Zaskakująca propozycja rzecznika ukraińskiego lotnictwa. "Gdyby Polska pomogła…

Pisane z pamięci

"Gdyby Polska pomogła Ukrainie ochronić przynajmniej część przestrzeni powietrznej na zachodzie kraju, zwiększyłoby to naszą skuteczność w odpieraniu rosyjskich ataków; moglibyśmy dzięki temu przenieść nasze zasoby w bardziej potrzebne miejsca" - ocenił rzecznik ukraińskich sił powietrznych Ilja Jewłasz.

 

Pierwsze myśli na ten temat (udziału Polski w ochronie przestrzeni powietrznej Ukrainy) pojawiły się po tym, gdy rosyjski pocisk rakietowy wleciał w polską przestrzeń powietrzną (w listopadzie 2022 roku, kiedy zginęło dwóch mieszkańców wsi Przewodów w powiecie hrubieszowskim). Wtedy rozpoczęły się rozmowy o tym, że Polska mogłaby "zamknąć" przynajmniej część nieba na zachodzie Ukrainy. Pozwoliłoby to nam przenieść nasze wyrzutnie rakietowe oraz pociski, które tak czy owak mają deficytowy charakter i wymagają stałego uzupełniania zasobów w pobliże innych obiektów - oznajmił Jewłasz w rozmowie z portalem NV.
"Decyzja zapada na najwyższym szczeblu"
Według rzecznika ukraińskich sił powietrznych, wsparcie Polski nie rozwiązałoby wszystkich problemów Ukrainy, np. nie pomogłoby w powstrzymywaniu rosyjskich ataków przy pomocy pocisków hipersonicznych Kindżał. - Moglibyśmy jednak wówczas skutecznie radzić sobie z większością rakiet manewrujących, kierowanych i dronów - argumentował przedstawiciel ukraińskiej armii.
Ale to jest zagadnienie dla naszego korpusu dyplomatycznego. Decyzja w tej sprawie zapada na najwyższym szczeblu. (…) - przyznał Jewłasz. (…)
Bartosz Lewicki
www.dziennik.pl, 7.05.2024

***
Ot, taka niewinna sugestia: „gdyby Polska pomogła…”
Przekazuję Państwu ten tekst z portalu Dziennik.pl, aby wskazać na coraz bardziej widoczny nacisk propagandowy, aby wojska NATO w jakiejś formie znalazły się w akcji na Ukrainie, choćby operując spoza jej granic. I piszący-relacjujacy ową niewinną propozycją zatroskanego obroną swojego kraju Ukraińca, nawet nie skomentuje, że w takim wypadku „pomagająca Polska” staje się - bez żadnych sojuszniczych umocowań - stroną konfliktu. I nie chroni nas wobec takiej akcji żaden mityczny „Article 5”. Bo nikt nas nie atakuje.
Komuś najwyraźniej bardzo zależy, aby za wszelką cenę uzupełnić braki Sił Zbrojnych Ukrainy. Młodzi Ukraińcy wcale się do woja i na front nie garną. Setki tysięcy młodych obywateli Ukrainy ucieka od służby wojskowej, żyje sobie spokojnie w EUropie i poza nią, najwyraźniej uważając, iż za skorumpowane państwo życia nie położą. Oligarchowie pomnażają majątki, na froncie walczą i krwawią brygady pozbawione rotacji. Jednakże mobilizację, o którą od dawna zabiegało dowództwo SZU, Prezydent Zełeński podpisał z opóźnieniem 8 miesięcy.
To kto ma iść na front pod Donbasem, aby powstrzymywać rozkręcający się rosyjski walec? Kto?
***
„Le président français, Emmanuel Macron, a jugé que l’OTAN était en état de « mort cérébrale » dans un entretien publié jeudi, déplorant le manque de coordination entre les États-Unis et l’Europe (…)”
            Listopad 2018
Emmanuel Macron: od „śmierci mózgowej OTAN” do „Legii Cudzoziemskiej” pod Odessą.
Od czasu, kiedy Rosjanie wykopali Francuzów z afrykańskiego Sahelu, z Nigru i Burkina Faso, Francuzi szukają okazji do rewanżu. Zgodnie z tradycją, cudzym kosztem. Jedna skończona epopeja kolonialna musi być przykryta inną.
Pomysłodawcą rozmaitych form włączenia Sojuszu w utrzymywanie zdolności obronnych Ukrainy jest od kilkunastu tygodni Prezydent Francji, Emmanuel Macron. Ten sam człowiek, który jeszcze niedawno z pogardą i lekceważeniem mówił o NATO, dziś rzuca lekką ręką pomysły obecności sił NATO na Ukrainie. Pytanie, na jakiej podstawie prawnej, w jakiej formie, i na czyj koszt.
Minister Sikorski enigmatycznie komentuje, iż uwagi Macrona o fizycznej obecności żołnierzy NATO na Ukrainie to element strategicznej gry, utrzymywania Putina w niepewności, co do możliwych scenariuszy w sytuacji, kiedy obrona Ukrainy zacznie się rozpadać i Rosjanie przełamią front. Na to strategiczne dictum nawet Piotr Zychowicz w swojej "Historii Realnej”, w rozmowie z niedawnym ekspertem od parcelacji pokonanej Rosji i restauracji strategicznej Unii (post-Jagiellońskiej?) z Ukrainą, Markiem Budziszem zauważył prosty fakt. Francja od Rosji daleko, prezydent Macron może wygadywać bzdury i nawet jakiś „pluton cudzoziemski” sobie tam posłać, bo ma broń nuklearną i zdolności do jej dostarczenia pod wskazany adres. Ale Polska nie ma NIC, a jest w zasadzie na froncie. Sama!
NATO nie jest stroną konfliktu. Nie ma do tego podstaw prawnych, nie ma woli politycznej większości graczy, nie ma wreszcie sił i środków, nie ma nawet odpowiednich zasobów amunicji. Detal może, ale brakuje żołnierzy do US Army, o Bundeswehrze nie wspominając. Lotnictwo to za mało na taką wojnę, jak ta pod Donieckiem czy wokół Charkowa. To wie każdy. A zatem - o co chodzi? Czy może o formę „deeskalacji”, którą wielkie mocarstwa mogą sobie zafundować, dla otrzeźwienia nadal licznych jastrzębi? Takiej „deeskalacji”, w wyniku której ‚odłamki' padną na kraj znany z głupawej wiary w sojusznicze zobowiązania!
Biden, Johnson, Macron - „As long as it takes!” Really? Proszę wybaczyć mentalne urazy historyka. Tak mi się to dziwnie układa: Gwarancje Brytyjskie dla Polski, 1939 - czy będziemy to jeszcze raz przerabiać?!
WW-W

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: