Aferzyści i przeprane miliony euro. Ukraiński biznes czasu wojny

Pytanie retoryczne, powtarzane w tej kolumnie od czterech lat: - Kto prowadzi tę krwawą wojnę? Wydaje się oczywiste, że idzie o powstrzymanie rosyjskiego imperializmu. Ale jest jeszcze drugie dno konfliktu. Ukraina w NATO to plan podporządkowania strategicznego Rosji interesom globalnego Zachodu.
Wojna na Ukrainie kosztuje koszmarne pieniądze, pieniądze płynące do Kijowa szeroką strugą z Unii. Co się z tymi miliardami dalej dzieje? Czy idą na obronę kraju, czy też do prywatnych kieszeni złodziei, aferzystów usadowionych u samych szczytów władzy.
Powtarzam tu pytanie w sumie naiwnie, bo na każdej wojnie, na każdej masowej, ludzkiej tragedii ktoś robi miliardy. Kto zatem zarabia na krwi ukraińskich żołnierzy i cywili? I dlaczego nie ma żądania ekstradycji tych, którzy dziwnym trafem chronią się w Izraelu? To już pytanie do Ukraińców!
WW-W
„Aferzyści i przeprane miliony euro. Ukraiński biznes czasu wojny.”
Andrij Jermak, były szef biura Wołodymy-ra Zełenskiego, nazywany jeszcze niedawno "wiceprezydentem", nie będzie jedynym zamieszanym w wielką aferę korupcyjną, która wstrząsa Ukrainą. Następnym może okazać się Rustem Umierow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, zarazem główny negocjator z USA.
"Ukraińska Prawda" ujawniła taśmy, na których Umierow rozmawia ze zbiegłym do Izraela Timurem Mindiczem. Dyskutują o kondycji firmy Fire Point produkującej drony i pociski rakietowe. Z taśm wynika, że głowa układu mafijnego, czyli Mindicz, jest ukrytym udziałowcem spółki. Może to rodzić poważne konsekwencje dla współpracy międzynarodowej przedsiębiorstwa postrzeganego jako "produkt eksportowy nr 1" Ukrainy.
Wszystkie rozmowy nagrane przez służbę antykorupcyjną NABU prowadzone są biegłym rosyjskim. Ich uczestnicy nie gardzą terminami wywodzącymi się z gwary więziennej, którą mają opanowaną wręcz do perfekcji. Nie język jest tu jednak kluczowy, a pieniądze i biznesy, które kontroluje najbliższe otoczenie Wołodymyra Zełenskiego.
Afera wybuchła w listopadzie 2025 roku. Wówczas NABU informowało o nadużyciach w branży energetycznej.
W ramach trwającej 15 miesięcy operacji "Midas" przeprowadzono ponad 70 przeszukań. Inwigilowano m.in. przyjaciela Zełenskiego z czasów kabaretowych i jego byłego partnera biznesowego Timura Mindicza, ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczen-kę oraz siedzibę koncernu Enerhoatom.
Jak się okazuje, na taśmach jest jednak również Rustem Umierow, a rozmowy obciążają też Jermaka. Mindicz, który był mózgiem schematów korupcyjnych dotykających najróżniejszych sfer - od energetyki przez rynek nieruchomości, kryptowaluty, diamenty po zbrojeniówkę - zbiegł przez Polskę do Izrae-la. Najnowsze nagrania dotyczą okresu sprzed 2025 roku, gdy Umierow pełnił funkcję ministra obrony.
Szczególnie ważne są wątki dotyczące fir-my Fire Point postrzeganej jako potencjalny partner w produkcji dronów dla Polski, która już dziś blisko współpracuje m.in. z rządami Danii, Holandii i Wielkiej Brytanii.
Timur Mindicz mówi o Fire Point jak o swoim folwarku. Z jego ust padają sformułowania: "możemy wyprodukować" czy "jesteśmy prawdziwym przedsiębiorstwem". Jasno wynika też, że zna szczegóły rozmów o współ- pracy z przedstawicielami władz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Chodziło o sprzedaż udziałów Fire Point dla jednego z przedsiębiorstw z Zatoki Perskiej.
Mindicz rozmawia o tym, mimo że formalnie i oficjalnie nigdy nie przedstawiał się jako udziałowiec czy osoba zaznajomiona z ekspansją na rynki międzynarodowe. Jego rozmowy z ówczesnym ministrem obrony Rustemem Umierowem (dziś pełni funkcję sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony RBNiO) - jak twierdzi "Ukraińska Prawda" - pozycjonują go co najmniej jako lobbystę Fire Point, a w wariancie maksimum jako ukrytego udziałowca.
Mindicz w kontekście Fire Point to zagrożenie dla współpracy międzynarodowej prowadzonej przez spółkę. Prezydent Zełenski uważa ją za produkt eksportowy i ikonę walczącej Ukrainy, która w przyszłości może zabezpieczyć Europę, sprzedając jej relatywnie tanią i efektywną broń. Chodzi np. o pocisk manewrujący Flamingo czy drony FP1, które skutecznie atakowały instalacje naftowe Rosji nad Bałtykiem.
Również Polska sonduje możliwości współpracy z Fire Point. Pojawienie się nazwiska Mindicza rzuca jednak nowe światło na tę współpracę.
Już jesienią ubiegłego roku, gdy ujawniono pierwsze taśmy NABU, rząd Danii zażądał wyjaśnień od ukraińskich władz. To dlatego, że Kopenhaga jest kluczowym kooperantem Fire Point. Na terenie Danii, niedaleko bazy sił powietrznych Skrydstrup, ma powstać fabryka paliwa rakietowego niezbędnego do rozwijania pocisków manewrujących Flamingo. Kopenhaga jest również inwestorem przy produkcji drona uderzeniowego dalekiego zasięgu FP1.
Skandal spowodował, że zawieszono podpisanie umowy o budowie zakładu produkcji paliwa rakietowego. Jednak ani Duńczycy, ani Fire Point nie potwierdzają pojawiających się informacji o tym, że porozumienie zostało zerwane całkowicie.
Polskie władze od co najmniej dwóch lat obserwują rozwój technologii produkowanych przez Fire Point. Jak wynika z nieoficjalnych rozmów prowadzonych przez WP z osobami w MON, rząd preferuje jednak współ- pracę ze spółkami kontrolowanymi przez państwo ukraińskie, w tym Ukroboronoprom, który produkuje między innymi sprawdzonego podczas uderzeń na cele w głębi Rosji drona dalekiego zasięgu AN-196 Lutyj.
Burzliwa przeszłość Shtillermana vel Daniłowa
Fire Point postrzegana jest jako kontrahent - jak wyraził się jeden z naszych rozmówców - "kontrowersyjny". Między innymi ze względu na nieprzejrzystą strukturę własnościową. Bo formalnym twórcą i udziałowcem Fire Point jest urodzony w Kijowie Denys Shtillerman, a nie Mindicz. Ten pierwszy biznesmen jawi się jednak nawet ciekawszą personą niż aferzysta zbiegły do Izraela.
Shtillerman do 2016 roku miał obywatelstwo Rosji i przed tą datą inwestował w nieruchomości na przedmieściach Moskwy. Wówczas - jak podaje ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Korupcji (CPK) - występował pod nazwiskiem Daniłow. Podczas pobytu w Rosji miał być skazany za oszustwa i podrabianie dokumentów. Gdy pozbawiono go rosyjskiego paszportu, próbował zaskarżać tę decyzję przed moskiewskimi sądami, domagając się przywrócenia obywatelstwa Federacji.
"W imię chciwości". Afera korupcyjna w Ukrainie dopiero się rozkręca
CPK oskarża Shtilleramana vel Daniłowa, że do 2022 roku współpracował z Jarosławem Karpowem, rosyjskim biznesmenem pracującym na rzecz przemysłu obronnego Putina. Karpow zajmował się przemysłem rakietowym i rozwojem technologii pocisków Iskander, którymi Rosja nęka Ukrainę. CPK pub- likuje również zdjęcia żony Shtillermana, któ- ra pozuje w koszulce drużyny hokejowej Federacji Rosyjskiej.
Mimo przeszłości założyciela, firma Fire Point cieszy się przychylnością unijnego komisarza ds. obronności Andriusa Kubiliusa. Utrzymanie zaufania będzie zależało - podobnie jak w przypadku kooperacji z Danią - od tego, w jakim kierunku pójdzie afera Mindicza, i co jeszcze media znajdą na temat Shtillermana.
W Kijowie od kilku tygodni słychać spekulacje wskazujące właśnie na obszar bezpieczeństwa i przemysłu zbrojeniowego jako na najbardziej zanieczyszczony układami i złodziejstwem. Koszty produkcji mają być pow-szechnie zawyżane, co ma pozwalać na wyprowadzanie publicznych pieniędzy i ich przywłaszczanie. Produkcja wojskowa ma być kolejnym aktem afery taśmowej.
Na razie zagraniczni partnerzy ponad problemy z Midiczem stawiają efektywność uzbrojenia produkowanego przez spółki takie jak Fire Point. Nie bez znaczenia jest również polityka kadrowa firmy, w której głównym lobbystą zasiadającym w radzie doradców jest Mike Pompeo, były szef CIA i Departamentu Stanu z czasów pierwszej prezydentury Donalda Trumpa. Dobre nazwiska pozwalają "rozmasowywać" ewentualne kontrowersje.
Sprawa Mindicza może być jednak trudna do "rozmasowania". Z racji tego, że do Fire Point trafiały z budżetu państwowego miliony hrywien, aktywiści antykorupcyjni działający przy ukraińskim ministerstwie obrony wezwali do jej nacjonalizacji. Nawet jeśli miałoby się to odbyć kosztem efektywności spółki.
Nacjonalizacji zgodnie z ukraińskim prawem o stanach nadzwyczajnych może dokonać - w porozumieniu ze sztabem generalnym - kierowana przez Rustema Umierowa Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy.
Od kryzysu do kryzysu. Zełenski stąpa po kruchym lodzie
Jak przypominają ukraińscy dziennikarze, wydarzyło się to już co najmniej kilka razy. Choćby na początku wojny, bo jeszcze w 2022 roku, doszło do nacjonalizacji spółki Motor Sicz, której właścicielem był Wiaczesław Bohusłajew oskarżany o związki z Rosją. Motor Sicz specjalizuje się w produkcji i renowacji silników do śmigłowców i samolotów. Bohusłajew przed wojną był oskarżany przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy o pomoc Rosjanom w produkcji silników do śmigłowców szturmowych Ka 50 i Ka 52.
W przypadku Fire Point nacjonalizacja byłaby możliwa, gdyby sąd potwierdził tezy dziennikarzy o tym, że jej rzeczywistym udziałowcem jest Mindicz. Przebywający w Izraelu oligarcha został poddany sankcjom ze stro- ny ukraińskich władz, a jeśli tak, to jest podstawa do przejęcia jego przedsiębiorstw przez państwo. Tak jak w przypadku Bohusłajewa.
Cytowany przez ukraińską prasę Jurij Hudymenko aktywista antykorupcyjny z ministerstwa obrony przekonuje, że nacjonalizacja wynika z konieczności "zdystansowania się przez przedstawicieli państwa od osób, które używały swojej pozycji, funkcji lub kontaktów do wzbogacenia się".
Najnowsza odsłona afery korupcyjnej z udziałem współpracowników prezydenta dotyczy jednak przede wszystkim rynku nieruchomości. Głównym podejrzanym w tym wątku jest - póki co - Andrij Jermak, były szef biura Wołodymyra Zełenskiego. Polityk, nazywany "wiceprezydentem", rezygnację z urzędu złożył w ostatnich dniach listopada ub.r. Jermak miał przepuszczać przez spółkę dewe-loperską publiczne pieniądze. Oskarża się go również o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
"Wiceprezydent" ma być zamieszany w sprawę budowy ekskluzywnego osiedla "Dynastia". To sieć kilku rezydencji w podkijowskim Kozynie tworząca spójną zabudowę, która miała być połączona z centrum SPA dostępnym dla każdego z właścicieli. Jedna z willi - według ukraińskich mediów - miała być budowana dla prezydenta i jego rodziny. Jermak stanowczo wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, że "oskarżenia są bezpodstawne".
- Prokuratura zwróci się o zastosowanie wobec Andrija Jermaka środka zapobiegawczego w postaci aresztu z alternatywą wpłacenia kaucji - przekazał we wtorek szef Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej Ukrainy Ołeksandr Kłymenko.
- W ciągu ostatnich kilku miesięcy na organy ścigania wywierana była bezprecedensowa presja ze strony opinii publicznej, domagającej się podjęcia przez nie konkretnych decyzji proceduralnych w mojej sprawie - ocenił z kolei Jermak.
Wyższy Sąd Antykorupcyjny Ukrainy ogłosił w czwartek środek zapobiegawczy dla podejrzewanego o korupcję Jermaka. Zostanie on aresztowany, bądź wpłaci kaucję w wysokości 140 mln hrywien (ponad 11 mln złotych).
Ta potyczka słowna to jednak dopiero początek. W Kijowie panuje przekonanie, że nowe fakty wokół afery Mindicza to zaledwie przygrywka do czyszczenia układów wokół prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.







Comment (0)