Między Wilnem a Roncesvalles

Polacy są częścią historii Ontario od tak dawna, że niektóre ślady ich obecności zdążyły wrosnąć w krajobraz prowincji. Są w nazwach miejsc, kościołach, parkach, pomnikach i cmentarzach; w Toronto, Mississaudze, Niagara-on-the-Lake i niewielkim Wilnie w dolinie Madawaski. Mijamy je często bez zastanowienia, choć za każdym kryje się fragment większej opowieści o ludziach, którzy przyjeżdżali tutaj w różnych momentach historii, często pozbawieni własnego państwa, póź- niej wypędzeni przez wojny albo politykę, a jednak potrafili nie tylko zbudować od początku własne życie, lecz także pozostawić trwały ślad w kraju, który ich przyjął. Z czasem ich historia przestała być wyłącznie historią polskiej emigracji. Stała się częścią historii Ontario.
Jednym z pierwszych wielkich polskich naz-wisk zapisanych w dziejach prowincji był Kazimierz Stanisław Gzowski, uczestnik powstania listopadowego, który po emigracji trafił do Kanady w latach czterdziestych XIX wieku. Inżynier, budowniczy dróg, mostów i kolei, współtworzył infrastrukturę rozwijającego się kraju i należał z czasem do najbardziej cenionych postaci Toronto. Jego nazwisko nosi dziś park nad jeziorem Ontario. Jest w tym pewna historyczna elegancja: człowiek, który stracił możliwość życia w wolnej ojczyźnie, znalazł nową po drugiej stronie Atlantyku i dosłownie pomagał ją budować.
Kilka lat później rozpoczęła się historia całej społeczności. Od 1858 roku do doliny Madawaski przybywali Kaszubi z ziem znajdujących się pod panowaniem pruskim. Osiedlali się na trudnych terenach dzisiejszego Renfrew County. Karczowali lasy, oczyszczali pola z kamieni, uprawiali ziemię i budowali domy. Z ich osad wyrosła najstarsza trwała społeczność kaszubska w Kanadzie, której symbolem stało się Wilno. Do dzisiaj okolice Wilna i Barry’s Bay zachowały nazwiska, tradycje i pamięć pierwszych rodzin. Polska obecność w Ontario zaczęła się więc nie od wielkiego miasta, lecz od ludzi, którzy własnymi rękami tworzyli sobie miejsce w kanadyjskim krajobrazie.
Pod koniec XIX wieku coraz więcej Polaków osiedlało się w Toronto, szczególnie w zachodniej części miasta. Nie czekały na nich polskie szkoły, sklepy ani instytucje. Wszystko trzeba było stworzyć. W 1907 roku powstało Towarzystwo Bratniej Pomocy „Synowie Polski”, z którego wywodzi się dzisiejszy Związek Polaków w Kanadzie. W 1911 roku utworzono parafię św. Stanisława Kostki. Takie miejsca były wówczas czymś znacznie więcej niż kościołem czy stowarzyszeniem. Pomagały znaleźć pracę, wspierały rodziny w chorobie i nieszczęściu, uczyły dzieci języka i dawały emigrantom coś, czego nie dało się kupić: poczucie, że na obcej jeszcze ziemi nie są całkowicie sami.
Kilka lat później w Ontario wydarzyło się coś niezwykłego. Polska od 123 lat nie istniała jako niepodległe państwo, a mimo to w Niagara-on-the-Lake zaczęła powstawać armia, która miała pomóc jej wrócić na mapę Europy.
W październiku 1917 roku utworzono tam Camp Kościuszko, obóz szkoleniowy dla polskich ochotników z Ameryki Północnej. Ponad 22 tysiące mężczyzn polskiego pochodzenia zgłosiło się do szkolenia. Ogromna większość przybyła ze Stanów Zjednoczonych, dołączyli do nich również Polacy z Kanady. Szkolili ich kanadyjscy oficerowie pod dowództwem podpułkownika Arthura D’Orr LePana, Francja uczestniczyła w finansowaniu i wyposażaniu formacji, a jedną z najważniejszych postaci mobilizujących Polonię był Ignacy Jan Paderewski. Było w tym przedsięwzię-ciu coś niezwykłego: tysiące emigrantów i kilka państw współpracowało przy tworzeniu wojska dla Polski, której formalnie jeszcze nie było.
Z Niagara-on-the-Lake ponad 20 tysięcy wyszkolonych żołnierzy wyruszyło do Europy. Walczyli we Francji, weszli w skład Błękitnej Armii generała Józefa Hallera, a później uczestniczyli w walkach o granice odrodzonej Polski. Droga części ludzi, którzy pomagali odzyskać Polsce niepodległość, prowadziła więc przez niewielkie kanadyjskie miasteczko nad rzeką Niagara.
W Niagara-on-the-Lake znajduje się jedno z najbardziej przejmujących polskich miejsc w Ameryce Północnej. Na cmentarzu St. Vincent de Paul, w polskiej kwaterze wojskowej, spoczywa 25 żołnierzy związanych z Camp Kościuszko. Byli wśród wojskowych, którzy zmarli podczas epidemii grypy w 1918 roku. Nie polegli na polu bitwy. Nie zdążyli nawet dotrzeć do Europy. Przygotowywali się do walki o niepodległość kraju swoich rodziców i przodków, a ich droga zakończyła się tutaj, w Ontario.
Nad kwaterą powiewają dziś flagi Polski, Stanów Zjednoczonych i Francji, przypominając o niezwykłym splocie narodów i historii, z którego narodziła się ta formacja. Jest w tej opowieści także miejsce dla mieszkańców samego Niagara-on-the-Lake. Veterans Affairs Canada przypomina Elizabeth Asher, która podczas epidemii opiekowała się chorymi polskimi żołnierzami, narażając własne zdrowie.
Niagara-on-the-Lake znamy dzisiaj jako jedno z najpiękniejszych miejsc Ontario: z winnic, teatru, eleganckiej XIX-wiecznej zabudowy i ulic tonących latem w kwiatach. W tej samej miejscowości znajduje się jednak fragment historii polskiej niepodległości. Od ponad stu lat przyjeżdża- ją tam Polacy z Kanady i Stanów Zjednoczonych, aby oddawać hołd Hallerczykom. Niewielki cmentarz w Ontario stał się jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci po tej stronie Atlantyku.
Po II wojnie światowej Kanada przyjęła kolejną falę Polaków: żołnierzy, uchodźców, byłych jeńców i ludzi, dla których powrót do komunistycznej Polski był niemożliwy albo nie do przyjęcia. Kongres Polonii Kanadyjskiej powstał już w 1944 roku, rozwijały się organizacje kombatanckie, szkoły, harcerstwo, chóry i zespoły taneczne. Ludzie, którzy sami zaczynali życie od nowa, tworzyli równocześnie instytucje mające przetrwać dłużej niż ich własna emigracyjna biografia.
Wtedy coraz bardziej polskie stawało się Roncesvalles. Powojenna społeczność przesuwała się na zachód Toronto, a wzdłuż ulicy pojawiały się polskie delikatesy, piekarnie, księgarnie, restauracje i biura podróży. W 1954 roku rozpoczęła działalność parafia św. Kazimierza. Z czasem wystarczyło przejść Roncesvalles Avenue, aby usłyszeć polski na chodniku i w sklepach. Toronto miało swoje Little Poland.
W 1979 roku otwarto Copernicus Lodge, stworzony z myślą o polskich seniorach. Rok później przy Roncesvalles odsłonięto Pomnik Katyński. W czasach, kiedy w komunistycznej Polsce praw-dę o Katyniu fałszowano i przemilczano, Polacy w Toronto mogli wyryć ją w kamieniu. Był to nie tylko pomnik ofiar. Było to publiczne świadectwo pamięci postawione tysiące kilometrów od kraju, w którym o tej pamięci nie wolno było swobodnie mówić.
Emigracja lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w tym fala solidarnościowa, ponownie zmieniła Polonię. Przybywali ludzie często dobrze wykształceni, aktywni zawodowo, szybko wchodzący w kanadyjskie życie. Polska społeczność zaczęła jednocześnie wychodzić poza dawne granice Little Poland. Coraz więcej rodzin osiedlało się w Mississauga i innych częściach GTA. Jednym z nowych centrów stała się Mississauga z parafią św. Maksymiliana Kolbego i otwartym w 1994 roku Centrum Kultury Polskiej im. Jana Pawła II.
Zmieniała się geografia Polonii, ale pozostawały jej ślady: kościoły i szkoły, Dom Kombatanta, Copernicus Lodge, Pomnik Katyński, Centrum Kultury w Mississauga, polska kwatera wojskowa w Niagara-on-the-Lake, Wilno w dolinie Madawaski, park noszący nazwisko Gzowskiego i wreszcie Roncesvalles. Nie są to wyłącznie miejsca należące do historii Polaków. Przez dziesięciolecia stały się częścią historii miast i prowincji, w których powstały.
Być może dlatego tak symboliczna okazała się historia jednego słowa. Kiedy w 2022 roku, po pandemicznej przerwie, Roncesvalles Polish Festival miał powrócić jako „Roncesvalles Festival”, bez słowa „Polish”, decyzja wywołała zdecydowany sprzeciw polskiej społeczności. Sprawa dotarła do Toronto City Council, które zwróciło się do Roncesvalles Village BIA o ponowne rozważenie historycznego wkładu Polaków. Słowo „Polish” wróciło do nazwy.
19 i 20 września Roncesvalles Polish Festival odbędzie się po raz dwudziesty. Roncesvalles nie jest już tym samym Little Poland, którym było kilkadziesiąt lat temu. Zmieniły się sklepy, języki słyszane na ulicy i ludzie, którzy tutaj mieszkają. Na festiwal przychodzą dziś tysiące mieszkańców Toronto niemających polskich korzeni, zaciekawionych muzyką, tańcem, jedzeniem i atmosferą jednego z największych ulicznych wydarzeń w tej części miasta. Jest w tym coś pięknego: kultura przywieziona kiedyś przez emigrantów stała się częścią kultury Toronto.
Dla mnie Roncesvalles Polish Festival ma jednak również bardziej osobisty wymiar. Przynajmniej raz w roku idę tam, żeby spotkać ludzi, których znam od lat. Z niektórymi życie pokierowało nas w różne strony, widujemy się rzadziej, czasem właściwie tylko przy okazji polskich wydarzeń. A potem przychodzi wrześniowy weekend na Roncesvalles, ktoś woła z drugiej strony ulicy, ktoś zatrzymuje się na rozmowę, ktoś obejmuje na powitanie i przez chwilę znów jesteśmy częścią tej samej społeczności. Może właśnie na tym polega siła takich miejsc. Nie zatrzymują czasu, ale raz na jakiś czas pozwalają nam spotkać ludzi, których czas trochę od nas oddalił.
Dlatego jeśli gdzieś w nas płynie choć odrobina polskiej krwi, warto przyjść choć na chwilę. Nie z obowiązku i nie po to, by komukolwiek udowadniać swoją polskość. Można posłuchać muzyki, spotkać znajomych, zjeść kawałek kiełbasy albo pierogi, popatrzeć na biało-czerwone flagi nad Roncesvalles i pobyć przez chwilę w miejscu, w którym polskości nie trzeba specjalnie definiować.
Pierwsi Kaszubi karczowali lasy, uprawiali ziemię i budowali domy. Polscy ochotnicy szkoleni w Niagara-on-the-Lake wyruszali do Europy walczyć o niepodległość. Powojenni emigranci tworzyli kościoły, szkoły, organizacje, domy kultury i miejsca pamięci. Następne pokolenia zakładały przedsiębiorstwa, wykonywały swoje zawody, wychowywały dzieci i stawały się coraz bardziej naturalną częścią kanadyjskiego społeczeństwa. Przyjeżdżali jako obcy, a ich dzieci i wnuki przestały nimi być.
Może właśnie w tym najpełniej mieści się historia Polaków w Ontario. Nie jest wyłącznie historią emigracji, tęsknoty ani zachowywania pol- skości na obcej ziemi. Jest również historią uczestnictwa w budowaniu kraju, który stał się domem. Od Gzowskiego projektującego drogi i koleje, przez Kaszubów karczujących lasy Madawaski, ochotników Camp Kościuszko, powojennych emigrantów i kolejne pokolenia mieszkańców Toronto i Mississaugi prowadzi jedna długa, choć nie zawsze widoczna nić.
Kanada stała się ich domem, ale oni nie pozostali w nim gośćmi. Zostawili po sobie znacznie więcej niż polskie nazwiska i wspomnienia o kraju po drugiej stronie oceanu. Zostawili swoją pracę, instytucje, miejsca i historie wpisane w krajobraz Ontario tak mocno, że dzisiaj trudno oddzielić je od historii samej prowincji.
We wrześniu znowu spotkamy się na Roncesvalles. Jedni przyjdą dla muzyki, inni dla historii, jeszcze inni dla pierogów i kiełbasy. Ja, jak co roku, chętnie przejdę się Roncesvalles Avenue wśród biało-czerwonych flag, zatrzymam się przy znajomych, zamienię kilka słów z ludźmi, których życie pokierowało w różne strony, i przez kilka godzin poczuję tę szczególną atmosferę, która pojawia się tutaj tylko raz w roku. Trochę Toronto, trochę Polski i trochę naszego wspólnego życia pomiędzy nimi.
Anna Drutis
Twój Przewodnik po Toronto
647-772-7060
anadrutis@gmail.com







Comment (0)