Tag Archive | "zagrożenie"

Niebezpieczna opalenizna

Tags: , ,

Niebezpieczna opalenizna


Uwielbiasz chodzić do solarium? Nie ty jedna.

W samej Wielkiej Brytanii trzy miliony kobiet korzystają regularnie z łóżek opalających, mimo nieustannych ostrzeżeń, że tanningnarażają się na raka skóry. A może rezygnacja z tej przyjemności jest ponad twoje siły? Eksperci twierdzą, że solarium potrafi uzależnić tak samo jak alkohol czy kofeina.
Naukowcy zbadali, jak zachowuje się mózg osób regularnie korzystających z łóżek opalających i zaobserwowali u nich te same mechanizmy co u narkomanów i alkoholików. Doktor Bryon Adinoff, wykładowca psychiatrii z Southwestern Medical Centre należącego do Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas, podsumowuje to tymi słowy: – U takich osób zachodzą zmiany w części mózgu generującej satysfakcję z nagrody, analogiczne do tych, jakie wywołują pieniądze, jedzenie czy zażywanie narkotyków.
Reporterzy działu zdrowotnego “The Sun” skontaktowali się z nałogowcami nowego typu. (…) Zamieszczamy ich historie ku przestrodze.
Melanie Panther, lat 27
Pracująca jako asystentka dyrektora Melanie, zamieszkała w Beckenham w hrabstwie Kent, nie chce zrezygnować z solarium. Używa nawet kremu przyspieszającego opalanie, aby szybciej osiągnąć wymarzony odcień brązu.
– Chodzę do solarium od dziewięciu czy dziesięciu lat – mówi. – Kiedy patrzę na zdjęcia gwiazd, widzę, że zawsze mają piękną złocistą karnację. A ja chciałabym wyglądać tak samo jak one. Z natury jestem bardzo blada i miewałam kłopoty z cerą. Zauważyłam, że kiedy korzystam z solarium, pryszcze znikają. Na początku korzystałam z łóżek opalających raz na dwa tygodnie, ale chodzę do solarium dwa-trzy razy w tygodniu, w sesjach po 12 minut. Gdy jestem opalona, moja pewność siebie bardzo na tym zyskuje.
Rodzina ciągle powtarza mi, że to niebezpieczne, ale ja tak bardzo lubię się opalać. Koleżanki nie rozumieją mnie, gdy mówię: “Muszę dzisiaj iść do solarium”. Ale ja właśnie to czuję, po prostu muszę tam iść, a po zakończonej sesji mam świadomość dobrze wykonanego zadania. Kiedy wychodzę gdzieś wieczorem, zawsze wcześniej korzystam z solarium – inaczej nie czułabym się komfortowo.
Myślę, że jedynym argumentem, który skłoniłby mnie do rezygnacji z opalania, mógłby być jakiś objaw raka skóry. Na razie zamierzam stale korzystać z solarium, daje mi to dużo zadowolenia. Nie używam kremów z filtrem, stosuję natomiast krem przyspieszający opalanie, który pozwala mocniej się opalić przy takiej samej dawce promieni UV.
Niech inni sobie mówią, jakie to szkodliwe… Wcale nie uważam, żeby solarium miało być gorsze od palenia papierosów czy picia alkoholu. Nie mam żadnych kłopotów ze skórą. Nie mam też wielu znamion. Nie palę i prowadzę aktywny tryb życia. Wprawdzie nie bywam codziennie na siłowni, ale chodzę do pracy na piechotę i ogólnie jestem zdrowa. Kilka razy zdarzyło mi się przesadzić, opalałam się za długo, ale to było wtedy, kiedy próbowałam chodzić do solarium dwa razy dziennie.
Jedna z moich przyjaciółek tak samo często jak ja korzysta z solarium, ale pozostałe trzymają się od tego miejsca z dala, wolą używać samoopalaczy. Moim zdaniem nieporównanie łatwiej jest wskoczyć na łóżko opalające niż nakładać na siebie lepki i śmierdzący krem. Poza tym korzystanie z solarium jest tańsze, bo na serię zabiegów często dostaje się rabat. Można wykupić jeden zabieg, a drugi dostać za darmo, albo za 50 procent ceny. Tymczasem samoopalacz w sprayu kosztuje 25 funtów i wystarcza tylko na tydzień.
Wiem, że to ryzykowne, a przy tym jednak dość drogie przyzwyczajenie, ale na razie nie mam zamiaru z niego rezygnować. (…)
Claire Burdekin, lat 25
U Claire, mieszkającej w Bootle koło Liverpoolu dwa lata temu stwierdzono raka skóry.
– Miałam 14 lat, kiedy zaczęłam chodzić do solarium i już wtedy korzystałam z niego nawet dwa razy w tygodniu – opowiada. – Z czasem zaczęłam chodzić tam częściej i w końcu korzystałam z łóżka opalającego cztery lub pięć razy w tygodniu. Uwielbiałam to uczucie, jakby słońce świeciło mi prosto w twarz i bardzo zależało mi na tym, by moja biała skóra nabrała pięknego, ciemnobrązowego koloru. Oczywiście, chciałam być brązowa. Na ogół jednak kończyło się na tym, że moja skóra robiła się czerwona i poparzona.
Kiedy tylko miałam wolną chwilę, kładłam się w ogródku czy w parku i dosłownie smażyłam się, żeby się opalić. Lubiłam obserwować, jak pod koniec dnia miejsca ukryte pod ubraniem odznaczały się na biało i nigdy nawet nie pomyślałam o tym, by używać kremu z filtrem. To przecież Wielka Brytania, a nie Karaiby.
Zaczęłam nawet przyjmować zastrzyki z melanotanu – to preparat, który wzmacnia opaleniznę uzyskaną na słońcu lub w solarium. Zastrzyki kupowałam w internecie, chociaż eksperci przestrzegali przed aplikowaniem ich sobie samemu, twierdząc, że jest to niebezpieczne.
Kilka lat temu po powrocie z wakacji zauważyłam, że znamię na moim brzuchu uległo zmianie. Dosłownie pękło na pół i zrobiło się bardzo czarne. Mimo to zwlekałam rok, zanim poszłam z tym do lekarza. Zgłosiłam się do szpitala, gdzie usunięto mi znamię, a dwa tygodnie później usłyszałam wiadomość, która podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody. Zachorowałam na raka.
Miałam dużo pieprzyków i wszystkie były bardzo ciemne. Następnego dnia musiałam się zgłosić na kolejny zabieg – wycięto mi większy fragment skóry z brzucha, żeby upewnić się, że wszystkie zaatakowane tkanki zostały usunięte. Założono mi dwadzieścia szwów i teraz mam na brzuchu paskudną bliznę. Od tego czasu usunięto mi jeszcze jedno znamię i jestem pewna, że w przyszłości będę musiała usunąć kolejne.
Teraz żyję w ciągłym strachu, że rak może wrócić. Przez najbliższe pięć lat muszę co trzy lub cztery miesiące zgłaszać się do szpitala Broadgreen Hospital, w Liverpoolu na badania kontrolne.
Kiedy teraz patrzę wstecz, wydaje się sobie śmieszna, ale wtedy tego nie dostrzegałam, po prostu chciałam być coraz ciemniejsza. Z całą pewnością wpadłam w nałóg. To samo powiedział chirurg, który mnie operował. Według niego uzależniłam się – tak samo jak palacz papierosów czy narkoman – i musiałam się z tego wyzwolić.
Wokół mnie ludzie wciąż korzystają z solarium. Chętnie powiedziałabym im: “Nie bądźcie głupi. Przecież mamy do dyspozycji mnóstwo samoopalaczy. Dziś sama chętnie ich używam”.

Posted in Ciekawostki, ZdrowieComments (0)

Szkodliwe polimery

Tags: , , ,

Szkodliwe polimery


Organizacje Ochrony Środowiska ostrzegają, że sieci handlowe sprzedają wiele produktów zawierających rakotwórcze, mutagenne oraz toksyczne substancje, o czym nie informuje się konsumentów. Wielkie europejskie sieci, w tym Carrefour, Tesco i Media Markt-Saturn, narażają klientów na działanie szkodliwych chemikaliów, jakie znajdują się w sprzedawanych przez nie produktach. Niebezpieczne związki znajdują się zarówno w zabawkach erotycznych dla dorosłych, jak i w dziecięcych piórnikach oraz butach.

plastikowe-szalenstwo

Najbardziej budzące sprzeciwy plastiki należące do tworzyw sztucznych to polichlorek winylu (PCV) i poliuretan.
Polichlorek winylu to szeroko rozreklamowane tworzywo sztuczne, służące jako surowiec do wyrobu wykładzin, worków, folii (np. czarnej folii organicznej) opakowań, rur, okien, drzwi. Znane są również firmy produkujące na bazie PCV elegancką odzież przeznaczoną dla pań. Produkcja PCV stwarza zagrożenie zarówno w czasie samej produkcji, jak również w momencie kiedy PCV staje się bezużytecznym odpadem. W procesie spalania polichlorku winylu wytwarzają się wysoce groźne związki chemiczne zwane dioksynami, które są jednokrotnie bardziej niebezpieczne od cyjanku potasu.
Poliuretan stanowiący budulec tzw. pianek poliuretanowych, podczas spalania powoduje powstawanie cyjanowodoru. Jest to ciemna strona stosowania pianek poliuretanowych. Kiedy człowiek dostanie się w opary cyjanowodoru, będąc w zamkniętym pomieszczeniu, zdolny jest przeżyć zaledwie 90 sekund. Poliuretan stanowi budulec pianek uszczelniających, izolacji, gąbek. Produktów takich jak wyżej wymienione najlepiej unikać. Odpady stanowiące pozostałość po opakowaniach należy zabezpieczać i odtransportować w bezpieczne miejsca, na specjalnie do tego wyznaczone składowisko.
Tworzywa są również bardzo szkodliwe dla środowiska naturalnego w czasie całego cyklu życia. Poza tym, jako że są głównym składnikiem śmieci, powodują problemy w czasie produkcji, użytkowania i składowania. Większość tworzyw produkuje  się z ropy  naftowej i gazu, które powodują ogromne zniszczenia w środowisku w trakcie pozyskiwania (wydobycia), ekstrakcji i transportu . Przykładowo wylewy ropy naftowej powodują ogromne zanieczyszczenie środowiska  w wodach oceanów i strefie przybrzeżnej. W czasie rafinacji  ropy  i gazu  dochodzi do znaczących emisji zanieczyszczeń do powietrza atmosferycznego, takich jak  NOx , SO2 i węglowodanów , które przyczyniają się do powstawania kwaśnych deszczów i są szkodliwe kiedy je wdychamy. Ropa naftowa i gaz ziemny należą także do bogactw nieodnawialnych.

Wspólne badania kilku organizacji konsumenckich ujawniły, że wiele artykułów z tych sklepów zawiera wysokie stężenie substancji chemicznych określanych jako “substancje bardzo wysokiego ryzyka” (SVHC). Te niebezpieczne dla ludzkiego zdrowia składniki są rakotwórcze, mutagenne i toksyczne. Raport z badań alarmuje, że sprzedawcy łamią jedno z podstawowych europejskich praw, nie powiadamiając nabywców o groźnych substancjach zawartych w sprzedawanych produktach.
Najnowsze badania wskazują na szkodliwy wpływ plastikowych pojemników na żywność, a w konsekwencji na zdrowie człowieka.
Uczeni z Uniwersytetu Missouri w USA oraz Guelph w Kanadzie badając plastikowe opakowania na żywność stwierdzili, że obecny w nich bisfenol A (BPA) może powodować wiele chorób. Wśród najgroźniejszych wymienia się chorobę Alzheimera, schizofrenię i depresję. Ponadto, jedząc lub pijąc z plastikowych opakowań, narażamy się na zaburzenia układu nerwowego, a także hormonalnego.
Gdzie można zetknąć się ze szkodliwymi cząsteczkami bisfenolu A? Zasadniczo zawierają je twarde plastiki - butelki, kubki, talerze. Wyjątkowo niebezpieczne mogą być te, które używamy w kuchenkach mikrofalowych bowiem,  ich działanie zwiększa przenikanie BPA do żywności. Oczywiście nie każdy pojemnik jest szkodliwy - pod warunkiem posiadania odpowiednich certyfikatów. Szczególną ostrożność jednak, powinny zachować kobiety w ciąży i dzieci.
Aktualnie w kręgach społeczności naukowców toczy się burzliwa dyskusja na temat możliwych szkodliwych efektów działania Bisfenolu A u ludzi. Amerykański ekspert, profesor Frederick vom Saal z University of Missouri stwierdził, iż Bisfenol A – znany jako BPA – może powodować wady wrodzone, przedwczesne dojrzewanie dzieci, nadmierną aktywność, obniżoną płodność oraz zwiększone ryzyko zachorowania na chorobę nowotworową. Profesor Saal powiedział, że wyniki badań wskazują, iż substancja ta jest niebezpieczna nawet w dawkach uważanych za bezpieczne oraz zgodne z regulacjami europejskimi i wezwał do ponownej oceny poziomów bezpieczeństwa.
Profesor vom Saal, stwierdził także, iż badania prowadzone na gryzoniach wykazały, że substancja ta wywiera szkodliwy wpływ na równowagę hormonalną u gryzoni w dawkach znacznie niższych od przyjętych jako bezpieczne. Ostrzegł, że poziomy bezpieczeństwa powinny zostać ustalone na poziomie tysiąc razy niższym od poziomu, dla którego występują działania niepożądane. Określił BPA mianem „nadzwyczajnie silnej substancji chemicznej” oraz stwierdził: „Jeśli działania niepożądane obserwowano w badaniach prowadzonych na zwierzętach, a dostępne są bezpieczne rozwiązania alternatywne, powinniśmy zatem założyć, że substancja ta jest szkodliwa u ludzi i zaprzestać jej stosowania”.
W dniach 6–7 sierpnia 2007 National Toxicology Program (NTP) Center for the Evaluation of Risks to Human Reproduction (CERHR) zwołało w Aleksandrii (Wirginia) posiedzenie panelu ekspertów w celu oceny Bisfenolu A. Było to drugie publiczne spotkanie panelu ekspertów. Ta grupa 12 niezależnych naukowców zebrała się w celu przeglądu i oceny badań naukowych oceniających potencjalny szkodliwy wpływ Bisfenolu A na układ rozrodczy oraz powstawanie wad rozwojowych.

plastik
Panel ekspertów przejrzał i ocenił dostępne dane naukowe dotyczące trzech głównych zagadnień związanych z Bisfenolem A: narażenie ludzi, toksyczność wobec układu rozrodczego, oraz toksyczność prowadząca do powstawania wad rozwojowych. W trakcie swoich narad, panel ekspertów rozważał jakość, ilość oraz siłę dowodów naukowych potwierdzających, że ekspozycja na Bisfenol A może wywierać niepożądany wpływ na ludzki układ rozrodczy oraz/lub powodować wady rozwojowe płodu lub niemowlęcia. Panel ekspertów zidentyfikował pewne luki w dostępnych danych naukowych na temat możliwych skutków ekspozycji na Bisfenol A i zaproponował obszary, w zakresie których konieczne są dodatkowe badania.
W swojej ocenie Panel zwrócił szczególną uwagę na niemowlęta i dzieci, ponieważ należą one do grupy o najwyższym poziomie ekspozycji w diecie na BPA w przeliczeniu na masę ciała.
Znane pod nazwą REACH rozporządzenie wprowadzono w Unii Europejskiej w 2007 roku w celu stopniowej eliminacji z produktów niebezpiecznych środków chemicznych. Rozporządzenie wymaga od wytwórców przejrzystości jeśli chodzi o skład chemiczny produktów – konsumenci mają prawo dowiedzieć się, czy zawierają one jakiekolwiek niebezpieczne substancje. Co więcej, w opublikowanym raporcie “The Fight to Know” EEB informuje, że połowa ze 158 zapytań wysłanych przez tę organizację do europejskich sieci handlowych w okresie pomiędzy kwietniem a sierpniem pozostała bez odpowiedzi.
Raport, którego celem było sprawdzenie, do jakiego stopnia sprzedawcy są skłonni udzielać informacji odpowiednim urzędom, stwierdza również, że zaledwie 22 proc. otrzymanych odpowiedzi można było uznać za satysfakcjonujące i spełniające minimalne wymagania prawne określone w rozporządzeniu REACH. Raport podkreśla, że co najmniej 2000 substancji spełnia kryteria substancji bardzo wysokiego ryzyka SVHC. Jednak dziewięć lat po sporządzeniu pierwszego raportu i ponad trzy lata po zatwierdzeniu REACH, jedynie 38 substancji oficjalnie zarejestrowano jako SVHC. Raport wskazuje, że “prawo do informacji jest w praktyce poważnie ograniczone z powodu braku politycznej inicjatywy”.
Wyniki analiz chemicznych ujawniły powszechne stosowanie plastyfikatorów, jak na przykład ftalanów, które są środkami zmiękczającymi plastik i zaklasyfikowanymi jako SVHC. Środki wykryto w wielu z 93 badanych produktów. W niektórych zabawkach erotycznych ich stężenie dochodzi nawet do 63 proc. Również produkty, z których regularnie korzystają dzieci, takie jak słuchawki, buty, piórniki, gumki do ścierania czy zabawki do kąpieli, zawierają SVHC. Tego rodzaju substancje wykryto w obrusach, tapetach, zabawkach erotycznych, kosmetyczkach i przedłużaczach. Pięć przebadanych produktów zawierało różne typy ftalanów, a jeden produkt (dziecięcy piórnik) zawierał aż cztery różne odmiany tego związku.
Wśród cytowanych w raporcie szkodliwych produktów znalazła się kosmetyczka z belgijskiego Carrefoura, w której wykryto trzy ftalany z grupy SVHC, o 8,7-procentowym stężeniu ftalanu DEHP, który jest jednym z czterech niebezpiecznych dla życia ftalanów. Związek ten wykryto w krwi dorosłych. Ma on feminizujący wpływ na nosiciela, a także jest w stanie zakłócać rozwój mózgu u noworodków. Cztery na pięć przebadanych zabawek erotycznych zawierało bardzo wysokie stężenie ftalanów. Jeden z nich, o nazwie Prince Charming, zawierał 63 proc. DEHP.
Rzecznik Tesco przyznał, że w węgierskich sklepach tej sieci doszło do naruszeń rozporządzenia REACH. Tamtejsze placówki dopuściły do sprzedaży japonki zawierające niebezpieczne substancje. – Tesco jest świadome wymagań zawartych w rozporządzeniu REACH – powiedział rzecznik. – Zaostrzyliśmy limity stężenia niebezpiecznych substancji wymienionych w REACH w odniesieniu do sprzedawanych w naszych sklepach odzieży i obuwia. Współpracujemy intensywnie z dostawcami w celu wykrycia tych substancji i zastąpienia ich odpowiednimi zamiennikami.
Rzecznik Europejskiego Biura Ochrony Środowiska stwierdził: – Sprzedawcy i producenci muszą być świadomi rosnącego nacisku na utrzymanie odpowiednich standardów środowiskowych ze strony organizacji pozarządowych, rządu i sieci odbiorców towarów. Aby nie narażać na szwank swoich marek, sprzedawcy muszą przeszkolić personel, aby ten potrafił wykrywać szkodliwe produkty.
W sumie EEB przesłała 158 zapytań dotyczących produktów do 601 sprzedawców w pięciu europejskich krajach. Odsetek uzyskanych odpowiedzi rozczarowywał: połowa sprzedawców w ogóle nie udzieliła odpowiedzi, a odpowiedzi ponad trzech czwartych nie spełniały minimalnych wymagań REACH. Jednak 22 proc. odpowiedzi było zgodnych z normami REACH – ich autorzy wykazali pozytywny stosunek do walki ze szkodliwymi substancjami w towarach oferowanych we własnych sklepach.

Guardian

***


Szkodliwy plastik


Powszechnie stosowany w gospodarstwach domowych plastik, a także kosmetyki powodują groźne zmiany chorobowe w organizmie ludzkim.

Mogą być przyczyną raka i niepłodności.
Badanie przeprowadzone przez naukowców z uniwersytetu w Rochester, w amerykańskim stanie Nowy Jork, wykazało, że ftalany zawarte w plastiku mogą powodować zakłócenia w rozwoju narządów płciowych u chłopców.
Naukowcy zbadali 134 chłopców i ich matki i wykazali, że większe stężenie ftalanów we krwi kobiet powodowało zmniejszenie narządów płciowych u ich synów. Badacze argumentują, że ftalany, jako substancje podobne swoją budową do hormonów żeńskich, hamują działanie męskiego testosteronu. Może to prowadzić też do wnętrostwa (niezstępowania jąder do moszny) i w konsekwencji do niepłodności.
Matki i dzieci stykają się z ftalanami na co dzień. Toksyn tych używa się w przemyśle kosmetycznym jako rozpuszczalnika w kompozycjach zapachowych do szamponów, perfum i lakierów do włosów oraz w lakierze do paznokci. Są obecne w zabawkach dla dzieci (głównie chińskich), smoczkach, atramencie, modelinie, wykładzinach, obuwiu, folii (w tym spożywczej), tapetach, meblach. Są też stosowane w medycynie jako konserwanty krwi.
Ślimakom nie szkodzą
Producenci plastiku przedstawiają swoje dane, według których ftalany są bezpieczne. Podpierają się ocenami niezależnego komitetu doradczego Komisji Europejskiej, amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) i Agencji Ochrony Środowiska (EPA). Przytaczają brak wpływu tych środków na rozwój komarów, małży, ślimaków i ryb. Twierdzą, że ftalany szybko ulegają biodegradacji i nie kumulują się w organizmie ludzkim.
Jednak w 1999 roku Unia Europejska zabroniła produkcji zabawek zawierających te substancje. W Polsce nie może ich być w zabawkach przeznaczonych dla dzieci do lat 3. Matki i starsze dzieci nie są chronione przepisami.
Tymczasem kolejne grupy naukowców wykrywają coraz to nowe, potencjalnie szkodliwe substancje występujące w tworzywach sztucznych i kosmetykach. Badania na zwierzętach wykazały, że śladowe ilości podobnego do ftalanów dwufenolu stosowanego w produkcji twardego plastiku mają wpływ na rozwój gruczołów mlekowych u samic myszy. Mysie płody, które w łonie matki były narażone na działanie dwufenoli po osiągnięciu dojrzałości płciowej uzyskiwały predyspozycje do zachorowania na raka sutka. Myszy dostawały tylko 1 proc. dawki dopuszczalnej dla ludzi.
W produkcji tworzyw stosuje się też przeciwutleniacze, takie jak polibromowane etery fenylowe, którym udowodniono wysoką toksyczność, polichlorowane bifenyle, poliwęglany, odpowiedzialne za schorzenia hormonalne, wykrywa się też w nich kadm i ołów.
W pastach do zębów stosuje się triclosan, środek przeciwbakteryjny, który przechodzi do krwi i mleka. Natomiast w szamponach i tonikach stosuje się akrylamid, rakotwórczą toksynę doskonale wchłanianą przez skórę.
Czyżby miało się sprawdzić powiedzenie, że częste mycie skraca życie?

MIROSŁAW BRZEZIŃSKI

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Kataklizm na południu Polski

Tags: , , ,

Kataklizm na południu Polski


powodz-pod-wawelemŻołnierze wyposażeni w ciężki sprzęt, strażacy, górnicy i ludność cywilna - wszyscy angażują się w walkę z sytuacją, która ma miejsce w Polsce. Sytuacją, którą patrząc przez pryzmat wydarzeń w Krakowie szef MSWiA nazwał kataklizmem. Przed ewentualnymi problemami z funkcjonowaniem sieci komórkowej ostrzega jeden z operatorów. Sytuacji nie poprawią zapowiadane opady. Światełkiem w tunelu jest opadający stan wód w Czechach i obietnice naszych wschodnich sąsiadów o utrzymaniu na tym samym poziomie zrzutów wody z ich zbiorników.

Jest już pięć śmiertelnych ofiar – rano w Zakopanem znaleziono kobietę, która utonęła w potoku. Domy opuściło prawie 2 tys. osób, głównie z Małopolski, Śląska i Podkarpacia, gdzie sytuacja jest najgorsza. Wieczorem nie wykluczano ewakuacji 100 tys. mieszkańców Krakowa, bo najwyższa w historii powodziowa fala na Wiśle groziła zalaniem części miasta.

- Fala kulminacyjna na Wiśle przechodzi przez Kraków, po południu poziom wody w rzece osiągnął 955 cm, a wieczorem obniżył się o centymetr - poinformował wieczorem Filip Szatanik, kierownik biura prasowego urzędu miasta. Według szacunków miejskich służb zarządzania kryzysowego, wysoki poziom wody w Wiśle może się utrzymać nawet dwie doby.

pow_d__w_krakowie___283307gTak wysoki poziom wody w Wiśle jest notowany po raz pierwszy od 40 lat. Przekroczył on stan alarmowy o 435 cm. We wtorek przed południem został zamknięty dla ruchu Most Dębnicki. Rzeka wezbrała do tego stopnia, że zamknęła prześwit pod przęsłami mostu. Na jego przyczółkach zostały rozłożone gabiony, tj. umocnienia mające chronić miasto przed zalaniem.

Dramatyczną walkę o ocalenie Mostu Dębnickiego w Krakowie prowadzą strażacy. Rzeka wezbrała do tego stopnia, że zamknęła prześwit pod przęsłami mostu i grozi jego zniesieniem.

most-trzebnicki-w-zywcuW Żywcu trwa walka o utrzymanie mostu “trzebińskiego”. - Wozimy głazy, by zabezpieczyć osuwisko. Później damy nawierzchnię i uruchomimy most. Zależy nam by go utrzymać, bo sąsiednia przeprawa jest w naprawie - powiedział burmistrz Żywca Antoni Szlagor.

Powódź poważnie zagraża Państwowemu Muzeum Auschwitz-Birkenau. Szczególne groźna sytuacja jest w byłym obozie Auschwitz II-Birkenau. W niektórych barakach na podłodze pojawiła się woda - powiedział Bartosz Bartyzel z biura prasowego placówki. W środę muzeum będzie nieczynne.

Na Śląsku w akcję walki z wodą zaangażowane są wszystkie służby. Straż pożarną wspomagają jednostki z całego kraju. Do walki z wodą włączyli się także mieszkańcy Śląska. Ludzie przychodzą i w różny sposób pomagają służbom ratowniczym. Wiele firm i osób prywatnych oferuje pracę, a także specjalistyczny sprzęt: koparki, samochody - wszystko jest wykorzystywane w akcji.

czechowice-dziedziceDramatyczna sytuacja w Czechowicach-Dziedzicach. Na miejsce ściągnięto wojsko. Trzeba ewakuować prawie 2000 ludzi. Zbiornik w Goczałkowicach jest przepełniony. Jeśli zacznie spuszczać więcej wody Czechowicom grozi zalanie. Mieszkańcy są przestraszeni. - Jeśli puszczą wały nic tu po naszych domach nie zostanie - mówią.

Zbiornik w Goczałkowicach jest przepełniony, trzeba z niego zrzucać wodę, a to powoduje podnoszenie się stanu rzek, które wylewają. Zrzut już trwa - od godz. 21 wynosi 221 m3/s. Obecny dopływ wody do zbiornika nie przekracza 300 m3/s., do godz. 19 wpływ wynosił 400 m3. Jak informuje zarządca zapory do godz. 8 rano nie trzeba będzie dokonywać większego zrzutu wody ze zbiornika. To dobra wiadomość dla Czechowic, które mają więcej czasu na ewakuację. Niestety wały na Wiśle przeciekają, służby ratownicze wciąż umacniają wały.

bierun-na-slaskuStraż pożarna cały czas przyjmuje zgłoszenia od mieszkańców regionu, o nowych podtopieniach i zalaniach. Najbardziej dotknięte tereny województwa to część Podbeskidzia, Zabrze - Makoszowy, Częstochowa i okolice.

W Brennej na Śląsku Cieszyńskim zeszła błotna lawina. Nikomu nic się nie stało. Ziemia osuwa się także w Cieszynie na jednej z ulic. Nie dociera tam prąd i gaz.

Na przyjęcie wody szykuje się Kędzierzyn-Koźle. Wały wzdłuż Odry w tym mieście mają zaledwie 20 centymetrów zapasu. Zalane są miejscowości Cisek i Bierawa. To w dużym skrócie aktualna sytuacja na Opolszczyźnie, przez którą przechodzi kulminacja fali powodziowej.

opoleNa przyjęcie wody teraz przygotowuje się Kędzierzyn-Koźle, gdzie woda powinna dotrzeć ok. godz. 16. Kolejnymi punktami, które wymagają szczególnej uwagi są okolice Krapkowic, gdzie może dojść do ewakuacji części miasta, a także opolska dzielnica Metalchem i podopolski Winów. W tych miejscach wały powinny wytrzymać przepływ na poziomie 1,8-2 tys. metrów na sekundę, a właśnie wody na poziomie 2 tys. metrów spodziewamy się w Opolu.  Wśród innych potencjalnych zagrożeń wymienienia się falę wezbraniową, jaka formuje się na Małej Panwi. Według prognoz będzie ona wyższa o ok. 70 cm w porównaniu z rokiem 1997.

nowy-korczyn-swietokrzyskieZ kolei w województwie świętokrzyskim w nocy ewakuowano mieszkańców trzech miejscowości w gminie Nowy Korczyn, trwa ewakuacja dziewięciu miejscowości w gminie Pacanów. Około 50 osób ewakuowano w gminie Bejsce. Strażaków wspomagają w akcji żołnierze.

O ogromnym szczęściu może mówić 56-letni rowerzysta, który wpadł do Wisły w Bąkowie. Rzecznik komendanta Śląskiego Oddziału Straży Granicznej Cezary Zaborski powiedział, że zdołał on złapać się rosnącego drzewa, opierając się rwącemu nurtowi. Na pomoc ruszyli policjant i funkcjonariusz Straży Granicznej, którzy zdołali uratować tonącego rowerzystę.

skawica-malopolskazalana_ulica_w TarnowieWieści z Czech - tym razem nas nie zaskoczą?

Pozytywne informacje napływają jednak z Czech. Poziom wezbranych wód powoli opada. Mimo to w wielu miejscach obowiązuje jeszcze najwyższy stopień zagrożenia powodziowego. Dodatkowo - jak poinformował Jerzy Miller - Czesi nie postąpią jak w trakcie powody w 1997 r. i nie zaskoczą nas nagłym spuszczeniem wielkiej ilości wody ze zbiorników. Czesi obiecali utrzymanie zrzutu wody na stałym poziomie.

Jak przychodzi taki deszcz jak w niedzielę, to pewnie nikt w Europie nie dałby rady - mówił Donald Tusk załamanym powodzianom z południa Polski. I poradził: “Zapamiętajcie, kto co zawalił, kto co spiepieprzył”. Premier mówił też, jak widzi sprawę pomocy zarówno dla tych ubezpieczonych, jak i dla tych bez polis.

tusk_powodzian_4178297Premier Donald Tusk, który we wtorek po południu odwiedził dotknięte powodzią Kobiernice na Śląsku, ocenił, że trzeba wydać dziesiątki miliardów złotych na ochronę przeciwpowodziową.Zapewnił, że nikt nie zostanie bez pomocy.

Szef rządu zapowiedział, że jeszcze we wtorek będzie rozmawiał z największymi firmami ubezpieczeniowymi o przyspieszonym trybie wypłacania ubezpieczeń. Zadeklarował również, że państwo weźmie na siebie obowiązek zaliczkowego wsparcia tych osób, które będą potrzebowały pieniędzy od razu.

Premier zapowiedział, że jeśli sytuacja będzie tego wymagała, ogłosi stan klęski żywiołowej. – Robimy wszystko, co jest konieczne, bez wprowadzenia takiego stanu – zastrzegł.

Zgodnie z konstytucją w czasie stanu nadzwyczajnego i przez 90 dni od jego zakończenia nie można organizować wyborów. A 20 czerwca Polacy mają wybierać prezydenta. Opóźnienia wyborów nie chce opozycja. PiS i SLD przekonują, że ogłaszanie stanu klęski żywiołowej nie jest konieczne. Niezbędne są za to działania odpowiednich służb.

IMiGW ostrzega, sytuacja jest poważna

stan-rzek-17052010W ciągu najbliższej doby w związku z opadami deszczu w zlewni Warty, Małej Wisły, Przemszy, Pszczynki, Brynicy oraz Soły poziom wody będzie wzrastał. Poziom wody w wielu miejscach przekroczył stan alarmowy - informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Poziom wody będzie wzrastał także na Małej Panwi, Kłodnicy i Dobrej. Odrą przemieszcza się fala, która przekracza stany alarmowe. W ciągu najbliższej doby woda przekroczy stan alarmowy na wodowskazach Kręciwilk, Poraj (Warta) i Niwki, Kule (Liswatra) - podaje IMiGW.

W ciągu najbliższej doby przewidywany jest dalszy wzrost stanu wody w rzekach w woj. wielkopolskim - poinformował IMiGW.

W zlewni Warty prognozowane jest przekroczenie stanów alarmowych na wodowskazach: Dąbie (Ner), Piwonice i Bogusław (Prosna). Spodziewany jest również wzrost stanu wody na wodowskazie Piła (Gwda). Stany ostrzegawcze utrzymują się na wodowskazie w Białośliwiu (Noteć).

Instytut ostrzega o zagrożeniu dla życia ludzi i dóbr materialnych zlokalizowanych w pobliżu rzek. Mogą też wystąpić utrudnienia w prowadzeniu prac hydrotechnicznych w korytach rzek i w strefie przybrzeżnej.

Prognozowane opady deszczu mogą spowodować dalszy wzrost stanu wody oraz przekroczenie stanu alarmowego na rzekach woj. łódzkiego - informuje IMiGW.

W ciągu najbliższej doby na Pilicy w Sulejowie, na Czarnej Malenieckiej w Dąbrowie oraz na Luciąży w Kłudzicach przekroczony będzie stan alarmowy. W Kwiatkówku na Bzurze w ciągu najbliższych godzin zostanie przekroczony stan alarmowy - podaje Instytut.

Wzrost poziomu wody powyżej stanów alarmowych spodziewany jest na wodowskazach: Działoszyn, Sieradz i Burzenin (Warta) i Lutomiersk (Ner), a na Pilicy w Przedborzu i w Spale poziom wody wzrasta i będzie zbliżony do stanu ostrzegawczego - informuje IMiGW.

Posted in W numerzeComments (0)

Niezniszczalny Happy Meal

Tags: , , ,

Niezniszczalny Happy Meal


Autorka i blogerka Joann Brusco postanowiła przeprowadzić niezwykły eksperyment. 3 marca 2009 roku kupiła Happy Meal w McDonalds i umieściła go w szafce nad biurkiem w swoim domu w Colorado. Następnie przez rok dokumentowała na blogu co się dzieje z jedzeniem.
rok-przed
To zdjęcie Brusco zrobiła 3 marca 2009 r., zaraz po kupieniu Happy Meal w lokalym McDonaldsie.

fot. blog Joann Brusco

rok-po


Tak wyglądał Happy Meal 3 marca 2010 r., po roku trzymania w szafce. Ani śladu pleśni czy innych objawów zepsucia.


fot. blog Joann Brusco

62-letnia blogerka udziela w internecie porad rodzicom na temat zdrowego żywienia dzieci. “Mój Happy Meal skończył dziś rok i wygląda całkiem dobrze. NIGDY brzydko nie pachniał. Jedzenie nie spleśniało. W ogóle nie było zatęchłe” - pisała 3 marca br. na blogu Brusco.

“Przez kilka dni pięknie pachniało”

“Kupiłam Happy Meal, nie żeby je zjeść, ale żeby je obserwować. Przez kilka dni pięknie pachniało. Wąchałam te pyszne frytki za każdym razem, jak wchodziłam do biura. Po tygodniu zapach był już z trudem wyczuwalny. Mój mąż bał się, że kiedy zacznie pleśnieć, w naszym domu będzie straszny smród. Bał się też, że jedzenie przyciągnie mrówki i myszy” - wspominała początki swojego eksperymentu Brusco.

Obawy jej męża się nie potwierdziły. Każda inna potrawa po roku stałaby się śmierdzącą, spleśniałą breją, ale nie jedzenie z McDonalds. Happy Meal po roku trzymania w szafce wygląda niemal identycznie. W Colorado jest bardzo suchy klimat (Brusco przyznaje, że mogło to wpłynąć na stan jedzenia), bułka, kotlet i frytki trochę wyschły, ale to jedyne oznaki czasu.

Nawet muchy nie chciały jeść Happy Meal

“Wiele razy miałam otwarte okno, ale muchy i inne insekty po prostu ignorowały Happy Meal. Co wam to mówi?” - pyta retorycznie blogerka.

- “Jedzenie powinno pleśnieć, gnić i śmierdzieć. Fakt, że (Happy Meal) nie spleśniało, pokazuje jak szkodliwe jest dla naszych dzieci. (…) Jedzenie jest rozkładane na podstawowe elementy w naszym ciele, które dają nam energię. Dzieci mają zdrowe ciało jeśli jedzą zdrowe jedzenie” - pisze Brusco.

“Teraz wiecie dlaczego nazywają to śmieciowym żarciem” podsumowuje swój eksperyment blogerka.

McDonalds twierdzi, że ich żywność nie jest szkodliwa

McDonalds wielokrotnie starał się podkreślać, jak zdrowe jest produkowane przez nich jedzenie. Firma chce walczyć z oskarżeniami o powodowanie otyłości wśród dzieci.

W każdej restauracji można znaleźć listę składników każdej potrawy i liczbę kalorii. Brytyjski dziennik “Daily Mail” podaje jednak, że statystycznie każdy produkt ma około siedem numerków z literą E - czyli konserwantów. W bułce znajduje się m.in. wapń i propionian sodu, a w ogórku kiszonym benzoesan sodu. Frytki, po roku nadal złotobrązowe, zawierają kwas cytrynowy i pirofosforan sodu, które pomagają zachować kolor.

Posted in Ciekawostki, Kulinaria, PolecamyComments (0)

Zjeść alby być zjedzonym

Tags: , ,

Zjeść alby być zjedzonym


Wielu, coraz więcej ugandyjskich rybaków pada ofiarą krokodyli. Władze w Kampali zastanawiają się jak zapewnić pokojową koegzystencję człowieka z żarłocznym gadem.
Spienione fale tańczą ma powierzchni jeziora, a przybrzeżne trzciny łopoczą w podmuchach wiatru. lake_victoria_1968Słońce stoi nisko nad horyzontem i oświetla zatokę złocistymi promieniami. Nad bagnistą plażą w Lwanice powoli zapada wieczór. Kobiety szybko napełniają kanistry. Od niepamiętnych czasów Jezioro Wiktorii, największy akwen w Afryce, był rezerwuarem słodkiej wody dla okolicznych mieszkańców.
Po zapadnięciu zmroku na plażę schodzą rybacy. Wsiadają do małych łodzi i wiosłują w ciemności spowijające jezioro albo  brodzą z sieciami po płytkich wodach wzdłuż brzegu. Mieszkańcy Lwaniki poszukują tilapii, smakowitej odmiany afrykańskiego okonia, żyjącego w wodach Jeziora Wiktorii. Dla wieśniaków jezioro oznacza życie, ale czasami także przynosi śmierć.
Kobiety starają się szybko napełnić kanistry. Zachowują przy tym ogromną czujność i nieustannie rozglądają się na boki. Na plaży nie widać żywego ducha, oprócz małych fal rozbijających się o piasek.
- One gdzieś tam są - stwierdza z przekonaniem jedna z matek i stawia żółty kanister na głowie. Kobietom znowu udało się napełnić pojemniki bez większych niespodzianek. Na ich twarze powraca uśmiech i rozpoczynają wspinaczkę pod górę zbocza z ciężkim ładunkiem na głowie.
Przynoszenie wody stanowi codzienny rytuał na bagnistych wybrzeżach Lwaniki. Połyskujące wody jeziora skrywają nie tylko poszukiwane przez rybaków ryby. Jezioro jest terenem łowieckim crocodylusa niloticusa, drugiego pod względem wielkości jaszczura na świecie.
Mistrz zasadzek krokodyl-nilowy1
Tylko słonowodne krokodyle żyjące w Azji i Australii osiągają większe rozmiary od opancerzonego, afrykańskiego kuzyna. Skromniejsza postura nie oznacza, że krokodyl nilowy jest mniej niebezpieczny. Gad może mieć nawet do sześciu metrów długości i jest mistrzem w urządzaniu zasadzek. Gdy rusza do ataku jego ofiara ma niewielkie szanse na przeżycie.
Wie o tym dobrze rybak Robert Gonsya, który dwa dni temu przeżył dramatyczną przygodę z krokodylem. Zakrawa na cud, że 45-letniemu rybakowi z sąsiedniej wioski Kapaaluuko udało się ujść z życiem bez większego szwanku.
Pamiętnego ranka mężczyzna trzykrotnie zarzucił sieci. Za czwartym razem z wody wystrzelił potwór niczym błyskawica i mało brakowało, aby zatopił zęby w ramieniu rybaka. Na szczęście krokodyl chybił celu i tylko pociągnął w głębinę sieć z rybami.
Od początku tego roku krokodyle zabiły w Ugandzie co najmniej trzy osoby. Trudno precyzyjnie określić liczbę ofiar, ponieważ władze nie rejestrują wszystkich przypadków zaatakowania ludzi przez krokodyle. Mieszkańcy Lwaniki twierdzą, że okoliczne gady pożerają co roku około dziesięciu osób.
W całej Ugandzie liczba ofiar dochodzi do kilkudziesięciu. Za szczególnie niebezpieczne uważa się dystrykty Bugiri i Mayuge, położone przy północnym brzegu Jeziora Wiktorii. W Ugandzie rozgorzała burzliwa debata o przyszłości gadów, wzbudzających powszechne przerażenie.
Aggrey Bagire sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa stracił cierpliwość po ostatnich atakach krokodyli. Jego zdaniem, skoro gady ciągle pożerają ludzi, to nadszedł najwyższy czas, aby przejść do kontrataku.
- Mówię wam: zabijajcie potwory i zjadajcie je! - apeluje polityk do Ugandyjczyków. Jednak sprawa nie jest taka prosta. Przez wiele lat ugandyjskim krokodylom groziło wyginięcie i  władze objęły je ścisłą ochroną.
Obcowanie krokodyla z człowiekiem zawsze było bardzo problematyczne i zazwyczaj walka kończyła się porażką gada. - Nic dziwnego, że populacja krokodyli zamieszkujących Jezioro Wiktorii uległa dramatycznemu zmniejszeniu - oświadcza Moses Mapesa, dyrektor ugandyjskiego Urzędu Ochrony Środowiska (UWA).
Dlatego kluczowe znaczenie ma dalsza ochrona i urzędnik stanowczo odmawia wydania zgody na odstrzał krokodyli. Mapesa wyjaśnia, że ataki krokodyli są związane z „zaostrzeniem konkurencji“. Zarówno człowiek, jak i gad polują na ryby, żyjące w Jeziorze Wiktorii. Niestety, ilość ryb spada, a rybaków systematycznie przybywa.
Do tego używają sieci o gęstych oczkach i jeszcze bardziej dziesiątkują młody narybek. Rybacy narażają się na coraz większe ryzyko, aby nie wracać do domu z pustymi sieciami. Dyrektor ostrzega, że krokodyle prowokują do ataku sami rybacy, brodząc nocą po płytkich, przybrzeżnych wodach jeziora.
Jego zdaniem mężczyźni powinni stać się bardziej ostrożni, bo najwidoczniej łowią ryby w miejscu żerowania krokodyli. - Obecność gadów jest dla człowieka cenną wskazówką, w którym miejscu jeziora można się spodziewać obfitych połowów - wyjaśnia Moses Mapesa.
Dyrektor Urzędu Ochrony Środowiska zdaje sobie sprawę, że na dłuższą metę nie da się chronić drapieżników wbrew woli ludzi. Dlatego urzędnik proponuje odławianie „dorosłych ludojadów” i odstawianie ich na farmy krokodyli. - Wprawdzie nie będą żyły na wolności, ale uda się ochronić „pulę genową” populacji krokodyli ugandyjskich - stwierdza.
Następnie można wypuszczać pojedyncze gady na wolność w wybranych miejscach, choćby w rezerwatach i w ten sposób zapewnić ochronę całego gatunku. W jednym z ugandyjskich parków narodowych krokodyle rozmnażają się bez większych przeszkód. W okolicy wodospadów Murchinson nad Nilem populacja krokodyli zwiększyła się trzykrotnie i wynosi około tysiąca osobników.
Ekolog Mapesa ma nadzieję, że dzięki farmom hodowlanym założonym nad Jeziorem Wiktorii powstaną nowe miejsca pracy, a skóra i mięso znajdą lokalnych nabywców. W przeciwieństwie do mieszkańców Azji społeczeństwo ugandyjskie nie jest przyzwyczajone do jedzenia krokodylego mięsa.

Arne Perras

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Podróże, Różne, W numerzeComments (0)

Minarety jak sztylety

Tags: , ,

Minarety jak sztylety


Szwajcarzy zdecydowali w referendum, że nie chcą  kolejnych minaretów, przez co ściągnęli na siebie gniew islamskiego świata. Lecz również w innych krajach europejskich obywatele z coraz większą grozą patrzą na kolejne znaki muzułmańskiej obecności.

W Langenthal, małym szwajcarskim miasteczku, zakończyła się już wojna o minarety, a miedzy zwycięzcami i przegranymi zapanowała, jak się wydaje, zgoda. – Czuję się wykorzystany i zraniony jako człowiek – mówi Mutalip Karaademi. – Chcieliśmy trafić w symbol – stwierdza z kolei Daniel Zingg – i to się nam udało.

swissanti-minaret09Zingg sprzeciwiał się minaretowi, który chciał zbudować Karaademi, i osiągnął decyzję, że w Szwajcarii nie będzie już wolno ich wznosić. Był jednym z autorów inicjatywy obywatelskiej, przyjętej 29 listopada 57,5 proc. głosów, zgodnie z którą w konstytucji znajdzie się w przyszłości zdanie: “Budowa minaretów jest zakazana”.

Szwajcarska decyzja wywołała wstrząs w Europie i na całym świecie, bo tak naprawdę dotyczy ona nie tylko minaretów. Chodzi o problem tożsamości całego kontynentu – to referendum miało pokazać, jak bardzo społeczeństwo w zachodnim świecie czuje się zagrożone przez wpływy islamu. W tej chwili zaś trwa gwałtowna dyskusja wokół tematu: ile Allaha jest w stanie znieść dzisiejsza Europa? Decyzja podjęta przez mieszkańców tej jakże tolerancyjnej skądinąd alpejskiej republiki odzwierciedla głęboko zakorzeniony lęk przed islamem, który staje się coraz bardziej widoczny.

Czy muzułmańscy imigranci zagrażają europejskim wartościom? Taka obawa powszechna jest na całym kontynencie. W przeprowadzonej niedawno  ankiecie 41 procent Francuzów opowiedziało się przeciwko budowie meczetów, a 44 procent Niemców przeciwko minaretom. Aż 55 proc. Europejczyków uważa islam za religię nietolerancyjną.

Czyżby więc w Szwajcarii objawiła się jedynie ta sama postawa, jaką zaprezentowałaby również większość obywateli innych krajów, gdyby miała po temu okazję?

Krytyka zachowań uczestników referendum chyba również dlatego była tak gwałtowna. Francuski minister spraw zagranicznych  Bernard Kouchner i irański prezydent Mahmud Ahmadinedżad, ONZ i Watykan byli zgodni w swym oburzeniu: szwajcarski głos jest pogwałceniem wolności religijnej i zakazu dyskryminacji. Turecki minister ds. europejskich wezwał muzułmanów, by nie lokowali swoich pieniędzy w Szwajcarii, lecz w Turcji. Premier Recep Tayyip Erdogan zarzucił Europie, ze reprezentuje ona “postawę faszystowską”.

Były jednak i głosy pełne zrozumienia, akceptacji, okrzyki radości – w komentarzach w internecie i ze strony prawicowych populistów, jak holenderski polityk Geert Wilders czy narodowo-konserwatywnych partii, takich jak francuski Front National. Roberto Castelli, czołowy polityk włoskiej Ligi Północnej powiedział: “Szwajcarzy udzielili nam cywilizacyjnej lekcji. Trzeba wysłać wyraźny sygnał, by powstrzymać proislamską ideologię”.

Na razie wstrzymano budowę minaretu islamskiej wspólnoty wyznaniowej w Langenthal. 51-letni Mutalip Karaademi, przybyły tu przed 26 laty z Macedonii, stoi przed siedzibą organizacji, niegdysiejszą fabryką metali mieszczącą się na obrzeżach miasta. Wznosi się na niej drewniana konstrukcja, wysoka na sześć metrów i dziesięć centymetrów,  pokazująca wysokość planowanego minaretu, pierwszego, który nie ma prawa tu powstać.

Karaademi jest przewodniczącym tej wspólnoty. Jej 130 członków pochodzi z Albanii, Kosowa i Macedonii. Od osiemnastu lat znajduje się tutaj niewielki meczet i na początku minaret nie wydawał się rzeczą aż tak ważną – ot, po prostu ozdoba. Ale teraz chodzi już o zasadę. Karaademi chce przeforsować tę sprawę na drodze prawnej, jeśli będzie trzeba, zwróci się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i całkiem możliwe, że koniec końców sędziowie w Strasburgu podważą to postanowienie. On sam kocha Szwajcarię, ów wzorcowy kraj, ale wydany przez nią zakaz jest „wobec nas rasistowski i dyskryminujący” – mówi. To hańba dla cywilizowanego świata.

Daniel Zingg, cichy zwycięzca owej bitwy, siedzi w pizzerii naprzeciwko dworca w  Langenthal. Jest 53-letnim mężczyzną, ostrzyżonym na zero, mówiącym ochrypłym szeptem. Minarety, owe “włócznie szariatu, znaki islamu na nowo zdobytych terenach” , nie będą już mogły być budowane – tym samym Szwajcarzy rozwiązali problem, który gdzie indziej, w wielkich miastach Francji czy Anglii, stał się już niemożliwy do rozwiązania. Jak wiadomo, najpierw powstaje minaret, potem nastaje muezzin i burka, a na końcu wprowadza się prawo szariatu. Ten zakaz nie jest skierowany przeciwko muzułmanom, choć wiadomo przecież, że “Koran poleca islamizować świat i również tutejsi muzułmanie mają takie zadanie, inaczej nie byliby muzułmanami”.

Zingg od piętnastu lat wygłasza wykłady popierające Izrael i krytykujące islam. Jest politykiem ultraprawicowej chrześcijańskiej Szwajcarskiej Partii Ludowej, która w ostatnich wyborach uzyskała 1,3 proc. głosów. Nigdy nie przekroczył progu meczetu w swoim mieście, słyszał bowiem, że każdy, kto wchodzi boso do tej świątyni, staje się muzułmaninem. Na wszelki wypadek woli więc nie ryzykować.

Można zadać sobie pytanie, w jaki sposób człowiek, którego radykalnych poglądów nie podziela z pewnością większość rodaków, zdołał pozyskać ich dla owej sprawy. I dlaczego kraj niemający dotychczas żadnych większych problemów ze swoimi 400 tysiącami muzułmanów zdecydował się na tak dramatyczny krok.

Być może w ludziach rośnie lęk, może radykalne żądania stają się coraz bardziej popularne, ponieważ brakuje publicznej debaty o tym, jakie miejsce islam powinien zajmować w Europie.

Według szacunków w krajach Unii Europejskiej żyje dziś 15 milionów muzułmanów – a więc zaledwie trzy procent ludności. Jest to jednak więcej niż w jakimkolwiek okresie w przeszłości. Emigranci, których większość przybyła tu w poszukiwaniu pracy już przed kilkudziesięcioma laty, przynieśli na ten kontynent islam.

Pytanie brzmi: czy Europa może jeszcze być Europą, skoro na przykład w Austrii w 2050 roku większość młodzieży poniżej piętnastego roku życia będzie muzułmanami? A już dziś w Brukseli i Amsterdamie imieniem wybieranym najczęściej dla nowo narodzonych chłopców jest Mohammed? W Anglii zaś imię to jest trzecie pod względem popularności?

Christopher Caldwell, amerykański pisarz i dziennikarz, jest autorem bardzo cenionej, sceptycznej książki “Reflections on the Revolution In Europe” na temat Europy i jej muzułmańskich imigrantów. W Szwajcarii fascynuje go przepaść między kategorycznym odrzucaniem zakazu wznoszenia minaretów, prezentowanym w ankietach, a jego zdecydowanym poparciem w referendum. – Oznacza to, że toczą się tu równolegle dwie dyskusje na temat islamu: ta oficjalna i ta ukryta. Europejczykom powinno dać to do myślenia.

W swojej książce nie uderza on w ten sam alarmistyczny ton jak inni konserwatywni pisarze, którzy staremu kontynentowi nadali już nazwę „Eurabia” i postrzegają go – między innymi ze względu na wysoki wskaźnik urodzeń wśród imigrantów – jako przyszłą część składową „islamskiego imperium”. Pisze jednak także: “Pewne jest, że Europa wyjdzie z tej konfrontacji z islamem odmieniona, mniej pewne wydaje się natomiast, by islam okazał się zdolny do asymilacji”. (…)

(…) Muzułmanie stanowią wprawdzie mniejszość, ale Europa zmienia się też sama przez się. – Gdy niepewna siebie, szukająca swojej drogi, relatywistyczna kultura zderza się z inną, mocno zakorzenioną, dającą oparcie i wzmocnioną przez wspólną ideologię, może zdarzyć się, że przemianie ulegnie ta pierwsza, by dopasować się do drugiej – zauważa Caldwell.

W Niemczech jak dotąd niewiele było dyskusji o tego typu problemach, większe emocje wzbudzała kwestia chust, rozniecająca prawdziwy kulturkampf. Przez sześć lat cały kraj zastanawiał się, czy pochodząca z Afganistanu nauczycielka ma prawo w szkole w Badenii-Wirtembergii prowadzić lekcje w chustce na głowie. (…)

O tym, że i tu jest wiele lęków, świadczy sprawa kościoła z Duisburga, który miał zostać przerobiony na meczet. Starzy wierni przekazali uroczyście świątynię nowym wiernym, “ale w knajpach i domach prywatnych wszyscy powtarzali, że muzułmanie przejmują władzę w kraju” – mówi profesor Rauf Ceylan, religioznawca z uniwersytetu w Osnabrücku. Ukryte obawy przed islamem dostrzega on u wielu Niemców. Najbardziej niepokojących przykładów dostarcza im Wielka Brytania. Udział muzułmanów w brytyjskim społeczeństwie wynosi co prawda jedynie trzy procent – są to głownie przybysze z Pakistanu i Bangladeszu – nigdzie w Europie jednak tak wielu emigrantów nie odgradza się do tego stopnia od reszty ludności jak tam, w takich miastach jak Bradford, Dewsbury czy Leicester.

W Luton, 50 kilometrów na północ od Londynu, jest dzielnica Bury Park, stare angielskie osiedle robotnicze, z którego dawno już niknęli starzy angielscy robotnicy. W tutejszym krajobrazie dominują kobiety w czarnych nikabach (zasłonach z otworami na oczy, całkowicie zakrywających twarz – przyp. Onet), mężczyźni o siwych brodach, rzeźnicy zabijający zwierzęta według reguł “halal” oraz dziesięć meczetów. Między rzędami domów wznosi się minaret, wybudowany z czerwonej angielskiej cegły, muezzin przez głośnik wzywa wiernych na modlitwę.

Mieszkańcy rozmawiają ze sobą w bengali lub urdu. Gmina oferuje kursy ułatwiające zdobycie brytyjskiego obywatelstwa, meczety prowadzą finansowane przez państwo szkolenia, które mają uodpornić młodych muzułmanów na propagandę ekstremistyczną. (…) Wielu z nich jednak, ci z drugiego, trzeciego czy czwartego pokolenia, dawno już z tego wszystkiego wyrosło. Są doskonale wykształceni, mają brytyjskie obywatelstwo, pracują jako lekarze, adwokaci czy politycy.

Wielka Brytania jak chyba żaden inny europejski kraj bierze pod uwagę odrębność kulturową swoich imigrantów. Muzułmańskie policjantki mogą zakrywać włosy chustami, które stanowią część umundurowania.

Od dwóch lat brytyjscy wyznawcy Allaha mogą w przypadku zaistniałego sporu zwrócić się do islamskiego sądu rozjemczego, który działa według prawa szarłatu. Jego decyzja jest prawomocna dla obu stron konfliktu, w razie konieczności wkracza brytyjski komornik i egzekwuje wyrok. Jest to sytuacja bez precedensu w całej Europie.

(…) Zdaniem Jocelyne Cesari, francuskiej specjalistki od problemów islamu, jest ona również paradoksalna. – Z jednej strony istnieje tam żywotna muzułmańska klasa średnia, z drugiej zaś jest to kraj, w którym muzułmanie skupiają się w najbardziej odizolowanych osiedlach i reprezentują najbardziej radykalne poglądy – twierdzi Cesari.

Sądy opierające się na prawie szariatu nie stanowią według niej problemu, dopóki nie łamią obowiązujących reguł prawnych. Kompromisy można tolerować w dziedzinach, które nie ograniczają praw większości – Wielokulturowość nie oznacza, że zasiedziała większość powinna mieć jakieś specjalne przywileje – twierdzi Jocelyne Cesari. Tezę Caldwella, że islam jest nie do pogodzenia z wartościami europejskimi, uważa za mieszaninę półprawd i przesądów. – Muzułmanie są gotowi do asymilacji, wielu z nich patrzy na własną religię bardzo krytycznie.

Trwa jednak walka o symboliczne uznanie islamu. – Na początku muzułmanie otwierali skromne domy modlitwy, teraz chcą mieć własne miejsca, gdzie będą mogli konkurować z europejskimi kościołami i katedrami – zauważa francuska islamolożka. Ale ponieważ chrześcijaństwo coraz bardziej wycofuje się z przestrzeni publicznej, wielu Europejczyków odbiera budowę nowych meczetów jako prowokację.

Francja w tej chwili całkiem oficjalnie negocjuje kwestię, jak bardzo islam ma prawo być widoczny w obrębie jej granic. Robi to w pozbawionym okien pomieszczeniu znajdującym się w piwnicy gmachu parlamentu w Paryżu. Fotele z ciemnej skóry ustawiono tu w krąg, pod wyłożoną drewnem frontową ścianą sali siedzi  André Gerin, przewodniczący parlamentarnej komisji śledczej badającej sprawę “noszenia zasłon zakrywających cale ciało”. Gerin jest komunistą i od ponad 24 lat pełni funkcję burmistrza Vénissieux. To on powołał do życia ową komisję, ponieważ burka zagraża republikańskim ideałom jego kraju.

Po prawej stronie siedzi Tariq Ramadan, kontrowersyjny, bystry islamolog ze szwajcarskim obywatelstwem. Jest przeciwny ustawie zabraniającej noszenia burki – byłoby to napiętnowaniem islamu.

– Monsieur Ramadan – rozpoczyna Gerin – czy noszenie burki jest powinnością religijną? Czy też wyrazem gnębienia kobiet?

– Nie – odpowiada Ramadan – noszenie burki nie jest obowiązkiem i z pewnością istnieją mężczyźni, którzy zmuszają do tego swoje żony wbrew ich woli. Ale taka ustawa doprowadzi tylko do większej izolacji.

Co więc proponuje? – chce wiedzieć przewodniczący. Odpowiedź brzmi: stosowanie się do obowiązujących obecnie przepisów. Kobieta ubrana w burkę podczas kontroli musi pokazać twarz. – Ale powinniśmy wreszcie zrozumieć – dodaje Ramadan – że islam stał się już francuską religią.

Tariq Ramadan to już 145. ekspert, którego komisja prosi o opinię. Od lat popiera on świadomy swej istoty islam, obecny w Europie, dopasowany do wymogów współczesności, akceptujący takie europejskie osiągnięcia, jak respektowanie praw człowieka i zasad demokracji. Jego przeciwnicy uważają go za obłudnika i kłamcę, który chce uśpić zachodnią opinię publiczną.

André Gerin próbuje skierować debatę na problem, jak wiele islamu jest w stanie znieść dzisiejsza laicka Francja. Mówi, że burkę traktuje jedynie jako narzędzie. Krajowe służby specjalne zidentyfikowały w całej Francji ledwie 367 kobiet używających owej zasłony. Ze wszystkich problemów, jakie kraj ma ze swymi sześcioma milionami muzułmanów, ten wydaje się akurat najmniejszy.

Wielu wyznawców Allaha zarzuca Europejczykom, że ich religię utożsamiają z noszeniem burki, burkę z Talibanem, a Taliban z bin Ladenem. Traktuje się ich tak, jakby oni wszyscy byli islamistami, jakby nie żyli od kilkudziesięciu lat w europejskich krajach.

Gerin ma to, czego chciał. W tej sali Republika Francuska w imię wolności, równości i braterstwa walczy z wyjątkiem od reguły.

Jak to możliwe – pyta André Gerin – że pozwalamy dokonywać zamachów na osobistą wolność każdego z naszych obywateli? Jak to możliwe, że polityka nie znajduje odpowiedzi na te pytania? Dlaczego w laickiej Francji mogą dziać się takie rzeczy? (…)

– Jesteśmy spóźnieni o jakieś 25 lat, ale musimy w końcu pogodzić się z faktem, że muzułmanie mają prawo się tu osiedlać – mówi przewodniczący. – Ale muszą dopasować się do naszego społeczeństwa.

Francuska debata w kwestii burki ma wiele podobieństw z zakazem wznoszenia minaretów w Szwajcarii. Atakuje się symbol, mając na myśli coś zupełnie innego. Kryje się za tym nadzieja, że uda się powstrzymać wpływy islamu, ograniczając jego widoczną obecność. Łatwiej jest spierać się o drażliwe kwestie niż o konkretne problemy. (…) To strategia nacechowana sporą dozą bezsilności.

W Antwerpii i  paru innych belgijskich miastach noszenie zasłon na twarzy jest już od paru lat zabronione. Policja udzielała już ostrzeżeń nielicznym kobietom w nikabach lub burkach. Zakaz ten od dawna nie stanowi tu już żadnego problemu, byłoby nawet trudno znaleźć jakichś muzułmanów oburzających się z tego powodu.

Z powodu chust natomiast powstał w Antwerpii wielki spór. Co trzeci mieszkaniec tego otwartego na świat portowego miasta poparł w wyborach samorządowych flamandzkiego prawicowego ekstremistę Vlaamsa Belanga. Trzy lata temu socjalistyczny burmistrz jako pierwszy wprowadził zakaz noszenia chust przez pracownice służby publicznej. Od września dotyczy on również uczennic.

Karin Heremans ma 46 lat i jest dyrektorką Ateneum Królewskiego, które niczym twierdza stoi w centrum miasta. Ma jasne włosy i nosi jedwabną suknię z głębokim dekoltem, usta ma pomalowane różową szminką i tym samym stanowi przeciwieństwo swoich uczennic. Większość z nich to muzułmanki, ubrane w swetry z golfem i chusty. W szkolnym holu wisi lustro – tu przychodzące do szkoły dziewczynki muszą pozbyć się swoich nakryć głowy.

(…) Z początku nauczyciele dyskutowali z uczniami o Darwinie, urządzano pokazy mody, wycieczki do Stambułu. Wszystko wydawało się możliwe. W 2005 roku Karin Heremans napisała książkę, w której opowiadała się przeciwko zakazowi  noszenia chust. Zróżnicowanie kulturowe jest wartością, która nas wzbogaca – twierdziła.  (…)

W końcu i ona jednak musiała wprowadzić ów zakaz. – Obawiałam się, że w przeciwnym wypadku niebawem staniemy się szkołą muzułmańską – mówi. Odeszło 70 z  580 uczniów. Dyrektorce przydzielono ochronę policyjną. Nieznani sprawcy plądrowali klasy. Ale dziewczynki zdejmowały w szkole swoje chusty i wiele z nich mówiło, że teraz czują się wolne.

– Słowo “tolerancja” zamieniliśmy na “wzajemność” – zauważa Karin Heremans. – Ten, kto pragnie wolności religijnej, musi uznać też wolność wyznania innych. Muszą istnieć wartości niepodlegające dyskusji: równouprawnienie płci, wolność słowa i religii, szacunek wobec innych. (…)

Antwerpska wojna o chusty to jeden z najświeższych przykładów problemów, przed jakimi stanęła Europa: czy można chronić swoje wartości, swoją wolność, ograniczając wolność innych?

Postępowanie wobec muzułmanów jest być może największym obecnie wyzwaniem dla naszego kontynentu. Jeśli uda się ochronić własne wartości bez dyskryminowania wyznawców islamu, może powstać z tego nowy konsensus, a europejscy muzułmanie mogą stać się przykładem dla całego islamskiego świata. Jeśli zaś to się nie uda, Europie grozi, że zdradzi własne wartości, a władzę zdobędą populiści, których proste rozwiązania wzniecą wojnę kulturową.

Parę rzeczy przeczy poglądom alarmistów, którzy już widzą, jak Europa zaczyna stawać się arabską kolonią. Przeważająca większość muzułmanów dopasowuje się do kraju, w jakim gości. Stają się mniej religijni niż w swojej ojczyźnie, akceptują w dużej mierze panującą tu kulturę. Również obawa przed wysokim wskaźnikiem urodzeń wśród imigrantów jest przesadzona – w drugim i trzecim pokoleniu współczynnik ten spada do średniej krajowej.

Czasem jednak lęki stają się silniejsze niż fakty i bywa, że zakaz budowy minaretów nie ma tak naprawdę z minaretami nic wspólnego.

Andrea Brandt,

Marco Evers, Juliane von Mittelstaedt,

Mathieu von Rohr, Britta Sandberg

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Różne, W numerzeComments (0)

Azjatycki karp zagraża

Tags: , , ,

Azjatycki karp zagraża


Mogą ważyć do 40 kilogramów, zjadać codziennie niemal połowę tego co ważą, i mogą uderzyć niczego nie spodziewających się wędkarzy, ponieważ skaczą wysoko ponad powierzchnię wody.

Jeśli ich wędrowka przez drogi wodne U.S. nie zostanie zatrzymana, dwa gatunki azjatyckiego karpia mogą stać się zagrożeniem dla i tak już niestabilnego ekosystemu Wielkich Jezior w Kanadzie.

carp

Osiemnastu kanadyjskich urzędników, w większości z federalnego departamentu Łowisk, pomagają koordynować prace przy masowym uboju tych ryb wzdłuż kanału Chicago i stara się nie dopuścić do przedostania się karpii w kierunku jeziora Michigan.

Władze Illinois postanowiły wpuścić truciznę na odcinku chicagowskiego kanału drenażowego w celu utrzymania inwazyjnego gatunku ryby z dala od jeziora Michigan.

Kanał, który jest częścią systemu ściekowego miasta i jest jedynym łącznikiem między wielkimi jeziorami, głownie jeziorem Michigan, a systemem rzecznym rzeki Missisipi, ma być częściowo zatruty.

mapbig

The Illinois Department of Natural Resources, wydział naturalnych zasobów w Illinois ogłosił, że wpuści do wody na odcinku pomiędzy Romeoville i Lockport Rotenon, bezzapachowe chemikalium, które potencjalnie zabija ryby.

Karp azjatycki znany jest przez swój niezaspokojony apetyt i urodzajne rozmnażanie. Ryba ta już od 15 lat próbuje się dostać do rzek w Illinois i rzeki Missisipi. Latem naukowcy odkryli karpia 10 mil bliżej od jeziora Michigan, niż się tego spodziewali i natychmiast stworzyli plan oczyszczenia kanału.

Jest to ostatnia deska ratunku żeby pozbyć się tego groźnego gatunku ryby i nie pozwolić mu rozprzestrzeniania w wielkich jeziorach, gdzie stworzyłyby zagrożenie dla przemysłu rekreacyjnego wędkarstwa wartego $4.5 miliona. Środek trujący wpuszczony zostanie w dwóch porcjach; jedna w celu konserwacji, a druga po to, by osłabić młode ryby i nie pozwolić im zbliżania się do jezior.

koi Karp azjatycki, o którym tu mowa, to tołpygi - biała i pstra.

Zanim użyty zostanie Rotenon, załoga wpuści do wody elektrody żeby lekko poddać szokowi ryby i móc zidentyfikować pozostałe gatunki i przenieść je w bezpieczne miejsce. Po tym jak zabite karpie zostaną odesłane do kontrolowanego składowiska, do wody wpuszczona zostanie druga substancja, która przyspieszy działanie Rotenonu.

Rotenon nie zagraża ludziom ani środowisku naturalnemu. Władze zajmujące się badaniem jakości wody z agencji ochrony środowiska w Illinois będą dokładnie monitorować całe przedsięwzięcie. Chemikalia nie dostaną się poza planowane obszary. Kanał zostanie zamknięty na pięć dni.

http://www.cbc.ca/sunday/2006/10/101506_1.html

http://www.purplepug.com/Videos/Asian-Carp-Wabash-River-August/13187983_T9fdj#957217611_fEWWb-A-LB

Posted in Kanada, Różne, Wiadomości, ŚwiatComments (0)

Można się szczepić

Tags: , ,

Można się szczepić


W co najmniej 17-stu publicznych placówkach służby zdrowia ropoczęły się w środę publiczne szczepienia przeciwko grypie H1N1.

grypaKanadyjskie miasta, wliczając w to Toronto przesądziły aby skierować szczepionki na grypę H1N1 do użytku publicznego.

“W 10-ciu naszych przychodniach pracuje cały personel medyczny, ludzie pracują przez 7 dni w tygodniu - powiedział doktor Dawid McKeown.

Ponad 400 tys. szczepionek otrzymały placówki medyczne w Toronto. Do tej pory w mieście zaszczepiło się około 85 tys.osób.

Główny publiczny inspektor sanitarny kraju Dawid Butler-Jones powiedział, że obecnie 20% mieszkańców Kanady zaszczepionych zostało na grypę nowego typu.

Natomiast w odległej północnej części  Manitoby zaszczepionych zostało, na początku ubiegłego tygodnia, aż 95% mieszkańców, których grypa H1N1 szczególnie dotknęła w pierwszej, kwietniowej fazie.

Do tej pory w Kanadzie na grypę zmarło około 160 osób, dane te dotyczą rownieżw osób zmarłych w czasie wiosennego nasilenia wirusa.

Aptekarze w Ontario są bombardowani pytaniami o wiurs H1 N1. Szacuje się, że 3000 aptek odpowiada dziennie na około 90 tys. telefonów z pytaniami dot. świńskiej grypy.

Rzecznik ontaryjskich aptekarzy Dean Miller, powiedział, że w wielu przypadkach, aptekarze przeprowadzaja ocenę stanu zdrowia pacjentów, pomagając im zidentyfikować objawy i podjąć decyzję o sposobie dalszego leczenia.

“Ludzie są trochę niepewni co jest prawdziwą grypą, a co jedynie przeziębieniem. I przede wszystkim z takimi problemami dzwonią pacjenci – mówi Miller.

Pytania i  obawy związane z grypą H1N1  zablokowały linie telefoniczne ontaryjskich aptek, ale dzięki tym telefonom odciążone zostały szpitale.

Posted in Kanada, WiadomościComments (0)

Koniec naszej cywilizacji

Tags: , ,

Koniec naszej cywilizacji


You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video.

Koniec naszej cywilizacji

Posted in MultimediaComments (1)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1