•   Wednesday, 03 Jun, 2026
  • Contact

Złudzenie siły „średnich mocarstw”. Brak wyboru nie wchodzi w grę

Czy Polska i Kanada należą do grupy państw określanych jako „średnie potęgi”?  Co do Kanady, nie ma co do tego wątpliwości, ale pojawienie się Polski w tym kontekście może nas czasem zaskakiwać. Nie powinno jednak, biorąc pod uwagę naszą pozycję gospodarczą w UE i niedawny wzrost wydatków wojskowych. Pod pewnym względem Polska i Kanada rzeczywiście się różnią. W dobie ogólnego kryzysu świata zachodniego i schyłku amerykańskiej hegemonii Kanada jest politycznie asertywna. Ottawa zaczyna nawet przejawiac ambicje przywódcze, a jej zwrot w stronę UE oznacza punkt zwrotny w relacjach na naszym kontynencie. Premier Carney ugruntowuje swoją pozycję jako oczywisty lider „średnich mocarstw”. Szkoda, że ​​ambicją Warszawy (czy to obozu Premiera, czy Prezydenta) jest jedynie pozycja lojalnego  wasala, czy to wobec Waszyngtonu, czy Berlina i Brukseli. Potencjalna gra między tymi centrami decyzyjnymi to zbyt wysokie progi dla naszych przywódców i „elit”.
Poniżej krótkie fragmenty bardzo obszernego i skłaniającego do refleksji artykułu ze strony internetowej Foreign Affaires. Profesor Michael Beckley analizuje – w szerokim kontekście historycznym – obecne ambicje i dążenia tzw. „mocarstw średniego szczebla”. Dla piszącego tu ciekawy jest ustęp, w którym Beckley podkreśla potrzebę odróżnienia „szczytów i deklaracji” od tworzenia strategii, a raczej jej braku. Co bowiem dotychczas osiągnęły tak liczne „szczyty” UE? Zapraszamy do lektury.

W. Werner-Wojnarowicz

Złudzenie siły „średnich mocarstw”. Brak wyboru nie wchodzi w grę

W styczniu premier Kanady Mark Carney ostrzegł przywódców zgromadzonych na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, że państwa znajdujące się między Waszyngtonem a Pekinem muszą zaprzestać negocjacji w pojedynkę. „Jeśli nie jesteśmy przy stole” – powiedział – „jesteśmy w menu”. Słowa te oddają nastrój chwili. W stolicach i na konferencjach siły średniej wagi nagle wracają do łask. Raporty think tanków i felietony prasowe opisują Indie jako kluczowe państwo wahadłowe; stawiają Brazylię, Indonezję, Arabię ​​Saudyjską i Turcję za modele skutecznego zabezpieczania się; i wzywają Australię, Kanadę, Europę, Japonię i Koreę Południową do większej koordynacji i mniejszego polegania na Stanach Zjednoczonych. Pojawiło się no-we słownictwo: strategiczna autonomia, multialignment, minilateralizm, zmienna geometria.
Powszechnie przyjmuje się, że cała ta aktywność oznacza nadejście świata wielobiegunowego. Stany Zjednoczone tracą swoją władzę. Wzrost znaczenia reszty stworzył alternatywy dla porządku zdominowanego przez Zachód. (…)
Jednak ta interpretacja myli lęk z siłą. Średnie mocarstwa nie stają się bardziej widoczne, ponieważ są silniejsze. Stają się bardziej widoczne, ponieważ są bardziej narażone. Warunki, które pozwoliły wielu z nich rozkwitnąć w ostatnich dekadach, ulegają erozji. (…).
Ten świat znika. Wzrost gospodarczy spowolnił, globalizacja stała się rywalizacją o wąskie gardła, a wielkie mocarstwa stały się bardziej drapieżne. Stany Zjednoczone są coraz bardziej skłonne wykorzystywać swoją dominację do wymuszania ustępstw. Chiny wykorzystują subsydia i nadwyżki eksportu do deindustrializacji innych krajów, zadłużenie i infrastrukturę, aby je uzależnić, oraz nękanie wojskowe i sankcje gospodarcze, aby zawęzić im wybór. Rezultatem nie jest bardziej płaski świat rosnących mocarstw średniego szczebla, ale bardziej surowy, (…)
Niebezpieczeństwo polega na tym, że mocarstwa średnie zareagują na tę nową rzeczywistość symboliką zamiast strategią. Szczyty i partnerstwa mogą stwarzać pozory autonomii, ale nie mogą zastąpić surowej siły, która w coraz większym stopniu zależy od zdolności finansowania, budowania i dowodzenia rozległymi systemami technologii, przemysłu, wywiadu, logistyki i sił zbrojnych. [podkr. ww-w]
Większość państw nie może też po prostu dryfować między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, kupując bezpieczeństwo od jednych, towary od drugich i dostęp do rynku od obu. W miarę jak rywalizacja się zaostrza, asekuracja zacznie wyglądać jak zdrada. (…) W coraz bardziej hierarchicznym świecie, mocarstwa średnie nie są otwartym rynkiem. To pole minowe.
Mocarstwa średnie wciąż mają karty do rozegrania. Wiele z nich kontroluje aktywa, których potrzebują Stany Zjednoczone i Chiny: (…) To jest układ sił: wybór systemu mocarstw, który oferuje najlepsze schronienie przed najpoważniejszym zagrożeniem dla kraju, budowanie siły narodowej i wykorzys-tywanie jej do targowania się o wpływy w koalicji. To wyklucza fantazję o wolnej woli. Ale zachowuje coś cenniejszego: zdolność do przetrwania i rozwoju w bardziej niebezpiecznym świecie.
Przez większość udokumentowanej historii mocarstwa średnie były gatunkiem zagrożonym. Od około 200 r. p.n.e. do 1800 r. n.e. w dowolnym momencie ponad połowa ludzkości żyła pod władzą zaledwie trzech do pięciu imperiów. Średniej wielkości państwa istniały, ale były wielokrotnie niszczone i wypluwane, w miarę jak centra imperialne rosły i zanikały.
Europa była wielkim wyjątkiem. Po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego w V wieku, żaden władca nigdy więcej nie kontrolował więcej niż około jednej piątej populacji kontynentu. Jednak fragmentacja nie uczyniła Europy bezpieczną dla mocarstw średnich. Stworzyła brutalną arenę, na której wojna tworzyła państwa, a państwa prowadziły wojny. Konkurencja wybiła słabych, zahartowała silnych i ostatecznie wytworzyła uprzemysłowione drapieżniki. Do 1900 roku z około 500 europejskich państw, które istniały około 1500 roku, pozostało około 20, a te mocarstwa utworzyły imperia, które obejmowały około 85 procent powierzchni Ziemi.

(…)
Dopiero po tym, jak dwie wojny światowe zburzyły ten imperialny porządek, mocarstwa średnie rozkwitły. Wojny osłabiły i zdyskredytowały wielkie mocarstwa, jednocześnie pomagając przekształcić niegdyś podporządkowane narody w suwerenne państwa. Industrializacja zaczęła już spajać społeczeństwa poprzez koleje, telegrafy, edukację, masową produkcję i rozrastającą się biurokrację. Wojny światowe przyspieszyły ten proces, mobilizując miliony ludzi, w tym poddanych kolonialnych, do tworzenia masowych armii, gos- podarek narodowych i scentralizowanych administracji. Po 1945 roku wiele społeczeństw przekształciło organizację i świadomość nacjonalistyczną ukształtowane przez wojnę przeciwko imperialnym rządom. W rezultacie nastąpił historyczny zwrot: zamiast wchłonięcia państw przez imperia, imperia rozpadły się na państwa. Liczba suwerennych państw gwałtownie wzrosła, a ostatecznie wzrosła czterokrotnie, tworząc dziesiątki potencjalnych mocarstw średniego szczebla.
Zimna wojna przekształciła dekolonizację w trwały moment średniej potęgi. (…) Porządek pod przywództwem USA nie wszędzie był łagodny: Waszyngton pomógł obalić rządy w Chile, Gwatemali i Iranie, a Indochiny zamieniły się w pole bitwy podczas wojny w Wietnamie. Jednak dla sojuszników, takich jak Australia, Kanada, Japonia i Niemcy Zachodnie, hegemonia USA zapewniła schronienie. Dała im przestrzeń do bogacenia się, bezpieczeństwa i zdobywania wpływów, bez stawania się wielkimi mocarstwami.
Hegemonia sowiecka była surowsza i uboższa. Ograniczała autonomię w Europie Wscho- dniej i podsycała rewolucyjną przemoc w niektórych częściach Afryki, Azji i na Bliskim Wschodzie. Jednak również ona przyczyniła się do stworzenia świata średniej potęgi. Moskwa wspierała dekolonizację, zbroiła i dotowała przyjazne reżimy oraz budowała potencjał przemysłowy w Europie Wschodniej. Zamiast całkowicie wchłaniać państwa średniej wielkości, Związek Radziecki często rządził nimi pośrednio, za pośrednictwem reżimów satelickich w Bułgarii, Czechosłowacji, NRD, na Węgrzech i w Polsce, a także subsydiował klientów spoza Europy, takich jak Kuba i Wietnam. Wielu radzieckich partnerów miało niewielką rzeczywistą niezależność, ale zachowali granice, biurokrację, armie, bazy przemysłowe i miejsca w instytucjach międzynarodowych.
Wspólnie te rywalizujące hegemonie stworzyły fundament bezpieczeństwa dla rozwoju mocarstw średniej wielkości. Przed 1945 rokiem państwa regularnie znikały z mapy. Po 1945 roku śmierć państwa stała się rzadkością, spadając z mniej więcej jednego państwa co trzy lata do około jednego co 30 lat. Dla wielu państw ryzyko podboju spadło do histo-rycznie niskiego poziomu.
Przetrwanie było tylko pierwszym warunkiem rozwoju mocarstw średniej wielkości. Tym, co przekształciło chronione państwa w zamożne i wpływowe, był największy global-ny wzrost gospodarczy w historii, ponieważ industrializacja rozprzestrzeniła się daleko poza jej pierwotne zachodnie jądro. Przez tysiąclecia większość społeczeństw żyła na granicy przetrwania, hamowana przez niedobory energii, niską produktywność rolnictwa, zły stan zdrowia i krótką długość życia. Industrializacja przełamała ten pułap, wykorzystując paliwa kopalne, maszyny i nowoczesną infrastrukturę. Do czasów zimnej wojny kraje rozwijające się nie musiały już budować nowoczesnej gospodarki od podstaw. Mogły zapożyczać technologie wynalezione gdzie indziej, importować maszyny, kopiować sprawdzone metody produkcji, przenosić pracowników z gospodarstw rolnych do fabryk i czerpać korzyści z elektryfikacji, poprawy warunków sanitarnych, urbanizacji i masowej produkcji. Dla wschodzących mocarstw stworzyło to eskalację przemysłową.
Porządek pod przewodnictwem USA ułatwił poruszanie się po tej eskalacji. Dzięki amerykańskiej ochronie dziesiątki krajów mogły prosperować bez zajmowania kolonii, budowania flot morskich i pełnej obrony własnych łańcuchów dostaw. Stany Zjednoczone utrzymywały otwarte szlaki morskie, zakotwiczyły oparty na dolarze system finansowy i stworzyły świat, w którym kapitał, towary, energia i technologia przemieszczały się z niezwykłą łatwością, szczególnie odkąd wprowadzono kontenery transportowe i koordynację cyfrową, co pozwoliło na zwiększenie globalnej produkcji.
Kraje, które kiedyś mogły być uwięzione przez małe rynki, niebezpieczne dzielnice lub ograniczone zasoby, mogły włączyć się do globalnej gospodarki, której nie musiały same kontrolować. Meksyk, Polska, Korea Południowa, Turcja i Wietnam stały się węzłami produkcyjnymi. Australia, Brazylia, Chile, Indonezja, państwa Zatoki Perskiej i Republika Południowej Afryki skorzystały na boomie surowcowym. Indie i Filipiny zyskały na znaczeniu, świadcząc usługi, podczas gdy Irlandia, Singapur i Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) stały się centrami handlowymi. Trasy były różne, ale rezultat był podobny: państwa poniżej poziomu mocarstw mogły czerpać korzyści z globalnej skali, nie posiadając globalnej potęgi. (…)

Globalizacja sprawiła, że ​​wzrost stał się zaraźliwy. Sukces jednego kraju stał się dla innego rynkiem eksportowym, okazją inwesty- cyjną lub boomem surowcowym. Wzrost Chin dodatkowo przyspieszył ten proces. Gospodarka Chin, w której mieszka ponad jedna piąta ludzkości, rosła w prawie dwucyfrowym tempie rocznie, kupując znaczną część tego, co mocarstwa średnie miały do ​​sprzedania, i wywołując szok popytowy niespotykany dotąd na świecie. W latach 1990–2008 globalna produkcja gospodarcza wzrosła niemal trzykrotnie w ujęciu dolarowym, a globalny handel wzrósł ponad czterokrotnie.

(…)
Ostatecznie mocarstwa średnie nie mogą decydować, czy chcą żyć w świecie hierarchicznym. Muszą wybrać hierarchię, która daje im największe pole manewru. Niebezpieczeństwo polega na myleniu autonomii z istotą władzy – organizowaniu szczytów, forów i wygłaszaniu płomiennych przemówień, podczas gdy realne środki finansowe, technologiczne, energetyczne i siły zbrojne gromadzą się w silniejszych rękach. Bezpieczeństwo nie wynika z działania w pojedynkę ani z tworzenia doraźnych koalicji, ale ze skutecznych negocjacji w ramach większego systemu. Mocarstwa średnie nie są wolnymi agentami w świecie płaskim. Mogą jednak nadal prosperować, współpracując z mocarstwem w świecie coraz bardziej nierównym.

Michael Beckley
Profesor nadzwyczajny nauk politycznych na Uniwersytecie Tufts, starszy pracownik naukowy w American Enterprise Institute oraz kierownik ds. badań azjatyckich w Foreign Policy Research Institute.
www.foreignaffairs.org, 25 maja 2026 r.

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: