•   Wednesday, 16 Sep, 2026
  • Contact

Bunt Młodych 2.0 jako odpowiedź na ideowy zamęt na polskiej prawicy. Konstanty Pilawa pokazuje wzór do naśladowania dla współczesnych polskich konserwatystów.

(Dokończenie tekstu z poprzedniego numeru)

***

Silne państwo, nacjonalizm i mocarstwowość

Wyznacznikiem linii politycznej „Buntu Młodych” było nastawienie instytucjonalne. „Rzeczą zasadniczą było dla mnie wtedy wzmocnienie władzy państwowej” – pisał Jerzy Giedroyć w Autobiografii na cztery ręce. Główną troską nie był więc sam naród, lecz stan instytucji młodego państwa.
W tej samej książce Giedroyć wspomina dwudziestolecie międzywojenne jako okres powszechnej niepraworządności w administracji i znaczenia osobistej protekcji w instytucjach publicznych. To interesująca perspek- tywa również dzisiaj.
Państwo nie staje się silne tylko dlatego, że rządzą nim ludzie deklarujący patriotyzm. Potrzebuje sprawnych instytucji, etosu służby publicznej, prawa i administracji zdolnych realizować jego cele, nie zaś paramafijnych uk-ładów tworzonych w imię partyjnych znajomości.
Środowisko „Buntu Młodych” krytykowało przy tym część nacjonalistycznej retory-ki, która – jak ujmował to Stefan Kisielewski – stawała się instrumentem populizmu, ułatwiającym masowe wyładowanie emocji zamiast realnego budowania potęgi państwa.
Z tą krytyką wiązał się postulat mocarstwowości. Jak rekonstruował tę myśl Maciej Zakrzewski, dawne hasło „niepodległości” należało zastąpić postulatem „mocarstwowości”, właśnie po to, aby tę niepodległość zachować.
Państwo położone między Rosją i Niemcami nie mogło prowadzić polityki biernej i zachowawczej. To ważna intuicja także dla dzisiejszej prawicy. Silne państwo nie jest celem samym w sobie. Jest narzędziem realizacji ambicji politycznej.
Adolf Bocheński, wówczas zaledwie 19-letni, w książce “Ustrój a racja stanu” domagał się uniezależnienia od opinii publicznej i partyjniactwa dwóch sfer działalności państwowej – polityki zagranicznej i wojskowej. Nie chodziło o ich utajnienie, lecz o to, by ich kierunek nie był podporządkowany chwilowym nastrojom.
To szczególnie aktualne dziś, gdy polityka zagraniczna coraz łatwiej staje się funkcją polityki wewnętrznej. Nie będzie polskiego mocarstwa bez myślenia kategorią racji stanu zamiast racji tłumu.

Katolicyzm i solidaryzm

Katolicyzm był dla „Buntu Młodych” czymś więcej niż zbiorem stanowisk w sprawach obyczajowych. Miał stanowić fundament szerszej wizji człowieka, społeczeństwa i państwa, a więc również źródło konkretnych przekonań politycznych.
W Polskiej idei imperialnej, zawierającej pełne stanowisko polityczne buntowników, czytamy: „Nauka katolicka (…) stawia (…) rozwój osobowości ludzkiej na czele wszystkich celów ludzkich. (…) Katolicki światopo-gląd (…) tworzy (…) typ człowieka; człowie- ka, który sprawując jakąkolwiek władzę, posiada wewnętrzne hamulce przeciwko jej nadużywaniu; podlegając zaś władzy, nie ścierpi obojętnie jej nadużyć”.
To ważne także w odniesieniu do gospodarki. Solidaryzm środowiska wyrastał z katolickiej nauki społecznej i zakładał, że własność prywatna nie jest dobrem absolutnym. Kapitał i przedsiębiorstwo pełnią również funkcję społeczną: powinny przyczyniać się do rozwoju całego społeczeństwa, a nie tylko do luksusowej konsumpcji właścicieli.
Nie oznaczało to odrzucenia kapitalizmu. Przeciwnie – chodziło o podporządkowanie mechanizmów gospodarki szerszemu celowi społecznemu: inwestowaniu, tworzeniu miejsc pracy i podnoszeniu dobrobytu szerokich mas i mocy państwa.
To istotna tradycja, o której współczesna prawica, a szczególnie obie Konfederacje, często zapomina. Alternatywą dla liberalizmu gospodarczego nie musi być etatyzm czy socjalizm.
Istnieje także konserwatywna tradycja solidaryzmu, która uznaje własność prywatną i rynek, ale odrzuca przekonanie, że gospodarka jest sferą wolną od zobowiązań wobec wspólnoty – szczególnie jej najuboższych członków.
Także tutaj katolicyzm pełnił funkcję znacznie szerszą niż obrona pojedynczych norm moralnych. Był językiem odpowiedzialności, obowiązku i dobra wspólnego.

Misja Polski w Europie i stosunek do mniejszości

Z katolickim i propaństwowym myśleniem „Buntu Młodych” wiązała się również prometejska wizja polityki zagranicznej. Było nią pokojowe współistnienie narodów Europy Środkowo-Wschodniej, wolnych od wschodniej despotii, i stworzenie układu, który pozwoli Polsce zachować podmiotowość wobec Rosji i Niemiec.
W wielonarodowej II Rzeczypospolitej buntownicy proponowali wobec Ukraińców politykę daleko bardziej otwartą niż ówczes-ny główny nurt narodowy: autonomię kulturalną, swobodę używania języka ukraińskiego, a nawet stworzenie ukraińskiego uniwersytetu.
Nie wynikało to z przekonania, że wszystkie konflikty narodowościowe można rozwiązać przez dobre chęci. Nie było w tym myśleniu ani grama współczesnego, liberalnego multikulturalizmu.
Przeciwnie: środowisko Giedroycia uważało, że polski interes wymaga realistycznego uznania istnienia ukraińskiego narodu i próby związania go z polskim państwem, przy jednoczesnym zwalczaniu szowinizmu i nielojalności wobec państwa.
Było to stanowisko wyraźnie sprzeczne z częścią ówczesnego nacjonalizmu. Dziś ta intuicja nabiera szczególnego znaczenia.
Polska może prowadzić wobec Ukrainy twardą politykę w sprawach gospodarczych, historycznych czy godnościowych, nie rezygnując jednocześnie z podstawowego rozstrzygnięcia strategicznego: niepodległa Uk- raina jest elementem bezpieczeństwa Polski, ponieważ ogranicza rosyjską potęgę w regionie.
Podobnie wygląda sprawa Niemiec. Adolf Bocheński uważał, że Polska musi grać na antagonizm niemiecko-rosyjski, ponieważ nie może jednocześnie prowadzić polityki antyniemieckiej i antyrosyjskiej. Nie oznaczało to przyjaźni z Niemcami, lecz podporządkowanie relacji z nimi polskiej racji stanu.
W Polskiej idei imperialnej znajduje się także rozdział poświęcony mniejszości żydowskiej. Środowisko „Buntu Młodych” posługiwało się wówczas retoryką antysemicką i postulowało politykę zachęcającą Żydów do emigracji z Polski. Nie ma powodu, by ten element jego dorobku idealizować.
Można jednak dostrzec tu problem, który nadal pozostaje aktualny: jak państwo powinno reagować na dużą skalę imigracji grup różniących się od większości społeczeństwa kulturą, religią czy obyczajami.
Nie chodzi oczywiście o utożsamianie przedwojennych mniejszości (zwłaszcza żydowskiej) ze współczesnymi migrantami z krajów muzułmańskich. Chodzi o szerszą zasadę: państwo musi prowadzić selektywną politykę migracyjną, uwzględniając nie tylko potrzeby gospodarki, ale także bezpieczeństwo i spójność społeczną i kulturową. Dotyczy to dziś przede wszystkim imigracji z krajów muzułmańskich.

Prawica, która nie schlebia

Jest wreszcie coś, co łączy wszystkie te elementy: stosunek do opinii publicznej. Współczesna prawica jest wielkim beneficjentem podziału na lud i liberalne elity. Antyelitaryzm i sprzeciw wobec Donalda Tuska pozostają jednym z jej najważniejszych wspólnych mianowników.
Tego potencjału mobilizacyjnego prawica nie powinna się wyrzekać. Problem pojawia się wtedy, gdy narzędzia skuteczne w opozycji stają się jedynym językiem rządzenia. Dlatego prawica potrzebuje niezależnych ośrod- ków intelektualnych, które podzielają z nią część wartości, ale zachowują wobec niej zdolność do krytyki.
Taką funkcję pełnił „Bunt Młodych”. Środowisko Giedroycia było nastawione rewizjonistycznie wobec całej sceny politycznej, również wobec obozu piłsudczykowskiego, z którymi dzieliło zasadnicze wartości propaństwowe.
„Nie mając zamiaru schlebiania ani masom, ani też jakimkolwiek grupom interesów, możemy sobie pozwolić na bezkompromisowe wysunięcie tych wszystkich środków, które wiodą prosto do pożądanych celów narodowych” – pisali w swoim manifeście.
Nie oznaczało to pogardy dla opinii publicznej. Przeciwnie, buntownicy potrafili posługiwać się atrakcyjnym językiem narodowym, katolickim i mocarstwowym. Różnica polegała na tym, że nie traktowali emocji społecznych jako substytutu programu.

Zamiast kolejnej partyjnej wojny – projekt nowych rządów

„Buntu Młodych” nie należy idealizować. Nie da się również przenieść jego odpowiedzi z lat 30. bezpośrednio do Polski XXI wieku. Wartość tej tradycji leży gdzie indziej.
Pokazuje ona, że prawica może jednocześnie być narodowa i geopolitycznie realisty-czna, katolicka i otwarta na niektóre mniejszości, państwowa i nieetatystyczna, solidarystyczna i przywiązana do własności prywatnej.
Może uznawać wagę emocji społecznych, nie stając się ich zakładnikiem. I może budować silne państwo bez utożsamiania siły państwa z siłą partyjnej kontroli nad instytucjami.
„Bunt Młodych” przypomina także, że prawica nie musi być wyłącznie reprezentantem istniejącego społeczeństwa. Może być jego wychowawcą i projektantem przyszłości.
Być może dlatego dziś najważniejszym zadaniem nie jest odpowiedź na pytanie, która partia wygra następną walkę na prawicy. Ważniejsze jest to, jakie idee będą w ogóle warte tego zwycięstwa.
Jeżeli polska prawica chce po raz kolejny nie tylko zdobyć władzę, lecz również rzeczywiście zmienić państwo, potrzebuje czegoś więcej niż kolejnego mobilizacyjnego mitu i wskazywania wrogów.
Potrzebuje inspiracji, by wiedzieć, co właściwie chce zbudować. Jedną z nich powinien być dorobek intelektualny „Buntu Młodych”. Pozwala on skutecznie przeciwstawić się roszczeniom tych środowisk, które wyłączają poza prawicowy nawias wszystko, co nie mieści się w neoendeckim i libertariańskim zwrocie.

dr Konstanty Pilawa

Wiceprezes Klubu Jagiellońskiego. Współtwórca podcastu „Kultura poświęcona”. Stały współpracownik „Gościa Niedzielnego”. W 2026 roku obronił doktorat z filozofii polityki na Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie.
Za: www.klubjagiellonski.pl, 22.08.2026

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: