52 lata budował zamek

Chcieli zamku. Jim Bishop im go zbudował.
Był rok 1969, kiedy ten dwudziestoparoletni rzemieślnik zajmujący się konstrukcją żelazną rozpoczął, z pomocą ojca, budowę kamiennego domku w pobliżu Pueblo w Kolorado, planując stworzyć dom z szopy. To, co zaczęło się jako projekt budowlany, przerodziło się w latarnię wolności, której powstanie zajęło około 50 lat. Z tego narodził się zamek Bishop.
Zalążek zamku zasiano, gdy miejscowi przejeżdżali obok kamiennego domku i komentowali, jak bardzo jego najnowszy dodatek — prowizoryczny zbiornik na wodę wykończony murem i wyposażony w łukowe okna — wygląda jak zamek. To pobudziło wyobraźnię Jima. - Zaczął dobudowywać do skalnego domku, a mój dziadek zapytał go, co robi – powiedział 50-letni syn Jima, Daniel Bishop, w wywiadzie dla „The Epoch Times”. - Powiedział: “Ludzie chcą zamku, zbuduję im taki”. A mój dziadek nigdy potem w żaden sposób nie pomógł.
Co ciekawe, ojciec Jima ostatecznie ukończył skalny domek, który stał się sklepem z pamiątkami, choć ostatecznie spłonął.
Oczywiście Jim miał dobre intencje, realizując swoje wielkie marzenie o zbudowaniu zamku, którym mogliby się cieszyć miejscowi – pomimo wahania ojca. Jego motywacja wynikała z głębokiego doświadczenia, jakie zdobył dorastając w biedzie. Jako nastolatek, podczas wycieczki z odwiedzającymi go członkami rodziny do Seven Falls, prawie nie było go stać na wstęp.
Po zapłaceniu za wstęp, młody mężczyzna wszedł na skały, co doprowadziło do tego, że usłyszał ryk głośników – wytykając go palcami i przerywając zabawę. - Pamiętał, że był zażenowany tą sytuacją i czuł się gorszy od wszystkich innych – powiedział Daniel. - Wywarło to na nim trwałe wrażenie i rozwinęło w nim podstawową wartość, jaką było stworzenie miejsca, z którego ludzie mogliby czerpać przyjemność, a które nie dawało mu tego uczucia, jakie towarzyszyło mu, gdy powiedziano mu, że nie może tego zrobić.
„Obsesja” na punkcie budowy zamków
Zaczynając od ograniczonego budżetu, Jima zamiłowanie do budowania zamków, zaczęł przeradzać się w „obsesję”. Zaczęło się od weekendowego hobby – dni powszednie spędzał w warsztacie hutniczym. Jednak jego obsesja wkrótce eksplodowała, gdy zaczął przyjmować lokalne darowizny, co pozwoliło mu zamknąć warsztat na pięć miesięcy w ro-ku w lecie i poświęcić ten czas na realizację swojej wizji. Wszystkie swoje nadwyżki pieniędzy inwestował w zamek. - Przez pięć do dziesięciu lat [mój ojciec] harował, budując zamki przez całe lato – powiedział Daniel.
To były lata 70. i mało kto przejmował się tym, że wydobywał kamienie z Parku Narodowego. Rowy wzdłuż drogi i lokalne osuwiska były na porządku dziennym. Ale ponieważ projekt budowy zamku Jima wymagał od niego przewożenia od trzech do czterech ton na ładunek, Służba Parkowa to zauważyła i zaczęła pobierać od niego 15 dolarów za tonę za pozwolenie na wywóz kamieni. To było za dużo, pomyślał Jim, zwłaszcza że „oddawał zamek” społeczeństwu, przynosząc korzyści hrabstwu.
Dlatego, obstając przy swoim, umieścił tablicę z prośbą do mieszkańców o składanie skarg. Później, ku ich chwale, Narodowa Służba Leśna złożyła Jimowi rozsądną ofertę. - Uważamy, że całkowicie się wycofali, ponieważ telefon zaczął dzwonić tak często, że nie mogli prowadzić interesów — powiedział Daniel. - Skontaktowali się z nim i zaoferowali mu pozwolenie na wywóz kamieni za 15 centów za tonę.
To było bardziej trafne, pomyślał Jim.
Zgodził się. I wszyscy byli zadowoleni.
W końcu rząd złagodził swoje stanowisko w sprawie kamieni. Jim „od dawna nie kupił pozwolenia” — powiedział Daniel, dodając, że być może docenili koncepcję przyciągania dolarów z turystyki. Od tamtej pory przed Bishop Castle będzie mniej przeszkód.
W latach 70. i 80. Jim był jednoosobową ekipą budującą zamek — i był na to wystarczająco sprawny. Jim, kulturysta „olimpijskiej klasy”, według jego syna, potrafił unosić sztangę ważącą 150 funtów (ok. 68 kg) jedną ręką. Był również pomysłowy. Wrzucając kamienie na tył ciężarówki, przywoził je na miejsce i układał około 500 funtów (ok. 227 kg) kamieni i betonu na płozie, którą podłączył do systemu bloczków; następnie podłączył linę do swojego pojazdu i wjechał całą stertą na przerażającą wysokość, po czym sam wspiął się, aby rozpocząć układanie kamieni. To było, delikatnie mówiąc, przedstawienie.
Zamek ciągnął się ku niebu. W górę, w górę, w górę.
Jako nastolatek, Daniel przez kilka lat obserwował, jak zamek rośnie jak żywy organizm. Kamienny domek stał się dwupiętrowym fortem. Następnie dobudowano trzecie piętro z dachem spiczastym, tworząc „Wielką Salę” – nazwaną „Katedrą”. Kontynuując motyw katedry, Jim stworzył łuki przyporowe – podobne do tych w paryskiej katedrze Notre Dame – które wbito w ziemię, aby wzmocnić mury. Jim obawiał się, że mury zawalą się na zewnątrz, tak wysokie. Podczas zbiórki funduszy Jim zaangażował lokalnych rzemieślników do wykonania witraży do „katedry” – żona Jima przekształciła projekt w fundację dla niemowląt wymagających operacji serca – i w ten sposób zmobilizowali oni do udziału mieszkańców.
Jak można się domyślić, cytadela jest oz- dobiona ozdobnymi elementami z żelaza – z kutymi balkonami, ozdobnymi kratownicami dachowymi, a nawet smokiem. - Smok na froncie został zbudowany… w warsztacie [Jima] pewnej zimy, aby spróbować zdobyć więcej rozgłosu – powiedział Daniel. - Następnie został podciągnięty w dwóch częściach, podciągnięty za pomocą bloczka i przyspawany do zamku. Zamek wznosił się na zawrotną wysokość, gdy Jim układał ostatnie kamienie centralnej wieży, najwyższej z trzech iglic, wznoszącej się na wysokość około 160 stóp.
Jeśli to zbudujesz, przyjdą
Zamek Bishop byłby niczym, gdyby nikt nie przyszedł, żeby się nim cieszyć. Czy więc ludzie przychodzili?
Tak. I to tłumnie.
Oprócz turystów, przez pewien czas był to również raj dla całonocnych imprez, gdzie setki przebranych w kostiumy nastolatków urządzało psychodeliczne pokazy świetlne, DJ-e puszczali techno i tańczyli całą noc aż do wschodu słońca. Wolność zwyciężyła, na dobre i na złe.
Jednak z wolnością wiąże się odpowiedzialność. Ani Jim, ani jego syn nie zabroniliby odwiedzającym zwiedzania, jednak są miejsca, gdzie żelazne platformy wiszą na zawrotnych wysokościach, a najmniejsze kołysanie lub grzechotanie zakłóca spokój umysłu. Każdy zdrowy na umyśle zapytałby: czy to bezpieczne? - Uważam, że dbamy o to, żeby było konstrukcyjnie bezpieczne – powiedział Daniel. Jest jednak zastrzeżenie, które nawiązuje do Jima, nastolatka wspinającego się po skałach w Seven Falls.
Nie, w Bishop Castle nie byłoby głośników, ponieważ wolność sama w sobie rodzi ludzkie bezpieczeństwo niczym prawo natury, według Daniela. - Wierzę, że kiedy jasno dajesz do zrozumienia, że nie będzie tam nikogo, kto by się kimś zaopiekował, a oni się boją, to z natury dbają o siebie — powiedział. - Jest tam element bezpieczeństwa: to, że nie wydaje się być bezpieczne, więc ludzie są bardzo ostrożni. I to tworzy narzucone sobie bezpieczeństwo.
- To jest prywatna własność. Wszyscy są mile widziani, ale „wchodzą na własne ryzyko” — powiedział Daniel, dodając zeznania, że „nikt nigdy nie doznał obrażeń w wy- niku przebywania w zamku lub na jego terenie — o ile mi wiadomo”.
Niestety, Jim doznał załamania nerwowego w 2021 roku z powodu choroby afektywnej dwubiegunowej, która uniemożliwiła mu budowanie przez ostatnie dwa sezony. Po 52 latach jego dni budowania zamków dobiegły końca. Od 2018 roku Daniel sprawuje władzę — nadzorując to, co stało się dochodowym dziedzictwem amerykańskiej wolności, zgodnie z zamierzeniami Jima.
Dziś Zamek Bishopa to widowisko, które majestatycznie wznosi się w Lesie Narodowym, choć Daniel zapewnia nas, że „jest daleki od ukończenia, jeśli wierzyć obrazowi, który, jak sądzę, tkwi w głowie [mojego ojca], co chciał tam zobaczyć”. Wspomniał, że jedna wieża wciąż wymaga prac kamieniarskich. Może kiedyś się tym zajmie.
Ale co ze skałami, których będzie potrzebował i skąd by je wzięły? Z osuwiska? Z Lasu Narodowego? Z rowu? Co ważniejsze, co z pozwoleniem, którego będzie potrzebował, i kosztami? Wyjaśnił syn Jima. - Zamek odniósł na tyle częściowy sukces, że prawdopodobnie nie próbowałbym wydobywać skał z Lasu Narodowego” — powiedział, dodając, że nie „bez wniesienia wkładu finansowego w górę”.
Michael Wing/The Epoch Times
Michael Wing jest pisarzem i redaktorem mieszkającym w Calgary, gdzie urodził się i kształcił w dziedzinie sztuki. Pisze głównie o kulturze, zainteresowaniach i najnowszych trendach.







Comment (0)