Tag Archive | "żywność"

Niezniszczalny Happy Meal

Tags: , , ,

Niezniszczalny Happy Meal


Autorka i blogerka Joann Brusco postanowiła przeprowadzić niezwykły eksperyment. 3 marca 2009 roku kupiła Happy Meal w McDonalds i umieściła go w szafce nad biurkiem w swoim domu w Colorado. Następnie przez rok dokumentowała na blogu co się dzieje z jedzeniem.
rok-przed
To zdjęcie Brusco zrobiła 3 marca 2009 r., zaraz po kupieniu Happy Meal w lokalym McDonaldsie.

fot. blog Joann Brusco

rok-po


Tak wyglądał Happy Meal 3 marca 2010 r., po roku trzymania w szafce. Ani śladu pleśni czy innych objawów zepsucia.


fot. blog Joann Brusco

62-letnia blogerka udziela w internecie porad rodzicom na temat zdrowego żywienia dzieci. “Mój Happy Meal skończył dziś rok i wygląda całkiem dobrze. NIGDY brzydko nie pachniał. Jedzenie nie spleśniało. W ogóle nie było zatęchłe” - pisała 3 marca br. na blogu Brusco.

“Przez kilka dni pięknie pachniało”

“Kupiłam Happy Meal, nie żeby je zjeść, ale żeby je obserwować. Przez kilka dni pięknie pachniało. Wąchałam te pyszne frytki za każdym razem, jak wchodziłam do biura. Po tygodniu zapach był już z trudem wyczuwalny. Mój mąż bał się, że kiedy zacznie pleśnieć, w naszym domu będzie straszny smród. Bał się też, że jedzenie przyciągnie mrówki i myszy” - wspominała początki swojego eksperymentu Brusco.

Obawy jej męża się nie potwierdziły. Każda inna potrawa po roku stałaby się śmierdzącą, spleśniałą breją, ale nie jedzenie z McDonalds. Happy Meal po roku trzymania w szafce wygląda niemal identycznie. W Colorado jest bardzo suchy klimat (Brusco przyznaje, że mogło to wpłynąć na stan jedzenia), bułka, kotlet i frytki trochę wyschły, ale to jedyne oznaki czasu.

Nawet muchy nie chciały jeść Happy Meal

“Wiele razy miałam otwarte okno, ale muchy i inne insekty po prostu ignorowały Happy Meal. Co wam to mówi?” - pyta retorycznie blogerka.

- “Jedzenie powinno pleśnieć, gnić i śmierdzieć. Fakt, że (Happy Meal) nie spleśniało, pokazuje jak szkodliwe jest dla naszych dzieci. (…) Jedzenie jest rozkładane na podstawowe elementy w naszym ciele, które dają nam energię. Dzieci mają zdrowe ciało jeśli jedzą zdrowe jedzenie” - pisze Brusco.

“Teraz wiecie dlaczego nazywają to śmieciowym żarciem” podsumowuje swój eksperyment blogerka.

McDonalds twierdzi, że ich żywność nie jest szkodliwa

McDonalds wielokrotnie starał się podkreślać, jak zdrowe jest produkowane przez nich jedzenie. Firma chce walczyć z oskarżeniami o powodowanie otyłości wśród dzieci.

W każdej restauracji można znaleźć listę składników każdej potrawy i liczbę kalorii. Brytyjski dziennik “Daily Mail” podaje jednak, że statystycznie każdy produkt ma około siedem numerków z literą E - czyli konserwantów. W bułce znajduje się m.in. wapń i propionian sodu, a w ogórku kiszonym benzoesan sodu. Frytki, po roku nadal złotobrązowe, zawierają kwas cytrynowy i pirofosforan sodu, które pomagają zachować kolor.

Posted in Ciekawostki, Kulinaria, PolecamyComments (0)

Oszukujące etykiety

Tags: ,

Oszukujące etykiety


Dietetyczny kalkulator działa bardzo prosto. Im niższa zawartość tłuszczu i cukru w tym, co jemy, tym mniej zbędnych kalorii, niszczących nam zgrabną sylwetkę. Jednak okazuje się, że przestrzeganie tej zasady wcale nie jest takie łatwe. Co z tego, że chcemy unikać cukru, skoro na opakowaniach produktów ukrywa się on pod obco brzmiącymi nazwami. Po wczytaniu się w etykietę może okazać się, że porcja “dietetycznych” płatków śniadaniowych ma go tyle samo, co lukrowane ciastko.
etykiety

Kod opakowania

Jeśli chcesz schudnąć, nie możesz dać się złapać na marketingowe chwyty, które stosują producenci. Aby dodać atrakcyjności swojemu towarowi, często umieszczają na opakowaniach napisy typu “zdrowa żywność”. Tymczasem według prawa, wszystkie produkty, które trafiają do sklepów, muszą być zdrowe. Warto też zwiększyć czujność, kiedy natkniemy się na opakowanie z napisem “light” czy “lekki”. Wtedy należy sprawdzić, ile produkt zawiera cukru czy soli. Nie ma bowiem nic za darmo. Tłuszcz jest nośnikiem smaku, więc aby podkręcić aromat “odchudzonego” produktu, dosala się go lub dosładza.

Mniej znaczy lepiej

Im dłuższa jest lista składników na opakowaniu produktu, tym jest on bardziej przetworzony. To nie sprzyja figurze. Przetworzone jedzenie zawiera mało witamin i enzymów, niezbędnych do prawidłowej przemiany materii. Lista składników ma jeszcze jeden ukryty przekaz. Tego, czego w produkcie jest najwięcej, powinno być na pierwszym miejscu. Dlatego np. wędlina, w której składzie na samym początku jest tłuszcz, powinna wzbudzić naszą dietetyczną czujność.

Z naszym przewodnikiem łatwiej będzie Ci rozszyfrować tajemnicze nazwy na opakowaniach. Niektóre substancje pomagają nam pozbyć się nadprogramowych kilogramów, a inne mogą w tym przeszkodzić.

Dodają Ci Kilogramów

SÓD kryje się pod nazwami: sól, glutaminian sodu, inozynian disodowy, guanylan disodowy

Jest głównym składnikiem soli, której producenci używają bardzo dużo, bo dzięki temu jedzenie wydaje się smaczniejsze. Jednak nadmiar tego składnika powoduje, że w tkankach pod skórą zbiera się woda. To dodaje kilogramów. Unikać należy zwłaszcza glutaminianu sodu, bo zwiększa on apetyt.

TŁUSZCZE TRANS kryją się pod nazwami: tłuszcz utwardzony, cukierniczy lub uwodorniony

Producenci chętnie ich używają, bo są tanie i bardzo trwałe. Najczęściej można je spotkać w chipsach, ciastkach czy paluszkach. Szkodzą figurze, bo jak udowodnili naukowcy z Uniwersytetu Wake Forest w USA, sprzyjają odkładaniu się tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha.

TŁUSZCZE NASYCONE kryją się pod nazwami: tłuszcz palmowy, olej kokosowy, tłuszcz zwierzęcy, miazga kakaowa

Im mniej ich jemy, tym lepiej. Sprzyjają otyłości i to tej najgroźniejszej, gdy tłuszcz zbiera się w okolicach talii. Zwiększa ona ryzyko cukrzycy i chorób serca.

CUKIER kryje się pod nazwami: sacharoza, dekstroza, fruktoza, syrop owocowy, wysokofruktozowy syrop kukurydziany, syrop glukozowo-fruktozowy, syrop klonowy, laktoza, ekstrakt słodowy, maltoza

To największy sabotażysta szczupłej figury. Jest przebiegły. Słodka bułeczka czy baton dają złudne uczucie najedzenia, niestety na krótko. Po takim deserze poziom glukozy we krwi błyskawicznie rośnie. A organizm jest pewny, że to dopiero początek dostawy cukru. Dlatego dla ustabilizowania jego poziomu we krwi wydziela dużo insuliny. Hormon zamienia glukozę w tkankę tłuszczową. Szybko jednak okazuje się, że zaalarmowany batonikiem organizm wyprodukował zbyt dużo insuliny. Poziom glukozy dramatycznie spada, a u Ciebie rodzi się wilczy apetyt.

Odejmują Ci Kilogramy

BŁONNIK kryje się pod nazwami: guma ksantanowa, inulina, agar, pektyny

Ten składnik, np. w zupach w proszku, ma za zadanie zagęszczać ich konsystencję. Błonnik wraz z wodą tworzy w żołądku „galaretkę” i dzięki temu mniej odczuwamy głód, który często dokucza podczas diety. Składnik ten poprawia też trawienie, bo w jego towarzystwie lepiej rozwijają się „dobre” bakterie probiotyczne.

WAPŃ kryje się pod nazwami: serwatka w proszku, mleko w proszku, węglan wapnia, białko mleka

Pomimo tego, że większość tego pierwiastka kumuluje się w kościach, pewne ilości krążą wraz z krwią po całym organizmie. Zadanie wapnia to kontrolowanie powstawania hormonów i enzymów, regulujących przemianę materii. Te procesy przebiegają prawidłowo tylko wtedy, gdy organizm ma tego pierwiastka pod dostatkiem.

WĘGLOWODANY ZŁOŻONE kryją się pod nazwami: mąka graham i razowa, amarantus, orkisz

Ten rodzaj węglowodanów organizm przerabia na energię bardzo powoli. Dlatego grahamka syci nas na dłużej niż biała bułka.

Cenne wskazówki

Niektórzy producenci umieszczają na opakowaniach swoich produktów tabelkę GDA (ang. Guideline Daily Amounts – Wskazane Dzienne Spożycie). To oznakowanie mówi, ile procent dozwolonej dziennie ilości np. tłuszczu zjedliśmy wraz z daną zupką czy jogurtem. Znakowanie nie jest obowiązkowe i zależy od dobrej woli producenta.

Kaja Tyzenhauz

Posted in Ciekawostki, Kulinaria, Zdrowie, Świat kobietComments (0)

Jaja sobie robią!

Tags: , ,

Jaja sobie robią!


Za chwilę na polskich stołach pojawią się wielkanocne przysmaki, wśród których nie zabraknie – jak co roku – tradycyjnych pisanek.

jaja

Farby i barwniki przykryją pieczątki, które znajdują się na prawie każdym jajku. Te oznaczenia pokazują m.in., w jaki sposób hodowane są kury znoszące te jajka.
Skala zaczyna się od zera, czyli jajek ekologicznych, a kończy na trójce, która oznacza chów klatkowy. Jeśli ów coś przypomina, to z pewnością nie obóz harcerski. Kury są przetrzymywane w ciasnych klatkach, przycinane są im dzioby, kończyny mają poranione od całodobowego stania na drucianej podłodze. Ten sposób hodowli jest jednak w Unii Europejskiej dozwolony tylko do 2012 roku.
I tu przechodzimy do sedna. Polski rząd kilka tygodni temu proponował przedłużenie tego okresu o kolejne pięć lat. Na szczęście bez efektu. W polskich mediach jakoś było cicho na ten temat, ale informowała o tym PETA, organizacja walcząca o prawa zwierząt. Po przeczytaniu tej wiadomości zrobiło mi się po prostu wstyd za nasz rząd, który chciał przyłożyć rękę do przedłużenia tego procederu. Wiem, że dostosowanie do tych przepisów to zapewne ogromne koszty dla rolników. Tym bardziej że w polskich sklepach nie widać zbyt wielu jajek z dwójkami, więc można się domyślać, że przestawienie się na inny sposób hodowli kur idzie jak po grudzie.
Nie po raz pierwszy mamy problem z przestrzeganiem narzuconych przez Unię terminów. Ba, mamy problem nawet z tymi, które sami sobie narzuciliśmy, bo wystarczy sobie przypomnieć, jak wyglądało dokańczanie reformy emerytalnej. Zbyt wiele rzeczy jest robionych na ostatnią chwilę.
W tym przypadku nie chodzi tylko i wyłącznie o przestrzeganie terminów. Polski pomysł zakładał utrzymanie przez kolejnych kilka lat niehumanitarnej hodowli zwierząt. Nie mówiąc już o tym, że wyprodukowane (bo inaczej tego nazwać nie można) w ten sposób jajko nie dość, że nie smakuje, to zapewne zdrowe też nie jest.
Przykład z kurami każe się zastanowić nad szerszym dylematem. Czy Polska jako kraj rozwijający się powinna mieć taryfę ulgową w dostosowywaniu się do unijnych przepisów, które mają na celu szeroko pojętą ochronę środowiska? Z jednej strony można argumentować, że tak, bo przecież jesteśmy państwem na dorobku. Z drugiej jednak rodzi się pytanie, czy jeśli chodzi o okrucieństwo i niszczenie naturalnego środowiska, można stosować taryfę ulgową? Moim zdaniem zdecydowanie nie.

Mateusz Ostrowski

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Różne, W numerzeComments (0)

Planeta marnotrawców

Tags: , ,

Planeta marnotrawców


A co gdyby zamiast zabiegać o wzrost produkcji rolnej, aby wyżywić świat, ludzie przestali trwonić żywność?

Nie zdajemy sobie sprawy, że gdy wyrzucamy do kosza przeterminowany produkt, całe środowisko naturalne odnotowuje poważną stratę: w postaci wody, która została użyta do produkcji żywności, energii, nawozu, pestycydów, emisji gazów cieplarnianych.

Badanie opublikowane w listopadowym numerze pisma naukowego “PLoS One” wykazuje, że co roku w Stanach Zjednoczonych wyrzuca się 40 proc. produktów zdatnych do spożycia. Ta rozrzutność sprawia, że marnotrawi się rocznie jedną czwartą wodny pitnej spożywanej w tym kraju (używanej do produkowania tej żywności) oraz równowartość energii odpowiadającą 300 milionom baryłek ropy. Te dane potwierdzają wcześniejsze szacunki dotyczące marnotrawienia żywności w państwach rozwiniętych, obliczane na 30-40 proc. artykułów spożywczych.

food-waste

Zjawisko to dotyka także państwa rozwijające się. Liczby są sporne, ale straty miałyby sięgać od 10 do 60 proc. plonów, w zależności od produktu. – Dominujący pogląd jest taki, że aby odpowiedzieć na podwojenie zapotrzebowania w żywność w przyszłych dziesięcioleciach, należy zwiększyć produkcję – mówi Jan Lundqvist, dyrektor komitetu naukowego Międzynarodowego Instytutu Wody w Sztokholmie. – Bardziej racjonalna byłaby uprzednia próba ograniczenia marnotrawstwa. Prowadzi ono bowiem do trwonienia zasobów, których jest coraz mniej, a szczególnie wody.

Aby oszacować skalę marnotrawstwa za Atlantykiem, fizjolodzy z amerykańskiego Państwowego Instytutu Zdrowia obliczyli różnicę między ilością jedzenia dostępną w kraju a konsumpcją mieszkańców, ocenioną na podstawie zmiany ich średniej wagi. Wynik: w 1970 roku statystyczny Amerykanin pochłaniał przeciętnie 2 100 kalorii dziennie, podczas gdy dostępna żywność w przeliczeniu na jedną osobę miała 3 tys. kalorii. Dziś liczby te sięgają odpowiednio 2 300 i 3 800 kalorii. W tym czasie średnia waga wzrosła o 10 kg. – Różnica między tymi dwoma liczbami odpowiada ilości wyrzucanego jedzenia – tłumaczy Kevin Hall, który kierował badaniem. – Wynosiła ona w 1970 roku nieco mniej niż 30 proc. dostępnego jedzenia, podczas gdy obecnie wzrosła do 40 proc.

ch państwach znaczna część strat przypadała na “koniec łańcucha”. Sieć dystrybucji odrzuca część produktów z uwagi na kryteria estetyczne oraz stosuje duże marginesy bezpieczeństwa odnośnie terminu przydatności do spożycia. Ale poważne straty występowały także w żywieniu zbiorowym i… w prywatnych kuchniach.

W szczegółowym badaniu dotyczącym zawartości koszy na śmieci w Wielkiej Brytanii, opublikowanym w listopadzie 2009 roku, oszacowano, że 25 proc. produktów spożywczych kupowanych do domu jest wyrzucanych. W śmieciach znajdujemy – według częstotliwości wyrzucania – świeże warzywa i sałatki, napoje, owoce, pieczywo, mięso i ryby… Zdaniem WRAP (Waste and Resources Action Programme), instytucji publicznej, która przeprowadziła badanie, znacznej części tego marnotrawstwa można uniknąć, bo albo produktów nie spożyto na czas, albo przygotowano je w zbyt dużej ilości.

Ich wartość odpowiada sumie 13 miliardów euro rocznie (czyli 530 euro na jedno gospodarstwo domowe) i 2,4 proc. emisji gazów cieplarnianych tego kraju. W państwach rozwijających się nie mówimy o marnotrawstwie, tylko o stratach, gdyż ich przyczyny są inne. – Straty wynikają ze złych warunków zbierania plonów, transportu, magazynowania, a także z niewystarczającej wiedzy na temat metod przechowywania produktów spożywczych – tłumaczy Stepanka Gallatova z Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). W przypadku zbóż są one niewielkie, ale mogą osiągać znaczne rozmiary w przypadku produktów spożywczych ulegających zepsuciu. Rosną wraz z urbanizacją: im bardziej miejsce konsumpcji oddala się od miejsca produkcji, tym bardziej komplikuje się łańcuch zaopatrzenia i rośnie ryzyko straty.

Choć tematowi marnotrawstwa żywności naukowcy oraz instytucje specjalistyczne przydają coraz większą wagę, nie należy on do priorytetów politycznych zdecydowanej większości państw. Tymczasem w biednych krajach redukcja strat byłaby mniej kosztowna niż zwiększenie produkcji rolnej – uważa Gallatova. Jest ona jednak zdania, że “od kryzysu żywnościowego (w 2008 roku) temat ten zaczyna budzić zainteresowanie wśród państw rozwijających się”.

Sprawa jest jednak skomplikowana. – Należy się wystrzegać “magicznych” rozwiązań – mówi agronom Michel Griffon, zastępca dyrektora generalnego Państwowej Agencji Badań Naukowych (ANR). – Z łańcuchem zaopatrzeniowym ma związek bardzo wielu ludzi. Ograniczenie strat wymaga uruchomienia bardzo finezyjnej strategii – mówi. Poza tym powodem, dla którego tak wiele osób interesuje się środkami zwiększenia produkcji, a tak niewiele ograniczeniem marnotrawstwa, jest także to, że to ostatnie przedstawia sobą zdecydowanie mniej atrakcyjny rynek.

Spośród państw wysoko rozwiniętych, które uczyniły z dostarczania żywności po niskiej cenie kamień węgielny swej polityki, tylko Wielka Brytania uczula mieszkańców na marnotrawstwo, zwraca uwagę na stratę w postaci wykorzystanych zasobów i wytworzonych odpadów: wody, energii, nawozu, pestycydów, emisji gazów cieplarnianych (dwutlenku węgla i metanu w zwierzęcych gazach)…

– Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że aż tyle wyrzucają, i niewielu wie, że produkcja spożywcza pochłania tyle zasobów. Warto jednak zwracać uwagę na to powiązanie. To może pomóc ludziom oszczędzać – mówi Lundqvist. – Stopień marnotrawstwa zależy od tego, jak duża wagę przywiązujemy do jedzenia. Rodziny przeznaczają na nie obecnie 15 proc. swego budżetu, podczas gdy sześćdziesiąt lat temu było to 40 proc. Jednakże w nadchodzących dziesięcioleciach istnieje ryzyko niedoboru żywności na skalę planetarną, a zatem wzrostu cen, co siłą rzeczy może ograniczyć marnotrawstwo – uważa Griffon.

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Kulinaria, W numerzeComments (0)

10 mitów na temat zdrowej żywności

Tags: , ,

10 mitów na temat zdrowej żywności


Produkty z etykietą “zdrowa żywność” wcale nie muszą być takie zdrowe. A już na pewno nie dietetyczne. Okazuje się, że batoniki z ziarnami mają tyle kalorii co czekolada. I nikt jeszcze nie udowodnił zbawiennego działania żywności organicznej. Oto 10 mitów na temat “zdrowej żywności”.

jablkoJuż od jakiegoś czasu świat oszalał na punkcie “zdrowej żywności”. Jemy organicznie, naturalnie, bez konserwantów i ogólnie - jak najlepiej. Często jednak mylimy pewne pojęcia, dajemy się zwieść specom od marketingu, którzy pod termin “zdrowa żywność” podciągają produkty, którym do takiego określenia bardzo daleko? Co naprawdę jest zdrowe? I czy zdrowa żywność, może dodawać nam kilogramów?

MIT 1. Produkty z obniżoną zawartością tłuszczu są zdrowe i dietetyczne

Niekoniecznie. Produkty nisko tłuszczowe według norm UE powinny zawierać mniej niż 3 gramy tłuszczu w 100-gramowej porcji. Ale to nie łatwe, bo jak aż tak odtłuścić np. ser? Więc często to, co z nazwy jest “odtłuszczone”, wciąż zawiera dużo tego składnika, a tym samym sporo kalorii. Co gorsza, tłuszcz zastępuje się innymi składnikami jak cukier, co powoduje, że produkty są w efekcie jeszcze bardziej kaloryczne

MIT 2. Świeże owoce i warzywa są lepsze niż mrożone

Owoce i warzywa im dłużej leżą na półce, tym więcej tracą witamin, szczególnie witaminy C. Mrożonki jednak najczęściej robi się ze świeżych owoców i warzyw, więc wcale nie są zupełnie pozbawione składników odżywczych.

T 3. Suszone owoce to zdrowa przekąska

To taki sam owoc jak świeży, tylko że pozbawiony wody. Ma dużo cukru, a więc kalorii. Na przykład: świeży ananas (43 g) ma ich 12, a suszona 8-gramowa porcja - 15. Poza tym suszone owoce “łatwiej wchodzą” - nie wydyma od nich żołądka, uczucie sytości przychodzi później. Przez to wchłaniamy więcej kalorii. Ale suszone owoce są dobrym źródłem błonnika, suszenie pozbawia je natomiast witaminy C.

MIT 4. Sery wegetariańskie - jak tofu - są lepsze od produktów mlecznych

Dobre dla ludzi, którzy nie przyjmują produktów pochodzenia zwierzęcego, co wcale nie znaczy, że nie zawierają kalorii i tłuszczu. Będąc na diecie wgetariańskiej, lepiej zachowac limit dzienny: 70-80 gramów takich serów.

MIT 5. Jedzenie organiczne jest zdrowsze

Wciąż nie ma na to dowodów. To raczej wybór stylu życia, ale wcale nie zdrowotny. Wszystko zależy od tego, jak uprawia się dane warzywa i owoce, jak przetwarza dane produkty. Jednak najnowsze badania dowodzą, że kwasy tłuszczowe omega-3 są dostępne w większych dawkach w mleku organicznym właśnie.

MIT 6. Organiczne jaja mogą mieć salmonellę

Obróbce termicznej należy poddawać wszystkie jajka. Faktem jest, że kury z gospodarstw organicznych nie zawsze się szczepi, nie podaje się im antybiotyków.

MIT 7. Batonik z ziarnami zbóż jest lepszy od czekolady

Takie batoniki zawierają zdrowe składniki jak migdały, ale mają bardzo wysoką zawartość cukru i tłuszczu. Batonik z orzechami, suszonymi owocami lub czekoladą może mieć dużo kalorii - nawet 130. Dlatego najlepiej szukać produktów pełnoziarnistych - z małą zawartością cukru i soli. Co do czekolady - jest bardzo zdrowa, choć kaloryczna. Zawarte w niej flawonoidy mają zbawienny wpływ na serce i system krwionośny. Polifenole, w które jest bogata szczególnie gorzka czekolada, zmniejszają ciśnienie krwi. Oczywiśćie, im więcej zawartości kakao, tym lepiej. Gorzka czekolada ma też dużo żelaza.

MIT 8. Produkty probiotyczne są zdrowe

To zależy, czy producent stosuje właściwe normy podczas obróbki produktów z zawartością kultur bakterii. Napój probiotyczny, by właściwie zadziałać, musi zawierać miliard bakterii. Sprawdzaj zawartość szczepów lactobacillus i bifidobacterium - wzmagają produkcję kwasów żołądkowych.

MIT 9. Rodzynki w czekoladzie są gorsze od tych w polewie jogurtowej

Nieprawda. Są równie słodkie i tłuste, a przez to kaloryczne - 50 gramów ma nawet 250 kalorii. Lepiej zjeść zwykłe rodzynki, jogurt i kawałek czekolady.

MIT 10. Pestki, kiełki i nasiona można jeść bez umiaru, bo są zdrowe

Owszem, są zdrowe, ale również bardzo kaloryczne. Jeśli dbasz o linię, ogranicz ich spożycie do 25 gramów dziennie, czyli 150 kalorii.

MWM

Posted in Kulinaria, PoradyComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Czerwiec 2010
P W Ś C P S N
« maj    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930