Bez niedomówień! Dwugłos o Ukrainie.

Kryzys w relacjach z Ukrainą nie powstał nagle. Nagle jedynie dotarł do opinii pub-licznej, poprzez propagandowa „żelazną kurtynę”, oczywisty fakt, iż współczesna Ukraina od lat (!) buduje swoją państwową ideologię na gloryfikacji liderów i jednostek nazistowskiej i ludobójczej formacji OUN-UPA. Jak zwykle, ‚intelektualne elity’ nad Wisłą cedzą słowa o „zaskoczeniu”. I natychmiast rusza kampania ogłupiania polskiej opinii, że to tylko „przeszłość” i margines, a my jesteśmy dziś „sojusznikami”. Na lewo i prawo „autorytety” rzucają łatkami „popleczników Putina!”. 

Czyżby? Jak widać z oporu sporej części prawdziwych elit społecznych, ta bajka już nie przejdzie! Nie zamknie się ludziom ust. Pomoc sąsiadom w walce z imperializmem Kremla to jedno, szacunek dla ciężko pracujących uchodźców - zawsze. Jednakże dbałość o ‚wielodomenowe’ interesy Rzeczpospolitej to sprawa kardynalna. Natomiast liczni apologeci banderowskiego Kijowa mogą pakować manatki! 

Poniżej dwa ważkie głosy, opublikowane na jednym z głównych portali medialnych w Polsce (wp.pl), w publicznej (wreszcie!) debacie.

WW-W

 

„Miller komentuje zwrot Kijowa ws. Polski”

Leszek Miller to jeden z nielicznych obecnie polityków nad Wisłą, tak byłych jak obecnych, który odważnie i uczciwie wypowiada się w tematach ukraińskich. Oto Jego głos po zapowiedzi Zeleńskiego, otwarcia archiwów SBU, z dokumentacją "tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu”.

”W polityce międzynarodowej sentymenty mają zwykle krótkie nogi, a gesty pojednawcze pojawiają się dopiero wtedy, gdy druga strona zrozumie, że era kurtuazyjnych uśmiechów dobiegła końca".

"Deklaracje prezydenta Zełeńskiego o otwarciu archiwów dotyczących ludobójstwa na Wołyniu oraz wydaniu dodatkowych zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne są właśnie wynikiem takiego stanu rzeczy”.

 

Miller o Prezydencie Nawrockim (w kontekście polityki Kijowa):

„Sygnalizował, że partnerstwo nie oznacza bezwarunkowej zgody, a prawdziwa przyjaźń między narodami nie może być budowana na przemilczeniach i fałszowaniu historii. Podkreślał, że relacje polsko-ukraińskie muszą opierać się na zasadach prawdy i wzajemności".

"Przez wiele lat powtarzano, że stawianie trudnych pytań zaszkodzi bilateralnym stosunkom. Okazało się jednak, że jest dokładnie odwrotnie. Dopiero polityka oparta na jasnych zasadach i stanowczości zmusza partnerów do poważnej, a nie tylko ceremonialnej rozmowy. Dyplomacja oparta wyłącznie na jednostronnych gestach dobrej woli prowadzi do sytuacji, w której jedna strona rozdaje karty, a druga jedynie dziękuje za możliwość gry".

[Decyzje Zełeńskiego nie dowodzą - ww-w:] - „nagłego przypływu szacunku i serdeczności wobec Warszawy, lecz są dowodem na sprawdzoną w dyplomacji zasadę: szacunek zdobywa się stanowczością, a nie konkursem przymilnych deklaracji".

"Nie wiemy jeszcze, na ile te deklaracje zostaną zrealizowane w praktyce - historia relacji polsko-ukraińskich uczy ostrożności. Niemniej samo skłonienie Kijowa do bardziej konstruktywnej postawy ma wymierne znaczenie. Pokazuje ono wyraźnie, że ciągłe łaszenie się części polskich czynników rządowych do prezydenta Ukrainy - w przeciwieństwie do konsekwentnej, twardej linii Pałacu Prezydenckiego - jest bezproduktywne, obniża pozycję Polski i jest drogą donikąd".

Wypowiedzi b.premiera Leszka Millera pobrane z materiału red. Adrianny Rymaszewskiej, www.wp.pl, 18.07.2026

 

***

"Pełzająca zdrada”. Gen. Komornicki o decyzji Zełeńskiego

Były zastępca Szefa Sztabu Generalnego WP, gen. Leon Komornicki z brutalną wręcz szczerością wypowiedział się o relacjach Polski z Ukrainą, w programie "Prześwietlenie" (na YouTube). Przyznał, iż po nadaniu przez prezydenta Zeleńskiego imienia "Bohaterów UPA” jednej z  ukraińskich jednostek:  - "poczuł się tak, jakby ktoś napluł mu w twarz”. 

Gen. Komornicki bez ogródek - jak się kiedyś mawiało, „w prostych, żołnierskich słowach” - ocenia realia postawy obecnie rządzących elit Kijowa wobec Polski i strategiczną słabość pozycji Warszawy. 

- Ktoś powie, że "aż tak się czuję" albo że "to są emocje". To nie są emocje, tu jest zachowany spokój. Ale miara, jaką powinniśmy mierzyć to zachowanie, jest właśnie taka. Łączy nas historia, także obecność w sowieckim zniewoleniu, którego Ukraińcy byli aktywnymi uczestnikami. (…)

- Wystawiono nam opinię państwa usługowego, nie rozgrywającego.

- Budowanie na ideologii banderowskiej było potrzebne, by powstało nieporozumienie między nami. Żeby na tym tle nas wewnętrznie rozgrywać i osłabiać, wywołać polsko-polską wojnę. I stało się.

- Na Ukrainie siedzą dziś stratedzy i myślą, jak teraz tu ugrać z punktu widzenia interesu narodowego Ukrainy. Nie można zarzucić Zełeńskiemu i jego otoczeniu, że oni działają wbrew interesowi narodowemu. Ale działają wbrew naszym interesom - stwierdził.

- Potrzebny był konsensus, ale wtedy, kiedy na bieżąco monitorujemy rozwój sytuacji w Ukrainie i mamy ustaloną pewną grę z nimi, w której definiujemy kolejne kroki. (...) Tę strategię trzeba było na początku tej wojny zdefiniować - naszego zaangażowania się po ich stronie. I my tę rolę na wschodniej flance powinniśmy odegrać.

- Od tego są generałowie i politycy. Wojsko, jeśli chodzi o strategię bezpieczeństwa, ma tylko część do powiedzenia. My sobie zadajemy pytanie: gdzie oni byli? Teraz politycy się obudzili. Ukraina ich zaskoczyła. Ktoś może mówić, że we współczesnej wojnie nie można zaskoczyć. A można, nie trzeba używać siły.

Użyte cytaty pobrane z materiału red. Adrianny Rymaszewskiej, www.wp.pl, 12.07.2026

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: