Przemyślana strategia czy zwykła buta?

Marek Magierowski to doświadczony polski dyplomata, były ambasador w Izraelu i Waszyngtonie. Jego prawicowa afiliacja polityczna przekłada się także na pro-amerykańską optykę w postrzeganiu strategicznych interesów Polski. W tekście dla Wirtualnej Polski (fragmenty poniżej) Magierowski nie daje się ponieść „świętemu oburzeniu” w odniesieniu do Trumpa, dominującemu lewicowo-liberalne media. Ale i on jest najwyraźniej zaambarasowany i zaniepokojony sposobem prowadzenia polityki międzynarodowej przez całą administrację Trumpa - nie tylko samego POTUS.
Zaniepokojenie to jest wielce uzasadnione, gdyż bezpieczeństwo Polski jest tu bezpośrednio zaangażowane. Taktyka negocjacyjna wzięta z nowojorskiego rynku nieruchomości w połączeniu z wybujałym do skraju kosmosu ego tworzy niebezpieczną atmosferę, w której Ameryka traci swój prestiż i zniechęca najwierniejszych jej przyjaciół. To właśnie sojusznicy i przyjaciele Ameryki stają się bowiem obiektem drwin i lekceważenia, na co zwraca uwagę Magierowski.
Z naszego, kanadyjskiego podwórka patrzy się na to ze smutkiem. To, że Kanada nie istnieje „dzięki Ameryce” jest oczywiste. Ale, że musi to głośno mówić premier Carney to „więcej niż błąd” Waszyngtonu - używając wyrażenia mistrza knowań dyplomacji, Talleyranda. Ameryka może utracić dobrą wolę i Kanady, i całego Zachodu, a to - wbrew pogardliwej postawie Trumpa - ma znaczenie. Jeden Izrael jako gloryfikowany (i ślepo popierany) sojusznik to za mało na dzisiejsze czasy. A czasy idą ciężkie.
WW-W
„Polityczna kiełbasa Trumpa. Na oczach świata śmieszy, tumani, przestrasza”
Donald Trump potrafi, niemal codziennie, wywołać medialne trzęsienie ziemi. (…) Jednak kilka kontrowersyjnych zdań na temat sojuszników z NATO, które usłyszeliśmy kilka dni temu podczas wywiadu z Fox Business, wystrzeliło poza ową skalę - wskazówka zdecydowanie powędrowała na skrajne, czerwone pole.
"Nigdy ich nie potrzebowaliśmy, nigdy ich o nic nie prosiliśmy. Owszem, wysłali wojska do Afganistanu, ale stali gdzieś na uboczu, za linią frontu" - powiedział prezydent.
Po tych enuncjacjach na Trumpa spadła lawina krytyki, nawet ze strony polityków mu przychylnych, jak choćby Giorgii Meloni, szefowej rządu Włoch. (…)
Była ambasador USA w Danii Carla Sands, w rozmowie z dziennikarzami i ekspertami BBC, wywodziła m.in., że "większość państw Sojuszu nie walczyła ramię w ramię z amerykańskimi żołnierzami".
Zapomniała przy tym lub celowo pominęła fakt, iż w operacji "Enduring Freedom" (powodem operacji "Trwała Wolność" był terrorystyczny atak na World Trade Center i Pentagon) oraz w misji ISAF uczestniczyli, dosłownie, wszyscy ówcześni członkowie NATO. Łącznie z Luksemburgiem (dziewięciu żołnierzy) i Islandią, która nie ma stałych sił zbrojnych i wysłała do Kabulu cywilnych ekspertów.
Gdy zaś dziennikarz BBC spytał rozmówczynię o ostrą reakcję księcia Harry’ego ("Ofiara żołnierzy, którzy polegli w Afganistanie, zasługuje na szacunek i prawdę"), Carla Sands odparła: "Nikogo nie obchodzi, co ma do powiedzenia książę Harry".
Przypomnijmy: syn króla Karola III, jako 23-latek, służył dwukrotnie w prowincji Helmand. Pogardliwe stwierdzenie pod adresem księcia na kilka sekund odebrało gościom programu mowę, by szybko przerodzić się w zrozumiałe oburzenie.
W samej Danii, która w Afganistanie procentowo straciła największą (po Gruzji) liczbę żołnierzy w stosunku do ludności, irytacja była porównywalna. Generał Knud Bartels, w przeszłości dowódca duńskiej armii oraz szef Komitetu Wojskowego NATO, napisał emocjonalny list otwarty do obecnego ambasadora USA w Kopenhadze, Kena Howery’ego: "Prezydent [Trump] wyraził się na temat duńskich żołnierzy w sposób pogardliwy. To także policzek wymierzony krewnym ofiar".
Po kilku dniach burzy ktoś najwyraźniej podpowiedział prezydentowi USA, że powinien zrobić krok w tył. "Wielcy i dzielni brytyjscy żołnierze zawszę będą stali u boku Ameryki" - napisał Trump na platformie Truth Social. "To więź, która nigdy nie zostanie zerwana. Kochamy Was wszystkich i zawsze będziemy Was kochać”.
Niespodziewana i przyjemna dla ucha refleksja. Choć moglibyśmy zapytać: dlaczego jedynie Brytyjczycy, przy całym szacunku, zasłużyli na te pochwały prezydenta. Owszem, dzień później głos zabrał też ambasador USA w Polsce, Tom Rose, (…).
Wracając do słów Trumpa o sojusznikach z NATO: moglibyśmy wymienić całą litanię pogardliwych komentarzy dotyczących innych narodów i kultur, padających z ust samego prezydenta, jego zastępcy, najwyższych urzędników, sekretarzy poszczególnych departamentów.
(…) To już nie tylko "America First", czy "America Best". To także głębokie, acz na szczęście jeszcze niepowszechne przekonanie, iż reszta świata jest po prostu gorsza, słabsza, zacofana, nie posiada tych wszystkich wspaniałych lotniskowców, bombowców i wieżowców, za to ma niższy iloraz inteligencji oraz żywi się psami i kotami. Tym samym musi się przed Ameryką i jej potęgą ukorzyć. (…)
Nie oznacza to, że taka polityka jest godna wyłącznie potępienia, że nie przynosi efektu i, po prostu, nie przystoi liderowi "Wolnego świata". Może szokować obserwatorów, którzy nadal są przyzwyczajeni do innego języka i przywiązani do sterylnego protokołu. Takich, którzy wierzą, że umowy pisemne i ustne deklaracje są jednak waż-ne i że przeciwnicy polityczni powinni się wobec siebie zachowywać z klasą. (…)
Marek Magierowski
Za: www.wp.pl, 26 stycznia 2026







Comment (0)