•   Wednesday, 28 Oct, 2026
  • Contact

“Głośniej nie znaczy mądrzej”

Głos z wnętrza Sejmu RP. Można by się zastanawiać, czy to tylko „głos wołającego na puszczy”. Sądząc po tym, co można zobaczyć i usłyszeć w ławach Wysokiej Izby, od polskiego posła oczekuje się nie tylko „gadania” czy żeby miał „przed obliczem przełożonego wygląd lichy i durnowaty”, ale wręcz zachowywania się jak „kibol”. Dobrze zatem, że istnieją głosy takie jak głos Pani Poseł Pauliny Matysiak. To dowód na to, że mimo wszystko… da się!
WW-W

W polskiej polityce nie zawsze trzeba coś powiedzieć, żeby pokazać, co się myśli o drugim człowieku. (…) Mianowicie coraz częściej zamiast rozmawiać, wolimy demonstrować swoją niechęć. W miejsce odpowiadania na argumenty wchodzi wyś-miewanie rozmówcy. Zamiast podważyć czyjeś stanowisko, można zakwestionować jego intencje. Najlepiej jeszcze w kilku słowach, żeby dobrze zmieściły się na grafice czy w rolce w mediach społecznościowych. Bo przecież kto dzisiaj ma czas na argumenty?
Polityczny przeciwnik rzadko bywa po prostu człowiekiem, z którym się nie zgadzamy. Częściej okazuje się – tu wybrać wedle uznania – zdrajcą, ignorantem, fanatykiem albo czyjąś marionetką. Słowa mają swoją wagę. A przynajmniej powinny. Jeśli każdą nieudaną decyzję nazywamy katastrofą, każdą pomyłkę kompromitacją, a każdą różnicę zdań zdradą, to z czasem te określenia przestają robić na kimkolwiek wrażenie. I kiedy wydarzy się coś naprawdę poważnego, zabraknie nam słów, które pozwolą oddać skalę problemu.
Badacze Polskiej Akademii Nauk przeprowadzili skrupulatną analizę języka, który jest wykorzystywany w wystąpieniach parlamentarnych. (…) Nie potrzeba wulgaryzmów, żeby kogoś poniżyć. Czasami wystarczy odpowiednio dobrana sugestia.
To ważne spostrzeżenie, że debata publiczna nie psuje się dopiero wtedy, kiedy politycy zaczynają na siebie krzyczeć, gdyż wystarczy, że przestaje się traktować swoich rozmówców poważnie. A konsekwencje tego wykraczają daleko poza salę plenarną Sejmu.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najgorsze, kiedy polityczna awantura nie kończy się wraz z zamknięciem obrad Sejmu. Trafia do telewizji, internetu, a stamtąd prosto do polskich domów. Ludzie oglądają tę nieustanną nagonkę, nasiąkają językiem pogardy i sami zaczynają w ten sposób rozmawiać o polityce. Nagle przy rodzinnym stole brat staje przeciwko bratu, rodzice kłócą się z dziećmi, a wspólny niedzielny obiad zamienia się w kolejną odsłonę sejmowej awantury. Bywa, że przez polityczne sympatie najbliżsi przestają ze sobą rozmawiać. I to jest dla mnie najbardziej przygnębiające. My w Sejmie potrafimy się pokłócić, a następnego dnia podać sobie rękę i normalnie porozmawiać (choć trzeba dla porządku dodać, że nie wszyscy to potrafią). Tymczasem polityczne podziały wychodzą poza parlament i stawiają mur między ludźmi, których łączy przecież znacznie więcej niż partyjne barwy.
Z badania CBOS z marca tego roku wynika, że aż 46 proc. respondentów wskazało spór polityczny i polaryzację społeczeństwa jako jedno z dwóch największych zagrożeń dla stabilności Polski w najbliższych pięciu latach. To sporo! (…)
Nie twierdzę oczywiście, że wystarczy zmienić język – a polityczne podziały znikną i wszyscy podadzą sobie ręce na wieczną zgodę. Byłoby to co najmniej naiwne. Różnice interesów i poglądów są prawdziwe, czego nie da się zagadać uprzejmością. (…). Tlenem dla polityki, bez którego nie może żyć, jest przecież spór. (…)
(…) Można powiedzieć wprost, że państwo i samorząd zawiodły swoich obywateli. Kiedy minister nie odpowiada na ważne pytania, trzeba to nagłaśniać. A kiedy rząd nie dotrzymuje obietnic, należy go z nich bezwzględnie rozliczać. Ale jest zasadnicza różnica między ostrą krytyką działań a pogardą wobec człowieka.
Można powiedzieć, że czyjś pomysł jest fatalny, ale wyjaśnić przy tym dlaczego. Można wykazać niekompetencję, posługując się faktami. Można oskarżyć polityka o kłamstwo, jeśli ma się na to dowody. Nie trzeba przy tym odbierać mu godności ani przedstawiać każdego przeciwnika jako wroga, z którym nie sposób już rozmawiać.
Tylko taki sposób prowadzenia sporu wymaga znacznie więcej wysiłku niż efektowna obelga. (…)
Dużą odpowiedzialność ponoszą tu także media. Oczywiście zadaniem dziennikarzy nie jest chronienie polityków przed krytyką. Wręcz przeciwnie, powinni zadawać trudne pytania i patrzeć władzy na ręce. Tyle że czym innym jest dociekliwość, a czym innym zamienianie każdego sporu w widowisko, w którym wygrywa ten, kto głośniej wykrzyczy swoje. Warto czasem zadać sobie proste pytanie, czy po obejrzeniu kolejnej politycznej awantury obywatel dowiedział się czegoś istotnego. (…) Czy może zapamiętał jedynie, kto kogo obraził? (…)
Nie oczekuję, że politycy nagle zaczną się ze sobą zgadzać. (…) Chciałabym jednak, żebyśmy potrafili się spierać bez przekonania, że druga strona nie zasługuje nawet na wysłuchanie.
W polityce nie chodzi o to, żeby przekrzyczeć przeciwnika, ale żeby przekonać go argumentami. A przede wszystkim pamiętać, że słowa, które padają z mównicy, nie zostają w Sejmie. I warto brać za nie odpowiedzialność.

Paulina Matysiak
Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".
Fragmenty tekstu za: wszystkoconajwazniejsze.pl, 23.10.2026

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: