpi”.

“Rodzice muszą podchodzić do usamodzielnienia się dzieci pozytywnie. To, że się usamodzielniają, radzą sobie, stają się dobrymi mężami i żonami – to przecież także ich sukces, my ich wychowaliśmy!” – podkreśla psycholog Marcin Barański. Jak jednak przyznaje, łatwo to powiedzieć, trudniej przeżyć: w prawdziwym życiu nasze własne pustoszejące gniazdo nie jest niczym sympatycznym.

Mama zmienia front

Kiedy rodzina była wielodzietna i wielopokoleniowa, “opustoszanie gniazda” tak bardzo nie bolało. “Jeśli w rodzinie jest więcej dzieci i kolejno odchodzą z domu, rodzice mogą się stopniowo z tym oswajać i przygotowują się do pozostania samymi” – podkreśla Marcin Barański. Ale, jak dodaje, nie zawsze tak jest.

Rodzice Anny, socjologa z Warszawy, zareagowali na jej odejście z domu – wzorem starszego brata – nerwowo, choć starali się nie dać tego po sobie poznać. Nie mogli zrozumieć jej kroku, tym bardziej, że nie wyprowadzała się z mężem ani do męża. Pytali: “Po co ci to?”. Szantażowali: “A co, z nami źle?”. Tymczasem Anna pragnęła samodzielności. Wyprowadzała się na swoje, do mieszkania, które trzeba było wyremontować.

“Dla mnie to było naturalne: dorosła córka wyprowadza się. Natomiast tata powtarzał, że to głupi pomysł” – mówi. Odmówił pomocy przy remoncie. “Jakby myślał, że w ten sposób odwiedzie mnie od tego albo przywiedzie z powrotem do domu”. Nie chciał nawet obejrzeć mieszkania po remoncie.

“Tata bardzo przeżywał, że się wyprowadzam. Mama zachowywała się dużo spokojniej. Zdawałam sobie sprawę, że to wyraźny lęk przed zerwaniem więzi z dzieckiem. Ale nie mogłam mu pomóc. Nie dawało się z nim rozmawiać. Czekał chyba, że będę go wciąż przepraszać i głaskać” – mówi Anna. Napięcia i żale ciągnęły się dwa lata, aż znikły w naturalny sposób: ojciec musiał się do nowej sytuacji przyzwyczaić.

Mąż wrócił do łask

Z odejściem z domu Magdy nie chciała pogodzić się matka. Magda jest jedynaczką, a gdy wyprowadzała się z rodzinnego domu w Szczecinie, rodzice byli już na emeryturze. Widać było, że szczególnie mama nudzi się okropnie, próbuje całkowicie podporządkować sobie córkę. Ojciec raczej nie odzywał się.

Miała narzeczonego, zresztą lubianego i hołubionego przez jej matkę. Kiedy wyprowadziła się do niego, matka nagle zmieniła front. Obraziła się na nią, a szczególnie na niego. Stosowała emocjonalny szantaż. “Byłam załamana i nieszczęśliwa. Mama nie odzywała się do mnie. Gdy przychodziliśmy do rodziców, trzaskała drzwiami i zamykała się w swoim pokoju” – wspomina Magda. Ojciec, zdominowany przez żonę, wolał nie zabierać głosu na ten temat.

“Mama nie odzywała się do mnie przez parę miesięcy. Potem oświadczyła, że nie była w stanie sobie z tym poradzić, ale żebym sobie nie wyobrażała, że będzie miła, bo jest wściekła, że zabrano jej jedyną córkę” – mówi Magda. Trwało to ponad półtora roku. Dopiero teraz jej mąż wrócił do łask, a ona sama jest znowu ukochaną córką.

Gdy w wielodzietnej rodzinie usamodzielnia się ostatnie dziecko, często nie jest to już dla rodziców szok. “Syndrom opuszczonego gniazda dotyczy głównie rodzin małych, a zwłaszcza tych z jedynakami – tłumaczy Maciej Barański. – To zrozumiałe, bo całe życie rodziców było skoncentrowane na tym jednym dziecku. Gdy odchodzi z domu, dla rodziców cisza zdaje się aż krzyczeć”.

Dopasowani na nowo

Wszystkie dzieci Ewy i Tadeusza rozjechały się po świecie. Dosłownie: córka wyjechała na studia do Francji, młodszy syn do pracy w Anglii, a starszy na stałe zamieszkał na północy Polski. Jednak ich mieszkanie w Kutnie nie opustoszało od razu. Dzieci pozwoliły im na przyzwyczajenie się do myśli, że kiedyś zostaną sami.

Najpierw synowie po kolei wyjeżdżali na studia do Łodzi. “Byli poza domem, ale na większość weekendów przyjeżdżali do nas. I w domu było wtedy bardzo głośno. Czasem aż za głośno” – dodaje półżartem Ewa.

Poza tym, gdy dzieci odchodziły z domu, obydwoje jeszcze pracowali (dziś Ewa jest już na emeryturze). To też powodowało, że nie przeżyli wielkiego szoku i osamotnienia. Nie obyło się jednak bez spięć. “Dochodziło między nami do nieporozumień i scysji. Musieliśmy się na nowo dopasować do siebie, dotrzeć po latach. Musieliśmy porozumieć już bez dzieci, przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Wreszcie zrozumieliśmy, że odejście dzieci to nie żadna tragedia, lecz nowy etap w życiu” – mówi Ewa. Trwało to mniej więcej rok. Zmienili nieco styl życia. Oboje są domatorami, ale częściej niż kiedyś jeżdżą na działkę czy do znajomych.

Ewa i Tadeusz starali się rozumieć dzieci, ich aspiracje, ciekawość świata i godzili się z ich wyjazdami. “Wszyscy rodzice przecież chcą, żeby ich dzieciom było jak najlepiej” – mówi Ewa. Co nie znaczy, że nie tęskni za dziećmi rozrzuconymi po świecie. Tym bardziej, że sytuacja się skomplikowała.

“Miałam nadzieję, że córka po studiach wróci do Polski. Przecież zdobyła świetne kwalifikacje, nie miałaby żadnych problemów ze znalezieniem pracy. Ale ma już inne plany. We Francji znalazła dobrze płatną pracę, poznała chłopaka, zakochała się i najpewniej do Polski już nie wróci” – mówi Ewa. Jej puste gniazdo, jak sądzi, puste będzie chyba już na zawsze.

Niektóre personalia zostały zmienione.

Wanda Kowalska/Familia

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Czerwiec 2010
P W Ś C P S N
« maj    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930